ODPOWIEDZ
20 y/o
For good luck!
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Dla mnie Halloween może być codziennie. Wszyscy nosilibyśmy cały czas maski. Chodzilibyśmy po mieście i zawierali znajomości, zanim byśmy się dowiedzieli, jak wyglądamy pod przebraniem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjiteraźniejszy
czas narracji1 os
postać
autor

No dobra trochę za bardzo się wciągnęłam w temat, który się wydarzył w naszym mieście. Jednak nie codziennie ktoś wypuszcza zwierzaki z Zoo. Tylko idiota jest w stanie do tego dopuścić, niestety stało się to teraz, kiedy większość ludzi będzie chciało odwiedzić tamten obiekt w weekend. Z jednej strony śmieszne, ale widok dzikich zwierząt wolno chodzących jest trochę straszne. Życie to nie gra, nie ma dodatkowego życia, jeśli coś się nam stanie, ale nie byłabym całkowicie sobą, jakbym nie spróbowała pomóc. Szukanie ich może do czegoś doprowadzić, a może zupełnie nie. Chociaż trochę też poczuję się jak w grze, która może mieć różne zakończenia naszej wspólnej przygody.
— Rany jesteś gotowy na przygodę? Może nas zaatakować dosłownie wszystko. Jednak jest jeden cel. Odprowadzenie zwierząt do ich domu, czy akceptujesz taką misję? — Powiedziałam dość poważnie, ale zaraz prychnęłam śmiechem. Rany powinnam być teraz bardziej odpowiedzialna i myśleć bardziej logicznie. Jednak nie chcę tego zbytnio robić. Jeszcze przyjdzie czas, kiedy będę musiała być poważna i odpowiedzialna. Na chwilę obecną podoba mi się wszystko, takie, jakie jest teraz. Skomplikowane, dziwne oraz niespodziewane. Jeszcze ruchy wszystkich zwierząt pomogą mi w obserwacji ich naturalnego zachowania. Może, dzięki temu zbuduję robota, który jest bardziej realny? Być może.
— Tylko nie mów dla mojego brata, że mi pomagasz. On nie jest zbyt zadowolony z moich chwilowych niezdrowych zainteresowaniach. A to wydaje się megaciekawe, zwłaszcza ts sytuacja — Poprosiłam go. Przygotowałam na naszą wyprawę smakołyki, które można im dać. Na ich stronie wszystko zostało bardzo ładnie wyjaśnione, co zrobić i co można dać dla biednych zwierząt. Nick pewnie, by mnie ochrzanił, że latam i szukam zwierząt. Jednak no… nie jestem całkowicie sama. Pomaga mi Reę, zawsze wspólnie jest łatwiej znaleźć odpowiedni moment do ucieczki. Poprawiłam plecak i postanowiłam pójść w prawo, ominęłam jakąś grupkę ludzi i poszłam w kierunku, który wręcz mnie wołał do sprawdzenia go.

