Musiała przyznać, że mocno ją zaintrygowały i zastanowiły słowa Maxwella, te wypowiedziane jeszcze w taksówce. Skupiła się na nich, bo przecież nie podzielił się choćby najmniejszą częścią planu ze swą towarzyszką. Gdyby nie informacje dla kierowcy, zapewne jechałaby do samego końca w błogiej nieświadomości, dając się mu
porwać w tylko jemu znane rejony. Niemniej nie mogła narzekać, skoro nie musiała już czekać w restauracji na Jasona, który, jak przypuszczała, i tak nie miał zamiaru się tam pojawić. W przeciwnym razie jedynie przedłużałaby swoje oczekiwanie, siedząc w lokalu z nadzieją, która z każdą sekundą coraz bardziej słabła.
Nie powiedziała jednak niczego, potrzebując chwili na zastanowienie, co w ogóle to wszystko oznaczało dla
nich. Bo czy ta
relacja będzie miała tak naprawdę jakąkolwiek rację bytu? Czy rzeczywiście byliby w stanie zakopać topory wojenne, w sferze prywatnej i zawodowej, dogadując się, jak jeszcze nigdy wcześniej nie miało to miejsca? Nie potrafiła w tamtej chwili odpowiedzieć sobie na to pytanie, a co dopiero przedstawić mu własne stanowisko w tej kwestii. Zresztą, pierwsze takie przełamanie lodów nie musiało od razu znaczyć nie wiadomo czego, dlatego też postanowiła zobaczyć, co się wydarzy, czy przypadkiem ponownie nie dojdzie do jakichś przekomarzanek prowadzących do kłótni. A to dałoby wtedy jasny sygnał, iż w przypadku tej dwójki stworzenie nawet nieco mniej burzliwej relacji nie jest możliwe.
Nie chcąc uprzedzać faktów oraz snuć czarnych scenariuszy, podjechali po to, co było im potrzebne, by później znaleźć się na samej górze punktu widokowego. I choć przejazd windą przywodzi na myśl ich ostatnią wspólną
przejażdżkę, tak nie przywiązywała do tego większej uwagi; w obecnej chwili ich nastroje są kompletnie inne, nie towarzyszą im emocje po dopiero co zamkniętych sprawach sądowych, a na dodatek wszystko to było w ogóle takie jakieś… inne. Możliwe, że tamten moment szczerości sprawił, iż Primrose postanowiła zmienić podejście do niego. Albo by przekonać się, co tak naprawdę nim kieruje, albo chciała wybadać grunt, żeby wiedzieć, gdzie powinna w przyszłości wbijać szpileczkę. Co by to nie było — teraz ich sposób rozmowy kompletnie odbiegał od tego, co miało miejsce jeszcze te parę dni temu, więc nie powinna się nad tym zastanawiać.
Zamiast tego wolała napawać się widokami, jakie się przed nią rozpościerały, nie zdając sobie uprzednio sprawy z tego, jak piękne potrafi być Toronto z odpowiedniej perspektywy oraz pory. Gdy miasto powinno spać, w rzeczywistości tętniło życiem bardziej niż w ciągu dnia, nawet jeśli znajdowali się w środku tygodnia, kiedy zdawać by się mogło, że przecież każdy ma swoje obowiązki. Światła latarni, klubów i wciąż otwartych lokali wręcz błyszczały, dodając uroku temu, co mogła obserwować, na moment zapominając, iż ma okazję coś takiego ujrzeć w towarzystwie kogoś, z kim by się najmniej spodziewała.
Słowa Maxwella natychmiast sprowadziły ją na ziemię — przede wszystkim to, co powiedział. Uniosła brew, obrzuciła go zaciekawionym spojrzeniem, gdy w tym momencie to on uciekł tęczówkami w drugą stronę.
— Nie wiem, czy absurdalne, ale na pewno zaskakujące — zaznaczyła na wstępie, uśmiechając się pod nosem.
— Ośmielę się stwierdzić, że w końcu przejrzałeś na oczy i zacząłeś dostrzegać, że doszukujesz się wroga tam, gdzie nie powinieneś, stąd teraz takie wnioski — rzuciła, nie chcąc sprowadzać jego nagłej zmiany nastawienia wyłącznie do dostrzeżenia u niej niby piękna, jakiego tak naprawdę w sobie nie widziała, nawet jeśli na co dzień jest pewną siebie i odważną kobietą, która nie wstydzi się swojego ciała, ubierając podkreślające figurę sukienki, spódnice czy inne części garderoby. Co innego lubić konkretny styl ubierania się a co innego mieć pełne przekonanie co do swojego piękna; według Primrose nie zawsze to szło ze sobą w parze.
Jeszcze bardziej zaskoczyło ją przyznanie, iż jest tutaj jako pierwsza. Wyszeptał to, jakby obawiał się powiedzenia tego odważniejszym tonem głosu, acz mimo to dotarło to do jej uszu. Zupełnie, jak i on, zapatrzyła się na widok przed nimi, tak w tej chwili obdarzyła go przelotnym spojrzeniem, jakby próbowała wybadać, w co on pogrywa i czy przypadkiem nie trafiła do jakiegoś programu w stylu
Mamy Cię!, zostając wyśmiana za danie się tak łatwo podejść, ku uciesze oglądających. Kamer jednak nie dostrzegła, choć przeczucie nadal jej towarzyszyło.
— Tym razem nie na mój tyłek, chciałeś powiedzieć — poprawiła go z nieukrywanym rozbawieniem, chcąc uzmysłowić Maxwellowi, iż nie umknęło to jej uwadze, choć chciała to przemilczeć… jak mógł się sam przekonać, nie trwało to długo. Tuż po tym, ponownie utkwiła swe spojrzenie na panoramie miasta, nie dostrzegając, iż teraz to Fraser przyglądał jej się dosyć badawczo.
— Jeśli tylko jakaś długonoga blondynka doceni takie miejsce — spuentowała bez zawahania. Dając tym samym do zrozumienia Maxwellowi, za jakiego mężczyznę go brała przez ten cały czas — interesujący się blondynami, wysokimi, mocno szczupłymi, zupełnie jakby żywcem wyrwanymi z modelingu, które akurat niekoniecznie mają za wiele oleju w głowie; nie sądziła, aby inteligencja u kobiety była dla niego czymś ważnym, skoro denerwowało go to, jak Prim potrafiła mu się postawić i bez trudu odpowiadać na jego zaczepki.
— Napijesz się? — zagadnęła, przypadkiem napotykając spojrzenie prokuratora. Dopiero wtedy zorientowała się, że od pewnego czasu jej się przyglądał. Chwilę patrzyli sobie w oczy, po czym Primrose bez słowa przeszła na podest, wyciągając z torebki po jednej butelce dla każdego.
— Mam nadzieję, że umiesz otworzyć — odparła, wykorzystując tę okazję na choćby chwilową zmianę tematu. Czuła się przytłoczona… ale nie jego osobą, lecz natłokiem myśli, które kłębiły się w jej głowie, gdy próbowała przeanalizować to, co właśnie działo się między nimi. Nie było to jednak tak proste, jak mogłoby się wydawać.
Maxwell Fraser