ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
182 cm
grafik w Toronto Sun
Awatar użytkownika
We wanted to be adults so bad. Now look at us. Just fucking look.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

s z e ś ć.
life always seems to have other plans
Coraz częściej odmawiał pojawiania się na dużych imprezach, na których jedynymi atrakcjami był alkohol i za mały dom po brzegi wypchany przypadkowymi, napotkanymi po drodze imprezowiczami. Okres intensywnego balowania miał już za sobą, ale raz w roku (w Halloween) wyłamywał się ze swoich własnych postanowień i razem ze znajomymi wybierał się parapetówkę. Klimat strachów i grozy był dla niego tym, którego nie dało się podrobić. Każdy organizator imprezy pieczołowicie dbał o to, by to właśnie jego dom wyróżniał się najstraszniejszymi ozdobami.
Tym razem Ayaan wybierał się sam – po powrocie do Toronto wciąż nie udało mu się odnowić wszystkich starych znajomości. Wiele osób się przeprowadziło, z niektórymi nie mógł nawiązać kontaktu i ostatecznie podjął decyzję o samotnym wyjściu. Wiedział, że i tak będzie się wspaniale bawił, i że jeżeli będzie chciał to bez problemu znajdzie sobie kompanów do wspólnej zabawy na miejscu.
W tym roku był Aladynem – strój łatwy, klimatem może nieco odbiegający od halloweenowych strachów, ale niezwykle trafiony. Postanowił ochlapać sobie twarz sztuczną krwią żeby nie być tylko ładnym chłopcem w ciekawym stroju, tak więc na jego czole, policzku i usta znajdowały się szkarłatne plamy. Zadbał też o rekwizyt w postaci lampy dżina, który wrzucił do auta przed samym wyjazdem. I po ponownym upewnieniu się, że wszystko ze sobą wziął, ruszył w drogę.

Podróż mijała mu spokojnie, choć cały czas był skupiony. W mieście wciąż nie było prądu, więc niektóre drogi były gorzej oświetlone. Warto było więc rozglądać się na boki bardziej, bo w miejscach, gdzie sygnalizacje były wyłączone każdy zdawał się poruszać według swoich własnych zasad. Także nie spieszył się, co jakiś czas zerkając na GPS, który prowadził go do miejsca imprezy.
Po kilkunastu minutach jazdy na drodze coś się pojawiło. Światła samochodu pozwoliły mu dostrzec coś podłużnego, blokującego przejazd. Dopiero gdy podjechał nieco bliżej okazało się, że to przewalone drzewo. Doskonale zdawał sobie sprawę, że sam go nie ruszy, więc nawet nie wyszedł z pojazdu. Po prostu wycofał, chcąc znaleźć jakiś objazd.
Mgła znacznie ograniczała widoczność i nawet światła auta miały problem w walce z jej intensywnością. Całe szczęście, że miał telefon, który dobrze go prowadził...
Wykręcił znowu, jechał zgodnie z tym co pokazywała mu strzałka na ekranie, ale ponownie trafił w to samo miejsce. Znów dostrzegł leżące na ulicy drzewo, choć tym razem tuż przed nim stał inny samochód. Przez chwilę zastanawiał się jakim cudem błądził w kółko – szybko okazało się, że lokalizacja nie działała prawidłowo, bo wskaźnik przeskakiwał po mapie, nie mogąc znaleźć prawidłowego miejsca.
— Dziwne — powiedział sam do siebie. Jego wzrok od razu skupił się jednak na tym samochodzie, którego wcześniej tu nie było. Możliwe, że ktoś błądził tak samo jak on, dlatego postanowił stanąć obok, żeby rozeznać się w sytuacji. Nie wyszedł z bezpiecznego auta, starając się namierzyć drugiego kierowcę. Uchylił szybę, gdy jego oczy namierzyły ludzką sylwetkę, ale w każdej chwili był gotowy wycofać i odjechać, gdyby okazało się, że nieznajomy jest zbyt podejrzany.
— Nie da się przejechać — powiedział głośno tą oczywistą oczywistość. — Szwankuje mi lokalizacja. Oddaliłem się, ale znów trafiłem w to samo miejsce, już tu byłem — dodał prędko, nie decydując się jeszcze na wyłączenie silnika i wyjście z pojazdu. Dużo bezpieczniej było siedzieć na dupie i przekonać się z kim ma do czynienia.

we all start as strangers
something wicked
don't be a fcking dick to people
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

And the people bowed and prayed to the neon god they made.
And the sign flashed out its warning in the words that it was forming.

