25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Milo słuchał jednym uchem, czasami kiwając głową i wprawiając tym samym w ruch kilka dziko podwiniętych loków. Po prysznicu, gdy tylko łapały wilgoć, lubiły wykręcać się jeszcze bardziej, jednocześnie stając się mniej podatne na stylizację gdy Rivera przegapiał moment i pozwalał im w ten sposób doschnąć. Teraz było już za późno, mógł albo umyć głowę i je uporządkować, albo przecierpieć do następnego razu.
一 Raczej będę 一 stwierdził przewidująco, ponieważ w jego pracy zawsze były rzeczy do naprawienia i nie wszystkie wymagały cudu elektryczności. Pomimo kierunku studiów i tego, w co najczęściej wkładał ręce, Milo preferował to, co można było odratować stricte manualnie. 一 Ale to nic. Wdrożymy system i będziemy się go trzymać, o ile ktoś nie postanowi być kreatywny.
Najczęstszym i praktycznie jedynym powodem awantur, jakie sporadycznie rozkwitały pomiędzy nimi była różnica metodyki. Podczas gdy Rivera do wszystkiego zdawał się podchodzić z gotowym planem, Gauthier lubił spontanicznie się w niego wyłamać, co obiektywnie było naturalne. Ludzkie. Tylko że Rivera raz zacietrzewiony i skupiony wąskotorowo na celu był raczej nieelastyczny i reagował alergicznie na próby wprowadzania zmian w czymś, co apodyktycznie uznał za jedyny słuszny system.
Tego wieczora był jednak w osobliwym, nieczęsto spotykanym stanie, przy którym wydawało się, że mógłby odpuścić i machnąć ręką. Kiwając się na krześle, z kieliszkiem wina w ręku również obserwował i wierzył, że cienie rozwleczone drżącym światłem świec i przepierzenie rzęs były w stanie to ukryć, ale od czasu do czasu Dylan doganiał go spojrzeniem i wówczas Milo uśmiechając się z roztargnieniem odwracał głowę, uciekał wzrokiem i ukrywał nerwowy śmiech w puchatym szlafroku.
Zapytany o Sacramento skinął krótko głową.

一 Było 一 zgodził się, nic więcej nie tłumacząc i po jego tonie łatwo było wywnioskować, że nie zamierzał niczego ułatwiać. Kiedy znów na niego spojrzał wyglądał jak ktoś, kto pomimo zmęczenia bardzo intensywnie się nad czymś zastanawiał. Nad czymś, co ewidentnie oscylowało tematem wokół obserwowanego, jakby Milo wiedział coś bardzo ważnego, ale z jakiegoś powodu nie mógł wyrazić tego na głos, mimo że bardzo chciał.
W pewnym momencie uchylił nawet wargi, poruszył nimi bezgłośnie, zassał tę dolną - ale to, czego finalnie nie odważył się powiedzieć utopił w ostatnich łykach wina. To był zaledwie ułamek sekundy, gdy jakiś weselszy ognik w ciemnych oczach Rivery przebił się i zgasł.

