ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
192 cm
aktor srebrny ekran
Awatar użytkownika
Wyskakuje ci z lodówki
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Birdie Chamberlain



Bruce niestety musiał odejść. Henry pożegnał się z nim z dnia na dzień urywając kontakt tak, jakby wcale nie zatrudniał go przez ostatnią dekadę. Dlaczego musiał zakończyć tę współpracę - tego niestety Henry Estelle nie powiedział, ale z jakiegoś powodu to był jej obowiązek, żeby znaleźć mu nowego ochroniarza.
A mimo tego, że Henry Beaufort jest jednym z najbardziej znanych ludzi w kraju, okazuje się, że bardzo mało osób chce z nim współpracować w zakresie prywatnym. Istnieje jakaś opinia, że jest klientem trudnym. Sama Estelle pracuje z nim już od jakiś osiemnastu lat, więc może to potwierdzić, natomiast zawsze raczej dbała o jego PR, natomiast ponieważ Bruce był z nimi tak długo, to pewnie nieco umknęło jej to, jak o Beuforcie mówi się w ochroniarskim świecie.
Tak czy inaczej w końcu załatwiła mu ochroniarkę, jak tylko zobaczyła jej CV to ucieszyła się jak mała dziewczynka i już po kilku dniach podpisywała z panią Chamberlain dokumenty. I sądziła, że Henremu to się spodoba. Będzie miał młodą, a doświadczoną panią komisarz przy boku, a na pewno dodatkowo to, że dziewczyna jest ładna nie zaszkodzi, prawda?
Prawda?
No oczywiście, że nieprawda, bo Henry zawsze reagował na opak niż tak jak przewidywała, że może zareagować. Więc kiedy sądziła, że ucieszy sie na widok Birdie, to ten się cały zrobił poważny i zaczął łazić niespokojnie po pokoju.
I od pół godziny kłócili się o to, najpierw przy zamkniętych drzwiach, ale teraz już w salonie, gdzie Birdie już wszystko mogła słyszeć. Estella była nawet zadowolona, że Birdie odrazu zobaczy jaki jest Henry, żeby sobie nie myślała, że będzie to łatwa fuszka.
Z perspektywy Henry'ego to była jakaś jedna wielka pomyłka i żart. Nie mógł za bardzo pojąć jak to jest możliwe, że najnowszy pomysł agencji zakładał, że osobą, która ma go ochraniać będzie obecna tu dziewuszka? Spogląda na nią z boku i wraca znów spojrzeniem do Estelle.
- To jest żart Estelle? - pyta z niedowierzaniem wbijając w nią spojrzenie. Estelle była kobietą w podeszłym wieku, a zmarszczki na jej twarzy eksponowały emocje, więc kiedy uniosła teraz brew, wygląda to jakby cała jej twarz zamieniła się w znak zapytania.
-Żaden żart 'enri - odpowiedziała kręcąc głową i oddając uparte spojrzenie w jego kierunku. Pomarszczone usta wysmarowane wściekłoróżową szminką związały się w dzióbek sugerujący niezadowolenie z powodu reakcji Henry'ego. - Pani Chamberlain jest wykwalifikowana, ma świetne referencje i doświadczenie i jestem przekonana, że dogadadzie się świetnie ze sobą - zaczęła w międzyczasie sięgać po swoją torebunie z lakierowanej na niebiesko skóry węża, sugerując, że rozmowa została zakończona. Rozsunęła srebrny suwak i wyjmuje z wnętrza telefon, żeby sprawdzić godzinę. Następnie odróchowo odwróciła dłoń i spogląda na cyferblat zegarka, który ma na nadgarstku. Henry pomyślał, że to jej by sie przydała ochrona z takim zegarkiem, jaki ma na ręku i że może sobie zabierać tę dziewczynkę z referencjami. Ale Estelle jakby czytała jego myśli i zaraz nagle wstaje.
- No dobrze, ja muszę już iść kochaneczki. Zostawię was - i idzie w stronę drzwi, a Henry za nią, bo wie, że kiedy tylko te drzwi zamkną się za jego agentką, to nie będzie wcale tak łatwo zmienić jej decyzję. Nauczył się już jak z nią postępować i jego strategią było zrobienie afery. Dogania ją, bo jak na taką niską kobietkę, to zdecydowanie żwawo się poruszała.
