ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

016
A date with no way back
Noah naprawdę zaczynał podejrzewać, że los miał z nim jakiś osobisty problem. Chciał tylko spędzić trochę czasu z Cassiopeią, najlepiej z dala od Toronto, pracy i codziennego zamieszania. Pomysł na krótki wypad za miasto wydawał się niezły. Znaleźli nawet restaurację nad jeziorem, która miała świetne opinie, więc zapowiadał się przyjemny wieczór. Oczywiście pod warunkiem, że nie pozabijają się wcześniej podczas kolejnej wymiany zdań. Z Cassie nigdy nie mógł być tego pewien, ale właśnie to mu się w niej podobało.
- Dobra, przyznaję, może ten skrót nie był najlepszym pomysłem - odezwał się, kiedy zatrzymał samochód przed ogromnym drzewem leżącym w poprzek drogi. - Ale na moją obronę, Google twierdziło, że tędy będzie szybciej.
Zerknął na nią z niewinnym uśmiechem, po czym wrzucił wsteczny i rozpoczął zawracanie. Nie zamierzał przecież robić z tego wielkiego problemu. Wystarczyło wrócić do poprzedniego skrzyżowania i znaleźć inną drogę. Tyle że po kilkunastu minutach jazdy ponownie zobaczył przed sobą znajomy pień.
- Co jest, kurwa?
Zahamował i przez chwilę wpatrywał się w przeszkodę. Spojrzał w lusterko, później na ekran nawigacji, który przestał reagować. Nie było możliwości, żeby wrócili w to samo miejsce. Przecież cały czas jechali w przeciwnym kierunku.
- Okej. Albo właśnie odkryliśmy najgorszą drogę w Kanadzie, albo ktoś robi sobie z nas jaja.
Spróbował jeszcze raz. Tym razem pilnował każdego zakrętu, zwracał uwagę na mijane drzewa i nawet specjalnie sprawdził licznik kilometrów. Kiedy jednak po raz trzeci zobaczył powalony pień, przestało mu być do śmiechu. Sięgnął po telefon, ale na ekranie nie pojawiła się ani jedna kreska zasięgu.
- Cass, powiedz mi, że twój telefon działa - rzucił, spoglądając w jej stronę.
W międzyczasie zaczęło się ściemniać, a pomiędzy drzewami pojawiła się mgła. Noah zaklął pod nosem, kiedy silnik samochodu nagle zgasł. Przekręcił kluczyk raz, drugi i trzeci, ale bez rezultatu.
- Zajebiście. Po prostu zajebiście. Następnym razem zamawiamy pizzę i siedzimy na kanapie.
Wysiadł z samochodu, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie uda mu się ustalić przyczyny awarii. Nie miał jednak pojęcia, co właściwie powinien zrobić, a z każdą minutą widoczność stawała się coraz gorsza. Dopiero kiedy rozejrzał się po poboczu, zauważył stary drogowskaz. Podszedł bliżej i odczytał informację o niewielkiej wiosce oddalonej o dwa kilometry. Wrócił do samochodu i nachylił się do środka.
- Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że jakieś dwa kilometry stąd podobno znajduje się wioska. Zła, że musimy przejść przez las, a nasz samochód najwyraźniej postanowił zakończyć dzisiaj współpracę. - Sięgnął po kurtkę i sprawdził, czy ma przy sobie kluczyki oraz telefon. - Wiem, że obiecałem ci fajny wieczór, ale chyba trochę przesadziłem z atrakcjami.
Próbował żartować, chociaż sytuacja coraz mniej mu się podobała. Szczególnie ta cholerna droga, która za każdym razem prowadziła dokładnie w to samo miejsce. Nie potrafił znaleźć dla tego żadnego sensownego wytłumaczenia.
