ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Teraz to przeginasz, wiesz? To, że jest biedny i u Ciebie pracuje nie znaczy, że będzie kradł. Na pewno nie naraziłby posady swojej mamy, żeby zarobić trochę kasy na ukradzionych fantach. Poza tym miota się po pokojach bo pewnie wykonuje swoją pracę. Czemu masz z nim taki problem? — coś mu nie pasowało, bo Ambrose chyba nigdy nie denerwował się tak na nikogo. Miał wrogów, ale oni też musieli mu zrobić coś poważnego, a z tego co rozumiał jedyną winą chłopaka jest praca u Ambrose i brak pieniędzy. Westchnął, podejrzewając, że nic więcej nie wskóra, bo jego przyjaciel był cholernie upartą bestią. Może powinien zamknąć tę dwójkę w piwnicy i wypuścić jak się dogadają?
— Nie, dzięki. Dobrze mi tu. Z resztą ktoś musi pilnować tych rozwydrzonych braci, bo beze mnie zginą. Ale pamiętaj, żeby mnie odwiedzać albo ja przyjadę do Ciebie. Ciekawe kto będzie miał na Ciebie oko tak daleko. — zaśmiał się, czochrając mu włosy. Czuł się dziwnie ze świadomością, że jego przyjaciel mógłby wyjechać tak daleko i widziałby go jedynie sporadycznie. Oczywiście życzył mu takiej kariery jaką sobie sam zamarzył, nawet jeśli to oznacza wyjazd z rodzinnego miasta tak daleko. Sam nie umiałby wyjechać, kiedy cała jego rodzina jest tutaj.
— Może rozmawiają, ale dla mnie to trochę krępujące, wiesz? Zwłaszcza, że Hudson zawsze był taki uroczy i nie podejrzewałbym go o takie zachowanie. Co prawda ludzie robią różne rzeczy pod wpływem alkoholu, których normalnie pewnie by nie zrobili, ale i tak… jednocześnie to dziwne i przyjemne. — odparł. Poza tym nie chciał czuć się jakby go obgadywał, chociaż nie miał nic złego do powiedzenia o tamtej nocy. Było miło i jedyne co to zmieniłby poranek, nie dając Hudsonowi uciec od niego tak łatwo. Czemu stał tam po prostu jak jakiś debil zamiast od razu z nim porozmawiać i zapytać co zrobił nie tak.
— Wiem. Ale mówię Ci, że ma dużo nauki i nie chcę mu zajmować czasu. Jeszcze się zdenerwuje przeze mnie i nie zaliczy jakiegoś egzaminu. Poczekam. — mruknął. Sam starał się odwlekać tę rozmowę jak się da, żeby nie cierpieć. Chociaż nie ważne czy chodziło niewiedzę czy odrzucenie, każde bolało tak samo.
— Pójdę. Ale no mówię, niech skończy naukę. To tylko kilka dni, poza tym na razie jesteśmy tutaj, więc nic bym nie zrobił. Po prostu… zrelaksujmy się, dobra? Jeszcze jedno piwo? — zapytał, dopijając swoje i zerknął na Ambrose.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Jasne, oczywiście ja zawsze przeginam. A ty tak bardzo znasz się na ludziach - powiedział, lekko ramionami wzruszając. Nie miał najmniejszego zamiaru nikogo przepraszać za swoje podejście do życia, jak również prawdę, którą jedynie na głos wypowiadał. Hunter zawsze był trochę inny, niż Rose, dostrzegając dobro tak, gdzie ewidentnie go nie było. Chłopak był pewien, że przyjdzie czas, w którym ten się ostro przeliczy, dostając po dupie. Nie życzył mu tego, ale tak działał świat. Im człowiek szybciej pozna jego zasady, tym lepiej dla niego. - Bo się panoszy, powiedziałem ci to już. Nie potrzebuję kolejnej osoby w moim domu - skomentował takim tonem, który świadczył o tym, że chce uciąć tę rozmowę. Nie było sensu jej prowadzić, bo Robertson nie zrozumie o co mu chodziło. Na dodatek młody projektant zwyczajnie nie chciał się powtarzać nie wiadomo ile razy.