一 Nieważne. Jest późno, możemy rozłożyć klocki na macie i podjąć dzisiaj decyzję jak będziemy je przegrupowywać. O ile wcześniej nie zasnę na siedząco, kolacja była naprawdę fantastyczna i naprawdę nie wiem czym sobie zasłużyłem 一 oznajmił z wyraźnym zamiarem odcięcia się od tego sentymentalnego tonu, w jaki wpadł chwilę wcześniej. Zebrał ze stołu sztućce, ustawił wierzę z talerzy i kieliszków, po czym z zamiarem wzięcia na siebie obowiązku sprzątnięcia bałaganu do kuchni - i być może po prostu poczuł nagłą potrzebę paru minut samotności - wstał zza stołu, by wraz z naczyniami zaszyć się w kuchni.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Absolutnie zamierzał być kreatywny, przy czym wspominanie o tym na głos nie było konieczne - obaj doskonale o tym wiedzieli. Nie raz decyzja o odejściu od misternego planu Milo i zabrania się za budowanie elementu, który teoretycznie miał czekać do końcówki projektu, albo łączenie ze sobą losowych klocków dając ponieść się wyobraźni, wynikała właśnie z możliwości nieszkodliwego podirytowania go. W innych wypadkach rodził mu się spontaniczny, innowacyjny pomysł i przyblokowanie możliwości wprowadzenia go w życie kończyło się wzajemnym ofukaniem i obrazą majestatu z obu stron, tylko by w następny wolny wieczór ponownie usiąść naprzeciwko siebie i wrócić do składania. Koniec końców efekt był ten sam - stanowili doskonały i, wbrew pozorom, zgrany zespół. Zarówno w kwestii budowania z klocków, udawanego naprawiania skrzynki teletechnicznej oraz w codziennym życiu.
Nadzieje na otrzymanie zaległego od dziesięciu miesięcy tłumaczenia okazały się płonne. Przez cały przydługi proces cichych rozważań Dylan przyglądał się mężczyźnie z coraz większym zaciekawieniem, a ostateczne zbycie jego pytania wyciągnęło mu z gardła cierpiętnicze westchnienie. Jakby pomachał mu przed twarzą cukierkiem tylko by samemu go zjeść i podrzucić mu tylko papierek.
- Milo~ - poskarżył się jękliwie by zasygnalizować swoje niezadowolenie. W teorii mógłby to sprawdzić, tu i teraz, jego spojrzenie nawet podążyło w stronę leżącego na brzegu stołu telefonu, jednak po chwili kontemplacji zabrał się za wykańczanie własnego kieliszka. Im dłużej kręcili się wkoło tajemniczego słowa, i im bardziej Rivera wzbraniał się przed wyjaśnieniem mu jego znaczenia, tym bardziej Dylan chciał usłyszeć to od niego. Nawet jeśli ciekawość zżerała go od środka. - Mógłbyś zasłużyć sobie na następną jednym szybkim tłumaczeniem - spróbował negocjować, nawet jeśli nie spodziewał się by cokolwiek to dało.
Raz po raz zerkając na pochyloną nad zbieranymi naczyniami twarz, jakby w nadziei, że ten jednak jeszcze zmieni zdanie, pomógł mu przysuwając rzeczy ze swojej części stołu. Podążając za nim jak cień, zaniósł do kuchni pusty półmisek po nuggetsach i ten z resztką frytek na dnie, darując sobie chowanie resztek do lodówki. I tak już zapewne nie spełniała swojej roli.
- Ogarnę miejsce - zadeklarował się i zostawiając Riverę przy zlewie wymaszerował do swojego pokoju po schowany w szafie, jeszcze nieotwarty karton z zestawem. Wracając zaszedł jeszcze do drugiej sypialni, skąd wytaszczył matę techniczną starając się nie przestawiać zbyt wielu rzeczy by potencjalne zguby nie były na niego. Po odsunięciu stolika do kawy i kanapy ułożył matę w centrum i usiadł na podłodze po turecku, dobierając się do dużego pudła. Wygrzebał ze środka woreczki z elementami, przewertował instrukcję obsługi w słabym świetle tańczących świec i zatrzymał się na jednej stronie ze zmarszczką między brwiami i ściśniętym gardłem. Zerknął w stronę kuchni, skąd wciąż dobiegał szum wody, zagryzł policzek od środka i z rozciągającym wargi uśmiechem zaczął przeszukiwać plastikowe woreczki do własnego, spontanicznego projektu. Kreatywność kopnęła go jeszcze szybciej niż zakładał.
Pospiesznie rozsypując klocki na macie i przekopując je otwartą dłonią zbierał, oceniał i wymieniał kolory i kształty parokrotnie zanim z bijącym sercem zamknął swoje dzieło w zaciśniętej pięści w chwili, gdy usłyszał kroki zbliżające się do salonu. Podniósł na Riverę wzrok człowieka przyłapanego na zbrodni, przełknął ślinę i wygłuszając szum krwi w uszach przekręcił się na kolana. Najpierw oba, potem jedno i z wesołymi ognikami w oczach odsłonił prosty pierścionek z żółtej obręczy i żółtego elementu przytwierdzającego na szczycie półprzezroczysty, różowy klocek z zaokrągloną górą. Nerwowo przesunął językiem po spierzchniętej dolnej wardze i uśmiechnął się nerwowo.
- Milo Francisco Rivera, wyjdziesz za mnie?

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Znajoma barwa pytania ubranego wyłącznie w jego imię - Milo... - wystarczyła, by Rivera na krótko obrócił głowę i ostatni raz spojrzał na Gauthiera z dezaprobatą, ale również z wciąż obecnym i niegasnącym rozbawieniem. Nie, nie zamierzał mu tego ułatwiać. Potwierdził to znaczącym, łagodnie asymetrycznym uśmiechem samych kącików ust, charakterystycznym zmarszczeniem nosa, bo robił to zawsze, gdy kusiło go dodanie paru słów ekstra, a decydował się na milczenie. Tak, jakby musiał to sobie zrekompensować.
一 No dobrze, to ja pozmywam w tym czasie. Tylko nie pogub elementów 一 pogroził mu pustym kieliszkiem, bo ostatnią rzeczą o jakiej marzył tego zbyt długiego dnia było wyławianie klocków spod łóżka. Zwłaszcza, że było to łóżko Dylana, a Milo nigdy się tam nie zapuszczał.
W kuchni najpierw spróbował podwinąć rękawy szlafroka, ale widząc, że mija się to z logiką, mamrocząc coś o uciążliwościach dnia codziennego, powędrował z jednym ze słoików robiącym alternatywnie za klosz dla świeczki, powędrował do sypialni. Potrzebował koszulki, najlepiej już określonej jako domowa, czystej, wygodnej i dostępnej - a zważywszy na to, że ostatnio dokładał się do prania około dwóch tygodni wstecz, wybór był niewielki.
Przerzucił kilka bez szczególnego zainteresowania, na jednej przyuważył plamę po oleju silnikowym, drugiej używał już tylko jako szmaty gdy coś wylało mu się na podłogę. Inna podejrzanie pachniała watą cukrową i dopiero po chwili doznał olśnienia: oblał ją dwa dni temu energetykiem.
Finalnie padło na ostatnią nienoszoną sztukę w ceglasto-pomarańczowym kolorze.

Milo nie zrezygnował ze szlafroka. Był zdeterminowany by trzymać swoje źródło ciepła pod ręką, więc gdy dołączył do niego kwadrans później, wciąż był opasany pasem, tak jak i luźnymi rękawami. Kompromisy odzieżowe w jego wykonaniu zazwyczaj wyglądały z boku komicznie.

一 Aha, zapomniałem ci powiedzieć 一 zagadnął w progu, gdy skupiony głównie na widoku znajomej maty od razu przypomniało mu się co zamówił w zeszłym miesiącu. 一 Mamy nową, większą, stoi za biurkiem i trochę... hmm?
Roztargniony uśmiech trzymał się jego twarzy jeszcze przez moment, gdy rozum próbował nadgonić za sytuacją, ale w jednej chwili wszystkie myśli rozsypały mu się luźno jak bierki. Z tym poziomem surrealizmu nie miał jeszcze do czynienia, więc cały mozolny proces łączenia wątków odbywał się z uwzględnieniem widocznych, choć nie do końca rozpoznawalnych ekspresji. Bo, na przykład, gdy kąciki ust nerwowo drgnęły mu i pomknęły gwałtownie w dół, zaledwie ułamek sekundy później Rivera znów rozjaśnił się bezmyślnym uśmiechem. I znów pozwolił mu zgasnąć. I jeszcze raz. I znowu, zupełnie, jakby miał jakiś atak.

