26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyjazd z Ambrose’em akurat był mu mega na rękę po ostatnich wydarzeniach. Mętlik w głowie wciąż narastał, a on potrzebował chwili wyciszenia i zapomnienia. Może nawet pozwoli mu to zrozumieć, czego tak naprawdę chce w swoim życiu i w którym kierunku powinien pójść. Dawno jego uczucia nie były tak skomplikowane jak teraz. Lubił Hudsona, który był świetnym kumplem i z którym naprawdę super spędzało się czas, ale to, co ostatnio między nimi zaszło, było błędem. Potwierdzało to również zachowanie chłopaka, który nagle się od niego odsunął i zaczął zachowywać się przy nim zupełnie inaczej niż wcześniej. Z drugiej strony jego myśli zaprzątał Gabriel - striptizer. Sam się sobie dziwił, że wciąż myślał o kimś, kto co noc rozbiera się w klubie ku uciesze wielu osób i robi różne rzeczy w pokojach VIP, ale po prostu go wzięło i nic nie mógł na to poradzić.
Starał się jednak na razie nie myśleć o tym wszystkim, żeby nie psuć sobie i Ambrose’owi wyjazdu.
- Po cholerę ci aż tyle rzeczy? - zapytał, wysiadając z auta i widząc na schodach kilka walizek. Ile by dał, żeby wiedzieć, czy w jednej z nich znajdują się same kosmetyki. A przecież jechali tylko na weekend. Westchnął i pomógł mu zapakować to wszystko do auta, nawet nie próbując przekonać go do zostawienia połowy rzeczy, których pewnie ani razu nie użyje.
Upewniwszy się, że mają wszystko, włącznie z pastą do zębów i sprejem na komary, wyruszyli w drogę. Domek znajdował się kilka godzin jazdy od Toronto, a on chciał jeszcze rozejrzeć się po okolicy, zamiast od razu kłaść się do łóżka.
- Powiedz tylko, że nie zabierasz ze sobą połowy swojej pracowni, bo przez ten weekend nie ma pracy. Jak zobaczę cię ze szkicownikiem, przywiążę ci łapy do dupy, czaisz? - mruknął, zerkając krótko na Sinclaira, zanim ponownie skupił się na drodze. Na szczęście była dość prosta, ale nie mógł mieć pewności, że inni kierowcy będą równie ostrożni jak on i nie wjadą w nich, odpisując na krótkiego SMS-a czy szukając czegoś w schowku.

Ambrose Sinclair
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem miał okazję wyjechać gdzieś na dłużej, nie licząc wypadów związanych z pokazami mody, które miały miejsce w innych państwach. Zero odpoczynku, ciągła praca, na którą narzekał tylko wtedy, kiedy coś nie wychodziło tak, jak wcześniej zaplanował. A trzeba przyznać, że takich sytuacji było całkiem wiele i za każdym razem równie mocno działały mu na nerwy.
Nic dziwnego, że czuł się trochę dziwnie, pakując niezbędne rzeczy (wcześniej dokładnie wypytał przyjaciela, co takiego powinien ze sobą zabrać, bo miał raczej marne doświadczenie w podobnych wypadach) i myśląc o tym, że przez ładnych kilka dni nie zobaczy swojej pracowni. Czy w ogóle wolno mu było jechać? A co, jeśli nagle najdzie go wena i będzie odczuwał usilną potrzebę, aby coś uszyć? Jak sobie tam poradzi?
Westchnął, zapinając torbę, w której jego zdaniem znalazło się zdecydowanie za mało rzeczy. Pewnie dlatego spakował do plecaka jeszcze kilka innych, w tym swój zeszyt, w którym znajdowały się wszelkiego rodzaju projekty. Może się przyda, może nie. Warto było być ubezpieczonym na każdą ewentualność. Zaraz jednak przyszła kolej na walizkę, a później jeszcze jedną.
-A skąd mam wiedzieć, co będzie potrzebne, a co nie? Poza tym nie mogę ciągle chodzić w jednych rzeczach, a co, jeśli nie będzie pralki? - skomentował takim tonem, jakby mówił coś nad wyraz oczywistego. Nie byli w stanie przewidzieć, co takiego się stanie, a Rose zbyt przywykł do wszelkich luksusów, żeby nagle z nich zrezygnować. Jak to się mówi - przezorny zawsze ubezpieczony.
