ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
I had a plan for everything. Falling in love was never part of the equation.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

009
twillight party
Mógł wymyślić sobie jakiś normalny sposób na spędzenie czasu z matką. Wspólny obiad, wyjście na miasto albo cokolwiek, co nie wymagało zamawiania sztucznych kłów i kilku litrów czerwonego barwnika spożywczego. Ale nie. Uznał, że najlepszym sposobem na poprawienie naszych relacji będzie zorganizowanie imprezy halloweenowej inspirowanej Zmierzchem.
Nie zamierzał jednak udawać, że chodziło wyłącznie o Halloween. Ostatnio naprawdę chciał spędzać z nią więcej czasu, chociaż nie bardzo wiedział, jak się za to zabrać. Organizowanie imprezy wydawało się całkiem niezłym początkiem. Przynajmniej mieli wspólny temat do rozmowy, który nie kończył się niezręczną ciszą.
- Dobra, zanim powiesz, że przesadzam, chciałbym zaznaczyć, że to wszystko jest absolutnie konieczne — oznajmił, ustawiając na stole kolejne pudło z dekoracjami. - Nie możemy zrobić Twilight Party i nie mieć ani jednego kartonowego Edwarda Cullena. To byłaby kompromitacja.
Wyciągnął z pudła plastikowe kły, sztuczne pajęczyny i zamówiony przez internet brokatowy rozświetlacz, który miał być obowiązkowym wyposażeniem każdego szanującego się wampira.
- I mamy zasadę. Żadnych zwykłych kostiumów. Albo Cullenowie, albo Volturi, ewentualnie wilkołaki. Chociaż tych ostatnich nie wiem, czy wpuszczać. Jeszcze nam obsikają ogród.
Parsknął śmiechem, po czym rozłożył przed matką przygotowaną listę. Oprócz dekoracji znalazły się na niej drinki udające krew, babeczki z czerwonym nadzieniem, odpowiednia playlista i oczywiście konkurs na najlepszego Edwarda. Ten ostatni wymagał sporej ilości brokatu oraz całkowitego braku wstydu. - A tutaj mamy najważniejsze. - Wskazał na pozycję dotyczącą makijażu. - Wyobraź sobie, że połowa gości chodzi po domu i błyszczy jak bombki choinkowe.
Usiadł na brzegu stołu, przyglądając się mamie z rozbawieniem.
- Dobra, ale tak całkiem serio. Chcę, żebyśmy zrobili to razem. Nie tak, że ty wszystko zorganizujesz, a ja przyjdę na gotowe. - Wzruszył lekko ramionami. - Więc co ty na to? Ty zajmiesz się menu, a ja dekoracjami i muzyką? Czy wolisz osobiście pilnować, żebym nie zamienił całego domu w rezydencję Cullenów z wyprzedaży?
Cordelia LeBlanc
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
55 y/o
For good luck!
168 cm
Dyrektor szpitala | Zastępca burmistrza Mount Sinai Hospital, Toronto City Hall
Awatar użytkownika
„Granice istnieją tylko do momentu, w którym ktoś decyduje się je przesunąć.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

008. Twillight party | Outfit
Nie byłam do końca pewna, w którym dokładnie momencie i czy w ogóle zgodziłam się na organizację przyjęcia. I to przyjęcia inspirowanego historią podrzędnej nastolatki, która zakochała się w nudnym wampirze. Niemniej jednak przyglądałam się wszystkim dekoracjom, które Reeve przyniósł do domu i była zaskoczona tym, jak bardzo się w to zaangażował. Co do Zmierzchu, to nie mogłam powiedzieć, że kiedykolwiek interesowałam się tą serią w jakiś szczególny sposób. Zdecydowanie bardziej przemawiały do mnie historie, w których bohaterowie podejmowali racjonalne decyzje.
Nie zamierzałam jednak narzekać, a przynajmniej nie od razu. Starałam się być pozytywnie nastawiona, ponieważ ostatnie miesiące nie należały do najłatwiejszych, zwłaszcza jeżeli mowa o moich relacjach z synem. Cały czas miałam z tyłu głowy naszą kłótnię dotyczącą jego przyszłości i doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie potrafiłam wówczas odpowiednio zareagować. Nie oznacza to jednak, że zaakceptowałam jego decyzje, ale zaczynałam rozumieć, że nie mogłam przez całe życie podejmować ich za niego. Liczyłam też, że wybił sobie z głowy tamte niedorzeczne pomysły. Jeżeli było jednak odwrotnie to mogłam mu jedynie wskazać odpowiedni kierunek, ale samą decyzję pozostawić synowi. Dlatego też propozycję Reeve'a na wspólne spędzenie czasu postanowiłam potraktować poważnie.
- Kochanie, podejrzewam, że kompromitacją byłoby raczej wydanie przyjęcia, którego główną atrakcją jest tekturowa podobizna jakiegoś tam aktora - zauważyłam. - Ale skoro uważasz, że jest absolutnie konieczny, to nie będę protestowała. Pod warunkiem, że nie postawisz go przy głównym wejściu i że później będę mogła strzelać do niego na naszej strzelnicy w piwnicy.
Uśmiechnęłam się lekko, a następnie sięgnęłam przygotowaną listę. Musiałam przyznać, że syn podszedł do całego przedsięwzięcia z imponującym zapałem. Sama również lubiłam mieć wszystko wcześniej zaplanowane, mimo że, moje przygotowania zawsze obejmowały bardziej ekskluzywne przedsięwzięcia.
- Mam również nadzieję, że nie masz zamiaru osobiście sprawdzać, czy wszyscy goście odpowiednio błyszczą. I uprzedzam, że jeśli przez kolejne pół roku będę znajdowała brokat na meblach, zwłaszcza na moim dywanie, to będziesz go osobiście wybierał przy pomocy pęsety. Już ja tego dopilnuję.
Ponownie zerknęłam na listę i zastawiałam się nad zaproponowanym przez syna podziałem obowiązków. Moim pierwszym odruchem było oczywiście przejęcie całej organizacji, jednak szybko się powstrzymałam i postanowiłam postąpić inaczej.
- Zgadzam się. Ty zajmiesz się dekoracjami i muzyką, a ja menu oraz napojami. Przygotujemy też odpowiedni bufet, kilka rodzajów koktajli i desery nawiązujące do tematu przyjęcia - odpowiedziałam. - Postaram się również nie ingerować w każdą twoją decyzję, chociaż wierzę, że zdajesz sobie sprawę z tego, że nie będzie to dla mnie łatwe.
Zaśmiałam się pod nosem i odłożyłam kartę.
- Cieszę się, ze chcesz zorganizować przyjęcie razem ze mną - dodałam po chwili, już nieco poważniejszym tonem. - Wiem, że ostatnio nie potrafiliśmy się porozumieć. Chciałabym jednak, żebyś wiedział, że nie potrzebujemy specjalnej okazji, aby spędzać wspólnie czas - zaznaczyłam.
Nie zamierzałam ciągnąć dalej tego tematu. Wiedziałam, że jedna impreza nie naprawi wszystkich naszych nieporozumień, ale mogła być za tym dobrym początkiem.
- Skoro jednak już się na to zdecydowałam, to rozumiem, że również muszę się przebrać? - zapytałam, unosząc lekko brwi. - W takim razie wybieram Volturi. Jeśli dobrze pamiętam, to byli czymś w rodzaju arystokracji. Myślę, że doskonale odnalazłabym się w ich towarzystwie. Nie będę jednak zakładała plastikowych kłów - dodałam. - Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Ilu właściwie gości zamierzasz zaprosić?