Reeve LeBlanc
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
I had a plan for everything. Falling in love was never part of the equation.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reeve szedł tuż obok Kimberly, wciąż do końca nie wierząc, w co właściwie dał się wplątać. Kiedy rano usłyszał w wiadomościach o ucieczce zwierząt z zoo, był pewien, że to jakiś kiepski żart, ale teraz, stojąc na środku miasta, czuł lekki niepokój. Z jednej strony cała ta sytuacja zbiegłych z wybiegów lokatorów brzmiała jak scenariusz filmu, z drugiej, jako przyszły lekarz miał aż nadto rozwiniętą wyobraźnię, by wiedzieć, jak może skończyć się bliskie spotkanie z przerażonym, dzikim drapieżnikiem. Mimo to, ustalili wspólnie plan akcji ratunkowej. Choć rozsądek podpowiadał mu, że powinni siedzieć w domu, to ta odrobina adrenaliny i chęć przypilnowania młodszej siostry Nicholasa przeważyły szalę.
Słysząc jej poważny, gamingowy ton, uniósł brwi, a na jego twarzy pojawił się rozbawiony uśmiech. Kiedy Kimberly prychnęła śmiechem, sam nie wytrzymał i cicho parsknął, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Misja zaakceptowana, pani kapitan - odpowiedział, salutując jej prześmiewczo dwoma palcami przy skroni. - Ale jeśli zaatakuje nas stado wściekłych surykatek albo, co gorsza, jakiś zagubiony hipopotam, to ty robisz za żywą tarczę. Umowa stoi? – Zażartował, choć w głębi duszy podziwiał jej zapał. Uwielbiał ten jej techniczny, nieco zakręcony umysł i to, jak potrafiła połączyć realne niebezpieczeństwo z planowaniem kolejnego robota. Przypominała mu w tym brata, choć Nicholas pewnie na ten moment dostałby zawału.
Na wspomnienie o Nicholasie momentalnie poczuł, jak po plecach przechodzi mu dreszcz, a w brzuchu zawiązuje się supełek strachu. Dobrze wiedział, że gdyby Swanson dowiedział się, gdzie teraz są, obojgu urwałby głowy.
- Oszalałaś? Przecież gdyby Nick się dowiedział, że zamiast siedzieć w bezpiecznym miejscu, biegam z tobą po krzakach i tropię uciekinierów z zoo, zamknąłby mnie w piwnicy i do końca życia karmił tylko suchym chlebem - odpowiedział szeptem, zerkając nerwowo za siebie, jakby jego chłopak miał zaraz wyskoczyć zza najbliższego rogu. Spojrzał z ukosa na plecak Kimberly, zastanawiając się, jakie właściwie smakołyki tam zapakowała, ale nie zdążył zapytać, bo dziewczyna już ruszyła w prawo. Poprawił szybko bluzę i ruszył tuż za nią, lawirując między przechodniami. - Ej, czekaj, tylko błagam, nie idźmy od razu w stronę parku, jeśli nie chcemy skończyć jako przekąska! - rzucił półgłosem, starając się dotrzymać jej kroku i uważnie omiatając wzrokiem okoliczne zarośla.
Szedł krok w krok za nią, rozglądając się nerwowo na boki, dopóki Kimberly nie zatrzymała się nagle przed gęstą kępą krzaków przy miejskiej fontannie. Spodziewał się najgorszego, ale kiedy rozchylił gałęzie, odetchnął z ulgą. Na trawniku, całkowicie niewzruszone zamieszaniem, siedziały dwie puszyste kapibary, spokojnie przeżuwając miejską trawę. Reeve oparł dłonie na kolanach i odetchnął z głęboką ulgą, czując, jak znowu wraca mu dobry humor.
- Okej, wycofuję te teksty o żywej tarczy - szepnął do dziewczyny, a w jego oczach pojawiły się wesołe iskierki. - Jeśli to są te krwiożercze bestie, które miały nas zaatakować, to myślę, że moje serce jednak to przetrwa. Patrz na nie, wyglądają, jakby zaraz miały tu zasnąć. Wyciągaj smakołyki z plecaka, zanim te gigantyczne świnki morskie postanowią pójść zwiedzać resztę miasta.

Kimberly Swanson
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
20 y/o
For good luck!
169 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Dla mnie Halloween może być codziennie. Wszyscy nosilibyśmy cały czas maski. Chodzilibyśmy po mieście i zawierali znajomości, zanim byśmy się dowiedzieli, jak wyglądamy pod przebraniem.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona | jej
typ narracjiteraźniejszy
czas narracji1 os
postać
autor