Całe szczęście Hunter nie oponował, pomagając mu jedynie wsadzić bagaże do środka, cudem je wszystkie mieszcząc. Widać było jak wiele czasu poświęcał na grę w Tetrisa.
-Ale nie wywieziesz mnie w jakieś brudne miejsce, prawda? Pamiętaj, że jestem na to wyczulony. I jest tam cywilizacja, co? - zerknął na niego, kiedy prowadził. Wolał wiedzieć od razu, czy ma wysyłać swojej służbie wiadomość, że ma przysłać za jakiś czas policję, ewentualnie specjalistów, dzięki którym przetrwa. Myśl, że po jego ciele miałby chodzić jakiś robal była wyjątkowo mało przyjemna.
-Nie możesz mi zakazywać pracować, jeśli najdzie mnie wena. Oczywiście, że mam ze sobą zeszyt. A w związywanie baw się z kimś innym co? - obruszył się, kiedy ten nawiązał do jego pracy. Przecież wena nie wybierała, wena przychodziła i człowiek musiał się jej poddać.

Hunter Robertson
26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hunter chyba był inny od Ambrose, bo miał tylko jedną walizkę z ubraniami, bo ile mógł ubrudzić podczas tych trzech dni? Nie będzie przecież robił jakiegoś pokazu mody. Do tego miał małą kosmetyczkę i torbę z jedzeniem i piwem, którego zabrał dość sporo.
- To wypierzesz w misce. Myślisz, że jak ludzie sobie radzili zanim stworzono pralki i prąd? - prychnął, wywracając oczami. Uwielbiał Ambrose, ale czasem był naprawdę za bardzo rozpieszczony i gdyby nagle wysłać go na bezludną wyspę pewnie by sobie sam nie poradził. Szkoda mu go było, ale może podczas tego wyjazdu on go czegoś nauczy? O pranie mógł być jednak spokojny, bo była tam pralka, a nawet zmywarka i klimatyzacja, więc idealne warunki i udogodnienia, dzięki którym będą mogli skupić się na relaksie zamiast codziennych obowiązkach. Mieli cały weekend na korzystanie z pobliskiego jeziora, jacuzzi na tarasie i sauny. Do tego las dookoła i piękne widoki. Czego chcieć więcej?
- Jest kilka innych domków oddalonych o kilkadziesiąt metrów, więc będziemy mieli sporo prywatności. A najbliższe miasteczko jest kilka kilometrów dalej. No cóż, skoro już wyjechaliśmy nie zamierzam zawracać, więc nawet nie próbuj marudzić, bo nie będzie tak źle. - zapewnił, zmieniając pas, żeby wyprzedzić kogoś kto jechał zdecydowanie zbyt wolno przed nimi. Kompletnie nie rozumiał co tacy powolni kierowcy robili na autostradzie blokując ruch. Nie szarżował na drodze, ale po prostu chciał dotrzeć na miejsce najszybciej jak się da i bez zbędnego zdenerwowania, bo taka sytuacja na pewno do tego by doprowadziła.
- Mogę i to zrobię. Jestem starszy i masz się mnie słuchać. Co? Nie chciałeś nigdy, żeby ktoś Cię związał i zrobił z Tobą wszystko na co miałby ochotę? - zapytał, uśmiechając się złośliwie. Nigdy co prawda nie zaproponowałby tego przyjacielowi, na dodatek takiemu hetero, który mógłby czuć się w takiej sytuacji niekomfortowo, ale wszystko było dla ludzi, nie? Ale jeśli nagle postanowi pracować w momencie, kiedy powinni się relaksować będzie musiał to rozważyć. Linę na pewno gdzieś znajdzie. - Dogadałeś się już z Gregiem czy jak mu tam było? Nie narzekałeś na niego ostatnio, ale chyba go nie zabiłeś, co? - zerknął na przyjaciela, unosząc brew do góry. Wolałby chyba nie wiedzieć o czymś takim.