-Naprawdę chcesz gnić na tym zadupiu tylko dlatego, że twoi bracia pomimo wieku zachowują się jak dzieci? Nie możesz wiecznie być ich niańką, wiesz? Czas pomyśleć o sobie, bo co jak co, ale nie sądzę, żeby oni z czegoś w przyszłości zrezygnowali dla ciebie - odpowiedział. Jako jedynak nie miał tego problemu i nie dość, że nie musiał się ze swoim rodzeństwem niczym dzielić, tak dodatkowo nie musiał się nimi przejmować. Zawsze to mniej problemu. Hunter natomiast, zdaniem Ambrose, przejmował się aż za bardzo. Był pewien, że na dobre mu to nie wyjdzie. -Zaraz odgryzę ci rękę, zobaczysz - oburzył się, kiedy przyjaciel zniszczył jego idealną fryzurę, nad którą spędził niewiele czasu. Włosy same układały mu się dobrze i tylko nieznacznie musiał je poprawić. Teraz był pewien, że wygląda jak jakiś strach na wróble.
-Seks jest chyba dla wszystkich co? Może dawno z nikim nie był i tego potrzebował? A może na ciebie leci i teraz to wyszło? Fakt, że jest uroczy i delikatny nie znaczy, że nie ma własnych potrzeb - wzruszył lekko ramionami. Nie miał problemu z rozmawianiem na te tematy, zwłaszcza jeśli nie dotyczyły ściśle jego. Domyślał się, że Hunter może czuć się źle, że przespał się z kimś, kto później postanowił go unikać, ale zapewne nie pierwsza i nie ostatnia osoba w taki sposób postąpi. - Jaki ty głupi jesteś. Nauka nauką, ale chyba zasługujesz na wyjaśnienia - powiedział, kręcąc głową. Tak, Hunter też był niereformowalny. - A może ty po prostu boisz się usłyszeć prawda? - zaatakował go. Może to podziała i zmieni nastawienie przyjaciela.
-Ty to będziesz musiał beczkę wypić, żeby się zrelaksować - zauważył, ale nie pogardził, kiedy chłopak przyniósł kolejną butelkę. Może i nie miał mocnej głowy, ale przy Hunterze nic mu nie groziło. - Oglądamy coś normalnego? Nie wiem, film? - rzucił leniwie. Jakoś po alkoholu odechciewało mu się być bardziej kreatywnym.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie przeszkadza mi mieszkanie w Toronto, wiesz? Lubię to miasto. — powiedział, wzruszając ramionami. Tu się wychował i miał swoje miejsce. Pracę i przyjaciół. Jakoś nie ciągnęło go do przeprowadzki. Wyjechać na parę dni mógł, ale nie na zawsze.
— W sumie… nic nie zauważyłem, żeby patrzył na mnie inaczej. — stwierdził, wzruszając ramionami. Fakt, Hudson czasem łapał go za rękę i się przytulał, ale czy to od razu znaczyło o zainteresowaniu? Może był zbyt ślepy, żeby zauważyć jego maślany wzrok? Hudson był słodki i w jego typie. Pewnie nie miałby nic przeciwko, gdyby student był w jego życiu w ten sposób, ale najpierw musieli szczerze porozmawiać na temat tego co się między nimi wydarzyło. Potraktują to jako jednorazowy wybryk czy wstęp do czegoś poważniejszego?
Westchnął, odchylając głowę do tyłu. Pewnie, zasługiwał na wyjaśnienia, ale nie chciał do niczego zmuszać Hudsona. Nie zerwą teraz nagle znajomości bo się ze sobą przespali, więc prędzej czy później będą musieli sobie wyjaśnić co się dzieje między nimi. — Ja… sam nie wiem… — mruknął. Bał się? Pewnie. A nie powinien bo chyba już był na to za stary, żeby się tym przejmować. Stało się to się stało. Trudno.