一 Dylan 一 wyrzucił z siebie z rozbawieniem, które nagle wydało mu się dziwnie obce. 一 Pojebało cię?
Pytanie wybrzmiało całkiem serio i zawtórowała mu cisza, w której Milo, wrośnięty w podłogę o krok od rozłożonej maty i klęczącego Gauthiera, zmagał się z dość dawno nieobecną problematyką identyfikacji własnych emocji.
Nie udało mu się, więc postanowił nie zatrzymywać się po jednym potknięciu. Skupił się na tym co fizyczne i odkrył, że klatka piersiowa zacisnęła mu się kurcząc na każdym płytkim oddechu.
Początkowo pomyślał, że to rozczarowanie, reakcja na nieśmieszny z jego perspektywy żart, powód na małą kłótnię i zbycie tematu dopóki nie wymagano od niego wyjaśnień. Czekał zatem, aż Dylan złamie się wreszcie, odrzuci głowę do tyłu i parsknie śmiechem przyznając, że po prostu błaznował.
Ale czas mijał, Dylan nadal klęczał i Milo odkrył, że zaczynają pocić mu się dłonie.

一 No dalej 一 przebiło mu się przez myśl, choć bardzo ostrożnie i bez przekonania. 一 Powiedz, że żartujesz. Miejmy to z głowy.
Atmosfera w sypialni dokonała gwałtownego zwrotu i dało się to odczuć niemal fizycznie, co w pewnym momencie stało się trudne do przemilczenia.
Uścisk w piersi zelżał, pojawiła się natomiast suchość w ustach i ściśnięte gardło, a gdy przełykał nerwowo ślinę poczuł się słabszy w nogach.

一 Oh 一 zrecenzował się bardzo krótko i bez konkretu. Wymierzony w jego stronę pierścionek z klocków nie wyglądał już jakby z niego kpił, a jednak Milo zdawał się szukać innych ukrytych za nim znaczeń z pominięciem tego najbardziej oczywistego. Bo to przecież nie mogło być tak. W jego świecie takie rzeczy się nie zdarzały.
Wykonał krok w przód co uzmysłowiło mu, że odległość pomiędzy nimi była mniejsza niż zakładał. Coś załaskotało bo pod szczęką, więc na oślep otarł ją wierzchem dłoni nie wiedząc jeszcze, że po raz drugi łamał się w tym samym miejscu w ten sam sposób. Ostatnim razem równie nieświadomie rozwył się w jego sypialni jeszcze w zeszłym roku.

一 Chcesz... ty na poważnie...? 一 zapytał tak cicho, że ledwo dało się wychwycić słowa. Chciał przykucnąć, ale brak koordynacji ściągnął go na bok, więc został tak i przysiadł sobie kolano.
Coś właśnie się kruszyło i widać to było w jego przygarbionych do przodu ramionach i dłoniach zebranych w nerwowo poruszającą się plątaninę, bo Milo nie potrafił utrzymać ich w bezruchu. Szkliste spojrzenie zawierające w sobie cały ciężar pytania, które wybrzmiało częściowo, a którego Rivera nie był w stanie unieść, zatrzymało się na twarzy Gauthiera.
Znów nie potrafił oddychać pełną piersią.

一 Bo ja nie rozumiem cz-czy to jest... to jest naprawdę czy...? Bo jeśli to żart, a ja n-nie... o-oh, nie jest mi zimno, nie wiem czem-mu... j-joder, co jest?
Powód był prozaiczny, ale Milo był chwilowo zbyt zaaferowany by go dostrzec. Zbyt długo spinane mięśnie drżały a wraz z nimi całe jego ciało, przez co Rivera idiotycznie podrygiwał jakby miał czkawkę, co więcej - niezdolność nazwania emocji nie przekreślała ich wpływu. Żenujący, chaotyczny miks obu nie pozwalał mu w pełni skupić się na tym, na czym powinien był, więc Milo uśmiechnął się nerwowo - i przepraszająco - po czym zasłonił twarz obiema dłońmi. Dopiero dotarło do niego, że miał wilgotną twarz i że przez cały ten czas płakał jak dziecko.
Dziwna, krótka pantomima wyglądała boleśnie z boku i poniekąd była, bo walcząc o głębszy oddech, odzyskanie kontroli nad swoim telepiącym się ciałem i głosem kosztowała go wiele wysiłku.