- Estelle, nie możesz mnie tu z nią zostawić, co ja mam z nią zrobić? Kakao zaparzyć?? Miałaś mi załatwić najlepszego ochroniarza, a nie jakąś dziewczynkę do opieki - syknął do niej, i stara się mówić tak żeby dizewczyna tego nie słyszała, no ale może być w sumie ciężko, bo mimo wszystko głos się niesie. Nie chciał jej robić przykrości, bo jednak niby to nie jej wina, ale z drugiej strony - to po co ona się zgłasza na taką posade? Jak ona mu ledwo do ramienia sięga. Estelle burknęła coś pod nosem niezrozumiałego. -Co ty sobie myślisz, jak to będzie wyglądać, jak będę paradować po ulicy z nią?? - teraz już podniósł nieco głos i dziewczyna już na pewno to słyszała. Estelle odwróciła się do niego i powiedziała bardzo powoli:
-Kochaneczku, innej opcji nie masz
I chociaż zupełnie nie chciało mu się w to wierzyć, bo czy ona mu wlasnie zasugerowała, że w całym Toronto jest jedna tylko osoba, która może być jego ochroniarzem i że musi to być jakaś dziewczynka, która mógłby podnieść na jednym ramieniu???
Nim jednak zdążył jej odpowiedzieć, drzwi za Estelle się zamknęły, a Henry wkurwiony odwraca się na pięcie i warcząc i fukając wraca do salonu.
No i ona wciąż tam jest.
Wywrócił na nią oczami i zamiast iść do niej, to poszedł do barku, który znajdował się przy drzwiach i sięga po jedną, drugą, trzecią butelkę i wlewa sobie z trzeciej brązowego płynu do szklaneczki, schylił się i wyjął lód i idzie w stronę kanapy, unosząc lekko rękę z drinkiem.
- Zapamiętaj sobie, takie pije jak jestem zdenerwowany
piczi
niechlujnych odpisów
36 y/o
For good luck!
175 cm
pilnuje przerośniętego 5-latka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

henry beaufort


Birdie nigdy nie sądziła, że znajdzie się w momencie życia, w którym dobrowolnie przyjmie zlecenie polegające na niańczeniu celebryty. Jeszcze kilka miesięcy temu prawdopodobnie roześmiałaby się prosto w twarz osobie, która zasugerowałaby jej coś podobnego. Teraz jednak sytuacja wyglądała nieco inaczej. Administracyjne zawieszenie skutecznie odcięło ją od zwykłych obowiązków, a sterta nieopłaconych rachunków na kuchennym blacie rosła z tygodnia na tydzień niczym źle pielęgnowana, ale wyjątkowo uparta roślina. Czynsz sam się nie zapłaci, lodówka nie zapełni się z dobroci serca, a bank nie będzie przyjmował jej jakże pięknego uśmiechu jako zapłaty za hipotekę. Dlatego, gdy agencja ochroniarska skontaktowała się z nią z kolejną ofertą, Birdie zacisnęła zęby i zgodziła się bez większego zastanowienia. Szczegóły otrzymała dopiero później, wtedy też dowiedziała się, kogo właściwie ma chronić. Westchnęła ciężko, czytając nazwisko w przesłanych dokumentach. O nim akurat słyszała w sumie trudno było nie słyszeć. Pojawiał się regularnie na okładkach magazynów, portalach plotkarskich i wszelkiego rodzaju stronach rozrywkowych. Znany aktor którego twarz rozpoznawalna była przez połowę kraju. Nie żeby ją to obchodziło, nie znała go osobiście i nigdy nie oglądała jego filmów z większym zainteresowaniem niż przypadkowe urywki lecące gdzieś w tle. Nie śledziła wywiadów, premier ani celebryckich skandali, miała własne problemy które właśnie pokierowały ją tutaj i dlatego cała ta sytuacja wydawała się równie absurdalna, co irytująca. Policjantka, detektyw wydziału zabójstw, sprowadzona do roli osobistego ochroniarza aktora. Do czego ten świat doszedł? Mimo wszystko podpisała dokumenty. Rachunki mówiły głośniej niż duma.