- Chodź. Spróbujemy znaleźć kogoś, kto nam pomoże. Tylko trzymaj się blisko mnie, dobra? - Wyciągnął w jej kierunku rękę, czekając, aż wysiądzie. Jeszcze raz spojrzał w kierunku lasu. Mgła była już na tyle gęsta, że ledwo widział początek ścieżki. Nie podobało mu się to ani trochę, ale pozostanie w samochodzie bez ogrzewania, zasięgu i pewności, że ktoś tędy przejedzie, również nie wydawało się szczególnie mądre.
Cassiopeia Deveraux
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

008. A date with no way back | Outfit
Gdy Noah przyznał się do tego, że wybrany przez niego skrót nie był najlepszym pomysłem, to nabrałam ogromnej ochoty, by spytać się go, czy nie powinnam zapisać sobie w kalendarzu tej daty. W końcu nie zawsze miałam okazję usłyszeć, jak sam dobrowolnie przyznawał się do błędu. Początkowo cała sytuacja była nawet zabawna. Nie należałam do osób, które wpadały w złość z powodu niewielkich opóźnień, a perspektywa spędzenia z nim dodatkowych kilkunastu minut w samochodzie nie była szczególnie nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie, coraz częściej łapałam się na tym, że naprawdę lubiłam jego towarzystwo, pomijając fakt, że jeszcze niedawno najchętniej unikałabym kolejnego spotkania.
- A gdyby to twoje Google kazało ci wjechać prosto do jeziora, to też uznałbyś, że to dobry pomysł? - zapytałam rozbawiona. - Zaczynam rozumieć dlaczego niektórzy faceci tak bardzo potrzebuję kobiecego nadzoru.
Nie chciałam robić mu jednak wyrzutów. Zwłaszcza, że zgodziłam się na ten wyjazd z własnej woli i naprawdę cieszyłam się tym, że będziemy mogli wspólnie spędzić wieczór. Od kiedy się przeprowadziłam, to nie miałam wielu okazji, aby zobaczyć coś poza samym miastem. Poza tym byłam ciekawa, jak będzie wyglądało nasze kolejne spotkanie. W restauracji rozmawialiśmy bez wzajemnego obrażania się, co w naszym przypadku uznaję za całkiem spory sukces.
Mój dobry humor zaczął jednak znikać, kiedy po raz drugi zobaczyłam znajome drzewo. Początkowo próbowałam sobie wmawiać, że źle zapamiętałam drogę. W końcu nie zwracałam szczególnej uwagi na mijane skrzyżowania, ponieważ zakładałam, że Noah wiedział, dokąd jedziemy. Kiedy jednak po raz trzeci znaleźliśmy się dokładnie w tym samym miejscu, to poczułam narastający niepokój.
- Powiedz mi, że jest to jakiś wyjątkowo głupi żart - odezwałam się, spoglądając przez przednią szybę. - Bo jeśli próbujesz mnie w ten sposób przestraszyć, to uprzedzam, że możesz zapomnieć o kolejnej randce.
Próbowałam zabrzmieć swobodnie, ale sama nie byłam już przekonana do własnego żartu. Nie potrafiłam znaleźć logicznego wyjaśnienia dla tego, co się właśnie wydarzyło. Nie wierzyłam w żadne nadprzyrodzone historie, a już na pewno nie zamierzałam przekonywać samej siebie, że trafiliśmy do jakiegoś przeklętego lasu. Mimo wszystko trudno było mi zignorować fakt, że droga najwyraźniej prowadziła nas w kółko, niezależnie od obranego kierunku.
Gdy Noah zapytał się o mój telefon, to natychmiast wyciągnęłam go z torebki. Przez chwilę wpatrywałam się w ekran, próbując połączyć się z Internetem. Włączyłam i wyłączyłam tryb samolotowy, a następnie uniosłam urządzenie nieco wyżej, chociaż doskonale wiedziałam, że raczej niewiele mi to pomoże.
- Nie, też nie mam zasięgu - przyznałam z niezadowoleniem. - To chyba tu kurwa utknęliśmy.