— Nie mam chyba aż tyle. — zaśmiał się, niosąc kolejną butelkę piwa. — Niech będzie. — zgodził się, szukając jakiegoś filmu.
Obejrzeli chyba dwa filmy, zanim znowu zrobili się głodni i w końcu zmęczeni poszli spać.

Przeciągnął się leniwie na łóżku, które przypadło jemu i otworzył oczy, kiedy poranne słońce wpadło do pokoju. Łóżko nie było tak wygodne jak w jego sypialni, ale nadawało się. Narzucił na siebie jakąś koszulkę i wyszedł z pokoju.
— Śpisz jeszcze? — zapytał, nachylając się nad Ambrose, który spał na kanapie. Może nie była tak niewygodna jak im się zdawało? Dali mu przecież tyle poduszek i koców, żeby miał miękko i nie stękał, że jakaś sprężyna wbija mu się w dupę. — Zrobię śniadanie. — powiedział, kierując się od razu do kuchni, gdzie wstawił też wodę na kawę.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Nie przeszkadza, bo nie widziałeś innych. Skąd możesz wiedzieć, że właśnie tu chcesz spędzić resztę swojego życia, skoro na dobrą sprawę niespecjalnie się wychylałeś poza nie? - skomentował. On osobiście nie chciał się ograniczać tylko do tego jednego miasta, kiedy na świecie było ich naprawdę sporo. Zresztą siedząc w samym Toronto nie mógł zabłysnąć tak, jak chciał. Jasne, mógł tu zaczynać, zwłaszcza, że połączenia stąd były całkiem dobre, ale to nie były miejsca, w których człowiek mógł wzbić się na wyżyny modowe. Potrzebował miejsca, w którym moda faktycznie miała znaczenie.
-Jak ty to byś nawet nie zauważył, gdyby ktoś stał przed tobą z wypisanym LOVE na twarzy - zaśmiał się. Jego przyjaciel pod tym względem był wyjątkowo nieogarnięty, więc Rose nie zdziwiłby się, gdyby ten przegapił jakieś znaki ze strony swojego crusha.
- Sam nie wiem, sam nie wiem - zaczął go przedrzeźniać. I niby ktoś taki chciał go pouczać w sprawach jego nastawienia do Valentina? No chyba nie. - To może się dowiedz, co? Jak będziesz taki niezdecydowany to zaraz się okaże, że chłop sobie ogarnął innego do ruchania - powiedział dość bezwzględnie. Ale czy nie taka była prawda? Ludzie nie lubili czekać. Przykładowo Ambrose był wyjątkowo niecierpliwy, dlatego uważał, że Hunter jak najszybciej powinien sprawę wyjaśnić, tak dla obopólnego dobra.

Następnego dnia obudził go głos Huntera nad uchem. Mruknął coś rozespany, ignorując fakt, że kanapa nie była aż tak wygodna, jak można było zakładać. Tylko czego on się spodziewał, co? Do luksusów rodem z bogatej willi było temu daleko. Przekręcił się na bok, uchylając powieki.
-Ehe - wyrzucił z siebie na wieść o śniadaniu. Nie był głodny, przynajmniej jeszcze nie.
Wstał, kierując się pod prysznic. Miał wrażenie, że jego delikatne ciało przegrało walkę z kanapą.
Odświeżony, udał się do kuchni, w której kręcił się przyjaciel.
-Tylko coś dobrego poproszę. Pamiętaj, że mój żołądek nie przyjmie byle czego - rzucił, bo nie byłby sobą, gdyby darował sobie taki komentarz. - Jakie plany na dzisiaj? Zabierzesz mnie na romantyczną wycieczkę po zadupiu czy zabawisz mnie w inny sposób? - zainteresował się, przygotowując im kawę. Co, jak co, ale bez niej nie był w stanie dnia przeżyć.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No dobra, to jak gdzieś wyjadę i jakieś miejsce mi się spodoba na tyle by tam zamieszkać dam Ci znać, ale wtedy nie tęsknij za mną, dobra? Bo wątpię, że całe życie będziemy mieszkać w tym samym mieście skoro ty najwidoczniej masz ochotę gdzieś się wyrwać. — powiedział, zerkając na przyjaciela. To oczywiste, że w takiej branży chciał przenieść się tam gdzie rządziła moda, a Toronto było za małe dla takiego projektanta.
