ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Raven zdecydowanie była gotowa wycisnąć z River ostatni oddech, byle tylko móc się nim nacieszyć w ich prywatnym świecie, w którym zamknęła je na moment poprzez uścisk. Nie no, wiadomo, że nie chciała jej zrobić krzywdy. W jakiś sposób uleciał z niej stres, gdy porwała przyjaciółkę w ramiona, upewniając się, że przeżyła starcie ze zbrojami. Lepiej nawet nie zastanawiać się nad tym, co zrobiłaby, gdyby Cross zginęła w trakcie tej pokręconej przygody. Pewnie znalazłaby ten nieszczęsny artefakt, byle tylko wepchnąć go własnoręcznie Ruelle do gardła. Szkoda, że to zrujnowałoby jej potencjalne szanse u Staruss, ale coś za coś. Nie mogłaby przecież wybaczyć Krukonce utraty przyjaciółki. Tak czy siak sprawiała przecież wrażenie niezadowolonej, że dały się w to wciągnąć tylko po to, by ratować skórę Latynoski.
— Dobrze, że boli. To znaczy, że żyje — rzuciła do Violetty, gdy już oderwała się od River. Gdyby popadła w jakaś katatonię byłoby dużo gorzej. Skoro Cross zdawała sobie sprawę, że jest z nią kiepsko, to wbrew pozorom bardzo dobrze. Będzie mogła bardziej na siebie uważać i... nie no, nie przesadzajmy. Nie ma raczej możliwości, by rysowniczka zaczęła kiedykolwiek na siebie uważać. Była zbyt impulsywna na bycie rozsądną, o czym zdawała już sobie sprawę pewnie nawet Strauss.
Nie jej cierpienie było jednak tematem przewodnim tej wyprawy. Musiały znowu skoncentrować się na Ruelle i jej problemie. Klątwa przecież ciągle na niej ciążyła i trudno było uznać, czy w ogóle zbliżały się do pozbycia się jej. Szansa na zwycięstwo była ukryta w drewnianym pudełeczku, które miały na wyciągnięcie ręki. Chyba. Już raz tak myślały i skończyły otoczone golemami i zbrojami.
Wszystkie spojrzały na przeklętą, gdy Violka zwróciła uwagę na pewien zasadniczy problem. Ruelle przeciekała. Życie kropla po kropli dosłownie z niej wypływało. River miała wrażenie, że cały świat na moment zwolnił. To zdecydowanie nie wyglądało dobrze. To wyglądało dużo gorzej niż moment, w którym pieprznięto nią o ścianę, a przynajmniej tak jej się wydawało. Żadna z nich nie specjalizowała się w uzdrawianiu, a do skrzydła szpitalnego miały przecież kawał drogi. Bardzo niedobrze.
Na szczęście Raven wykazała się dużo większym rozsądkiem. Dopadła natychmiast do przeklętej, żeby sprawdzić, czy da się jakkolwiek zaradzić na ten problem.
— Rozbierz się — poleciła, sięgając od razu do skraju jej bluzy, żeby pomóc ją ściągnąć. O powadze sytuacji świadczył fakt, że Cross nawet nie przyszło do głowy, żeby zacząć z tego w jakiś sposób żartować. Wierzyła, że Vanberg coś wymyśli. Była przecież taka mądra. Na pewno zaraz znajdzie zaklęcie, które błyskawicznie naprawi ciało Ruelle... prawda? Cross nie chciała jednak sterczeć bezczynnie. To ona dopadła w końcu do pudełka i śmiało za nie złapała, nie martwiąc się, że może jej nagle spaść na głowę nowe stado golemów. Jej palce dotknęły drewnianej powierzchni i... nic się nie stało. Nic nie wybuchło. To dobry znak. Otworzyła szkatułkę. W środku na czerwonym wyścieleniu faktycznie leżała korona. A może bardziej nazwałaby to diademem? Semantyka jubilerska naprawdę jej w tym momencie nie obchodziła. Chwyciła śmiało za metal, co... też niczego nie wywołało. To zaczynało robić się dziwne, ale może to naprawdę dobry znak? Wreszcie jakiś przecież musiał się pojawić. Wróciła do dziewczyn skupionych na utrzymaniu Ruelle w stanie świadomości. Przykucnęła przed swoją dziewczyną, próbując złapać jej zamglone spojrzenie.