一 Okay 一 padło w końcu spomiędzy palców, cicho, a mimo to z mocą i jakimś nowym wewnętrznym przekonaniem. 一 Okay. Sí. W s-sensie, tak.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pojebało cię?
Ramiona Gauthiera drgnęły w górę, przekazując uznanie tego za prawdopodobną opcję i pełną akceptację takowego stanu rzeczy. Myślał o tym od jakiegoś czasu. Nie dokładnie o klęczeniu pośród klocków LEGO przed Milo zapakowanym w szlafrok, ta część przyszła do niego zaledwie parę minut temu. Łapał się na pewności co do chęci spędzenia z nim życia w drobnych momentach codzienności, w prostej rutynie i niespodziankach zawiłego charakteru. W spontanicznej adopcji kota, w znajdywaniu śrubek w poduszkach kanapy, w zmęczonych oczach uśmiechających się do niego znad paczuszki pomarańczowego Capri-Suna. Przerobił dotychczas dziesiątki pomysłów na rozegranie idealnych oświadczyn, z pośród których żaden nie wydawał się dostateczny. Chciał zawrzeć w tym jednym momencie wszystkie swoje uczucia, narastające i rozpędzające się od ponad roku, powiedzieć mu wszystko co na co dzień przekazywał mu niewerbalnie i zamknąć to wszystko w na tyle zjawiskowym geście by starczył do przekonania go w razie wątpliwości. Główkował, planował, odkładał to na czas lepszy dla nich oboje, aż w końcu dzisiaj zmienił podejście.
Nie był w stanie wskazać dokładnie w którym momencie zdał sobie sprawę, że nie chciał już czekać, ale patrząc jak ten buja się na krześle z dosychającymi lokami i okruszkami panierki od nuggetsów w połach przydużego szlafroka nie widział już najmniejszego sensu w poszukiwaniach idealnego momentu. Każdy taki wieczór we dwoje był w jego oczach perfekcyjny i chciał mieć pewność, że dostaną ich jak najwięcej.
Stłuczka na drodze wylała mu na głowę kubeł zimnej wody - w ciągu sekundy zdał sobie sprawę jak szybko ich rzeczywistość mogła ulec zmianie, jak wiele mogli stracić zanim którykolwiek zdążyłby mrugnąć. Stojąc przy zlewie kuchennym i czekając aż Rivera wyjdzie spod prysznica doszedł do wniosku, że życie było zbyt nieprzewidywalne. Tak jak lata wcześniej po wyjściu ze szpitala upewnił się w chęci korzystania z niego ile wlezie w czasie, który jest mu dany. Tym razem z Milo.
Poczekał na przeminięcie pierwszego szoku, aż mężczyzna stojący kilka kroków dalej odnajdzie się w sytuacji i w tym jak bardzo Dylan nie żartował pomimo zapewne absurdalnego zderzenia tak poważnego pytania z domowym dresem i pierścionkiem z klocków. Instynktownie wyciągnął rękę by ustabilizować nagłe zachwianie podczas gdy ten schodził do jego poziomu, z gardłem ściśniętym od stresu. Widział jego łzy, nie potrafił jednak w pełni pojąć na ile był to ten dobry rodzaj.
- Naprawdę. Na poważnie, nigdy nie byłem poważniejszy - zapewnił jak tylko dotarły do niego chaotyczne, rozbite i niedokończone pytania. Przysunął się bliżej, schodząc ze sztywnej pozycji na jednym kolanie do siedzenia na piętach, zaalarmowany wyraźnymi problemami Milo ze złapaniem oddechu, jednak zanim zdążył dopytać czy odsunąć jego dłonie od twarzy, otrzymał odpowiedź, przez którą nadszedł jego czas na rozpłakanie się. Zaczęło się od zamglenia wizji i pierwszych kropli uciekających w dół policzków, na co zaśmiał się mokro i wzniósł twarz w stronę sufitu, mrugając w próbie opanowania nagłych emocji. Szok inżyniera rozproszył go dostatecznie by faktyczna odpowiedź dała radę go zaskoczyć. Z szerokim uśmiechem i rozluźniającym się chwytem na spanikowanym sercu, przesunął palcami kilka loków i pochylił się by pocałować go w skroń, kawałek od zasłaniających twarz palców.
- Jesteś miłością mojego życia, Milo. Niczego nie jestem bardziej pewny niż chęci dzielenia z tobą przyszłości - wyznał, czując że sam pozbawił się szansy na przemowę przed faktem. Nic straconego, mógł nadrabiać to codziennie, teraz z jeszcze większym przekonaniem niż kiedykolwiek. Oparł czoło o burzę loków i odetchnął głębiej, licząc że jak uspokoi samego siebie to Milo weźmie z niego przykład i zacznie regularniej oddychać.
- Chcesz dać mi swoją rękę? Twój pierścionek wciąż czeka - zauważył z uśmiechem w głosie, czując się jakby ciężar noszony od miesięcy zlatywał mu z barków. Przez cały ten czas nie mógł mieć całkowitej pewności czy Rivera wyobrażał sobie ich przyszłość tak jak on sam. - Lewą - dodał, w razie jakby ten nie był zaznajomiony z pierścionkowymi zwyczajami. Nie winiłby go - sam musiał to sprawdzić.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Zawsze wiedział czego tak naprawdę pragnął. Nie lubił jedynie o tym myśleć, bo kształt tego marzenia za każdym razem przypominał mu słabość, dlatego ilekroć łapał się na fantazjowaniu, ganił się natychmiast i zajmował czymś dla odmiany praktycznym. Wyrażenie tego na głos? Absolutnie nie wchodziło w grę.
Gdy spojrzeć z boku znając przynajmniej z grubsza bogate w doświadczenia bezdomności i wykluczenia CV Rivery łatwo było zrozumieć do czego podświadomie dążył. Stabilizacyjna luka i brak formalnej przynależności wzmagał niepewność. Niedookreśloność owocowała niezdolnością zakotwiczenia się w konkretnym, wiarygodnym punkcie w życiu i chociaż Milo nigdy nie wymagał wprost żadnych wielkich deklaracji, w głębi serca bardzo jej potrzebował.
To czy w nią wierzył było osobnym problemem, ale usłyszenie jej po raz pierwszy tak wyraźnie było dobrym początkiem.
一 Jesteś strasznie głupi, wiedziałeś? 一 zapytał retorycznie, wciąż znajdując się na pograniczu płaczliwości i rozbawienia. Na chwilę odsunął obie dłonie od twarzy, odchylił głowę w tył i odetchnął głęboko przez usta, z czymś na kształt ulgi pobrzmiewającym w westchnieniu. 一 A ja chyba n-nie potrafię na to odpowiedzieć tak elegancko. Sam wiesz.
Nasadą prawego nadgarstka wycisnął sobie jeszcze kilka niezdecydowanych łez spod powieki i pociągnął nosem, nawet nie próbując udawać, że byłby w stanie uszykować tak pięknie brzmiące wyznanie. Nie należał do osób przesadnie sentymentalnych (nie otwarcie i nie do końca czytelnie), słowa nie były jego mocną stroną, ale ufał - po tych ostatnich miesiącach spędzonych razem - że mimo wszystko Dylan rozumiał intuicyjnie sposób, w jaki Milo kochał.
Bo kochał bardzo głęboko, całym sobą i tak, jak wkładał całą swoją energię w każdą aktywność w jaką się rzucał, tak samo angażował się w relację, nawet jeżeli połowy z towarzyszących jej emocji nie do końca pojmował.
Zapytany o absurdalny pierścionek i rękę, Milo jedynie pokiwał głową i poratował się luźnym rękawem szlafroka, by ostatecznie osuszyć sobie twarz. Podał mu lewą dłoń nie dyskutując, bo nie miał bladego pojęcia która była właściwa.