— Aż taki ślepy to chyba nie jestem. — mruknął, marszcząc czoło. Tyle to chyba by zauważył, prawda? Jeszcze umiał czytać, ale no skąd miał wiedzieć czy ktoś patrzył na niego zakochanym wzrokiem czy po prostu tak już miał? Hudson był taki uroczy, że dla niego to mogło być normalne.
W ostatniej chwili powstrzymał się przed pacnięciem go w głowę, kiedy go przedrzeźniał.
— On taki nie jest… — a przynajmniej on sobie nie wyobrażał, żeby Hudson kombinował na kilka frontów. Póki co nic mu nie mówił, że z kimś się spotyka, ale może to był właśnie powód dla którego tak szybo uciekł z jego domu? Czuł się winny, że kogoś zdradził? Miał nadzieję, że nie chodziło o to, ale teraz zdecydowanie będzie musiał się dowiedzieć o co chodzi.

Widząc, że Ambrose wstał zabrał się za śniadanie. Nie mieli za wiele, ale przygotował kanapki i jajecznice, która na szczęście nie wyszła mu za sucha. To w sumie i tak chyba był szczyt jego możliwości, bo jakichś wypasionych śniadań jak w hotelach raczej tu nie dostaną, a Ambrose przecież nie umiał gotować, więc wszystko było na jego głowie.
— Nie licz na kawior i łososia. Ale potem możemy skoczyć do pobliskiego miasta i zobaczyć co dobrego dostaniemy. — zaproponował, rozkładając wszystko na talerze, kiedy Ambrose zabrał się za kawę. Chociaż o jednym pomyślał i nie liczył na gotowe. — Myślałem o spacerze, ale jeśli znowu dopadnie Cię osa chyba nie skończy się to dobrze. Ale możemy popływać, a potem zrobimy grilla. Nie możemy całymi dniami siedzieć przed telewizorem, wiesz? — mruknął, kręcąc głową. Bo w sumie co oprócz tego i zwiedzenia okolicy mogli tutaj jeszcze robić?

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Och, to mają tutaj jakieś miasto? Byłem święcie przekonany, że będziemy musieli polować i zbierać w lesie jagody. No wiesz, jak ci wszyscy ludzie, którzy nie wiedzą czym jest cywilizacja - odpowiedział, siadając przy niewielkim stole, na którym Hunter postawił to, co udało mu się zrobić. No dobrze, pachniało dobrze, ale to nie znaczyło, że Rose nie mógł trochę ponarzekać. Kiedy wstawał rano bywał wyjątkowo marudnym człowiekiem, zwłaszcza przed wypiciem kawy, której przyjemny zapach roznosił się po kuchni.
-Jeśli dopadnie mnie osa, wepchnę cię do pierwszego lepszego rowu, jaki obok nas będzie, ostrzegam - skomentował, nakładając sobie trochę jajecznicy na talerz. Robertson miał szczęście, że była smaczna, więc nie musiał się obawiać, że młody projektant plunie mu nią w twarz. A niestety był do tego zdolny, chociaż w przypadku Valentina bardziej preferował upuszczanie jedzenia na podłogę, byleby tylko obserwować, jak z niemą wściekłością chłopak to sprząta.
-Popływać… Niech będzie. Przynajmniej jakaś namiastka siłowni, na którą musiałbym iść po takim śniadaniu - powiedział, siląc się nawet na żart. Niekiedy mu się zdarzało, ale na coś podobnego mogły liczyć wybiórcze osoby. Jak chociażby Hunter, który pełnił rolę jego najlepszego przyjaciela, tolerującego praktycznie każde zachowanie Ambrose. - Jeśli mamy robić grilla, trzeba zdobyć normalne jedzenie. Mam ochotę na pieczone ziemniaki. A może ognisko? Niby więcej roboty, ale ziemniaki smakują lepiej - zaproponował, wykazując się jakąkolwiek inicjatywą. Jak chciał, to potrafił. Zresztą też musiał mieć w tym wyjeździe jakiś swój udział, żeby później starszy chłopak nie opowiadał każdemu, że tylko on odpowiadał za tak miło spędzony czas.