— Gotowa? — zapytała, starając się brzmieć tak spokojnie, jak to tylko możliwe. Nie chciała jej dodatkowo stresować. Chciała po prostu założyć jej to na łeb i wrócić do ich bezpiecznej codzienności.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po tym jakie chwile grozy przeżyła blondynka, nikt nie mógł jej winić za to, że nie mogła się oderwać od przyjaciółki. Chciała uzyskać pewność, że River była fizyczna, żywa i jak najbliższa zdrowia. Znajdowała się w końcu niewygodnie blisko utraty dziewczyny, więc wszelkie emocjonalne reakcje były jak najbardziej na miejscu. Przynajmniej w tej chwili.
Violetta uśmiechnęła się jeszcze, gdy tylko usłyszała te same słowa, które powtarzała jej zawsze babka, a którymi kierowała się za każdym razem, gdy tylko doświadczała jakiegoś urazu na miotle. Jeśli boli, to znaczy, że jeszcze żyjesz. Szkoda, że czasami ból pojawiał się także przed śmiercią, ale tego akurat nie chciała wytknąć Vanberg.
Wydawało się, że kryzys związany ze zdrowiem River został rozwiązany. Tylko, że w ich przypadku jeden problem zastępował drugi. Zdawało się, że naprawdę nieszczęście ich się uczepiło. Klątwa wydawała się nie być w tym momencie mniej istotne, bo wtem na horyzoncie pojawiło się kompletnie nowe zagrożenie dla Prescott.
Krukonka była na tyle zajęta Cross, że nie czuła nawet tego ciosu, który na nią spadł. Adrenalina skutecznie blokowała receptory bólowe, a teraz wszystko po prostu puściło. Najgorsze zatem było już przed nią.
Chyba żadna z nich nie spodziewała się tego, że pierwszą osobą, która dopadnie do Rue będzie akurat blondwłosa Ślizgonka. Była w końcu tą, która najmniej przepadała za przeklętą dziewczyną, a jednak bez zawahania ruszyła do tego, aby jej pomóc. Problem z tym, że zainteresowana ledwie kontaktowała. Była otępiała, ale przynajmniej dzięki temu nie stawiała oporu. Pozwoliła na to, aby Vanberg zdarła z niej materiał bluzy i przesiąkniętą krwią koszulkę. Została w samym biustonoszu, a na plecach ziała przerażająca szrama. Głębokie cięcie o nierównych brzegach rozharatało ją od lewej łopatki po prawą kość biodrową. Sytuacja prezentowała się naprawdę poważnie.
Czarna krew wylewała się z jej grzbietu, a Strauss z pomocą Raven starały się jakoś opanować sytuację i zasklepić ranę, która okazała się być wyjątkowo niewdzięczna do uleczenia i mało podatna na magię. Jakby tego jeszcze było mało.
River w tym czasie całkowicie się poświęciła kwestii związanej z koroną Avalonu, którą odnalazła w pudełku znajdującym się kawałek dalej. Przynajmniej na razie nic takiego się nie stało. Żadna z nich nie miała jednak pojęcia w jaki sposób artefakt zareaguje z klątwą, gdy tylko trafi do rąk Prescott, a to przecie stało się niemal od razu.