一 Chciałem powiedzieć, może nie jakoś wybitnie, no ale... 一 odezwał się w trakcie, chcąc przynajmniej w ten sposób uczestniczyć w wydarzeniu i przynajmniej spróbować się zrewanżować. 一 Że jeżeli miałbym mieć z kimkolwiek jakieś na zawsze, to tylko z tobą.
W ustach rasowego introwertyka z niezdiagnozowanym, choć ewidentnym autystycznym nalotem, taka deklaracja była czymś przełomowym. Milo rzadko kiedy planował cokolwiek dalej niż na miesiąc w przód, uważając, że życie dokładało zbyt wiele zmiennych aby czegokolwiek być pewnym. To był jeden powód, drugi klasyfikował się nieco inaczej i miał bardziej osobisty, trudny do przełożenia wydźwięk.
Rivera, pomimo swojej wyraźnej potrzeby znalezienia miejsca i nazwania go swoim, miał również mocno kontrastującą tendencję do szukania samotności, w której czuł się wygodnie. Było to dość zrozumiałe, że dążył do tego co znajome i z pozoru bezpieczne, ale z czasem przestało mu w zupełności wystarczać. Ostatecznie dopiero przy Gauthierze, dzięki jego niezwykłej cierpliwości i jakiejś magicznej zdolności zgodnego funkcjonowania z tymi ambiwalencjami, Milo poczuł, że ich współistnienie nie było niemożliwe.
Po założeniu pierścionka z klocków przyjrzał się mu w wymownej ciszy, tak, jakby określał czy błyskotka była warta jego ręki. Niestety, była cholernie niewygodna i nawet nie łudził się, że będzie w stanie ją nosić.