Ambrose Sinclair
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-W misce? Czy ja wyglądam na kogoś, kto ma zamiar prać w misce? Nie po to postęp technologiczny jest tak wysoko zaawansowany ciągle idąc dalej, żebym ja prał w jakiejś misce. I co, niby kąpać też mam się w jeziorze, zamiast w wannie? - skrzywił się na samą myśl. Jak w ogóle Hunter mógł powiedzieć coś takiego. Rose nie po to miał służbę, żeby w ogóle zaprzątać sobie głowę praniem. A tak jeśli już weźmie więcej, będzie mógł się przebrać ile razy będzie chciał, brudy przywożąc tutaj, do domu. Za coś płacił tym ludziom. Ach, już widział minę tego gnojka, jak dostanie brudami w twarz.
-Prywatność? Proszę, brzmi dość kusząco, ale wiesz Hunter, nie każdy może mnie mieć - powiedział zerkając na niego rozbawiony. Nigdy nie interesował się facetami i nigdy też nie dał nikomu do zrozumienia, że jest inaczej. Zresztą Ambrose nie miał nawet za bardzo czasu, żeby się z kimś umawiać czy spotykać, bo miał na głowie co chwilę kolekcję do wymyślenia. Ten okres był dla niego kluczowy, bo mógł zaważyć na całej jego karierze. Nie miał zamiaru zaprzepaścić życiowej szans przez kogoś, kto żądałby od niego towarzystwa. - Zdaję się na ciebie Hunter, ale lepiej, żeby ten domek był jednak w moich standardach. Nie oczekuję Bóg wie ile, ale wanna z jacuzzi powinna być w stałym wyposażeniu - mruknął. Tak, był rozpieszczony. Tak, nic sobie z tego nie robił. Miał pieniądze, to czemu z nich nie korzystać? Od tego były, prawda? Nikt nie trzymał ich po to, aby na nie patrzeć.
Usadowił się wygodniej na fotelu, który odsunął maksymalnie do tyłu. Wszystko, byleby tylko wyprostować nogi.
-Staruszku, to nie znaczy, że masz jakiekolwiek prawa, by mi zabraniać. Nie wiesz, jakoś niespecjalnie mnie to kręci. Dziewczyny, z którymi się spotykałem raczej były, sam nie wiem, nijakie - wzruszył ramionami. Nie miał też za sobą tylu związków, żeby nabyć Bóg jeden wie jakie doświadczenia. Prawiczkiem nie był, bo kto w tych czasach nie uprawiał seksu w jego wieku, ale też nie eksperymentował nie wiadomo ile.
-Powiedziałem ci, że nie mam zamiaru tego robić. Po prostu jest dla mnie powietrzem. Wiesz, mniej toksycznych fluidów, kiedy się nie odzywa, a ja nie muszę mu odpowiadać - mruknął mało zadowolony, że Hunter poruszył temat osoby, o której serio Sinclair gadać nie chciał.

Hunter Robertson
26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Umrzesz chyba, jak kiedyś padną elektrownie i nie będziesz miał swojej technologii przez kilka dni. - stwierdził, drocząc się z nim. Aż w sumie chętnie zobaczyłby Ambrose na biwaku, gdzie nie będzie miał toalety i dostępu do ciepłej wody. Może go kiedyś w taki wypad wmanewruje?
- Dlaczego myślisz, że chciałbym Cię mieć? Może to ty marzysz o tym, żeby mnie w końcu zobaczyć nago, hmmm? Może masz jakieś mokre sny na mój temat? No przyznaj się. - zachęcił go, śmiejąc się głośno. Ambrose był już przyzwyczajony, że Hunter był dość pewny siebie, szczególnie w kwestii swojej seksualności, której ani trochę się nie wstydził i czasem pozwalał sobie na niektóre komentarze nie przejmując się zdaniem innych. Panował nad sobą jedynie przy Hudsonie, który wydawał mu się zbyt niewinny na takie sprawy. - I jest. Możesz się w niej moczyć całymi dniami. - odparł, kręcąc głową. Ciekawe kiedy mu się znudzą takie luksusy.
- Spróbuj mnie powstrzymać. Miałeś ty w ogóle jakąś dziewczynę w tym roku? - zapytał. Nie interesowały go co prawda związki Ambrose, ale facet jak to facet ma swoje potrzeby, a niczego o czymś poważniejszym z jego strony nie słyszał. Ale co on się będzie mieszał, jak sam miał za sobą jedynie jeden poważny związek, który zakończył się dla niego dość nieprzyjemnie, ale sam w sobie był całkiem okej.