Wsadził porcję jedzenia do buzi, leniwie mieląc je w ustach. Popił wszystko kawą, która niczym zbawienny płyn, miała go zaraz obudzić i doprowadzić do normalności.
Kiedy ostatecznie zjedli posiłek, co w przypadku chłopaka ograniczyło się do porcji jajecznicy i dwóch kanapek (sam uważał, że się przejadł), wstał przeciągając się.
-Rozumiem, że zmywasz. Wiesz… znasz się na tym lepiej ode mnie - skomentował, szczerząc się do niego. Co zrobić, że w domu nie zajmował się nigdy pracami, którymi normalnie zajmowała się służba? Nie traktował w taki sposób Huntera, ale istniało prawdopodobieństwo, że umyte przez projektanta naczynia wcale umyte by nie były. - A później możemy się zbierać. Daleko musimy iść?

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No kawałek dalej. Chcesz polować na Bambi i zbierać gumi jagody? Aż tak nisko nie upadliśmy. — zaśmiał się, nie widząc Ambrose polującego na zwierzynę. Pewnie nawet do zbierania jagód się nie nadawał, bo wybrałby te trujące i tyle byłoby z ich wyjazdu. Dlatego wolał bezpieczniejszą opcję i jedzenie ze sklepu, bo raczej nikt tutaj nie dowoził pizzy czy sushi. W końcu po coś były takie miejsca, żeby odpocząć od miasta i wygód.
— Trzeba było nie machać tą łapą jak pojebany, to by nie uznała, że chcesz ją zaatakować. — powiedział, pokazując mu język. Przecież to nie była jego wina. To Ambrose rzucał się jak nienormalny kiedy tylko w pobliżu pojawiał się jakiś bzyczący insekt.
Nałożył sobie trochę jedzenia (oczywiście więcej niż Ambrose) i zabrał się za jedzenie.
— Odpuść chociaż tutaj… Mamy odpocząć, a nie przejmować się wszystkim… jeszcze raz powiesz o dbaniu o linię to sam wrzucę Cię do rowu i dorzucę gniazdo os, rozumiesz? — mruknął, przeżuwając kanapkę. Rozumiał chęć dbania o ciało, ale nic mu się nie stanie jak na weekend odpuści i będzie cieszył się spokojem zamiast się stresować z byle powodu. — Mięso i ziemniaki jeszcze mamy, bo coś widziałem. Ale może być ognisko jeśli mi z nim pomożesz. Chyba nie myślisz, że zrobię wszystko sam? — zapytał, chociaż pewnie i tak skończy się na tym, że to on wykona większość roboty, a Ambroser będzie czekał na gotowe. Ten chłopak powinien w końcu posmakować prawdziwego życia, a nie leżeć i pachnieć jak jakiś książę, bo służba wszystko za niego zrobi.
Po jedzeniu zebrał wszystkie naczynia i wrzucił je do zlewu.
— Jutro twoja kolej, nie myśl sobie. — powiedział, wywracając oczami i zabrał się za zmywanie. Nie będzie się przecież o to kłócił. — Na tyle daleko, że będziesz wolał jechać autem. Masz szczęście, że takim przyjechaliśmy, bo z autobusem nie mielibyśmy tak dobrze. — westchnął, wycierając ręce kiedy wszystko umył. — Idę pod prysznic, a ty pomyśl co musimy kupić. — powiedział i zniknął w łazience.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Nie wiem co siedzi ci w głowie Hunter. Ostatecznie postanowiłeś mnie tutaj wywieźć, więc kto wie, może miałeś w planach pokazanie mi, jak przetrwać bez nowoczesnej technologii i służby - odpowiedział. Był świadom tego, że gdyby Robertson chciał zafundować mu podobną przygodę, nic nie byłoby w stanie go przekonać. Może Rose powinien się zastanowić, czy warto było w przyszłości wkurzyć przyjaciela, którego zemsta mogłaby wyglądać niczym największy z koszmarów Sinclair?