一 Będę go nosił w pudełku 一 oświadczył z pełnym przekonaniem, po chwili wracając spojrzeniem do Gauthiera przeżywającego swoje pięć minut. 一 Nie mogę zakładać go do roboty, potrzebuję dwóch sprawnych dłoni.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lekko zachrypnięty śmiech wyrwał się z gardła Dylana na piękne podsumowanie swojego głębokiego wyznania prosto z serca. Nie spodziewałby się po nim niczego innego i powoli napływająca świadomość, że mógł już pełnoprawnie przygotować się na spędzenie w ten sposób reszty swojego życia, wypełniała go lekkością. To dopiero pierwszy krok w stronę wspólnej przyszłości i mieli ich przed sobą wiele, jednak był na tyle przełomowy by reszta wydawała się już z górki. Należeli do siebie, aktualnie jeszcze bardziej i stabilniej niż zaledwie chwilę wcześniej, i chociaż dotychczas nie było wątpliwości co do wzajemnego uczucia, obustronna deklaracja pieczętowała ich wspólną codzienność na lata. Albo do następnego konfliktu podczas zabawy w budowniczych.
- A ty właśnie ze mną utknąłeś, nie wiem czy sam grzeszysz inteligencją - wytknął, w pełni akceptując fakt, że mogli być głupi razem. To dotychczas działało całkiem nieźle i niewątpliwie doszli tak daleko dzięki nadawaniu na podobnych falach szarych komórek. O ile osobno, w swoich prywatnych osiągnięciach i obowiązkach, rozwijali się stale, ambitnie i bez większych potknięć, razem mogli zwyczajnie spuścić z tonu. Z nikim innym nie wyobrażał sobie wchodzenia w nieznane z tak niezachwianym poczuciem, że na swój sposób poradzą sobie ze wszystkim co może stanąć im na drodze.
Chwycił zaoferowaną dłoń od spodu i przesunął kciukiem po palcu serdecznym w miejscu, gdzie miał znaleźć się tymczasowy symbol wzajemnej przynależności. Trzymał jego rękę tak wiele razy, często bezwiednie bawiąc się palcami póki nie przekroczył granic jego cierpliwości, czasem zostawiał na niej cienkie linie długopisu układające się w losowe wzory, raz powtarzał podstawy anatomii rozrysowując na niej układ kostny. Teraz miało to jednak większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej. Po kilku zgubionych łzach dał radę się opanować, chociaż jego oczy wciąż błyszczały od warstwy wilgoci, kiedy podniósł wzrok na Milo po jego własnym wyznaniu. Uśmiech rozświetlający twarz Gauthiera mógłby zastąpić aktualnie niedziałające żarówki.
- Już masz i będziesz miał - odparł, bynajmniej nie widząc tego jako przypuszczenie, a jako fakt dokonany. - Nie uwolnisz się ode mnie - podkreślił, wsuwając zabawkowy pierścionek na miejsce. Był nieco za duży, niestety elementy składowe z zestawów klocków nie były tworzone na wymiar, ale spełniał swoją rolę i sam gest starczył by serce Dylana zabiło wesoło w piersi. Potrzebował tego by w pełni uświadomić sobie co właściwie miało przed chwilą miejsce. Podniósł dłoń Milo by przycisnąć wargi do jej wierzchu zanim puścił jego rękę i dał mu obejrzeć nową biżuterię.
- Dopiero co ci się oświadczyłem, a ty już planujesz to ukrywać przed światem? - prychnął, chociaż uśmiech wciąż ciągnący kąciki jego ust w górę psuł efekt obrazy majestatu. Podniósł dłoń owiniętą w brzeg rękawa bluzy i przetarł błyszczące w świetle świec ślady po wilgoci tuż pod szczęką Milo, całkowicie ignorując własną zapłakaną twarz. Złożony w pośpiechu kawałek plastiku cały czas odwracał jego uwagę, rozdzielając ją między dłonią mężczyzny i oczami w jego ulubionym odcieniu brązu. - Ale myślałem o tym. To... właściwie główny powód, dla którego jeszcze nie miałem normalnego pierścionka - przyznał, odchodząc od tonięcia w sferze emocjonalnej na rzecz praktyczności. - Chcesz skoczyć razem wybrać coś, co będzie ci najmniej przeszkadzać? Przy okazji wziąłbym jakiś dla siebie, bo nie wiem jak ty, ale ja zamierzam ogłaszać wszem i wobec, że mam narzeczonego - wyznał z naciskiem na słowo, przez które poczuł się niemalże nierealnie szczęśliwy.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Milo bardzo lubił uchodzić za człowieka, który świetnie obywał się bez innych osób. Nie prosił o pomoc, nie szukał towarzystwa, cieszył się opinią samodzielnego, ale w gruncie rzeczy przerażała go myśl o dożywotniej samotności, zwłaszcza teraz, gdy poznał jak wyglądało odpowiednie dopasowanie. Ich relacja nie była idealna - żadna nie była - jednak ilość pracy i energii jakie wykładali z obu stron przekładała się na wymierne korzyści. A Milo, który na liczeniu znał się lepiej niż, nie ujmując, większość ludzi, pojmował tę wyjątkowość. Widział wartość i chciał w nią inwestować, dlatego decyzja, choć dość szybka i pozornie lekkomyślna, była w rzeczywistości bardzo logiczna.
Prawdopodobieństwo trafienia na człowieka, który tak jak Gauthier potrafiłby (i chciałby) dopasować się do kogoś pokroju Rivery było mierne już z samego założenia, a gdy dołożyć do tego inne wymagania i grające na jego korzyść cechy, malało niemal do zera. Milo nie miał złudzeń; poznanie Dylana było małym, nieoczekiwanym cudem w jego życiu, jakkolwiek idiotycznie i miałko by to nie brzmiało.
一 Mów dalej, a sam zacznę ją kwestionować 一 odparł gorzko, czując, że powoli puszcza go ten sentymentalny chwyt i rozum zaczyna dochodzić do głosu, tak jak i przyzwyczajenia. 一 Twój urok nie ma nic wspólnego z twoim gadulstwem, więc zafunduj nam jeszcze parę minut tego błogosławieństwa i bądź cicho.
Udawał, że nie widzi podsychających korytek jakie łzy pozostawiły na jego twarzy, sam zresztą zamierzał upierać się - gdyby to było konieczne - przy tym, że coś wpadło mu do oka. Odwrócił wzrok po to, by nie napotkać jego tryumfalnego spojrzenia, aczkolwiek i tak czuł je wyraźnie i niemal fizycznie.
Poczuł również wsuwany na palec plastikowy bibelot, nie mógł zatem dłużej udawać obojętnego i gdy tylko dostrzegł różowe, sztuczne oczko na pierścionku z klocków, coś szarpnęło go w piersi.

一 Nie wiem czy świat obchodzi mój stan cywilny 一 stwierdził płasko, nie dlatego, że chciał być uszczypliwy lecz dlatego, że dosłownie stwierdzał właśnie suchy fakt. Pod względem takich sugestii i pojęć abstrakcyjnych - jak emocje - Milo pozostawał niezmiennie, beznadziejnie krótkowzroczny. 一 Dlatego w sumie nie potrzebuję pierścionka, przecież i tak kiedyś kupimy obrączki 一 zauważył, wciąż irytująco praktycznie i bez krztyny romantyzmu. 一 Stać nas na to?
Chwila poświęcona na podjęcie trudu zmiany perspektywy i uzyskanie jakiejś głębszej refleksji finalnie zaowocowała nową konkluzją; on mógł nie potrzebować dodatkowego świecidełka. Dylan mógł chcieć je nosić.
Mrugnął na to spostrzeżenie i wydał z siebie ciche, zaskoczone huh na wydechu, zanim podzielił się wnioskiem z Gauthierem.

