ODPOWIEDZ
26 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

outfit
To było intensywne lato. Zarówno pod względem pracy, bo przecież Cora swój ostatni czas dzieliła na dwa etaty- w firmowej firmie udzielała się do minimum, ale z kolei nad organizacją koncertu charytatywnego poświęcała się jak najbardziej! Czuła, że to jest akurat coś, co dodaje wiatru w jej żagle i w tym chce się rozwijać. Z jednej strony przyświecał jej naprawdę wartościowy cel. Nie chodziło o to, aby bogacze rozmnożyli swój i tak już ogromny majątek, a o to, żeby pomóc kobietom w potrzebie. Z drugiej strony, pomimo jej dosyć roztrzepanego usposobienia, świetnie sobie radziła w organizacji kwestii okołomuzycznych. To było znacznie ciekawsze niż marketing w firmie fotowoltaicznej, gdy wciąż nie wiedziała co to w ogóle jest ta cała fotowoltaika. Ale muzyka? To kochała. Tym żyła. Dlatego ostatnie miesiące spędziła nad szukaniem sponsorów, uzgadnianiem miejscówki, poszukiwaniem artystów i pozostałą kwestią organizacyjną o której wcześniej nie miała pojęcia, ale uczyła się tego na bieżąco. Miała jako takie wsparcie drugiego współorganizatora, a nawet i pomysłodawcy, ale on z kolei dużo czasu poświęcał też na własne koncerty.
Ale Cora również nie spędzała czasu tylko na pracy. Każdą wolną chwilę wykorzystywała albo na remoncie domu nad jeziorem albo z Samem. Znaczy inaczej - z Samem i tak się widziała cały czas, ale różniło się tylko miejsce spotkania. Czy to bawiła się w jego asystentkę na budowie, urozmaicając mu pracę na wiele sposobów. Czy to insynuując mu konieczność dopilnowania przez niego, aby trafiła bezpiecznie do swojej sypialni na antresoli. Czy to nawet wpadając do niego w środku nocy, ale tym razem pamiętając, aby być cicho, by nie zbudzić jego współlokatorki.
Za każdym razem, w jego obecności czas mijał zdecydowanie zbyt szybko - niezależnie czy sprawdzali zawartość szuflady blondynki czy rozprawiali o kolejności przygotowania ścian do odmalowania czy rozmawiali o sztuce szeroko pojętej. Mężczyzna potrafił w pewien naturalny, niewymuszony sposób sprawić, że Cora po prostu czuła się przy nim na tyle bezpiecznie i komfortowo, że uśmiech nie schodził z jej twarzy i rzadko miała potrzebę dodatkowych kontaktów z innymi osobami. Zdarzały się jej oczywiście spotkania z przyjaciółmi w różnych okolicznościach, ale jednak większość wolnego czasu poświęcała Turnerowi. W kwestii relacji intymnych to już szczególnie nikt inny nie był w stanie zająć jej myśli chociaż tak w połowie jak jej złota rączka.
Dlatego stojąc za kulisami dzisiejszego koncertu, w nerwach próbowała go dostrzec albo wśród tłumu ludzi pod sceną albo kręcącego się wśród ekipy wokół niej. Jeszcze zanim Sam pojawił się w jej życiu, to nie chciała prowadzić koncertu stając przed całą widownią. Jednak czuła wewnętrznie, że potrzebuje teraz jego kojącego głosu i uczucia silnych ramion otulających jej ciało, które zawsze sprawiają, że czuje się bezpiecznie i że może wszystko. Nawet ostatnim razem pozwolił jej wywiercić dziurę w ścianie ufając jej, że niczego nie rozwali ani nie zrobi nikomu krzywdy! Wierzył w nią - to było coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotykała.
