ODPOWIEDZ
22 y/o
SPRING TIME
160 cm
studentka kryminologii na University of Toronto
Awatar użytkownika
I don't wanna be a bitch but somehow you make me wanna rip my own damn eyes out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Chilling Adventure of Neia & Pixie
Being queen of Hell isn't a summer job
o u t f i t


Brak prądu dawał dawał wszystkim w kość. Chociaż może poniekąd taka przerwa od wszystkiego była jej trochę na rękę. Wykorzystywała ten czas, żeby odpocząć i spędzała go głównie w domu. Z Asterem było jak było, akcja z uczelni z jej nagimi fotami przycichła przez ten cały blackout, co może było jakimś rodzajem szczęścia w nieszczęściu. Pozostawała tylko jedna bardzo ważna i wprawiająca ją w niepokój sprawa — spóźniał się jej okres.
Nadal było to jednak spóźnienie mieszczące się w marginesie błędu, więc nie odważyła się jeszcze kupić testu ciążowego, wmawiając sobie, że to na pewno nic i niedługo wszystko wróci do normy wraz okresem i wszystkimi jego niedogodnościami. To chyba byłby pierwszy raz, gdyby ucieszyła się na ten stan i to szczerze.
Pixie niezawodnie próbowała ratować ją od zmiany w zombie i utrzymywać ją w miarę żywą, a żeby tego było mało, swoją charyzmą i osobistym urokiem namówiła Neię na wzięcie udziału w halloweenowej imprezie i to nie w jakimś przytulnym lokalu, a w lesie. Wbrew temu, co zapewne wszyscy sądzili, nie założyła szpilek, tylko koturny, a ubrała się w taki kostium, jaki przyniosła jej Pix, bo sama czuła się w rozsypce i nic się jej nie podobało.
— Jesteś pewna? Tutaj możemy zakopać się w koce i oglądać horrory, objadając się, aż nie będziemy już miały miejsca nawet na tropikalną żelkę z pianką — powiedziała, poprawiając sukienkę w talii, a potem wciskając na głowę kapelusz wiedźmy, spod którego zerknęła na przyjaciółkę trochę żałośnie. Nawet pozwoliła sobie zrobić loki i makijaż, w duchu dziękując Pixie, że zajmowała się nią jak dzieckiem, a jednocześnie zaczęła mieć przez to wyrzuty sumienia.
Westchnęła ciężko i objęła dziewczynę, po czym obiecała jej, że postara się już nie marudzić. Dała jej buziaka w policzek, co zdecydowanie należało się za cały ten jej wkład.
W lesie było klimatycznie i nawet trochę się rozchmurzyła, bo lubiła ten serial o Sabrinie, a organizatorzy mocno się postarali, by oddać klimat tej opowieści. Były światła, były straszne akcesoria i imponujące kostiumy organizatorów, jak i innych uczestników. Neia przycisnęła do piersi swoją miotłę, a druga dłonią złapała Pixie za rękę i podeszła bliżej, w końcu na chwilę zapominając o problemach.
Spoiler
— Rytuał? Może nauczą nas prawdziwych czarów? — szepnęła, nachylając sie do przyjaciółki. — Przydałoby mi się trochę magii — dodała i lekko się uśmiechnęła. Poczuła zdrową potrzebę rywalizacji (wygrania) tej zabawy, więc była wystarczająco zdeterminowana, aby zadowolić Mrocznego Pana. Rozbawiona patrzyła, jak Pixie zostaje wybrana Przewodniczącą i musi trzymać czarną świecę.
— A co jeżeli ktoś niechcący zdmuchnie świecę? — zapytała głośniej, zerkając przy tym sugestywnie na Pix, jakby co najmniej ona miała zamiar to zrobić. Potem każda mniejsza grupka dostała zadanie, a im przypadło rozszyfrowanie kodu do zamka skrzyni. Wiadomo, że dziewczyny były mega mądre, więc rozgryzły to bardzo szybko, a w środku odnalazły tajemnicze zaklęcie.

Hecate, domina noctis, audi vocem meam. Mater umbrarum, custos viarum,
Lux lunae, ignis stellarum, aperi portas sapientiae.