- Ach, no skoro tak. Zawsze to lepsze, niż wyzywanie się nawzajem co chwila. - mruknął, wzruszając ramionami. Dalej nie rozumiał jaki problem miał Ambrose ze swoim pracownikiem, ale to już nie jego problem.
Dalszą drogę spędzili na luźnej rozmowie o wydarzeniach z ostatnich tygodni i o tym jak minęły im święta.
- Czekaj, idę po klucze do domku i zaraz będziemy na miejscu. - powiedział, wysiadając z auta jak tylko zaparkował przed niewielkim budynkiem, które było biurem właściciela. Po krótkich formalnościach dostał klucze i wskazówki jak dojechać do ich domku, a parę minut później zaparkował auto na podjeździe. - Jak Ci się podoba? - zapytał, wysiadając z auta i przeciągając się. Zdecydowanie potrzebował odpoczynku po tak długiej podróży. Ale najpierw musieli się zadomowić. Domek nie był najmniejszy, ale do jakiejś willi też było mu daleko. Pewnie nawet dałby radę zamieszkać tutaj na dłużej gdyby miał okazję.

Ambrose Sinclair
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Nic takiego się nie stanie, więc nie wiem po co mnie straszysz takimi absurdalnymi przykładami. Przyjaciele chyba są od tego, żeby się wspierać, co? - skrzywił się, posyłając chłopakowi jedno ze swoich mało przyjemnych spojrzeń. Jego zdaniem Robertson nie powinien być przeciwko niemu, a teraz najwidoczniej był. Przecież każdy wiedział, że technologia i Rose to była jedność, której nie powinno się rozdzielać. Bo jak to wanna bez hydromasażu? Jak to brak odpowiednio dużego telewizora i konsoli? Tak się w ogóle dało żyć? Nie mówiąc już o braku maszyny do szycia, ale to pozostawało jeszcze ostatecznie szycie ręczne, które miał opanowane, gdyby nagle znalazł się w miejscu, gdzie jej nie było.
-Jesteś okropny, wiesz? Tak, zdecydowanie o niczym innym nie marzę, tylko o tym, żeby zobaczyć cię takiego, jakim cię stworzono - rzucił i aż się wzdrygnął na samą myśl, że Hunter mógłby przed nim paradować nago. Nie, zdecydowanie nie po tej dziwnej akcji, która miała miejsce pomiędzy nim i Valentinem, którego najchętniej wymazałby ze swojej pamięci. - Ach, to dobrze. Już nie mogę się doczekać kąpieli. Po tej podróży będę jej potrzebował - skomentował. Nie to, żeby nie lubił jeździć, bo jednak wycieczka samochodem była dla niego jedną z lepszych, ale wiadomo, że i tak będzie musiał się po wszystkim odświeżyć. Jedną z rzeczy, których naprawdę nie lubił, było jego własne spocone ciało, do którego mógłby przykleić się brud.
-Nie i specjalnie nie potrzebuję. Chociaż może by się przydała, bo wtedy rodzice daliby mi spokój z tą ich próbą połączenia dwóch bogatych rodzin - westchnął. Męczące. Powinien niby się przyzwyczaić, bo jednak pewne zasady panowały w niektórych domach, ale to była jawna przesada. Po co umawiają go na jakieś spotkanie, skoro ostatecznie i tak kazał pannie spadać?
Ostatecznie jednak dojechali na miejsce i Rose musiał przyznać, że domek sam w sobie, przynajmniej na zewnątrz, nie wyglądał wcale tak źle. Był ładny, a to miało dla niego wielkie znaczenie.
-Jestem pod wrażeniem, Robertson, że tak dobrze trafiłeś w mój gust. Mam nadzieję, że wyposażenie ma równie imponujące - odpowiedział, wysiadając z samochodu.
Zanieśli bagaże, wchodząc do środka.
-Ładnie. Tylko czemu jest jedno łóżko? Czy nie mogłeś wziąć dwóch? Jak nic będziemy losować kto śpi na kanapie - skrzywił się patrząc po wystroju. Poza tą jedną niedogodnością wszystko inne było idealne.