Zerknęłam przez boczną szybę, przyglądając się coraz gęstszej mgle. Nie podobało mi się to, że wokół nie było widać żadnych zabudowań ani innych samochodów. Jeszcze bardziej niepokoiła mnie świadomość, że robiło się coraz ciemniej. Kiedy dodatkowo zgasł silnik, to przez chwilę musiał siedzieć w milczeniu, aby spróbować opanować rosnącą frustrację.
- Zaczynam podejrzewać, że masz wyjątkowy talent do organizowania niezapomnianych randek - mruknęłam w końcu. - Chociaż następnym razem byłabym wdzięczna za trochę mniej emocji.
Nie chciałam jednak, żeby pomyślał, że obwiniałam go za całą sytuację. Nie miał przecież wpływu na awarię samochodu, a wcześniej żadne z nas nie mogło przewidzieć, że zwyczajna wycieczka zamieni się w coś tak absurdalnego. Poza tym zaczynałam dostrzegać, że jego obecność działała na mnie uspokajająco. Nie oznaczało to oczywiście, że przestałam się martwić. Po prostu łatwiej było mi zachować spokój, kiedy wiedziałam, że nie musiałam mierzyć się z tym wszystkim samotnie. Kiedy wrócił z informacją o pobliskiej wiosce, to spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Ile? Dwa kilometry? Przez las? - powtórzyłam, po czym zerknęłam na swoje buty. - Jak w połowie drogi nie dam rady iść już dalej, to będziesz musiał mnie nieść.
Westchnęłam cicho, a następnie sięgnęłam po torebkę. Nie byłam zachwycona perspektywą przedzierania się przez las, szczególnie w takich warunkach, ale nie zamierzałam również zachowywać się jak rozpieszczona księżniczka, która nie potrafi przejść kilku kilometrów. Zdecydowanie bardziej martwiło mnie to, czy rzeczywiście uda nam się dotrzeć do wspomnianej wioski.
Uśmiechnęłam się lekko, a następnie przyjrzałam się wyciągniętej w moim kierunku dłoni. Zauważyłam, że jednak pojął wcześniejszą lekcję i wyciągnął odpowiednie wnioski. Ucieszył mnie ten gest, dlatego też wysiadłam z samochodu i bez większego zastanowienia wsunęłam dłoń w jego rękę. Przez moment przyglądałam się jego twarzy, po czym uśmiechnęłam się nieco łagodniej. Nie chciałam, żeby nasze spotkanie kojarzyło mu się wyłącznie z nieudaną podróżą. W końcu mimo wszystkich komplikacji nadal cieszyłam się, że zdecydowałam się spędzić z nim ten wieczór.
- Nie musisz przejmować się tym, że nie wszystko poszło zgodnie z planem - odezwałam się. - Nie jestem zła. Naprawdę chciałam tu z tobą przyjechać. I nadal nie żałuję, że się zgodziłam.
Odruchowo ścisnęłam mocniej jego dłoń, a następnie skierowałam wzrok na ścieżkę prowadzącą pomiędzy drzewami. Mgła nie pozwalała mi dostrzec zbyt wiele, co skutecznie przypomniało mi, że nadal znajdowaliśmy się w dość nieprzyjemnej sytuacji.
- Tylko mam jeden warunek - oznajmiłam. - Jeśli usłyszymy jakieś dziwne odgłosy, to nie będziesz próbował sprawdzać, co je wydaje. Widziałam wystarczająco dużo horrorów, żeby wiedzieć, jak kończą ludzie, którzy wpadają na podobne pomysły.

Noah Beaumont
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Gdyby Google kazało mi wjechać do jeziora, pewnie najpierw sprawdziłbym, czy mamy wykupione ubezpieczenie - odparł z rozbawieniem, przypominając sobie jej wcześniejszą uwagę. - A co do kobiecego nadzoru, to właśnie widzę, jak świetnie się sprawdza. Siedzisz obok mnie od godziny i jakoś nie zauważyłem, żebyś uratowała nas przed tym drzewem.