Per terram, per aerem, per ignem et aquam, protege animam meam.
Triformis dea, adsis mihi. Sic fiat.


pixie fontaine
Ostatnio zmieniony ndz paź 25, 2026 2:28 pm przez Neia Delacroix, łącznie zmieniany 3 razy.
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji i inicjatywy
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
010.
Maczużniki to grzyby pasożytnicze, które infekują owady i wpływają na ich zachowanie, zanim wyrosną z ciała gospodarza 🍄
outfit


Zaczynała powoli przyzwyczajać się do życia w ciemnościach, chociaż jeszcze kilka tygodni temu nie przyszłoby jej do głowy, że coś takiego w ogóle będzie konieczne. Na początku uznała, że w sumie nie ma się czym przejmować. Ot, chwilowy blackout, pewnie za parę godzin wszystko wróci do normy. No cóż, najwyraźniej Pixie Fontaine nie miała szczególnych zdolności przewidywania przyszłości, bo prądu jak nie było, tak nie było, a sytuacja wcale nie wyglądała na taką, która miałaby się wkrótce poprawić. W dodatku trzeba było zastanowić się, czy naprawdę warto uruchamiać w telefonie kolejną aplikację. Była trochę uzależniona od mediów społecznościowych, ale umówmy się, kto w dzisiejszych czasach nie był? Przecież nie zamierzała udawać, że przez ostatnie lata korzystała z telefonu wyłącznie po to, żeby sprawdzać rozkłady jazdy i prognozę pogody. Lubiła wiedzieć, co dzieje się u innych, przeglądać kolejne posty i od czasu do czasu wrzucić coś od siebie.
Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nie mogła już do późnych godzin pisać z Neią. Musiała oszczędzać baterię, a rozmowy z przyjaciółką nie należały do rzeczy, z których łatwo było jej zrezygnować. Niby mogła odłożyć telefon i zająć się czymś innym, ale czym właściwie? Czytając przy kiepskim świetle popsułaby sobie wzrok, a siedzenie po ciemku i wpatrywanie się w ścianę szybko robiło się nudne. Ogólnie sytuacja była dość patowa. Skoro do Toronto sprowadzano agregaty z innych miast, najwyraźniej lokalne zapasy nie wystarczały, żeby przywrócić normalne funkcjonowanie całej metropolii.
Ale to nie oznaczało, że nagle wszyscy pozamykają się w domach i będą czekać, aż zasilanie łaskawie wróci. Ta sytuacja tylko podkręcała atmosferę zbliżającego się Halloween. Dlatego, kiedy usłyszała o tematycznej imprezie w lesie, zorganizowała stroje czarownicy i od razu udała się do Delacroix. Przyjaciółkę coś gryzło i chociaż Pix starała się wyciągnąć od niej coś więcej, to ta zarzekała się, że nic się nie dzieje.
— Jestem pewna. Będzie fajnie, zobaczysz. A ty wyglądasz prześlicznie — zapewniła poprawiają jej kapelusz. Była przekonana, że takie wyjście zrobi im dobrze i obie trochę się rozerwą.
Miejsce było klimatyczne, a one na samym starcie musiały odgadnąć szyfr do skrzyni, w którym znalazły na pergaminie treść niezrozumiałego zaklęcia. Fontaine zacisnęła usta w wąską linię i spojrzała na przyjaciółkę.
— Jak chcesz nauczyć się czarów, to najpierw rozszyfruj łacinę — odparła, wręczając jej kartkę, bo sama musiała trzymać czarną świecę. — Niby znam wszystkie nazwy owadów, ale tutaj zrozumiałam tylko coś o Hecate — wetchnęła. Nie zamierzała jednak się poddawać. Miała w sobie mnóstwo determinacji, że przyjaciółka bawiła się tego wieczoru co najmniej wybornie. W zabawie towarzyszyło im jeszcze kilka osób, ale nie znały żadnej z nich. Szkoda, że one też nie znały łaciny.