一 Jeżeli to będzie coś płaskiego, pozbawionego ozdobnych elementów i niereagującego z kwasami, zasadami i... no, jeżeli tak, to możemy myślę się nad czymś zastanowić.
Kompromis okazał się nie być trudny gdy rozważył wszystkie za i przeciw, a jeżeli dzięki małej, błyszczącej etykietce na palcu Dylan miał pozostać w tym euforycznym stanie na dłużej, Milo mógł szarpnąć się z wypłaty.
Czując, że kolana zaczynają mrowić i drętwieć, Rivera obrócił się z obolałym stęknięciem na drugą stronę, co było błędem; jakiś zapodziany, upierdliwie mały klocek z zestawu wbił mu się w udo.

一 Szczerze mówiąc nie sądziłem, że kiedykolwiek mnie to czeka. Oświadczyny, cały ten... to wszystko, co później. Normalnie spodziewałbym się po każdym, że kiedyś faktycznie, ale że ja? Nigdy.
Pomijając to, że nie był człowiekiem przesadnie uciekającym w świat fantazji, wątpił by ktokolwiek okazał się na tyle szalony, aby związać się z nim na stałe z własnej nieprzymuszonej woli.



Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
25 y/o
NARRATORSKI PIESEK
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyskoczenie z pierścionkiem bez ostrzeżenia i wcześniejszego omówienia tematu było świadomym podjęciem pewnego ryzyka. Poza prostą odmową, która zawsze była realną opcją ze względu na różnice w oczekiwaniach, istniała szansa na utratę wszystkiego co dotychczas zbudowali przez jeden spontaniczny moment. Podobnie jak rok wcześniej, kiedy na szali została postawiona ich przyjaźń, Dylan wykładał przed nim karty bez najmniejszej pewności czy grali w tę samą grę. Tym razem było mu łatwiej, dużo łatwiej, jako że poza chaotycznymi uczuciami i cichym wzdychaniem w jego kierunku mieli fundamenty, stojące stabilnie już po kilku wstrząsach ziemi. Cały czas świadomie czy nie podążali w stronę wspólnej przyszłości, kreślili wstępne plany i klękając na jedno kolano Dylan zasugerował by w końcu zaczęli stawiać pierwsze ściany.
Poza przejmującą radością trzymała się go także ulga. Lęk przed usłyszeniem kategorycznego "nie" i potencjalnymi konsekwencjami wyrwania się przed szereg gwałtownie ulatywał z jego ciała, zostawiając go w odrealnionym stanie upojenia chwilą. Potencjalne ścieżki życiowe otwierające się przed nimi wraz z oficjalnym podjęciem decyzji o kroczeniu dalej wspólnie, znosząc swoje odchyły i akceptując nieidealne kompromisy, mieszały się Gauthierowi przed oczami, rozpraszając go na tyle by dalsze przytyki rozbawiły go nawet bardziej niż zwykle.
- Możesz spróbować mnie uciszyć - odparł bez zawahania, unosząc brwi w podkreśleniu rzuconego wyzwania. Fakt, że padł przed nim na kolana, bynajmniej nie oznaczał, że zamierzał zacząć ułatwiać mu życie i wykonywać polecenia. Widziały gały go brały. Albo w tym wypadku - uszy.
Informacja o powodzie, dla którego Milo nie uznawał pierścionka za coś koniecznego, spotkała się z niedowierzającym parsknięciem śmiechem. Jeszcze przez chwilę wpatrywał się w niego z politowaniem, nie do końca zaskoczony jego brakiem pojęcia w temacie reszty świata.
- Och, mon amour, ja wiem że nie patrzysz na nikogo poza mną, ale znam przynajmniej kilka osób, które bardzo to obchodzi - wytknął, jako że w odróżnieniu od Rivery sam nie był ślepy na ludzi wkoło nich. Nieraz podczas wyjść do barów czy na domówki łapał skierowane w stronę mężczyzny spojrzenia, dziewczyny śmiejące się w ten konkretny sposób nawet kiedy Milo akurat nie silił się na żarty. Jeśli czasem zdarzało mu się przysunąć bliżej czy znacząco objąć go ramieniem by oznaczyć terytorium, najwidoczniej sam zainteresowany nawet nie zwrócił na to uwagi. Nie był to główny powód, dla którego tak cieszył się na widok pierścionka na jego palcu, niemniej na pewno sprawiłby mu dodatkową radość podczas wyjść towarzyskich.
- Stać. Chyba że masz wymarzoną ilość karatów, to może stanowić wyzwanie - odparł z lekkim rozbawieniem. Wolał nie przyznawać mu wprost, a przynajmniej nie w tym momencie, że byłby w stanie zafundować im błyskotki z górnej półki, gdyby nie felerna wizyta w szpitalu zerująca mu konto. Nie żałował, za każdym razem wybrałby opiekę medyczną, jednak odbudowanie pleców finansowych zajmowało trochę czasu i już nie mógł pochwalić się tak ładnymi oszczędnościami.
Wraz z wyliczaniem kolejnych kryteriów, które nie wychodziły poza to, czego i tak by się po nim spodziewał, Dylan wystawiał kolejne palce, przy kolejnym "i" otworzył całą dłoń tylko by ponownie zgiąć mały palec i pokiwać głową z zastanowieniem.
- Złoto? Platyna? - mruknął, spoglądając na mężczyznę by wypatrzyć w jego reakcjach która z tych opcji mogła być faworytem. Po chwili mrużenia oczu podniósł dłoń do góry jakby zgłaszał się na lekcji i czekał na wywołanie. - Grawer liczy się jako ozdobny element? - dopytał, przy czym po błysku w oczach dało się wyczuć, że miał już nowy, genialny plan. Potrzebował jedynie nakierowania.
- Ślub..? - wtrącił się pomocnie w zostawioną przez mężczyznę dziurę. Ten element wciąż wydawał się abstrakcją. Ponownie złapał jego dłoń w swoje, dla zajęcia rąk delikatnie masując jego kostki i uśmiechając się łagodnie na wyznanie. - Nigdy to bardzo kategoryczne stwierdzenie. Nie myślałeś o swoim wymarzonym ślubie? - podpytał, po części z ciekawości, po części licząc na wstępne nakierowanie co do ich własnej ceremonii. Z jakiegoś powodu cały czas wracał myślami do plaży i słońca tańczącego we włosach Milo.
- A jak już bawimy się w szczerość, to... Wiedziałem, że ci się oświadczę już jakoś rok temu - przyznał, pozwalając by nieco rozbawiony uśmiech wpłynął mu na twarz. Szybko? Być może. Jednak znał go znacznie dłużej niż trwał ich związek i już pierwsze kilka miesięcy wspólnego mieszkania uświadomiły mu, że nie wyobrażał sobie na tym miejscu nikogo innego. - I nie tylko ja, w sensie... jak byliśmy na święta u Estelli to tak jakby... spytałem o jej błogosławieństwo. I Diego.