Hunter Robertson
26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- No ale jak mam Cię wspierać? Musiałbym kupić agregat, żeby zapewnić Ci chociaż minimalne dogodne dla Ciebie warunki. Już bez przesady, dasz radę kilka dni bez telewizora i pralki. - odparł, zerkając na Ambrose. Miał szczęście, że żył w czasach gdzie praktycznie wszystko było zautomatyzowane i nie musiał prać ręcznie w rzece czy przynosić sobie wodę ze studni, żeby się napić herbaty. Już widział tą panikę w jego oczach, kiedy coś się stanie z instalacją u niego w domu i nie będzie miał prądu przez kilka dni.
- Wiesz dobrze, że żartuję. Już się tak nie denerwuj bo Ci żyłka pęknie. - parsknął śmiechem, szturchając go ramieniem. Chyba będzie musiał popracować nad jego poczuciem humoru, chociaż wcześniej na luzie wysłuchiwał takich tekstów. Czyżby stało się coś o czym Hunter jeszcze nie wiedział, a zmieniło podejście Ambrose do niektórych spraw? - Nie kąpałeś się przed wyjazdem, czyścioszku? - chyba powinien był przywyknąć, że jednak Ambrose miał inne przyzwyczajenia, ale no bez przesady. Mógł się odświeżyć wskakując z nim do jeziora, a nie od razu brać kąpiel jak po treningu.
- To już chyba nie te czasy, żeby łączyć dwie rodziny małżeństwem, bo rodzice się uparli. Ale zaprosisz mnie na ślub, nie? - szczerze? Nie wyobrażał sobie Ambrose na ślubnym kobiercu. Może za parę lat jak będzie starszy i trochę się uspokoi, ale póki co był za młody i powinien się wyszaleć. I to powinna być jego decyzja, a nie podjęta przez rodziców.
- Nie zapominaj, że za dobrze Cię znam. Nie wytrzymałbyś minuty w drewnianym domku bez elektryczności i toaletą w postaci krzaczka. - rzucił, unosząc brew do góry. Za dobrze go znał, żeby wiedzieć na jakie warunki się zgadzał, a które był kategorycznie nieakceptowalne.
- Jak jedno? Miały być… dwa… - zdziwił się, rozglądając po domku. Rzeczywiście, była tylko jedna sypialnia. Ale jakim cudem? Nie możliwe, żeby on coś pomylił. Zawsze sprawdzał wszystko trzy razy, a czasem nawet cztery jak nie był pewny, więc to na pewno nie jego wina. Nie zamierzał się jednak o taką błahostkę wykłócać, tym bardziej kiedy Ambrose sam zaproponował losowanie zamiast żądać wymiany, a domek oprócz tego niczym się nie różnił od tego co chciał. - No to losujemy. - podszedł do niego z wyciągniętą pięścią i po trzech rundach wygrał dwoma punktami, więc łóżko należało do niego. - Nie martw się, kanapa wygląda na wygodną. - zaśmiał się złośliwie, zanosząc swoją walizkę do sypialni, która na ten weekend należała do niego. - Serio zamierzasz teraz brać prysznic? - zawołał, opadając na łóżko, skoro i tak będzie musiał czekać aż przyjaciel odbębni swój rytuał w łazience.

Ambrose Sinclair
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Będziesz prał mi ubranie, jeśli coś mi się ubrudzi, a ja nie będę miał czego na siebie założyć. Albo jeszcze lepiej - oddasz mi swoją bluzę - powiedział, uśmiechając się szeroko. Nie miał nic przeciwko noszeniu ubrań Huntera. Znał go już jakiś czas i wiedział, że chłopak potrafił się ubrać. Dodatkowo jego ciuchy były trochę większe, niż ubrania Rose, a to sprawiało, że podobna wymiana działała raczej w jedną stronę i sam Sinclair miał pewność, że przyjaciel nie tknie niczego, co należało do niego. Wszak to on go wywoził gdzieś w nieznane. A co, jak biedny projektant się przeziębi? Nie będzie w stanie pracować z zatkanym nosem i bólami migrenowymi.