Ruelle kiwnęła jedynie niemrawo głową, gdy tylko została zapytana o to, czy jest gotowa. Nie była, ale nie miały na co czekać. Dlatego wsunęła pospiesznie koronę, która zdała się niemal od razu zespolić z jej skórą. Krzyknęła krótko, gdy krew w niej zawrzała. Kończyny wykręciły się pod niemalże nienaturalnym kątem, a ciałem Krukonki wstrząsnęły nagłe spazmy. Wkrótce też zaczęła otaczać ją gęsta ciemna energia. Była niczym obślizgła masa, która sunęła ku koronie Avalonu i wnikała w jej wnętrze, sprawiając, że diadem z każdą chwilą wydawał się tracić swój blask. Stawał się coraz bardziej matowy i jakby zaśniedziały. Tkwiący w nim szafir dodatkowo również nabrał ciemniejszej barwy, a coś w jego wnętrzu zdało się pęknąć. Pochłaniał niszczycielską energię klątwy, która w wyniku tego zabiegu opuszczała powoli ciało Prescott.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała wpatrywać się w ranę na ciele Ruelle, bo była pewna, że ją od tego po prostu do reszty popierdoli. Eliksir wiggenowy tłumił ból i rozszerzanie się obrażeń wewnętrznych w ciele Ślizgonki, ale to wcale nie oznaczało, że miała siłę psychiczną, by ogarniać krzywdę, która stała się jej Rue. Była wdzięczna Raven, że wzięła to wszystko na siebie i rzuciła się do pomocy. Wszystkie podchodziły do sprawy tak samo poważnie. Skoro już w to weszły, musiały się angażować. Były w tym wszystkie razem do samego końca. Żadnych wyjątków. Wszystkie docinki traciły na znaczeniu, kiedy zaczynały sobie pomagać w kwestii unikania bolesnej śmierci.
Vanberg z pomocą Strauss starała się jakkolwiek zapanować nad ciałem Prescott. Rana wyglądała naprawdę bardzo źle i ewidentnie nie była zwyczajnym rozcięciem. Kotłująca się w niej magia utrudniała zasklepienie, nie mówiąc nawet o całkowitym zignorowaniu tego uszczerbku na zdrowiu. Proste zaklęcia leczące, którymi dysponowały i resztki eliksirów, to było zdecydowanie za mało, by odpowiednio pomóc nawet Cross, a co dopiero przeklętej Krukonce. Ale przecież nie miały innego wyjścia. Lepiej było zakładać, że po prostu trzeba było działać i się nad tym nie zastanawiać. Wszystkie trzy zawarły pakt tego pokoju w głowach, nie mówiąc ani słowa na ten temat na głos. Może nie chciały dodatkowo stresować Ruelle, a może po prostu były zbyt wykończone, by skupiać się na takich ustaleniach.
Wszystko miało właśnie się rozwiązać albo popsuć całkowicie. Żadna z nich nie mogła mieć najmniejszego pojęcia, co się stanie, gdy założą Krukonce artefakt na głowę, ale też nie miały innego wyboru. Cross przełknęła głośno ślinę, gdy korona osiadła na ciele Krukonki. Przez moment rysowniczka była święcie przekonana, że nic się nie stało, że eksperyment trzeba uznać za nieudany. To trwało tylko sekundę. Przepełniony bólem krzyk Prescott wytrącił ją z błędnego założenia. Cała trójka obserwowała z trwogą, jak ciało przeklętej reaguje na działanie korony. Żadna z nich nie miała z nią bezpośredniego kontaktu, a i tak miały wrażenie, jakby przez ich żyły przepływało właśnie dziesiątki lodowatych igieł. Magia sącząca się po skórze Latynoski była wręcz boleśnie odczuwalna. Trudno było sobie nawet wyobrazić, jak to wszystko musiało działać na Rue.