Kilka dni później znalazła się pod wskazanym adresem. Budynek był dokładnie taki, jakiego spodziewałaby się po kimś z jego statusem. Elegancki, drogi i na tyle luksusowy, że Birdie przez krótką chwilę zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie ubrudzi chodnika samym faktem stania przed wejściem. Zsunęła dłonie do kieszeni kurtki i zmarszczyła nos. Nie cierpiała takich miejsc, wszystko było tutaj zbyt idealne, zbyt czyste i zbyt błyszczące. Przez moment rozważała nawet odwrócenie się na pięcie i powrót do domu, ale wspomnienie kolejnego rachunku za prąd skutecznie ostudziło ten impuls. Ruszyła w stronę drzwi gdzie zapukała i czekała. Birdie poprawiła kołnierz kurtki i odruchowo rozejrzała się po okolicy, stary nawyk którego nie potrafiła się jakoś pozbyć, nie żeby nie próbowała... Analiza otoczenia przychodziła jej naturalnie, kamery, wyjścia awaryjne, punkty obserwacyjne... jej dalsze rozmyślenia zostały przerwane przez otwarcie drzwi przed którymi stała. Przez krótką chwilę poczuła znajome napięcie związane z pierwszym spotkaniem. Nie dlatego, że miała do czynienia z kimś sławnym, po prostu nie lubiła nowych ludzi. Większość z nich prędzej czy później okazywała się rozczarowaniem. – Nazywam się Birdie Chamberlain. Agencja powiedziała że mam się tu stawić..- zaczęła mówić do stojącej przed nią kobiety która jedynie pokiwała głową jakby już wiedząc kim była i po co przyszła. Została zaprowadzona do salonu po czym Estelle wyszła z salonu zamykając za sobą drzwi. Birdie nie była za bardzo pewna co ma ze soba zrobić, gdy jej nowy podopieczny jak i z tego co wywnioskowała jego asystentka prowadzili zażartą dyskusję której na początku nie mogła zrozumieć za wiele, jednak po jakimś czasie ewidetnie prywatność wyszła przez okno. Skierowała za to wzrok na mężczyznę stojącego w drzwiach. Nie wyglądał szczególnie niebezpiecznie i nie wyglądał też na kogoś, za kogo ochronę płaci się takie pieniądze. Ale przez lata pracy nauczyła się, że pozory znaczą bardzo niewiele. - Uprzedzając pytania, też uważam tę sytuację za dziwną. Pan jest aktorem, ja jestem detektywem na przymusowych wakacjach. Oboje prawdopodobnie mamy ciekawsze rzeczy do roboty, niestety rachunki nie płacą się same, więc oto jestem. - Przesunęła spojrzeniem po wnętrzu apartamentu, po czym wróciła wzrokiem do jego twarzy. - Jeśli więc nie ma pan nic przeciwko, chciałabym zacząć od omówienia sytuacji i oceny zabezpieczeń. Im szybciej ustalimy zasady, tym szybciej oboje przyzwyczaimy się do tego całego... cyrku. - Ostatnie słowo wypowiedziała z wyraźną rezygnacją, choć gdzieś pod chłodnym profesjonalizmem kryła się nuta rozdrażnienia. To zdecydowanie nie był wymarzony sposób spędzania urlopu ale przynajmniej pozwalał zachować dach nad głową. A na ten moment to musiało wystarczyć. Później okazało się, że sam cyrk dopiero się rozpoczynał. Początkowo próbowała jeszcze udawać, że nie zwraca uwagi na kłótnię dobiegającą z korytarza, ale kiedy po raz kolejny usłyszała słowo „dziewczynka”, porzuciła wszelkie próby zachowania pozorów. Stała oparta o framugę prowadzącą do salonu, z rękami skrzyżowanymi na piersi i miną człowieka, który właśnie odkrył, że trafił do wyjątkowo kiepsko napisanej komedii pomyłek. Pierwszy dzień pracy, a klient próbował odesłać ją do nadawcy, zanim zdążyła spędzić w jego obecności choćby kwadrans. Fantastyczny początek. Niemal słyszała rozbawienie w głosie Estelle, gdy starsza kobieta zostawiała ich samych z tym problemem. Drzwi zamknęły się za agentką z głuchym trzaskiem, a chwilę później Henry wrócił do salonu niczym burza ubrana w markowe ciuchy. Birdie śledziła go wzrokiem, nie poruszając się ani o centymetr. Mężczyzna skierował się prosto do barku i zaczął przeglądać kolejne butelki. Dopiero ta najwyraźniej spełniła jego wymaganiao bursztynowym alkoholu który z pluskiem spłynął do szklanki wypełnionej lodem. - Oho - rzuciła pod nosem. - Profesjonalne podejście do kryzysu.