-Nic mi nie pęknie, o to możesz być spokojny. Po prostu nie lubię jak coś zakłóca mój zmysł estetyczny - machnął ręką, zerkając na niego ukradkiem, tym samym zbywając go podobną odpowiedzią. Jakoś nie chciał się tłumaczyć ze swojego zachowania wiedząc, że pewnie Hunterowi nic nie umknie. On jako jeden z nielicznych potrafił dostrzec w Ambrose nawet najmniejsze zmiany zachowania. - Kąpałem, ale siedzę już tutaj jakiś czas, wiesz? Mimo wszystko jazda trochę brudzi - odpowiedział. Tyle dobrego, że samochód przyjaciela należał do tych bardziej zadbanych, bo gdyby miał jechać w czymś, w czym walało się pełno pustych opakowań i nikt nie odkurzał do momentu nabycia pojazdu, wolałby iść na piechotę.
-Spróbuj wyjaśnić to moim rodzicom, którzy wiedzą lepiej, co pod tym względem będzie dla mnie lepsze - mruknął. Już doświadczył z ich strony kilku podobnych zagrywek i zawsze musiał kontratakować. Czekał tylko na dzień, w którym postawią mu ultimatum. - Serio widzisz mnie w roli czyjegoś męża? - skrzywił się. Nie, zdecydowanie nie miał zamiaru jeszcze się w coś takiego bawić. Miał swoją karierę, o którą musiał zadbać w pierwszej kolejności.
Spojrzał raz jeszcze sceptycznie na jedno łóżko. Naprawdę nie mogli postarać się o dwa? Co, myśleli, że Rose będzie spał z Hunterem? No chyba nie.
Zagrali w kamień, papier, nożyce i szybko okazało się, że to właśnie on ląduje na kanapie.
-Świetnie, pewnie połamię sobie na tym kręgosłup - skomentował mało zadowolony. - Ha, ha, bardzo zabawne. Mam nadzieję, że ci się sprężyny w dupę powbijają - rzucił, wystawiając mu język.
Skinął głową, udając się do łazienki. Szybki prysznic i po sprawie.
Wrócił dwadzieścia minut później, odświeżony i pachnący.
-No to jakie masz plany na to zadupie, hm? - spytał, siadając na łóżku. Ach, było takie wygodne. Wolał nawet nie wyobrażać sobie, jaka natomiast była ta cholerna kanapa, która przypadła mu w udziale.

Hunter Robertson
26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili sobie odpuścił. Nagie ciało zaburzało zmysł estetyczny? Był w stanie to zrozumieć, kiedy stało się na miejscu Ambrose, który był hetero i męskie ciało ani trochę go nie podniecało. Ale mając przed sobą damskie chyba by nie oponował? Ale to był męski wyjazd bez kobiet, więc niech nie liczy, że zaproszą na małą imprezkę panienki z okolicy, które nakręcą się na zabawę z młodym i obiecującym projektantem, który na luzie mógłby zostać ich sponsorem.
— A nie lepiej znaleźć kogoś na własną rękę? Nie mogą Cię przecież zmusić do zerwania, żebyś wziął ślub z kim oni chcą. — mruknął, krzywiąc się. Ani trochę jemu by się taka sytuacja nie spodobała i gdyby jego matka wyskoczyła mu z taką akcją pewnie by ją wyśmiał. Kochał ją i zrobi dla niej wszystko, ale nie mogła wybierać mu z kim ma się zestarzeć. Tak samo nie powinni robić tego rodzice Ambrose. Po chwili zastanowienia się wzruszył jedynie ramionami. Skąd miał niby wiedzieć jaki będzie za parę lat?
— No już nie przesadzaj. Ułożymy Ci poduszeczki i koce, żebyś miał mięciutko i zasnął jak dziecko. Mogę Ci nawet zaśpiewać jeśli chcesz. — zaproponował, uśmiechając się złośliwie. Ambrose był co prawda niewiele młodszy, ale nie przeszkadzało mu to w traktowaniu go czasem jak dziecko, żeby się z nim podroczyć. — Jesteś bardzo nie miły, wiesz? — rzucił, oglądając się na niego przez ramię, ale nic sobie z jego słów nie robił.