W końcu jednak zapadła cisza. Zniknął wszechobecny blask. Zapanował dziwny spokój. Dziewczyny spojrzały po sobie, spodziewając się, że zaraz wyrośnie przed nimi kolejne zagrożenie. Coś zaszumiało głośno, na co wszystkie odwróciły głowę w tamtą stronę. Obserwowały przesuwającą się kamienną ścianę, spodziewając się, że zza niej wypadnie wściekły cerber, który będzie chciał rozszarpać je na strzępy. Nic takiego jednak się nie pojawiło. Za przejściem pojawiły się po prostu kamienne schody prowadzące na górę. Czy gobliny były na tyle łaskawe, że w pomieszczeniu końcowym umieściły skrót do wyjścia, który otwiera się tylko w ramach powodzenia zadania? Na pewno tak! Fakt, że nagle zrobiło się dziwacznie łatwo nie mógł przecież świadczyć o niczym złym. Teraz trzeba było po prostu stąd uciec. Wyczarowały magiczne nosze, na których posadziły Prescott. Rysowniczka zgarnęła z jej zroszonego potem czoła przylepione włosy i pogłaskała ją delikatnie po policzku.
— Zaraz wszystko będzie dobrze — zapewniła ją cicho, choć wcale nie wierzyła we własne słowa. Miała nadzieję, że wypowiedzenie ich na głos zadziała jak urok. Ruszyły w stronę wyjścia i – chyba – Hogwartu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie sądziła nawet, że to wszystko może się skończyć w podobny sposób. Ból paraliżował i rozprzestrzeniał się na całe ciało, a wzmagał się za każdym razem, gdy tylko zajmujące się nią dziewczyny rzucały kolejne zaklęcia leczące. Próby zasklepienia rany szarpały za jej brzegi i sprawiały, że była jej jeszcze bardziej świadoma. W końcu chyba jednak Vanberg i Strauss udało się dostatecznie zapanować nad sytuacją. Dalej była niezwykle poważna, ale przynajmniej Krukonka nie wykrwawiała się wciąż w ich rękach.
Mogły jedynie liczyć na to, że korona faktycznie zadziała i sprawi, że klątwa zostanie wchłonięta. Przynajmniej wtedy będą miały jeden problem na głowie. Zniknie dzięki temu widmo śmierci Prescott w przeciągu miesiąca, a pozostanie jedynie to w przeciągu paru godzin, o ile nie znajdą dla niej szybko pomocy medycznej. Nie było to zbytnie pocieszenie, ale… W teorii mogły mieć przynajmniej o jedno zmartwienie mniej.
Widok był okropny, a żadna z nich nie była w stanie pomóc Ruelle w całym tym procesie. Jej ciało na przemian zdawało się płonąć i być zalewane bezkresnym, głębokim chłodem. Głosy w jej głowie nasiliły się i zamieniły w ogłuszające wrzaski, które atakowały jej mózg w nieznanych językach. Mięśnie napinały się do granic możliwości, grożąc zerwaniem przy większym wysiłku, a potem… Potem nastąpiło dziwne rozkurczenie.
Pokryty czarnym nalotem diadem z pękniętym w środku szafirem, opadł na posadzkę. W ciszy każdy oddech zdawał się wybrzmiewać głośno niczym podmuch huraganu, a uderzenie serca było niczym donośny młot zderzający się z twardą powierzchnią. Czekały w wielkiej nerwowości, ale nic się nie stało. Chociaż nic to pewnie niedopowiedzenie. Widoczne spod bandaża na ramieniu Prescott fragmenty mocno naciągniętej na kości czarnej skóry zwiotczały i nabrały normalnego odcienia. Strauss ruszyła ku przyjaciółce, aby upewnić się, czy klątwa faktycznie się wycofała, ale nie dostrzegła na jej ręku żadnych śladów, które mogłyby świadczyć o tym, że Szandor wciąż trzymał ją w swoich szponach. Chyba im się udało.
Wyczarowały nosze, które pojawiły się od razu pod Rue. Na razie nic jeszcze nie zdążyło na nie wyskoczyć z nowo otwartego przejścia. Czyżby to już naprawdę miał być koniec? Po tym wszystkim, sprawa z przekleństwem z księgi zakończyła się tak prosto? Violetta wolała nad tym się nie zastanawiać. Zamiast tego zgarnęła diadem do torby, przenosząc go za pomocą zaklęcia. Wolała go nie dotykać bezpośrednio. Nie chciała go zostawić leżącego na kamiennej posadzce. Wolała go oddać któremuś z profesorów lub Ainsworth, która przecież znała się na klątwach i na pewno jeszcze zawita w podwojach Hogwartu, aby zobaczyć, w jakim stanie znajdowała się Krukonka.