-To co, miałem stać bezczynnie i pozwolić, żeby to bydle na mnie usiadło i wbiło żądło? Przynajmniej mam świadomość, że próbowałem się bronić! - żachnął się, zerkając na przyjaciela. Czy on się dobrze czuł? Przecież projektant musiał zadbać o swoje bezpieczeństwo. Wyszło ze skutkiem marnym, ale przynajmniej coś w tym kierunku zrobił. Nienawidził robali, zwłaszcza os i nie zanosiło się na to, by kiedykolwiek zmienił do nich swoje nastawienie. Były paskudne, ok?
-Mam lepszych prawników, pamiętaj, więc od grożenia jestem tutaj ja - zaznaczył z całkiem pokaźna dozą pewności siebie. Było go stać na znacznie więcej, niż Huntera, ale sam chłopak nie miał zamiaru wykorzystywać tego przeciwko przyjacielowi. Nikt nie powiedział jednak, że nie może się trochę z nim podroczyć, wykorzystując odpowiednią przewagę. W końcu po coś ona była, nie?
-A to nie tak działa? Ale niech będzie, pomogę. Tylko nie myśl, że będę rąbał drzewo. Nie znam się na tym. Co najwyżej mogę pilnować, aby ogień nie zgasł. No i… może pomogę przy jedzeniu. Bylebym nie musiał dotykać surowego mięsa. Jest trochę obleśne - zaczął trochę marudzić, jak to miał w zwyczaju. Kiedy ktoś kazał mu coś robić, jego rozpieszczona natura dawała się potężnie we znaki, irytując naprawdę wiele osób. Sam Hunter, gdyby nie był do tego przyzwyczajony, pewnie zacząłby go wyklinać. - Może wynajmiemy kogoś do sprzątania na kilka dni? Zapłacę - zaproponował. Wszystko lepsze od zmywania, za które nie chciał się zabierać.
Kiedy Hunter poszedł pod prysznic, Rose sporządził listę najważniejszych rzeczy, aby mieć pewność, że niczego im nie braknie. Kto wie, może tutaj sklep otwarty jest raz na tydzień i trzeba zrobić zakupy w ilości zapasy na apokalipsę zombie?
-Ty kierujesz - rzucił, kiedy udali się do samochodu. Zajął miejsce pasażera, zdając się na łaskę Huntera. Przynajmniej jak się zgubią, to jego winić będzie.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To swoją drogą, ale nie musimy od razu polować na jedzenie. Poza tym nie mamy broni palnej więc czym chciałbyś zabić takiego jelonka? Naostrzonym patykiem? — zaśmiał się, tym bardziej nie wyobrażając ich sobie w takiej odsłonie. Nie zamierzał nawet próbować, bo skończyliby bez jedzenia na cały weekend i więcej na podobny wyjazd by się nie zdecydowali. A jeśli już to z odpowiednimi zapasami i sklepem w pobliżu.
— Trzeba było się nie ruszać, to by Cię nie zauważyła i odleciała. Im przecież nie chodzi o to, żeby użądlić pierwszego lepszego człowieka w lesie. Atakują jedynie kiedy muszą się bronić, a ty okazałeś się być zagrożeniem. Ciesz się, że nie było ich więcej w pobliżu. — powiedział. Ze stadem os raczej by sobie nie poradzili i pewnie ich przygoda skończyłaby się o wiele gorzej niż do tej pory. Dobrze, że mieli szczęście.
— Już to widzę jak nasyłasz na mnie swoich prawników. Z kim się niby będziesz przyjaźnił jak mnie zabraknie, hmmm? — znał Ambrose i wiedział, że nie posunąłby się do czegoś takiego, ale niech sobie wierzy, że ma nad nim jakąś przewagę, chociaż Hunter ani trochę się jego groźbami nie przejął.