Wylegiwał się na łóżku, grzebiąc w telefonie podczas gdy Ambrose brał prysznic. Ach, ten czyścioszek. Miał dziwną ochotę napisać do Hudsona i dowiedzieć się co u niego, ale podejrzewał, że ten oleje jego wiadomość jak kilka poprzednich, zbywając go jedynie krótkimi wiadomościami że nie ma czasu czy coś. Było mu przykro, że jedna sytuacja pod wpływem alkoholu doprowadziła do pogorszenia się ich relacji. Skoro oboje uznali, że to był błąd czemu tak się teraz zachowywali? Tego chyba nie zrozumie.
Podniósł się do pozycji siedzącej jak tylko Sinclair pojawił się w sypialni świeżo wykąpany.
— Idziemy przejść się po okolicy? Zobaczymy czy jest coś ciekawego, a jak wrócimy możemy coś zjeść i się napić. Może znajdziemy jakiś fajny film i zobaczymy co dalej. — powiedział, wstając i wyjrzał za okno. Mieli jeszcze trochę czasu zanim całkiem się ściemni, a daleko przecież nie musieli iść. Nawet spacer dookoła jeziora wydawał się być w porządku, bo nie było jakieś przesadnie duże.

Ambrose Sinclair
26 y/o
For good luck!
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Jasne, nie mam nic przeciwko znajdowaniu sobie kogoś, ale ja nawet o tym teraz nie myślę. A moi rodzice pewnie z miejsca chcieliby mnie komuś wydać, byleby tylko mieć z tego jakieś finansowe korzyści. Wiesz, jak dla nich byłoby na rękę, gdybym poślubił jakąś pannę, która ma udziały w jakiejś firmie, najlepiej zajmującej się modą? - rzucił, wzdychając. Rodząc się w takiej rodzinie, która pod pewnymi względami podchodziła do życia dość konserwatywnie i na swoich zasadach, człowiek musiał się liczyć z tym, że nie wszystko w życiu będzie układało się po jego myśli. Ile to razy nie słyszał, że to właśnie dzięki pieniądzom ojca miał to wszystko. Pierdolenie, bo i sam Rose potrafił na siebie zarabiać. Musiał tylko wyrwać się spod klątwy własnego nazwiska udowadniając, że jest w stanie zapracować na siebie i na swoją karierę. Chciał pozbyć się tej cholernej łatki, że tylko dzięki nazwisku tatusia był kimś. Miał talent i teraz tylko musiał udowodnić to światu.
-Jak mnie utulisz do snu, to może zasnę jak dziecko. Ewentualnie jak się upiję, bo to chyba korzystniejsza opcja - skomentował, spoglądając na przyjaciela z rozbawieniem. Nie ma mowy, aby dał mu się utulać do snu, ale nikt nie powiedział, że nie może podobnym tekstem rzucić. Ostatecznie nie chciał, żeby nagle Hunter zaczął go wypytywać o rzeczy, o których sam Ambrose nie miał pojęcia. Bo jak wyjaśnić te dziwne emocje, które towarzyszyły mu przez ten krótki moment, kiedy jego sługa był jego dziewczyną? - Wiesz, że teraz się nie wymigasz od śpiewania i będziesz musiał to zrobić? Tylko na litość wszystkiego, bylebym nie ogłuchł - zaśmiał się. Zdecydowanie podczas takich rozmów humor mu się poprawiał, więc kto wie, może faktycznie zapomni o tym, że będzie musiał spać na tak niewygodnej kanapie, nie mówiąc już o tym, że znajdowali się w lesie, gdzie pewnie nie było zasięgu. Jeśli jednak przyjaciel zadba, aby się nie nudził, nie powinno być tak źle.
-Po okolicy? Masz na myśli DO LASU? Ale wiesz, że tam są robaki, prawda? - zerknął na niego, jakby ten urwał się nie wiadomo skąd. I co, może jeszcze Sinclair miał się im oddać sam z siebie na pożarcie? - Ty chcesz mnie zabić, prawda? Właśnie po to mnie tutaj przywiozłeś - odpowiedział, ale wiedział, że nie ma wyjścia po tym, jak Hunter pociągnął go za rękę, aby ruszył się z łóżka. - Wisisz mi za to dobrą pizzę. I alkohol - mruknął jedynie, udając się za nim. Eh, czego to się nie robiło mimo wszystko dla przyjaciół.

Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”