Naprawdę jestem zadowolona, że chce mi on pomóc. Te małe zwierzątka są takie urocze, zwłaszcza jak tak pływają sobie wolno po wodzie. Gdyby były bardziej przyjacielskie, chciałabym jednego mieć jako swoje własne zwierzątko w mieszkaniu. Może mój brat by na to wszystko narzekał, ale ja byłabym z tego wszystkiego zadowolona. Tylko gorzej, że potrzebują one wodę. Musiałabym oddać im wannę, ale nigdy nie zastąpi to wolnego jeziora i dużej miejscówki do pływania. No i pewnie brat nie będzie zadowolony, że wannę oddam dla małego zwierzaka. Zostanie nam prysznic, ale wiadomo.
— Spoko, w końcu to mój pomysł — Wzruszyłam ramionami. Mogę być tarczą, mogę je odganiać i pomóc nawet w złapaniu. Adrenalina jakoś mi pomoże w tym wszystkim, zwłaszcza doda mi pewności siebie, zwłaszcza jak te wszystkie dzikie zwierzęta ruszą w naszą stronę. Zawsze jest możliwość, że polecą w całkowicie inną stronę. Zwłaszcza jeśli nakieruje się je w odpowiednim kierunku. Możliwe, że da się wspiąć na płot lub drzewo, przecież to idealna możliwość. Chociaż co takie małe zwierzątka mogą nam zrobić, raczej no nic wielkiego oprócz ugryzienia. Zresztą są cholernie słodkie!
— Nie do końca, pewnie wszystko poszłoby na mnie. Jednak patrz, będziesz mógł cały czas z nim spędzać czas. Czy nie jest to urocze? No raczej — Zachichotałam. Jednak pewnie ja bym tam trafiła. Za swoje złe nerdowskie zachowanie, które on czasem akceptuje, a czasem wręcz odwrotnie. Nic nie poradzę na fakt, że jestem zupełnie inna i bywam odcięta od świata. No a dokładniej inaczej na niego patrzę. Lubię swoje własne podejście do sprawy i życia, bywa takie inne od wszystkich. Może to przez ten właśnie fakt dla mnie jest trochę ciężej. Jednak z czasem jestem dość miła i przyjazna dla wszystkich wokół. No raczej tak sobie sama wmawiam.
— Przecież mówiłam, że są mega urocze i słodkie! Takie zwierzątka powinny mieć swoje własne miejsce, niż takie zwykłe Zoo. Wiesz, że potrafią wydać z siebie najróżniejsze dźwięki? Oprócz takich jak świnki morskie. Mega urocze, aż nie chcę zadzwonić po ich opiekunów — Westchnęłam i usiadłam na trawie. Wyciągnęłam z plecaka parę brukselek, które dla nich kupiłam. Sama ich nienawidzę, ale te małe Słodziaki uwielbiała kapustę. Ta była najszybciej dostępna, nikt nie chce jej jeść. Cóż, pewnie smak i zapach ich gotowania, odrzuca bardzo mocno. Być może nawet za bardzo.

Reeve LeBlanc
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
I had a plan for everything. Falling in love was never part of the equation.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzał na Kimberly z rozbawieniem, próbując sobie wyobrazić minę Nicholasa, gdyby pewnego dnia wrócił do domu i zastał w wannie kapibarę. Znając swoją drugą połówkę, prawdopodobnie najpierw dostałby szału, a później zaczął wypytywać, kto wpadł na tak idiotyczny pomysł. Oczywiście odpowiedź byłaby oczywista, ale Reeve i tak pewnie oberwałby za współudział.
- Wiesz co? W sumie masz rację. Nick zamknąłby nas razem, więc przynajmniej nie musiałbym się martwić, że będę za tobą tęsknić - stwierdził z udawaną powagą. - Tylko błagam, nie podrzucaj mu pomysłu z kapibarą w wannie. Jeszcze mnie oskarży, że to ja cię do tego namówiłem.
Przykucnął obok dziewczyny, przyglądając się dwóm zwierzakom. Musiał przyznać, że były całkiem sympatyczne. Szczególnie jedna, która właśnie przestała przeżuwać trawę i spojrzała w ich kierunku z miną kogoś, komu wyjątkowo przeszkodzono w odpoczynku.
- Dobra, przyznaję. Są zajebiste - zaśmiał się, wyciągając telefon, żeby zrobić im zdjęcie. - Ale wiesz, że one wcale nie są takie małe? Jedna taka świnka waży pewnie więcej od ciebie.
Kiedy Kimberly wyciągnęła z plecaka brukselkę, zmarszczył nos.
- Serio? Brukselka? - spojrzał na nią z niedowierzaniem. - Uciekły z zoo, przeżyły największą przygodę swojego życia, a ty chcesz je za karę nakarmić brukselką? Biedne stworzenia.
Parsknął śmiechem, ale zaraz wyciągnął rękę, powstrzymując ją przed zbliżeniem się do zwierząt.
- Ej, ale tak poważnie, nie podchodźmy za blisko. Nie wiemy, jak zareagują. I lepiej nie karmmy ich bez zgody opiekunów - zauważył, przypominając sobie, że nawet najbardziej urocze stworzenie potrafiło całkiem boleśnie ugryźć. - Zadzwońmy do zoo. Możemy tu z nimi poczekać, aż ktoś przyjedzie.
Przez chwilę obserwował kapibary, po czym zerknął na Kim z szerokim uśmiechem.
- A tak w ogóle, ile punktów doświadczenia dostajemy za znalezienie dwóch kapibar? Bo jeśli za tę misję nie wpadnie nam jakieś legendarne osiągnięcie, to składam reklamację.
Kimberly Swanson
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Union Waterfront Park”