Mimo, że spędziła bardzo dużo czasu nad organizacją całego przedsięwzięcia i miała zaopiekowany każdy element, to wyprzedanie wszystkich biletów ją niesamowicie zaskoczyło. Tak jak i widok tych wszystkich ludzi, którzy zapełniali teren festiwalu. Napełniało ją to zarówno dumą, ale i coraz większą obawą, że coś się rozwali. Miała już za sobą pierwsze wystąpienie z Prince’m, gdzie powitali wszystkich otwierając imprezę i zapowiadając pierwszy zespół. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem, więc w teorii nie powinna się stresować. W praktyce? Przestępowała z nogi na nogę, gdy pozostała część ekipy potwierdzała między sobą , kolejne kroki. Cora próbowała ich słuchać, naprawdę się starała. Lecz nie mogła się powstrzymać, aby kątem oka nie rozglądać się za tą jedną szczególną osobą.
W momencie kiedy tylko dostrzegła czubek jego głowy pomiędzy technikami i muzykami czy sponsorami, uśmiechnęła się szeroko podskakując z radości, której nie potrafiła, ale i nie chciała ukryć.- Sam!- krzyknęła i pomknęła do przodu, przeciskając się przez ludzi, by jak najszybciej uwiesić się na szyi mężczyzny. - Jak cudownie, że jesteś- wyznała od razu szepcząc mu do ucha, gdy znalazła się w jego ramionach i poczuła ten cholernie przyjemny wszechogarniający spokój. - Boże, już pierwsze wystąpienie za mną! Prawie na zawał padłam przed wejściem na scenę. Rzadko się stresuję, ale przecież nigdy nie występowałam przed takim tłumem ludzi. I to w dodatku w takiej roli!- wyrzuciła z siebie od razu, gdy tylko wyściskała go odpowiednio długo, ale i tak nie odrywała od niego rąk. Cofnęła się tylko na tyle, by móc spojrzeć w ten błękit oczu, na widok których miękły jej kolana. Chociaż nie, o wiele bardziej działał na nią jego uśmiech. - Mam nadzieję, że nie odpierdolę dzisiaj niczego- dodała z już większym dystansem do samej siebie, którym zawsze się mogła pochwalić. Przeniosła dłonie z szyi, by objąć go w pasie i jeszcze raz się w niego wtulić. Stojąc tak czuła jak jej własne ciało zalewa fala ciepło i wewnątrz budzi się uczucie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doznała i nie potrafiła go teraz nazwać. Jednak zdecydowanie było to coś przyjemnego. - W ogóle mam nadzieję, że udało się też dotrzeć Twojej mamie. Ją również wpisałam na listę VIP- zerknęła na niego z dołu, ciekawa czy pani Turner znajduje się może na widowni albo robi sobie gdzieś niedaleko fotkę z artystami. Przecież nie mogła jej pominąć!


Sam
smerffi
Brak zaangażowania
38 y/o
For good luck!
188 cm
buduję, majsterkuję i naprawiam już tylko na własny rachunek
Awatar użytkownika
give me a summer to remember
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora Marshall już dawno wyszła poza ramy zwykłej klientki, której dom remontował. Wszystkie te rozmowy o wszystkim i o niczym, o radości i smutkach, o kolorze ścian, preferencjach żywieniowych, czy muzyce pozwalały poczuć się lekko i swobodnie. Z każdym spotkaniem, kiedy przez tyły domu zakradała się do jego sypialni, czy to na pogawędkę, seks, czy zwyczajny wspólny sen, wzmacniało się w nim przekonanie, że urocza blondynka stała się dlań kimś znacznie bliższym. Przestał traktować ją jak urozmaicenie codzienności, jak te szumne benefits do przyjaźni. Nie była już jedną z wielu, które kiedyś podrywał w barach, by nazajutrz unikać kontaktu po wyparciu obrazu z pamięci. Coraz częściej przyłapywał się na myśleniu o niej, na przywoływaniu jej imienia, kiedy sprawdzał ramówkę kina i stwierdzał, że dany film na pewno spodobałby się Corze, lub kiedy przy codziennych zakupach dorzucał do koszyka dodatkowe słodycze, wiedząc, że ona je lubi. Nie widział tego jeszcze w sposób alarmujący, nie przejmował się poważnie dostosowywaniem rytmu dnia pod spotkanie z Corą, a raczej napędzało go to dziwnym entuzjazmem. On, pierwszy wśród kawalerów, wznoszący wokół siebie mur i uciekający przy pierwszym sygnale zaangażowania, nie widział tu w zmianie niczego złego. A wszystko dlatego, że miał poczucie wzajemności.