-burknęła pod nosem nie oczekując odpowiedzi Henry'ego albo ten też udawał, że nie usłyszał dopiero kiedy ruszył w stronę kanapy i uniósł lekko szklankę, odezwał się do Birdie po raz pierwszy od wyjścia Estelle. - A to dopiero początek naszej znajomości. Boję się zapytać, co robisz przy naprawdę dużym stresie. Dwa drinki i płacz do poduszki? - Odepchnęła się od framugi i ruszyła niespiesznie przez salon.- Ja na przykład jem chipsy i oglądam dokumenty o seryjnych mordercach. Każdy ma swoje hobby, chociaż przyznam, że alkohol wygląda odrobinę bardziej elegancko. - Zatrzymała się kilka kroków od niego, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki a na jej ustach pojawił się lekki, złośliwy uśmiech. - Swoją drogą, dziękuję za prezentację, tę na korytarzu. „To jest żart?”, „co mam z nią zrobić?”, „może kakao jej zaparzyć?”. Było naprawdę wzruszające, dawno nikt nie przywitał mnie z takim entuzjazmem. Zwykle ludzie czekają przynajmniej pięć minut, zanim zaczną mnie obrażać, ale szanuję skracanie formalności. - Przez krótką chwilę mierzyła go spojrzeniem w którym nie było w nim ani krzty niepewności. Słyszała podobne komentarze przez większą część swojej kariery, jest za młoda a to za niska, za drobna i temu podobne, komentarze Henry’ego nie robiły na niej żadnego wrażenia. - I tak tylko wyjaśnię jedną rzecz, nie jestem tutaj dlatego, że chcę. Ty nie chciałeś ochroniarza, ja nie chciałam pilnować aktora a jednak wszechświat postanowił połączyć dwa ludzkie nieszczęścia i sprawdzić, co się stanie. Podejrzewam, że to jakiś eksperyment społeczny. Muszę też przyznać, że imponuje mi tempo. To chyba pierwszy raz, kiedy ktoś ocenił moje kwalifikacje, zanim zdążył poznać moje nazwisko, naprawdę wydajne podejście. – powiedziała nieco rozbawiony tonem a kącik jej ust drgnął ponownie. - Chociaż, żeby było fair, rozumiem twoje rozczarowanie. Ja też spodziewałam się kogoś wyższego.- Zawiesiła głos na chwilę by przez moment posiedzili w tej ciszy. Birdie pozostawała w tym wszystkim zupełnie niewzruszona. - No dobrze, gwiazdo, myślę że skoro już ustaliliśmy, że jestem za niska, za młoda, zbyt kobieca i najwyraźniej kompletnie nie spełniam twoich standardów estetycznych dla ochrony osobistej, może przejdziemy do części, za którą faktycznie mi płacą? -Skinęła głową w stronę reszty apartamentu. Chcąc nie chcąc był na nią jak i ona na niego skazany a nikt nie będzie jej płacic za siedzenie na sofie i popijanie martini...to dopiero byłaby frajda...- Jeśli foch nr jeden już przeszedł, może pokażesz mi mieszkanie? Sprawdzę wejścia, okna, zabezpieczenia i wszystkie rzeczy, które rzekomo robią „dziewczynki”. Chyba że planujesz siedzieć tutaj przez resztę dnia i obrażać własną ochron, w takim przypadku przynajmniej przyniosę notatnik i zacznę prowadzić statystyki. -Przechyliła głowę, udając zamyślenie.po czym dodała – a jak będziesz chciał pokażę ci powód dlaczego akurat ta „dziewczynka” została wybrana na twojego ochroniarza. – dodała unosząc nieznacznie kąciki ust do góry ponieważ bardzo ale to bardzo korciło ją by mu pokazać dlaczego to zlecenie spadło na jej kolana.
gall anonim
36 y/o
For good luck!
192 cm
aktor srebrny ekran
Awatar użytkownika
Wyskakuje ci z lodówki
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Co to znaczy niby, że nie wyglądał na kogoś za kogo ochranianie płaci się TAKIE pieniądze??To na jakie wygląda?? Dobrze, że nie powiedziała tego na głos, bo Henry chyba by dostał zawału słysząc, że ktoś go wycenia na mniej niż jest warty. No chyba, że chodziło o to, że małe pieniądze zapłaconono za jego ochronę, co zresztą podejrzewał w związku z tym, że jego bysiorem okazuje się być jakaś kobietka metr siedemdziesiąt.
Pije sobie swój drink i ku zdziwieniu nagle słyszy, że jego nowa ochroniarka postanowiła do niego mówić. Najpierw spoglądał na nią zdumiony z kanapy. Nogi ma wyciągnięte i wygodnie założone, ramię opiera się o zagłówek, w dłoni trzyma drinka. A jednak nie może odpocząć sobie po tym szokującym popołudniu, bo ona mówi. I komentuje jego drinka?