Reeve LeBlanc
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
22 y/o
For good luck!
191 cm
studiuje medycynę potajemnie inwestując na giełdach
Awatar użytkownika
I had a plan for everything. Falling in love was never part of the equation.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Chwila, chwila. Chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz zastrzelić Edwarda Cullena? - Spojrzał na matkę z udawanym oburzeniem, chociaż po chwili sam parsknął śmiechem. - Wiesz, ile dziewczyn marzyło kiedyś, żeby mieć go w swoim pokoju? A ty chcesz zrobić z niego tarczę strzelniczą. Zero szacunku dla legendy, mamo.
Właściwie to mógł się zgodzić na ten warunek. Tekturowy Edward i tak nie miał szans zostać stałym elementem wystroju ich domu, a wizja matki strzelającej do jego podobizny była na tyle zabawna, że chętnie by to zobaczył, a najlepiej jeszcze nagrał.
- Spokojnie, brokat będzie pod kontrolą. Zrobimy specjalne stanowisko do makijażu, z dala od twojego ukochanego dywanu, a jak coś się wysypie, to posprzątam. Tylko błagam, bez tej pęsety. Mam ciekawsze plany na najbliższe pół roku - uśmiechnął się, naprawdę zadowolony, że mama zgodziła się na zaproponowany podział obowiązków. Szczerze mówiąc, spodziewał się, że w ciągu pięciu minut przejmie całą organizację, a jemu zostawi co najwyżej wybór koloru serwetek. Znał ją przecież wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, jak bardzo lubiła mieć wszystko pod kontrolą.
Kiedy wspomniała o ostatnich nieporozumieniach, na moment spoważniał. Nie zapomniał o tamtej kłótni ani o rzeczach, które sobie powiedzieli. Nadal uważał, że miał prawo decydować o swojej przyszłości, nawet jeśli pomysły niekoniecznie odpowiadały jej oczekiwaniom. Nie chciał jednak kolejnej awantury. Brakowało mu normalnych rozmów z mamą, takich, podczas których nie musiał się zastanawiać, czy za chwilę znowu zaczną się sprzeczać.
- Wiem, mamo - uśmiechnął się do niej łagodniej. - I obiecuję, że następnym razem możemy po prostu wyskoczyć na obiad. Bez wampirów, brokatu i kartonowego Pattinsona. Chociaż przyznaj, że z nim jest ciekawiej. - Nie zamierzał robić z tego wielkiej rozmowy. Sam fakt, że mogli siedzieć razem i żartować, był dla niego czymś, czego ostatnio trochę im brakowało.
- Volturi? - uniósł brwi, przyglądając się jej z rozbawieniem. - Mamo, ty się nawet nie musisz przebierać. Wystarczy, że wejdziesz na imprezę, spojrzysz na wszystkich tak jak na mnie, kiedy coś przeskrobię, i połowa gości sama zacznie ci się kłaniać. - Zaśmiał się, po czym sięgnął po telefon, żeby sprawdzić przygotowaną wcześniej listę.
- A co do gości... Myślałem o trzydziestu, może czterdziestu osobach? - Zerknął na nią, próbując ocenić reakcję, zanim zdążyła zaprotestować. - Nie zamierzam zapraszać połowy Toronto i nie będzie żadnych przypadkowych ludzi, których poznałem pięć minut wcześniej. - Odłożył telefon i ponownie zajrzał do pudła z dekoracjami.
- Dobra, jest jeszcze jedna ważna kwestia. - Wyciągnął dwa niewielkie opakowania sztucznej krwi i postawił je na stole. - Czy jako szanująca się przedstawicielka Volturi zgodzisz się chociaż na czerwone soczewki? Bo jeśli nie, to zaczynam podejrzewać, że kompletnie nie traktujesz tej imprezy poważnie.
Cordelia LeBlanc
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”