Spoiler
7. Ścieżkę przecina Wam prawdziwy czarny kot - czy to Salem?! Możecie spróbować go przygarnąć - wykonajcie dodatkowy rzut kostką. Wynik parzysty oznacza, że udało Wam się go oswoić i możecie zabrać go w dalszą wędrówkę. (+0 pkt)

rzut
dodatkowy rzut
Ruszyły przed siebie. W lesie przy chatce było ciemno, ale co za różnica, skoro w mieście również? Pixie nie widziała żadnej. Przystanęła w miejscu, kiedy coś ciemnego przecięło im drogę i też się zatrzymało. Zacisnęła rękę na przedramieniu Delacroix i dopiero po chwili zrozumiała, że miały przed sobą czarnego kocura.
— Kot — powiedziała elokwentnie i zrobiła krok w jego stronę. Sierściuch prychnął, syknął i czmychnął w zarośla. — Nie ma kota — odparła, spoglądają na Neię. — Niektórzy wierzą, że jak taki czarny przebiegnie ci drogę, to zwiastun nieszczęścia — wyszeptała konspiracyjnym tonem. Oczywiście to były jakieś totalne bujdy na resorach i Pix absolutnie nie wierzyła w podobne głupoty.

Neia Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
22 y/o
SPRING TIME
160 cm
studentka kryminologii na University of Toronto
Awatar użytkownika
I don't wanna be a bitch but somehow you make me wanna rip my own damn eyes out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie obecność Pixie, po tych dniach w odcięciu i ciemności, oraz jej komplement, poprawiły dziewczynie humor i na chwilę zapomniała o troskach, oglądając się w ładnym kostiumie wiedźmy i idąc w końcu na jakąś imprezę. Czuła wyrzuty sumienia, że jeszcze się jej nie zwierzyła ze swoich problemów, ale zarówno w sprawie Astera, jak i nagich fotek, które Owen udostępnił całej uczelni, było jej po prostu bardzo wstyd.
Na miejscu faktycznie okazało się fajnie, przynajmniej wstępnie i Neia szybko doszła do wniosku, że nie żałuje, że jednak dała się wyciągnąć. Miała tylko nadzieję, że tak już zostanie i wróci do domu przekonana, że było warto i z dobrymi wspomnieniami. Tego jej było trzeba. Mimo wszystko trzymała się blisko Pixie właściwie cały czas, żeby dmuchać na zimne i nie wpakować się w jakieś kolejne tarapaty.
Przyjrzała się łacińskim słowom, zapisanym na kartce. Szkoda, że nie mieli do tego jakiegoś słownika, bo nie miała zamiaru marnować baterii w telefonie na googlowaniu o co tu mogło chodzić. A może i bez tego powinny to znać? Może to jakiś tekst z Sabriny? Nawet jeżeli, to go nie znała. Westchnęła tyko ciężko i jeszcze raz przeczytała wszystkie linijki.
— Hecate to bogini magii i chyba nocy albo coś. A lunae to księżyc? — rzuciła, robiąc niepewną minę i unosząc spojrzenie na Pixie. Była pewna, że coś z księżycem albo jakąś odmianą tego słowa. Ostatecznie wzruszyła ramionami i schowała kartkę do kieszeni w sukni. Nieważne, że nie znały łaciny, ale przynajmniej umiały czytać, więc jak trzeba będzie wypowiedzieć zaklęcie, to je odczytają i po kłopocie!
Przez ostatnie dni wszyscy mieli trening dla oczu i ona również uczyła się widzieć w ciemności. Może nie była w tym mistrzem, ale na pewno radziła sobie lepiej niż przed blackoutem. W lesie co prawda mogło być zdradliwie, bo nie znała terenu po którym się poruszała, ale właśnie dlatego nie włożyła szpilek, tylko buty na wysokiej koturnie, więc zminimalizowała ryzyko skręcenia sobie kostek z 99% na 75%.
Zatrzymała się gwałtownie, czując na ramieniu dłoń przyjaciółki i serce zabiło jej mocniej, kiedy usłyszała przed sobą szelest. Skierowała tam światło latarki i zobaczyła parę świecących ślepi. Zapiszczała cicho z zaskoczenia, ale potem usłyszała, że to kot. No tak, czarny kot. Odetchnęła z ulgą, ale przyjrzała się mu na wszelki wypadek wnikliwiej. Był zdecydowanie dziki, bo zaraz zwiał i to wyraźnie z ich obecności niezadowolony.