- A przepraszam bardzo, czy to nielegalne pić drinka w swoim penthousie? - specjalnie użył tego słowa na określenie mieszkania w którym sie znajdują, bo niestety ale pani Chamberlain chyba się zapomniała, że mu zwraca uwagę.
Wciąż jeszcze rozłożony na kanapie powodzi za nią spojrzeniem, kiedy ta się postanowiła przejść po salonie. Pewnie specjalnie tak biodrami kręci, bo myśli, że wykręci mu zainteresowanie większe.
- O tu się mylisz - wtrącił jej się, kiedy powiedziała, że on nie chciał wcale ochroniarza, ale dał jej skończyć i dopiero wtedy powtórzył. - Widzisz, tu się mylisz Ptaszyno, bo ja ochroniarza chciałem. Ale takiego sto pięćdziesiąt w barach - ciekawiło go jak ona na to odpowie i odpowiedziała tak, że niby jego interesuje tylko estetyczna część jej pracy, co było ogromnym spłyceniem wszystkiego, ale Henry wziął sobie łyczek whisky i patrzy na nią zastanawiając się, co niby należy do jej obowiązków? Będzie tak jak Bruce stała za jego plecami i patrzyła jak on je obiad?
Birdie mu nagadała, ale to nie była do końca jej wina, że była kobietą, więc nie mógł się na nią tak na prawdę złościć. Uznał, że złoży reklamację później, a skoro dziewczynę tak ciągnie do tego, żeby już zobaczyć jego włościa, to ją przeprowadzi. Zamieszał napojem w szklance i wzdycha sobie:
-House tour? - wywrócił oczętami i zbiera się z kanapy - No dobrze, już cię oprowadzam. Zazwyczaj jak robie house tour to robię też drinka ale... - zmierzył ją spojrzeniem - ty chyba jesteś abstynentką - ocenił okrutnie i odwrócił się żeby pójść w stronę korytarza - Ale jak chcesz kakałko to daj znać - parsknął sobie pod nosem i otwiera pierwsze drzwi - To moja spiżarnia, nie wiem co tu jest, rano przychodzi kucharz, który przygotowuje mi dania na cały dzień i on się zajmuje uzupełnianiem zapasów. Nie ma tu okien, więc możemy iść dalej. Łazienka jedna - gościnna, tutaj szafa , na dole są miski dla psa. Sam nie mam psa, ale moi goście czasami przychodzą z. Dalej mamy kuchnię, tu masz wysokie okna - obejrzyj sobie. Ładny widok, prawda? Chciałbym więcej czasu móc siedzieć i podziwiać ten widok, ale niestety rzadko bywam w domu. Ja pracuję siedem dni w tygodniu, ale czasami mam miesiąc wolnego. Akurat załapałaś się na czas, kiedy mam wolne, więc będziesz chodzić ze mną na siłownię, na wywiady, takie rzeczy - oparł się o wyspę w kuchni i pokazuje jej na stojak do noży - japońskie, bardzo ostre, uważaj Ptaszyno - i jak ją tak przestrzegl to się uśmiecha lekko. No tak, co jak co, ale czarujący to on umie być.

Birdie Chamberlain
piczi
niechlujnych odpisów
36 y/o
For good luck!