Analizował każdy szczegół przesadną liczbę razy. Rozkładał na czynniki pierwsze każdą myśl, każde słowo, wydarzenie i każdą możliwość, która mogła wydarzyć się w przyszłości. Na takiej analizie spędzał długie godziny, zarówno w czterech ścianach własnego gabinetu lekarskiego, jak i w swoim domu, najczęściej podczas kąpieli, gotując lub już w łóżku, z książką w dłoniach, bo plany nie zawsze pokrywały się z rzeczywistością.
Nigdy wcześniej nie obchodził Halloween, bo zwyczajnie nie widział w tym niczego ciekawego i w żaden sposób mu się to nie opłacało. W tym roku, ku jego zaskoczeniu, było trochę inaczej. Dostał nietypowe zaproszenie, któremu z jakiegoś powodu nie potrafił się oprzeć. Na palcach mógł policzyć przypadki, kiedy odchodził od swojej rutyny i sztywno przyjętych zasad, aby zrobić coś, co nie leżało w jego zwyczaju. Nie tylko postanowił pojawić się w wyznaczonym miejscu punktualnie, to w dodatku zadbał o przebranie. Bardzo poważnie podszedł do wyboru stroju i szybko okazało się jasne za kogo się przebierze.
Jezus był wyborem idealnym.
Poświęcenie dla uczniów, cudotwórstwo, nieskazitelny charakter i w dodatku strój, który podkreślał jego idealną sylwetkę. Dion był próżny, miał się za kogoś niezwykle utalentowanego i inteligentnego, a o swoim ciele myślał jako o ideale, wyznaczniku dla innych. Dbał o siebie i również siebie podziwiał. W związku z tym, że na zewnątrz było już dosyć chłodno, na biodrową przepaskę zarzucił czarny, elegancki płaszcz, który uzupełniały dokładnie wypolerowane buty nałożone na białe, bawełniane skarpetki. Prawdziwy Jezu, według opowieści, nie mógł pozwolić sobie na taki luksus, ale Dion uważał, że chodziło jedynie o czasy, w których przyszło mu żyć. Był pewien, że teraz prezentowałby się zupełnie inaczej.
Gdy wsiadł do auta na głowie spoczywała mu już korona cierniowa, ale gwoździe z dłoni musiał wyjąć i rzucić na siedzenie pasażera, bo utrudniałyby mu prowadzenie pojazdu. Wszystko przebiegało w nudny jak flaki z olejem sposób, który jednak Dionowi się podobał i właśnie tak zaplanował podróż. Wystarczył jednak jeden źle obrany zakręt, aby znaleźć się w sytuacji rodem z serialu From. Nie podobało mu się to i za kolejnym razem, kiedy natknął się na powalone drzewo (kto je tak ciągle przewracał?), poirytowany zatrzymał się i przez chwilę przyglądał się sytuacji, oświetlonej przednimi światłami jego auta.
Od razu zorientował się, że ktoś stanął za nim i założył, że z tego samego powodu. Sięgnął po telefon i z niezadowoleniem zauważył, że nie miał zasięgu. Strasznie mu się to nie podobało. Miał dojechać na miejsce wcześniej, dzięki temu skrótowi, a okazało się, że nie tylko nie będzie na czas, ale być może w ogóle nie dojedzie na miejsce. Nie znał tej okolicy, wokół rósł wysoki, ciemny las, przed sobą miał zablokowaną drogę i z tego co zaobserwował za sobą również. Bo przecież to nie mogło być to samo drzewo, skoro od jednego właśnie wracał. Prawdopodobnie jakimś cudem droga została zablokowana z obu stron, a on nawet nie mógł zadzwonić po pomoc.
Wysiadł i z godnością zapiął płaszcz. Trudno, aby nie wydawał się w tym stroju podejrzany, ale nawet nie brał pod uwagę, że ktoś mógłby tak pomyśleć. Przecież był poważnym człowiekiem, w dodatku lekarzem i był tutaj tylko dlatego, że spieszył się na bardzo ważne spotkanie z księdzem. Ruszył w stronę drugiego auta z neutralną, pozbawioną emocji miną, a gdy był już blisko krótko odchrząknął.
— Rozumiem — odparł oszczędnie, skoro mężczyzna sam zaczął rozmowę. — Z drugiej strony drogę również blokuje powalone drzewo. Czy jedynie nawigacja Panu nie działa? Ja nie mam zasięgu i nie mogę zadzwonić po pomoc — wyjaśnił, zupełnie zapominając, że dalej ma na głowie koronę z cierni. Z resztą to przecież ważna część stroju, a było Halloween. Przez chwilę patrzył na kierowcę przez okno jego samochodu, potem wzniósł wzrok, aby wbić go w ciemną stronę lasu. Nie chciałby musieć szukać pomocy na piechotę, ale czy miał wybór?
— Po tamtej stronie widziałem wcześniej światła — dodał jeszcze po chwili, nie tłumacząc więcej, bo uważał, że jego sugestia jest jasna. Skoro nie mieli zasięgu, to musieli wymyślić coś innego. A przynajmniej on musiał, bo przecież nie mógł liczyć, że nieznajomy okaże się jego ratunkiem. Dopiero po chwili przyszło mu do głowy, że może to umyślnie zagranie, wtedy przyjrzał mu się jeszcze raz i nawet okazał coś więcej, niż obojętność — podejrzliwość.

hello darkness
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Rexdale”