— O nie — jęknęła, kiedy Pixie przypomniała jej, że czarne koty przynoszą nieszczęście. — Najpierw Aster, a potem Owen. Nie zniosę więcej pecha — zapewniła, wykrzywiając usta w wyrazie smutku. Pixie znała Astera, bo był przyjacielem Nei tuż obok niej, a o Owenie słyszała, bo Neia jakiś czas temu opowiadała jej o bardzo nieudanej pierwszej (i ostatniej) randce z tym gremlinem, po której dała mu kosza. Dziewczyna chyba trochę wierzyła w przesądy, a przynajmniej nie była pewna czy nie ma w nich jakiegoś ziarna prawdy.
Spoiler
rzut kostką
Pierwszy i drugi post: 2+0
2-1=1
Wtedy go zobaczyła i rozchyliła wargi w wyrazie szoku, po czym skazała przed siebie palcem.
— To ten diabeł — wyszeptała, przez chwilę mając wrażenie, że serce się jej zatrzymało. Pierwsze wrażenie było straszne, bo przebrany za Pana Ciemności aktor wyglądał jak najstraszliwszy potwór tego lasu, z wielkimi rogami i krowią mordą. Albo byczą. Niby wiedziała, że to tylko udawanie, a jednak kiedy postać ruszyła w ich stronę, sięgnęła na oślep do Pixie natrafiając na jej świecie i niechcący gasząc ją palcami, które ubrudziła sobie w gorącym wosku.
— Aua — jęknęła, przekręcając się i zabierając szybko rękę, aby podmuchać na obolałe palce. W tym czasie postać znikła gdzieś, a ona wpadła w panikę, bo przecież ta świeca chyba musiała się cały czas palić. — Masz zapalniczkę? — zapytała, marszcząc z zatroskania brwi i skubiąc wosk zaschnięty na skórze.

pixie fontaine
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji i inicjatywy
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zależało jej na niczym tak bardzo, jak na poprawieniu Delacroix humoru. Nie mogła przecież pozwolić, żeby jej najdroższa przyjaciółka spędziła wieczór w podłym nastroju i to całkiem sama. Od czego miała Pixie, jeśli nie od wyciągania jej z takich dołków? Niby mogły równie dobrze zostać w domu, zamówić coś dobrego i obejrzeć jakiś film, ale Fontaine podejrzewała, że w takich okolicznościach Neia i tak znalazłaby sobie powód do zadręczania się nieproszonymi myślami. A tego chciała jej oszczędzić. Swoją drogą, miała szczerą nadzieję, że przyjaciółka w końcu powie jej, co właściwie ją gryzie. Nie zamierzała oczywiście urządzać jej przesłuchania ani wyciągać z niej zwierzeń siłą, ale chciała wiedzieć, co się dzieje. Trudno było pomóc komuś, kto trzymał wszystko w sobie. A Fontaine, choć nie zawsze wykazywała się wyczuciem, naprawdę potrafiła słuchać, kiedy chodziło o kogoś, na kim jej zależało.
Zaklęcie idealnie pasowałoby do Sabriny, ale Fontaine za cholerę nie mogła skojarzyć cytatu. W którym momencie była wypowiedziana ta kwestia?
— A mater to matka... i to było na tyle — wzruszyła lekko ramionami. Na tym kończyła jej się znajomość łacciny. Dlaczego w tekście nie wspomniano o owadach? Dlaczego nie było tam nic o Lepidopterach, Hemipterach albo Odonatach? Odpowiedź była prosta - nie chcieli, żeby Pix zbyt szybko rozwiązała zagadkę. Innego wytłumaczenia na to nie miała.
Zamrugała, przyzwyczajając wzrok do ciemności. Ale czy już dawno nie powinna do niej przywyknąć? Od dwóch tygodni poruszała się po omacku. Właściwie to powinna widzieć w ciemnościach. Jak tamten kot, który dał nogę!