Oczywiście żartował. Sam nie potrafił zrozumieć, jakim cudem trzy razy znaleźli się w tym samym miejscu. Gdyby nie widział tego na własne oczy, pewnie uznałby, że ktoś opowiada mu wyjątkowo kiepską historię. Nie był przesądny, nie wierzył w duchy ani inne paranormalne bzdury, ale nawet on musiał przyznać, że coś tutaj cholernie nie grało. Najbardziej niepokoiła go awaria samochodu. Jakie było prawdopodobieństwo, że akurat teraz, pośrodku jakiegoś zadupia, silnik postanowi odmówić współpracy?
- Dwa kilometry to jeszcze nie koniec świata, księżniczko. Ale jeśli będę musiał cię nieść, to uprzedzam, że doliczę to do rachunku za dzisiejszą randkę - oznajmił, kiedy Cassiopeia wysiadła z samochodu.
Uśmiechnął się, czując jej dłoń w swojej. Musiał przyznać, że jeszcze kilka tygodni temu nie spodziewałby się takiego obrotu spraw. Cassie potrafiła działać mu na nerwy jak mało kto, a jednak coraz częściej łapał się na tym, że szukał pretekstu, żeby znów się z nią zobaczyć. I chyba właśnie dlatego tak bardzo zależało mu na tym wyjeździe. Chciał, żeby dobrze się bawiła, a tymczasem zamiast kolacji zafundował jej spacer po lesie, który wyglądał jak żywcem wyjęty z taniego horroru.
- Wiesz, że to zabrzmiało prawie jak wyznanie miłości? - Uniósł zaczepnie brwi, słysząc jej zapewnienie, że nie żałuje wspólnego wyjazdu. - Jeszcze trochę i pomyślę, że naprawdę mnie lubisz.
Sam również nie żałował. No, może poza momentem, w którym postanowił zaufać nawigacji. Zanim ruszyli, upewnił się, że samochód jest zamknięty, a następnie włączył latarkę w telefonie. Nie miał pojęcia, ile czasu zajmie im dotarcie do wioski, szczególnie przy tak ograniczonej widoczności. Wolał jednak spróbować, niż siedzieć bezczynnie w aucie.
- Dobra, umowa stoi. Nie sprawdzamy dziwnych odgłosów, nie zaglądamy do opuszczonych chatek ani nie rozdzielamy się - wyliczył, ruszając razem z nią w kierunku ścieżki. - Chociaż jeśli spotkamy jakiegoś faceta z piłą mechaniczną, to pozwolisz mi chociaż zapytać o drogę?
Parsknął śmiechem, ale szybko spoważniał, kiedy zagłębili się między drzewa. Mgła była znacznie gęstsza, niż wydawało mu się z drogi. Światło latarki pozwalało dostrzec jedynie kilka metrów ścieżki, a pod butami co chwilę trzeszczały suche gałęzie. Noah zerknął przez ramię. Samochód zniknął już z pola widzenia, chociaż nie mogli odejść od niego szczególnie daleko.
- Swoją drogą, to trochę podejrzane, że nigdzie nie ma żywej duszy - zauważył, rozglądając się po okolicy. - Ani jednego samochodu, żadnych domów... Nawet pieprzonego zasięgu.
Ścisnął nieco mocniej jej dłoń, pomagając jej ominąć wystający z ziemi korzeń. Nie zamierzał pokazywać, że sam zaczynał się denerwować. Cassiopeia i tak miała wystarczająco powodów do niepokoju.
- Ale spokojnie. Znajdziemy tę wioskę, zadzwonimy po pomoc i jeszcze zdążymy gdzieś zjeść - zapewnił, zerkając na nią z uśmiechem. - A jak nie, to przynajmniej będziemy mieli co opowiadać na kolejnej randce. Bo zakładam, że po tym wszystkim nadal mam jakieś szanse?

Cassiopeia Deveraux
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”