Bardzo możliwe, że wybrałby się na ten charytatywny koncert z własnej woli. Cel był szczytny, muzycy całkiem ciekawie dobrani, więc ta wszechotaczająca pompa była do przełnięcia, ale to dzięki zaproszeniu Marshall wiedział, że nie chce przepuścić takiej okazji. Przez ten cały czas widział, jak wiele pracy i wysiłku wkładała w powodzenie projektu. Był bliski jej wielkiemu sercu, stanowił zarówno zwieńczenie długich miesięcy zaangażowania, co podkreślał samodzielność i sprawczość Cory. Im bliżej ją poznawał, tym większy rósł w nim sprzeciw względem głosów, jakoby miała ona być głupia, pusta, czy dziecinna. Wprawdzie nie mówiła mu o tym wprost, ale z łatwością wyczytał spomiędzy wierszy tę nutę żalu do obcych oraz bliskich, którzy umniejszali jej sukcesowi. Na miejsce koncertu przybywał więc po to, by wesprzeć Marshall w tym wielkim dniu, ale i z poczuciem wielkiej dumy.
Czy to pierwszy raz, kiedy Cora miała go zobaczyć w stroju nieco bardziej eleganckim niż dżinsy i prosty tshirt? Przed przeprowadzką na stałe do Toronto, przed zerwaniem zaręczyn i porzuceniem pracy w doradztwie biznesowym nosił się tak każdego dnia. Nie wyzbył się z dnia na dzień wyczucia smaku, nie opróżnił też całej szafy, chcąc w dramatyczny sposób odciąć się od przeszłości, więc dziś bez problemu wyjął z niej czarne garniturowe spodnie i marynarkę, które zestawił z koszulą. Przeczesał włosy, układając je w pozorny tylko nieład, po czym odczekał kwadrans, aż Elizabeth łaskawie zejdzie z piętra, wyperfumowana nieśmiertelną Chanel. Niecierpliwił się, bo choć wiedział zawczasu, że nie dotrą na wielkie otwarcie, to jednak wolał nie przybyć na ostatni moment. W samochodzie przycisnął pedał gazu, szarżując po ulicach na tyle, na ile pozwalały zatłoczone ulice i sygnalizacja świetlna, nie robiąc sobie wiele z ciężkich westchnień matki, która w panice trzymała się wszelkich możliwych uchwytów. Z trudem znalazł miejsce parkingowe, klnąc żywo na roześmiane masy, mozolnie sunące czy to na koncert, czy też do własnych spraw — stały im na drodze, a to największa z przewin, wobec której Sam miał zero wyrozumiałości.
Na sali uderzył go potężny gwar i głośna muzyka pierwszego zespołu goszczącego na scenie. Turner odetchnął z ulgą, bo znając lineup wiedział, że spóźnienie nie jest przesadnie wielkie. Wnikając na zaplecze po okazaniu odpowiedniej przepustki, zaczął rozglądać się, by w gęstym tłumie odnaleźć jasną burzę włosów. Nie dziwił się zamętowi, nawet jeśli wydarzenie było dopięte na ostatni guzik, plan dokładnie opracowany, dostawcy terminowi, a los łaskawy, to spora część ludzkiej natury zmuszała do obaw — czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? Czy nikt się nie pomyli, nie rozchoruje, nie zgubi w plątaninie korytarzy? Turner nigdy nie był po tej stronie. Wprawdzie za czasów dalekich podróży i obrzydliwie bogatych kontrahentów miał dostęp do stref VIPowskich, lecz zawsze znajdował się tam jako gość, nie zaś osoba odpowiedzialna za przebieg wdarzenia.
Wtem doszło go wołanie, wychwycił przeciskającą się w swoim kierunku kobietę. Rozchmurzył się na jej widok i wyciągnął ręce, by ten płomienny żywioł zamknąć w ramionach.