— Nie możesz wszystkich nieszczęść sprowadzać do swoich nieudanych relacji, Neia — pouczyła ją, bo to nie tak, że Delacroix miała pecha. Po prostu trafiała na nieodpowiednie osoby, a przecież zasługiwała na o wiele więcej! — I nie wspominaj przy mnie więcej o Owenie — ostrzegła lojalnie, bo na samą myśl o tym typie aż ją skręcało od środka. Przyjaciółka postradała zmysły, decydując się na randkę z kimś takim. — Cholerny sierściuch — dodała jeszcze, kiedy kot zniknął w zaroślach.
Już chciała ruszyć dalej, ale słowa Delacroix sprawiły, że automatycznie spojrzała we wskazanym przez nią kierunku, nie mając pojęcia, na co właściwie patrzy.
— Co? Kto taki? — zerknęła ze zdezorientowaniem na przyjaciółkę i ponownie popatrzyła w ciemność. Dopiero po chwili dostrzegła postać z rogami. Niby obie wiedziały, że to tylko aktor, ale umysły zaczęły płatać im figle. — W porządku? — zapytała, kiedy Neia wsadziła rękę w świecę. — Tak, gdzieś mam. Poczekaj, potrzymaj to — wcisnęła dłoń do zawieszonej przez ramię torebki i wyciągnęła z niej zapalniczkę. Zawsze miała ją przy sobie. Tak jak zawsze miała przy sobie blanty. Odpaliła świecę i uniosła ją wyżej, rozglądając dookoła. — A gdzie on się podział? — zapytała, ale po postaci nie było już ani śladu. Rozpłynął się w powietrzu, czy jaki grzyb?
Spoiler
rzut
11. Drogę zagradza Wam aktor w szatach Arcykapłana, jedno z Was musi poświęcić coś cennego, żebyście mogli przejść dalej. (+0 pkt)

2-1+0 =1 XDDDD
Za to na miejscu Pana Ciemności pojawił się Arcykapłan w fioletowej szacie, który zagrodził im drogę. Pixie złapała Neię za rękę i chciała go wyminąć, ale ten przesunął się razem z nimi. Odbiła w lewo, a on zrobił dokładnie to samo.
— Nie pójdziecie dalej, dopóki nie oddacie mi czegoś, co ma dla was szczególną wartość — oznajmił, a Fontaine spojrzała po sobie. Nic takiego nie miała, dlatego westchnęła i wyciągnęła z torebki papierośnicę z lolkami. To było dla niej ważne, okej? Spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę z nadzieją, że ona będzie mieć coś cenniejszego do zaoferowania.

Neia Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
22 y/o
SPRING TIME
160 cm
studentka kryminologii na University of Toronto
Awatar użytkownika
I don't wanna be a bitch but somehow you make me wanna rip my own damn eyes out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyglądała się jeszcze chwilę zaklęciu, a potem wzruszyła ramionami i westchnęła ciężko, bo chyba musiały po prostu zabezpieczyć zaklęcie i poczekać aż spotkają się z resztą grupy, bo ktoś na pewno wiedział co z tym robić. Z drugiej strony bez przesady z tym wysilaniem się, przecież były tutaj dla rozrywki, a nie ciężkiej pracy. Ktoś inny to ogarnie.
— To… na pewno wiele mówi. Tylko może komuś innemu — podsumowała, uśmiechając się szerzej, zanim nie schowała zaklęcia. Wszystko wskazywało na to, że czekało je trochę przygód w tym dziwnym lesie, na przykład prychające koty i znikające kozły, czy co to tam było. Ciekawe czy ten kocur też był podłożony, bo co do diabła, to nie miała wątpliwości. Chyba.
Zerknęła na Pixie kątem oka, kiedy powiedziała jej o nieudanych relacjach i sprowadzaniu do nich problemów. Zrobiło się jej trochę przykro, bo odebrała to jako ucięcie tematu, jakby Pix miała już dosyć słuchaniu o jej kłopotach, chociaż w sumie dużo jej nie powiedziała. Pewnie źle to odczytywała, ale była bardzo przewrażliwiona przez ostatnie wydarzenia i zestresowana spóźniający się okresem, który mógł oznaczać coś bardzo, bardzo złego.
