008. A date with no way back |
Outfit
Gdy Noah przyznał się do tego, że wybrany przez niego skrót nie był najlepszym pomysłem, to nabrałam ogromnej ochoty, by spytać się go, czy nie powinnam zapisać sobie w kalendarzu tej daty. W końcu nie zawsze miałam okazję usłyszeć, jak sam dobrowolnie przyznawał się do błędu. Początkowo cała sytuacja była nawet zabawna. Nie należałam do osób, które wpadały w złość z powodu niewielkich opóźnień, a perspektywa spędzenia z nim dodatkowych kilkunastu minut w samochodzie nie była szczególnie nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie, coraz częściej łapałam się na tym, że naprawdę lubiłam jego towarzystwo, pomijając fakt, że jeszcze niedawno najchętniej unikałabym kolejnego spotkania.
-
A gdyby to twoje Google kazało ci wjechać prosto do jeziora, to też uznałbyś, że to dobry pomysł? - zapytałam rozbawiona. -
Zaczynam rozumieć dlaczego niektórzy faceci tak bardzo potrzebuję kobiecego nadzoru.
Nie chciałam robić mu jednak wyrzutów. Zwłaszcza, że zgodziłam się na ten wyjazd z własnej woli i naprawdę cieszyłam się tym, że będziemy mogli wspólnie spędzić wieczór. Od kiedy się przeprowadziłam, to nie miałam wielu okazji, aby zobaczyć coś poza samym miastem. Poza tym byłam ciekawa, jak będzie wyglądało nasze kolejne spotkanie. W restauracji rozmawialiśmy bez wzajemnego obrażania się, co w naszym przypadku uznaję za całkiem spory sukces.
Mój dobry humor zaczął jednak znikać, kiedy po raz drugi zobaczyłam znajome drzewo. Początkowo próbowałam sobie wmawiać, że źle zapamiętałam drogę. W końcu nie zwracałam szczególnej uwagi na mijane skrzyżowania, ponieważ zakładałam, że Noah wiedział, dokąd jedziemy. Kiedy jednak po raz trzeci znaleźliśmy się dokładnie w tym samym miejscu, to poczułam narastający niepokój.
-
Powiedz mi, że jest to jakiś wyjątkowo głupi żart - odezwałam się, spoglądając przez przednią szybę. -
Bo jeśli próbujesz mnie w ten sposób przestraszyć, to uprzedzam, że możesz zapomnieć o kolejnej randce.
Próbowałam zabrzmieć swobodnie, ale sama nie byłam już przekonana do własnego żartu. Nie potrafiłam znaleźć logicznego wyjaśnienia dla tego, co się właśnie wydarzyło. Nie wierzyłam w żadne nadprzyrodzone historie, a już na pewno nie zamierzałam przekonywać samej siebie, że trafiliśmy do jakiegoś przeklętego lasu. Mimo wszystko trudno było mi zignorować fakt, że droga najwyraźniej prowadziła nas w kółko, niezależnie od obranego kierunku.
Gdy Noah zapytał się o mój telefon, to natychmiast wyciągnęłam go z torebki. Przez chwilę wpatrywałam się w ekran, próbując połączyć się z Internetem. Włączyłam i wyłączyłam tryb samolotowy, a następnie uniosłam urządzenie nieco wyżej, chociaż doskonale wiedziałam, że raczej niewiele mi to pomoże.
-
Nie, też nie mam zasięgu - przyznałam z niezadowoleniem. -
To chyba tu kurwa utknęliśmy.
Zerknęłam przez boczną szybę, przyglądając się coraz gęstszej mgle. Nie podobało mi się to, że wokół nie było widać żadnych zabudowań ani innych samochodów. Jeszcze bardziej niepokoiła mnie świadomość, że robiło się coraz ciemniej. Kiedy dodatkowo zgasł silnik, to przez chwilę musiał siedzieć w milczeniu, aby spróbować opanować rosnącą frustrację.
-
Zaczynam podejrzewać, że masz wyjątkowy talent do organizowania niezapomnianych randek - mruknęłam w końcu. -
Chociaż następnym razem byłabym wdzięczna za trochę mniej emocji.
Nie chciałam jednak, żeby pomyślał, że obwiniałam go za całą sytuację. Nie miał przecież wpływu na awarię samochodu, a wcześniej żadne z nas nie mogło przewidzieć, że zwyczajna wycieczka zamieni się w coś tak absurdalnego. Poza tym zaczynałam dostrzegać, że jego obecność działała na mnie uspokajająco. Nie oznaczało to oczywiście, że przestałam się martwić. Po prostu łatwiej było mi zachować spokój, kiedy wiedziałam, że nie musiałam mierzyć się z tym wszystkim samotnie. Kiedy wrócił z informacją o pobliskiej wiosce, to spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-
Ile? Dwa kilometry? Przez las? - powtórzyłam, po czym zerknęłam na swoje buty. -
Jak w połowie drogi nie dam rady iść już dalej, to będziesz musiał mnie nieść.
Westchnęłam cicho, a następnie sięgnęłam po torebkę. Nie byłam zachwycona perspektywą przedzierania się przez las, szczególnie w takich warunkach, ale nie zamierzałam również zachowywać się jak rozpieszczona księżniczka, która nie potrafi przejść kilku kilometrów. Zdecydowanie bardziej martwiło mnie to, czy rzeczywiście uda nam się dotrzeć do wspomnianej wioski.
Uśmiechnęłam się lekko, a następnie przyjrzałam się wyciągniętej w moim kierunku dłoni. Zauważyłam, że jednak pojął wcześniejszą lekcję i wyciągnął odpowiednie wnioski. Ucieszył mnie ten gest, dlatego też wysiadłam z samochodu i bez większego zastanowienia wsunęłam dłoń w jego rękę. Przez moment przyglądałam się jego twarzy, po czym uśmiechnęłam się nieco łagodniej. Nie chciałam, żeby nasze spotkanie kojarzyło mu się wyłącznie z nieudaną podróżą. W końcu mimo wszystkich komplikacji nadal cieszyłam się, że zdecydowałam się spędzić z nim ten wieczór.
-
Nie musisz przejmować się tym, że nie wszystko poszło zgodnie z planem - odezwałam się. -
Nie jestem zła. Naprawdę chciałam tu z tobą przyjechać. I nadal nie żałuję, że się zgodziłam.
Odruchowo ścisnęłam mocniej jego dłoń, a następnie skierowałam wzrok na ścieżkę prowadzącą pomiędzy drzewami. Mgła nie pozwalała mi dostrzec zbyt wiele, co skutecznie przypomniało mi, że nadal znajdowaliśmy się w dość nieprzyjemnej sytuacji.
-
Tylko mam jeden warunek - oznajmiłam. -
Jeśli usłyszymy jakieś dziwne odgłosy, to nie będziesz próbował sprawdzać, co je wydaje. Widziałam wystarczająco dużo horrorów, żeby wiedzieć, jak kończą ludzie, którzy wpadają na podobne pomysły.
Noah Beaumont