— Jakże mógłbym to przegapić? To twój wielki dzień. — Przyciągnął ją do siebie ściśle, czując jak po ciele momentalnie rozlewa się ciepło. Minął już czas, kiedy wypierał się tęsknoty za tą drobną istotą. Przeczesał ostrożnie dół jej włosów, nie chcąc przypadkiem zniszczyć ułożonej fryzury. Ekscytacja Cory się udzielała, a promienny uśmiech podsuwał nieodparte wrażenie, że to na jego widok i obecność. — Co miałabyś odpierdolić? Przecież wszystko masz w małym palcu. — Spojrzał w błękit kobiecych oczu i pokręcił głową. — Przyznaj, że po prostu chcesz, bym cię przypilnował. — A to wcale nie musiało być problematyczne, zwłaszcza gdy znajdował się już u jej boku. Nie, żeby wymagała ścisłej kontroli, ale wsparcie, czy wspólne powtórzenie kolejności zadań mogło zadziałać uspokajająco. — Mama przyjechała razem ze mną. Straciłem ją z oczu zaraz za progiem, kiedy pognała za jakimś gwiazdorem, którego nazwiska nawet ci nie powtórzę — zaśmiał się na wspomnienie Elizabeth, która musiała kręcić się gdzieś w bliższej lub dalszej okolicy. Jej pilnować nie trzeba, starsza pani z pewnością sobie poradzi. Sam wolał skupić całą swoją uwagę na jasnowłosej organizatorce, niewzruszony na otaczającą ich resztę świata. Nic nie zdawało się równie istotne, jak tu i teraz, a już na pewno nie jacyś sławni muzycy, za których autograf wielu dałoby się pokroić. — Czy po koncercie szykuje się jakiś after, na którym koniecznie musisz być? Mogę ci towarzyszyć, a później odwieźć do domu, kiedy uznasz, że dość publicznych wrażeń na dziś — podsunął, nie mając nic przeciwko dalszej imprezie, choć tak naprawdę wolał spędzić resztę nocy wyłącznie z Corą.

Cora
space cadet
braku inwencji, jednostronnego zainteresowania, hejterów AI
26 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
Girl, come show me your true colors
Paint me a picture with your true colors
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widok Sama wśród tłumu ludzi krzątających się za kulisami, był zarówno ekscytujący jak i uspokajający. Tak jak każde spotkanie z nim, kiedy jechała na budowę cała w skowronkach wiedząc, że zaraz go zobaczy, a jednocześnie mogła się w pełni zrelaksować w jego towarzystwie. Nie analizowała tej relacji, pozwalała jej płynąć z prądem i ciesząc się z każdej chwili z nim spędzonej. Nie zagłębiała się w to, czy jej uczucia w stosunku do niego stają się głębsze ani jak to wygląda z jego perspektywy. Pewne rzeczy założyła z góry na samym początku, lecz potem pozwoliła się wszystkiemu dziać w swoim tempie. Może trochę podkręcając atmosferę chociażby wyuzdanymi zdjęciami wysyłanymi mu w samotne wieczory.
Wszystko się między nimi układało wręcz idealnie, a wspomnienia tego lata były gorące i przyjemne. Tak jak jego ciało, w które się właśnie wtulała. Poczuła pod palcami i policzkiem inną fakturę niż dotychczas, ale zanim się odsunęła, aby przyjrzeć mu się uważniej, mocno oplotła go rękoma starając się wykorzystać ich wspólną chwilę jak najbardziej.- Dziękuję- wyszeptała wdzięczna za to, że dla niego to było takie oczywiste, aby się tutaj pojawić podkreślając, że robił to dla niej. To był jej wielki dzień. Był tu dla niej , a świadomość tego napawała ją ciepłym uczuciem rozchodzącym się po całym jej ciele, ale którego nie potrafiła nazwać wprost.- Mogę zapomnieć, co mam powiedzieć. Rzadko mi się to zdarza, bo jednak już wiesz, że przecież buzia to mi się nie zamyka, ale nigdy nie wiadomo co się wydarzy!- i chociaż mówiła o ewentualnej porażce, to i tak uśmiech nie schodził jej z twarzy. To pewnie przez tą koszulę i marynarkę, w której było mu zdecydowanie do twarzy. Oczywiście podobał jej się w każdym wydaniu, a taki elegancki był jeszcze bardziej seksowny. Złapała go za poły marynarki i stanęła na palcach, by być bliżej niego. - Przypilnować i pomóc zrelaksować- poruszyła wymownie brwiami, bo przecież oboje wiedzieli, że potrafił całkiem sprawnie odwrócić jej uwagę od innych myśli!