— Mhm — zgodziła się trochę niepewnie, zerkając na nią jeszcze raz, a potem jej uwagę odciągnęła postać i rozlewający się po jej palcach gorący wosk. Przez chwilę zabolało, ale nie oparzyło jej, a substancja zaraz zastygła i mogła ją zdrapać. Kiwnęła głową w odpowiedzi na pytanie i kiedy świeca znowu zapłonęła, rozejrzała się pospiesznie, w lekkim napięciu, próbując odnaleźć wzrokiem osobę, która przed chwilą im się pokazała. Niestety (albo stety) nigdzie jej nie było.
— Nie ma pojęcia. Lepiej chodźmy, zanim znowu się ktoś zespawnuje — mruknęła, mrużąc podejrzliwie oczy i po chwili faktycznie ktoś się pojawił, a ona o mało co znowu nie dostała zawału. Czy oni są pochowani za drzewami cały czas? Właściwie byłoby to całkiem możliwe, w końcu pewnie planowali ten event tygodniami. Tak sobie przynajmniej wyobrażała. Przyłożyła dłoń do piersi i przeklęła pod nosem, automatycznie przesuwając się bardziej w stronę Pixie, tak przezornie.
— Co? — wypaliła elokwentnie, wpatrując się w kolesia w pelerynie, który nie pozwalał im przejść. Zacisnęła palce na dłoni Pixie, a kiedy postać powtórzyła swój warunek, zamyśliła się na chwilę. Zaraz Pixie wyciągnęła papierośnicę i Neia doskonale wiedziała co było w środku. Wciągnęła gwałtownie powietrze, złapała za przedmiot i wepchnął z powrotem na swoje miejsce.
— Zwariowałaś? — zapytała i zacmokała z dezaprobatą pod nosem. Odchrząknęła krótko, bo problem w dalszym ciągu występował. Coś najcenniejszego? Neia spojrzała na Pixie, jakby ją oceniała. Nie no, przecież jej nie odda temu przebierańcowi. Nikomu by jej nie oddała, nawet jeżeli musiałabym tutaj zostać na zawsze i zgnić w mchu. Poza tym facet przecież nie wiedział co jest dla nich najcenniejsze, więc postanowiła blefować. Zdjęła z włosów wsuwkę z półksiężycem i ćmą i wyciągnęła ją w jego stronę ułożoną na obu dłoniach, w teatralnie uroczystym geście.
— Oto białe złoto — powiedziała, po czym nie chcąc czekać za długo, wepchnęła mu ozdobę w ręce. — Na zdrowie — dodała i szybko ruszyła naprzód razem z Pixie, zanim postać zdążyłaby się zorientować, że to wcale nie złoto, ani nawet nie srebro, i się rozmyślić. Przyspieszyła, trzymając przyjaciółkę blisko i szły tak, dopóki nie doszły do krypty.
Spoiler
rzut kostką
12. W starej krypcie znajdujecie mapę lasu narysowaną krwią na pergaminie. Znacie teraz rozmieszczenie wszystkich ołtarzy. (+1 pkt)
1+1=2
— Dobra, przerwa — mruknęła, opierając dłonie na swoich biodrach. Wykonała kilka wygięć tułowia i to w zupełności wystarczyło jako gimnastyka relaksacyjna, więc przysiadła na drewnianej ławce i rozejrzała się w miejscach, w które docierał płomień świecy. — Tam chyba coś leży — zauważyła i wskazała palcem pod jedną ze ścian i faktycznie okazało się, że znalazły zakrwawioną mapę ołtarzy. Przez chwilę patrzyła na to znalezisko trochę bezrozumnie.
— Widzisz, żeby jakiś konkretny był zaznaczony? Czy mamy iść do każdego? — pytała, marszcząc brwi, bardziej w zastanowieniu, niż licząc na to, że Pixie na pewno będzie wiedzieć. Na tej mapie nawet trudno było jej odczytać czy te ołtarze są jakoś blisko, czy jednak niedługo nogi będą im w dupy wchodzić.