175 cm
pilnuje przerośniętego 5-latka what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

henry beaufort



Co Birdie miała na myśli było bardziej w przeciwnym kierunku niż szedł Henry, że ktoś po prostu zwyczajnie przepłacał. Nie mogła nigdy zrozumieć dlaczego ludzie którzy wybierali karierę w Hollywood stawali się nagle osobami na wysokim pietestale, jakby reszta ludzi była poniżej ich. Co do Henry’ego, nie wyrobiła sobie jeszcze w 100% pewnego obrazu jednak jeśli miała by zignorować co udało jej się zebrać z internetu a jedynie bazować na tym co było przed jej oczami...zdecydowanie będzie potrzebować więcej czasu na podjęcie decyzji choć i tak miała wrażenie że zadanie nie będzie łatwe. – Jeśli o mnie chodzi, twoje cztery ściany..możesz robić co chcesz. Jeśli chodzi o wszystko poza tym..będziesz musiał się słuchać mnie. – odpowiedziała zupełnie poważnie posyłając mu spojrzenie bez większych emocji. Pani Chamberlain nic nie zapomniała, i może mu zwracała uwagę, czuła że musiała. Jako iż Pan Beaufort nie zostawiał jej chwilowo zbyt wielkiego pola do popisu jej umiejętności, nie traktowanie jej poważnie tylko dlatego że nie była chodzącą żyrafą, ani nie wyglądała jak szeroka lodówka na z nogami nie oznaczało że jest zupełnie beznadziejna. Oh Henry nie wiedział jak bardzo się mylił i Birdie zdecydowanie będzie wyczekiwać momentu w którym będzie mu mogła udowodnić jak bardzo się mylił. – Jeśli byłbyś chetny na małą demonstację, wystarczy słowo. Wygląd fizyczny bywa bardzo często mylący...-odpowiedziała z uśmieszkiem na ustach który zdecydowanie zdradzał że kryło się coś jeszcze pod nim, czego sama Birdie postanowiła nie powiedzieć. Sama nie miała zamiaru stać mu nad (pod) ramieniem i obserwować jak je czy robi cokolwiek innego, jak prysznic prywatnego. Znała swoje obowiązki, no dobra,miała dobry pomysł na to co się od niej wymagało, Estelle rozmawiała z nią prywatnie zanim przyjęła tę ofertę z agencji. Mimo że agencja już ją zaakceptowała, Estelle zdawać się była jeszcze jednym fail safe zanim wszsytko miałoby przybrać kształtu. Nie zwykła niańczyć żadnych gwiazd ani celebrytów i gdyby miała wyjście a myślała nad własnymi opcjami, z radością by odmówiła..jednak widok małej piramidkii rachunów na kuchennym stole która co jakiś czas zdecydowanie nabierała wielkości powstrzymywało ją. Nienawidziła faktu że trafiła nie z własnej woli na ten głupi urlop administracyjny! Co prawda nadal jej płacili, bo musieli ale nie było to w takich kwotach jak jej pełna wypłata, również fakt że ciągnęło się to już od kilku miesięcy a zostało jej obiecane że bedzie błyskawiczne...kosztowało Birdie sporo nerwów. Gdy Henry w końcu postanowił zerwać się z kanapy Birdie mrugnęła gdy usłyszała koment odnośnie kakao po raz drugi. Z całej swojej siły jaką posiadała wewnątrz, zacisnęła zęby. Och jak ją korciło by się odezewać i pozakać pazurki. Lata w służbie policyjnej powinny poskromić jej ognisty charakterek, tak przynajmniej myślał jej ojciec...och jak bardzo się mylił. Według niej jedynie dodało to oliwy do ognia ale sama sobie musiałą przyznać że to właśnie jej ognisty charakterek był odpowiedzialny za to jak dobra była w tym co robi. Może nie była wszystkich cup of tea, nie musiała. Była własnym kubkiem herbaty i uwielbiała to. Nie było dla niej nic gorszego niż bycie zupełnie nudną i bez „tego czegoś” co sprawia że chcesz żyć. Słuchała go chodząc za nim i dokładnie obserwując wszystkie pomieszczenia. Gdy staneli niedaleko okien spojrzała na widok, i jedno musiała przyznać Henry’emu że widok stąd był piękny. Chamberlain lubiła własny widok z okna również, był bardziej swojski i czuła się tam bezpiecznie, jej dom był miejscem gdzie mogła złapać oddech i odpocząć. Odwróciła się od okien dalej słuchając monologu Beauforta. – Japośnie noże mają to do siebie prawda? – zapytała retorycznie próbując z całych sił nie dać się zwabić do argumentowania, a ona uwielbiała się argumentować...nazwwanie jej praszyną igrało na granicy dla niej. Choć jej nickname właśnie tym był, i który uwielbiała. Zastanawiała się też czy wiedział jak ma na imię czy uważał że Birdie to jej imię? Zostawi to pytanie na inną okazję. – Rozumiem co jest ode mnie wymagane. Rozumiem również że zaszłą sytuacja ze stalkerem który próbował dostać się do tego penthouse’u? Estelle wzpomniała o tym choć nie powiedziała zbyt wiele poza faktem że dla twojego bezpieczeńśtwa powinnam również tu zamieszkać. – powiedziała zupełnie normalnie. Naprawdę nie chciałaby tu mieszkać, wystarczało jej że będzie musiała być wszędzie indziej poza tymi ścianami jak jego cień. Ale jeśli to co Estelle jej wspomniała i co sama Birdie była w stanie znaleźć odnośnie tej sytuacji w policyjnych aktach dzięki kolegom ze służby, może powinna.
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”