Roześmiała się słysząc o Elizabeth, która całkowicie pognała za jakąś gwiazdą, którą na pewno zauroczy swoją osobowością! - Uważaj żeby zaraz nie poderwała jakiegoś i nie załatwiła Ci tym samym nowego ojca- i to jeszcze młodszego od Sama! To by był niezły zwrot akcji.
Na razie jednak Cora westchnęła na pytanie Turnera. - Jezu, tak. Prince mi dzisiaj oznajmił, że już wynajął jakiś klub. W sumie niech się ekipa pobawi, może faktycznie to nie jest głupi pomysł- zakończyła z nieco większym entuzjazmem, bo początkowo była zła na wieść o imprezie, która nie była dogadana razem z nią, ale może nie powinna mieć o to pretensji? W końcu jej kolega wyszedł z jakąś inicjatywą i to w dobrej wierze. - W ogóle chodź, musisz ich poznać- uświadamiając to sobie uśmiech ponownie zagościł na jej twarzy i złapała mężczyznę za rękę prowadząc go w stronę miejsca, z którego przed chwilą przybiegła. Zanim jednak tam dotarli, po drodze minęli faceta mniej więcej w wieku Sama, który z wielkimi słuchawkami na uszach, pisał coś na telefonie. - O to jest Mike, jest niesamowitym specem od techniki. Gdyby nie on, to w ogóle nie byłoby nic słychać. Jest cudotwórcą w tych wszystkich kabelkach. W sumie tak jak Ty- wodziła wzrokiem między jednym, a drugim, gdy w międzyczasie owy technik szybko podał rękę Samowi z przelotnym uśmiechem na ustach i odsunął jedną ze słuchawek, aby odebrać telefon i przejść dalej. Blondynka nie zamierzała mu przeszkadzać, więc i ona ruszyła dalej, nie wypuszczając z dłoni ręki Turnera. - A to Kate. Szefowa ośrodka Sistering, od którego wszystko się zaczęło. Złota kobieta- Cora posłała wdzięczny uśmiech swojej przełożonej, ale przede wszystkim przyjaciółce, którą się stała w ostatnim szczególnym czasie, gdy razem pracowały nad koncertem. - Poznaj Sama, to mój…- zaczęła wskazując na mężczyznę i zanim dokończyła, a nawet zanim w ogóle przemyślała jak nazwać Turnera, usłyszała donośny głos za swoimi plecami. - Cora, chodź! Zaraz wchodzisz na scenę- odwróciła się w kierunku jednej z osób, która pomagała jej pilnować wszystkiego. - Nie uciekaj, zaraz wracam- zarządziła powracając spojrzeniem do Sama i zanim odeszła, pocałowała go przelotem w usta i pobiegła, aby ustalić kolejne kroki.
- Miło Cię poznać. Cora wiele o Tobie mówiła i o domku, który razem remontujecie. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę rezultat. Przepraszam, ale muszę uciekać z powrotem na stoisko. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze porozmawiać- Kate uścisnęła dłoń Samowi i zniknęła ponownie w tłumie ludzi.
Wtedy przestała grać muzyka, a zespół zaczął schodzić ze sceny. Marshall jeszcze szybko zerknęła na Sama i łapiąc z nim kontakt wzrokowy, pomachała mu z szerokim uśmiechem na ustach, zanim wyszła ponownie na scenę. Jednak tym razem była tam sama, a jej kolega Prince nagle pojawił się obok Turnera. Stanął ramię w ramię obok, by móc patrzeć w tym samym kierunku co on. - Nowa zdobycz Cory? Korzystaj póki możesz. Chociaż znając ją, to pewnie nie pozwala Ci się nudzić- roześmiał się głośno posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie , a blondynka? Blondynka w tym czasie stała na scenie wygłaszając swoją motywującą mowę (jedną z wielu przygotowanych na dzisiejszy wieczór) skierowaną do kobiet szczególnie tych znajdujących się w kryzysie.


Sam
smerffi
Brak zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”