pixie fontaine
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji i inicjatywy
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ach, to nieszczęsne zaklęcie! Gołym okiem było widać, że żadna z nich nie jest czarownicą. Nie pomagały nawet piękne suknie i kapelusze, które przyodziały, ani próby sprawiania wrażenia, że doskonale wiedzą, co właściwie robią. Więcej sprzętu niż talentu. Gdyby od samego stroju zależały magiczne zdolności, pewnie już dawno miałyby na koncie kilka udanych rzutów kostką zaklęć i przynajmniej jedną spektakularną klątwę! W dodatku niezbyt dobrze radziły sobie z przeprawą przez las, a grupka, która podążała za nimi, została w tyle, rozwiązując jakieś osobne zagadki. A pal ich sześć! Jeszcze będą chcieli ich pomocy!
— Możesz ruszać palcami? — zapytała, spoglądając troskliwie na przyjaciółkę. To był tylko wosk, więc kiedy całkowicie zastygnie, będzie można go bez większego problemu pokruszyć i usunąć. Nie zmieniało to jednak faktu, że w momencie, w którym gorąca parafina zetknęła się ze skórą, musiało zaboleć. Dobrze, że to Pixie niosła świecę, bo tylko pomyślmy, co by było, gdyby przez cały czas trzymała ją Neia. Pewnie trzy razy sfajczyłaby sobie kieckę.
Papierośnica była jedynym cennym przedmiotem, jaki przy sobie posiadała. Co prawda w torebce poniewierały się jeszcze papierki po gumach (do żucia!), zasmarkane chusteczki i nawilżająca pomadka do ust, ale chyba żaden z tych przedmiotów nie zadowoliłby stojącego przed nimi Aryckapłana. Chociaż kto go tam wiedział. Może kolekcjonował zużyte chusteczki? Pix nie zamierzała jednak ryzykować i wyciągać na światło dzienne całej zawartości torebki, bo jeszcze okazałoby się, że facet ma wyjątkowo dziwaczne zainteresowania.
— No co? — zapytała obruszona, kiedy Delacroix wcisnęła papierośnicę z powrotem do torebki. — Ale co ty... — urwała, bo przyjaciółka spojrzała na nią wymownie. Aha. Czyli chciała ją oddać? I to za darmo? Niby tyle dla niej znaczyła, tyle razy nazywała ją bezcenną, a teraz miała po prostu rozstać się z nią bez żadnego ale? Pix już otwierała usta, żeby zaprotestować, bo przecież istniały jakieś granice poświęcenia, ale... a nie, chwila. Neia wyciągnęła z włosów wsuwkę i podała ją Aryckapłanowi.
Gość łyknął ściemę o białym złocie jak gęś kluski. A kiedy tylko udało im się go minąć, Pix obejrzała się przez ramię i wystawiła do niego język. Tak na wszelki wypadek, żeby nie miał wątpliwości, co o nim myśli. Niech sobie teraz pilnuje tej swojej cennej wsuwki, skoro dał się na nią nabrać.
Krypta była stara, obskurna i zajeżdżało w niej stęchlizną. Fontaine przysiadła obok Delacroix i spojrzała na pomięty skrawek papieru.
— Chyba i tak musimy sprawdzić wszystkie — mruknęła i już miała podnieść się z miejsca. Nawet wyciągnęła rękę do przyjaciółki, ale wtedy z krótkofalówki przymocowanej do kiecki rozległo się kilka trzasków. Pixie ściągnęła brwi i podniosła ją wyżej.
— Przy jednym ołtarzu krzyż jest większy — wyszeptał głęboki, kobiecy głos. — Kierujcie się do największego krzyża — dodała i połączenie został
— Och, dzięki za nic — mruknęła Fontaine, wywracając oczami. — Tak czy siak musimy podjeść do każdego z osobna i porównać wielkość krzyży — wzruszyła ramionami, jeszcze raz zerkając na mapę. — Czekaj... czy ja dobrze patrzę, że ten namalowany krwią krzyżyk wyróżnia się na tle pozostałych? — zerknęła niepewnie na Neię. To mogło mieć znaczenie! O ile Pixie sobie tego nie wymyśliła.
Spoiler
rzut 25. Szepty z krótkofalówki dają Wam wskazówkę od samej Madame Satan. (+2 pkt)
2+2=4!!!!!!
Neia Delacroix
bubek
nudy i braku zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”