Prescott wciąż znajdowała się na granicy świadomości. Była rozpalona, jakby trawiła ją gorączka. Ufnie jednak przylgnęła do dłoni znajdującej się nad nią Ślizgonki. Wtuliła się w nią, muskając mimowolnie jej wnętrze wargami, gdy cicho wypowiadała imię River, jakby była to jedyna rzecz, którą była w stanie wypowiedzieć.
Strauss przyglądała się przez chwilę temu wszystkiemu nim pewnym krokiem podeszła do znajdującej się niedaleko Raven. Nie chciała przeszkadzać tej dwójce, ale nie miały zanadto czasu.
— Przelewitujesz nosze? Ja pójdę przodem, aby się upewnić, czy na pewno jest bezpiecznie — powiedziała jeszcze, skupiając się przede wszystkim na konkretnych działaniach.
Nie chciała patrzeć na przyjaciółkę w tym stanie. Chciała robić to, czego ją uczono od zawsze. Zamknąć emocje gdzieś tak głęboko w sobie, aby nikt nie miał do nich dostępu. Musiała myśleć trzeźwo i nie pozwolić sobie, aby strach i troska o bliską osobę przysłoniły jej osąd oraz zapanowały nad nią całkowicie. Zapewne rozpadnie się dopiero, gdy będą już bezpieczne. Być może też zachowa w sobie to wszystko na później, aby nagromadzone emocje zniszczyły ją w przyszłości. Na razie jednak priorytetem było wydostanie się z podziemi.
Wyłożony kamieniem korytarz nie krył w sobie żadnych wyjątkowych pułapek. W zasadzie to nie natrafiły na żadną. Przejście otwierało się w poszyciu Zakazanego Lasu, rozstępując ziemię, która się nad nim znajdowała. Znajdowały się na obrzeżach. Nie potrzebowały wiele, aby znaleźć się na błoniach. Po swojej lewej miały majaczącą chatkę przyjaznego gejowego, który pracował w ogródku i natychmiast je zauważył. Przynajmniej mogły liczyć na pomoc w tym, aby bezpiecznie dotrzeć do zamku: kulejące, poturbowane i z nieprzytomną Krukonką na noszach, która najbardziej potrzebowała wizyty u pani McLaughlin.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W życiu nie przeszła przez tyle stresu, co dzisiaj. Ten dzień był naprawdę nieznośny, ale mógł przecież skończyć się dla nich wszystkich dużo gorzej. Właściwie mogły uznać, że osiągnęły sukces, bo żadna z nich nie zginęła, żadnej też nie odpadła żadna istotna kończyna. Wszystkie były poturbowane i poprzypalane, każda wyjdzie z tego z jakimś urazem na psychice, ale może było warto? Jeżeli ta pieprzona korona zrobiła to, co miała, to zdecydowanie było. Biorąc pod uwagę jak brutalnie potraktowała ciało Rue, to trzeba było uznać, że zrobiła swoje. Myśl, że wycierpiała to wszystko na darmo, byłaby nie do zniesienia. Tak bardzo chciała odjąć jej trochę bólu i obiecać, że teraz już wszystko będzie dobrze, ale tak się nie dało. Mogła wyłącznie pozwolić jej tulić rozpalony policzek do zimnej dłoni i podążyć za resztą do wyjścia. W tym czasie Strauss i Vanberg ogarnęły transportowanie artefaktu, noszy i bezpieczeństwo drogi powrotnej. Raven zgodziła się z planem Violki, jeszcze przez moment przyglądając się ze zmartwieniem tej dziwacznej parce. Raczej nie frasował ją stan zdrowia Ruelle.