Milo Rivera
25 y/o
LITERACKI KRUCZEK
170 cm
Student/Złota Rączka w PATH
Awatar użytkownika
sometimes I feel like the world's hardest working loser
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nie istniała żadna logiczna przesłanka, na podstawie której Milo mógłby powiedzieć „nie”.
Codzienność z Dylanem była zazwyczaj prostsza i już choćby z praktycznych powodów głupotą byłoby odmówić, a chociaż nie przyznałby tego wprost - nie na trzeźwo - po tylu miesiącach zdążył przywiązać się na tyle, by traktować obecność Gauthiera jako przedłużenie własnej. Spędzenie w ten sam sposób reszty życia wydawało mu się właściwe i między bogiem a prawdą Rivera czuł, że tej decyzji nie podjął kilka minut temu lecz dużo wcześniej.
一 Myślałem o stali chirurgicznej 一 zaproponował luźno, zanim Dylan zdążyłby wpaść na coś jeszcze droższego. 一 Nie reaguje, jest wytrzymała, zakładam, że relatywnie budżetowa. I na pewno robią na niej grawer 一 dodał, reflektując się, że o tyle o ile jego interesował przede wszystkim aspekt praktyczny, Gauthier potrzebował czegoś, co rekompensowałoby mu niezbyt romantyczny wydźwięk stali. Nie do końca przemawiała do niego wizja żłobienia czegokolwiek w pierścionku (oczami wyobraźni widział już jak często będzie zmuszony wrzucać bibelot do myjki ultradźwiękowej), ale jeżeli miało być sprawiedliwie - chyba nie miał wyjścia.
一 Ty weźmiesz dla mnie, ja wezmę dla ciebie. Brzmi akceptowalnie?
W jego odczuciu było to przede wszystkim sprawiedliwe, dlatego pytanie nie brzmiało jak coś, na co Milo wymagał odpowiedzi. Raczej jak coś, o czym już zadecydował i podnosił tę kwestię wyłącznie z uprzejmości.
Dylan, z drugiej ręki, pytał całkiem serio i o coś tak teoretycznego, że Rivera miał zamiar z miejsca pokręcić kategorycznie głową. To najpierw, zanim przypomniał sobie, że miał niegdyś kilka myśli tego rodzaju, jednak nigdy nie przyglądał się im z bliska. Było parę przebłysków i garść pozbawionych konkretu wizji, do których wstydził się przyznać nawet przed samym sobą, a co dopiero mówić na głos.
Nie musiał; milczał na tyle długo by co bardziej uważny obserwator wyciągnął swoje wnioski.

一 Nie jakoś... niezbyt, szczerze mówiąc 一 zbył go lakonicznie, szukając okazji do zmiany tematu. 一 Naprawdę nigdy nie sądziłem, że ktoś autentycznie mógłby chcieć zaciągnąć mnie przed ołtarz, więc nie marnowałem czasu na jakieś... no, na to.
Speszony pogonił momentalnie spojrzeniem w bok, nieświadomy, że wdzięczny obrazek cichej, słonecznej plaży i słonego, wilgotnego wiatru nie tylko jemu przyszedł do głowy w kontekście potencjalnego wesela.
Ledwo zdążył odgonić od siebie tę myśl, a Dylan już odhaczał kolejny temat, który sprawił, że Milo aż zaschło na chwilę w ustach.

一 Rok... rok?! Dylan, my przecież jesteśmy razem jakoś od... no od roku! Prawie roku! 一 Z powrotem utkwił w nim badawcze spojrzenie, a oczy zaokrągliły mu się zdumieniem. I poniekąd karcąco, bo dla kogoś pokroju Milo było to wręcz absurdalne. Z drugiej strony - przecież to był Dylan, więc nie powinno go to aż tak bardzo dziwić.
Na kolejne rewelacje Rivera poruszył bezgłośnie ustami i zamrugał szybko, a ramiona uniosły mu się gdy nabrał powietrze głęboko w płuca.

一 Zapytałeś Estellę. I... boże, Diego też? W sumie czemu akurat... okay, nie wiem czy jest sens, żebym pytał. Jesteś szalony.
Na powrót schował twarz w dłoniach, próbując pospiesznie ustalić kiedy do tego doszło i dlaczego niczego się nie domyślił. Nie, żeby Rivera słynął z przewidywania, ale czuł się w jakiś sposób dotknięty faktem, że ominęło go coś tak ważnego.

一 Wieża będzie musiała zaczekać. Chyba nie nadaję się już do układania, ten dzień był za długi.


Dylan Gauthier
default (dc: default_1010)
Please be kind ❤
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”