— Dobra, coś Ci tam wymyślę. Strasznie delikatny jesteś, gorzej niż baba. — zaśmiał się, dalej nie rozumiejąc jego niechęci do surowego mięsa. To tylko jedzenie i nie musiał się w nim babrać. Jedynie dotykać podczas przygotowań. Niech się cieszy, że nikt nie kazał mu prawdziwego kurczaka zabijać i gotować z niego obiadu. — Serio? Aż taki leniwy jesteś? — westchnął, kręcąc głową. Ten Ambrose i jego pomysły, byle tylko się nie narobić. Będą tu tylko kilka dni, po co im służba?
Wziął szybki prysznic i ubrał się w coś wygodnego, bo po co miałby się stroić? I tak nie miał dla kogo.
— Zapisałeś wszystko? — zapytał, wychodząc z pokoju i udali się do samochodu. Oczywiście, że on prowadził, ale tego nie skomentował. Odpalił auto i ruszył w kierunku najbliższego miasta, gdzie poszukali jakiegoś większego sklepu. Jak na małe miasteczko było w nim całkiem sporo ludzi.
— To co tam zapisałeś na liście?

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Ty z pewnością byś go powalił swoim urokiem osobistym - odparował, wywracając oczami. Czytał książki, był inteligentny i wiedział, że szanse na zabicie jelenia były marne, ale ostatecznie czy wieki temu ludzie mieli broń palną? Nie, a jakoś radzili sobie ze zwierzyną znacznie więcej, posługując się włóczniami i wszystkim, co ich zdaniem nadawało się na broń. Cofnięcie się do takich czasów byłoby prawdziwą szkołą przetrwania, której Sinclair by nie podołał, wiedział to już teraz. Niby z Hunterem jego szanse na przeżycie znacznie wzrastały, ale coś mu mówiło, że również przyjacielowi mogłoby zabraknąć pewnych umiejętności.
-Oczywiście, że nie chodzi o użądlenie pierwszego lepszego. One czekają na okazję, aby upierdolić mnie, proste - odpowiedział przekonany, że tak właśnie było. Ile to razy musiał zwyczajnie zwiewać przed osą, która nie chciała dać mu spokoju. Co prawda nie miał okazji poczuć na sobie żądła za często, ale był pewien, że te małe bzyczące potworki jedynie czekają na okazję, by zaatakować, sprawiając mu ból. Na co w ogóle to cholerstwo komu było?
- Lepiej mnie nie prowokuj, bo jak podejmę wyzwanie, to się nie wypłacisz. Ewentualnie wylądujesz w kiciu i Aaron będzie cię pilnował - rzucił. Wyobrażał sobie minę starszego Robertsona, który patrzyłby z dezaprobatą na swojego młodszego brata. O ile zakład, że pewnie policjant specjalnie nie pozwoliłby wyjść Hunterowi wcześniej, byleby tylko dać mu nauczkę? - Spokojna twoja, znalazłbym kogoś. Co, myślisz, że jesteś niezastąpiony? - wyszczerzył się, lekko kopiąc go w nogę pod stołem. Gdyby nie to, że wyjątkowo odpowiadała mu znajomość z tatuatorem, mógłby zastanowić się nad zmianą przyjaciela. Ale tak? Nawet nie brał pod uwagę, że na jego miejscu mógłby siedzieć ktoś inny.
-Nie leniwy, ale po co robić coś, co może zrobić ktoś inny za zapłatą? Patrz na to inaczej - dam komuś zarobić - stwierdził. Argument logiczny, a przecież ludzie często narzekali na brak pieniędzy. Czy Hunter nie powinien być dumny, że Sinclair myśli o innych?
Podziwiał za oknem wszystko to, co dało się podziwiać, kiedy wylądowali w sklepie.
-Nie wierzę, że jest tak duży - powiedział szczerze zdziwiony. - Wszystko. Włącznie z łososiem. Mam ochotę na takiego z grilla - skomentował, wchodząc do środka, pchanie wózka zostawiając Robertsonowi. Był silniejszy, o.

Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”