Miała wrażenie, że porzyga się z ulgi, gdy tylko zobaczyły mury zamku. Nie zrobiła tego tylko dlatego, że doszło do niej, jakie to nielogiczne. Gajowy, który dopadł do nich, by im pomóc, okazał się zbawieniem. Wreszcie mogły rozluźnić mięśnie, wreszcie mogły przestać być na ciągłej czujce. Kolejne sceny zlewały się River w jedną. Wiedziała, że dotarły razem do skrzydła szpitalnego, gdzie natychmiast im wszystkim udzielono pomocy. Żadnej z nich nie ominął kontakt z uzdrowicielką, choć niewątpliwie to Prescott oberwała najbardziej. Wszyscy byli na tyle łaskawi, by zaczekać z pytaniami do końca zaleczania. A może nie zrobili tego z własnej woli, tylko z polecenia McLaughlin? Cholera wie.

Pamiętała też niekończący się opierdol. Przenoszoną ją tylko z gabinetu do gabinetu. Wrzeszczał Vengenberg, wrzeszczała też Cassowary, nawet McGonagall była zirytowana. Pamięta, że obok niej siedziała na krześle twardo milcząca Raven, że była w gabinecie sama, a nawet ze Strauss. Ślizgonki, zgodnie ze swoim paktem, nie miały zamiaru udzielać żadnych informacji wykraczających poza opisaniem, z czego może wynikać dana rana, jeżeli było to konieczne do jej zaleczenia. River niespecjalnie nawet słuchała tych wszystkich kazań. W myślach analizowała wszystkie podjęte przez nich decyzje i próbowała udawać, że nie widzi, jak jej umysł coraz intensywniej podrzuca jej wspomnienie o ponurakach.

Tyle dobrego, że wybrały się na tę kretyńską podróż w sobotę i następnego dnia nie czekały ich zajęcia. Mogły swobodnie unikać wszystkich, kto tylko próbował patrzeć w ich stronę. Cross trudno jednak było się skupić nawet na Raven. Zamknęła się we własnej głowie, nie mając pojęcia, jak ma sobie z tym wszystkim poradzić. Była sparaliżowana strachem, że zrobiły coś źle i że Ruelle wciąż zostało niewiele czasu. Nie zwracała uwagi na spokojną (a przynajmniej tak wnioskowała po tembrach głosu) rozmowę, którą obok niej przeprowadzały Vanberg i Strauss, gdy skitrały się we trzy gdzieś w wieży zegarowej. Wpatrywała się w długaśny list, który napisała do niej Georgia po otrzymaniu informacji, co się wydarzyło. Matka, jak zwykle, rozpisała się na kilometry, próbując ją jednocześnie wspierać i opieprzać. Nie dostała ani słowa od Minju, co najmocniej świadczyło o tym, jak skrajnie źle było.

Siedziała na niewygodnym krześle tuż obok łóżka śpiącej Rue w skrzydle szpitalnym. Wpatrywała się tępo w szkicownik, który miała na kolanach. Niedokończony rysunek dikraka jeszcze się nie poruszał. Ciche bicie zegara oświadczyło, że była już trzecia w nocy. W ogóle nie chciało jej się spać ani nawet stąd wychodzić. Nie po to snuła się po korytarzach po ciszy nocnej i nie po to zakradła się do skrzydła szpitalnego, żeby tu drzemać. Miała nadzieję, że McLaughlin nagle nie wyrośnie spod ziemi i jej stąd nie wyrzuci... bo w sumie co więcej mogła zrobić? Nałożyli już na nią tyle kar, że nie miała nawet czasu ich wszystkich odbębnić. Czy te traumy nie były wystarczającą formą nauczki? Albo fakt, że od tego powolnego zrastania się żeber bolało ją bez przerwy od kilku godzin? Cóż, w sumie bolało tylko wtedy, gdy oddychała, to może faktycznie cierpiała niewystarczająco. Cassowary miała dziwaczne zdanie na temat tego, czym jest kara. A może po prostu nie miała już siły do Cross?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”