ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
167 cm
prawnik w rodzinnej firmie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zuha w mieście była od czterech miesięcy tak już na dłużej, a przynajmniej taką miała nadzieję. Otwierało to przed nią nowe doświadczenia i świat, który nie kręcił się wokół rodziców i tego co ma Zuha robić. Jasne była idealną córeczką tatusia, chlubą rodziny. Zuha mimo swojego buntu i wiecznych małych wojen z ojcem i tak robiła to co do niej należało, bo nie chciała rozczarować ojca. Od małego miała kładzione do głowy co ma robić, jak się zachowywać i przede wszystkim w żaden sposób nie rozczarować ojca.
Wyjazd do Toronto przyjęła wręcz z wielką ulgą, bo to znaczyło, że raczej rodzice nie przylecą w odwiedziny do niej, a narzeczonemu nie śpieszyło się przeprowadzać, bo przecież on musiał ogarniać ich ślub, bo nie mogło być tak jak ona sobie tego chciała. Szczerze to gdyby mogła to przyszłaby na własny ślub w czarnej kiecce jakby wybierała się na pogrzeb i to w dodatku własny! No ale teraz w Toronto odkrywała wolność, której tak naprawdę nie miała. Nikt nie patrzył jej na ręce, a różnica czasu była tak paskudna, że sporadycznie rozmawiała przez telefon z rodzicami i z narzeczonym co cieszył ją jeszcze bardziej, o nie musiała się z niczego spowiadać.
Kilka dni temu wróciła z krótkiego wyjazdu do Singapuru gdzie odbywały się wyścigi F1, więc potrzebowała chwili by ogarnąć jetlag i wrócić do normalności. A dzisiaj po pracy postanowiła odwiedzić kochaną kuzynkę, z którą miała dobry kontakt i która była dla niej trochę jak starsza siostra. Wiedziała, że zawsze jej się może ze wszystkiego wygadać, chociaż nie robiła tego często. Kazuha nauczyła się trzymać wszystko w sobie.
Nie pisała do Cobie. Sam fakt, że zdecydowała się na wpadnięcie był spontaniczny i nawet po drodze skoczyła do sklepu bo jakieś dobre wino i przekąski. Potrzebowała spędzić z kimś wieczór, a że nie miała zbyt wielu znajomych to Cobie przypadł ten zaszczyt!
-Cobs jesteś w domu? - wydarła ryjka pukając do znanych jej drzwi. Miała nadzieję, że nie pocałuje klamki, bo byłoby przykro i te dwie butelki wina będzie musiała wypić sama.

Cobie Takeda
32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W rodzinie Takedów nie istniało coś takiego jak przestrzeń prywatna. No dobra, trochę przesadzam, ale zdecydowanie żadne z nich nie musiało się wcześniej zapowiadać. Byli ze sobą zżyci, nawet jeśli połowa rodziny była prawie po drugiej stronie globu. Ale może dzięki temu ich wspólne biznesy tak dobrze funkcjonowały. Po prostu mogli sobie zaufać. Ciekawe było też to, że chociaż obie się buntowały, to jakoś tak Cobie wychodziła na tym bardziej... Wolna? Ale może Yoshiro, tata Jacoby, był trochę bardziej liberalny? Albo miał większą słabość do córki? Albo zachłysnął się amerykańskim życiem w Kanadzie, jakże swobodnie lewicowej!
Wybudzona z drzemki, przeciągnęła się na kanapie i szeroko ziewnęła.
- Matko... czemu się tak drzesz? - mruknęła do siebie i wstała, by podreptać do przedpokoju.
Poznała głos bez żadnego problemu, więc nawet nie zaglądała przez judasza. Po prostu otworzyła drzwi i wpuściła młodszą siostrę/kuzynkę do domu.
- Buty... - przypomniała, znów ziewając.
Była wymęczona, to fakt. Blackout dawał się we znaki wszystkim służbom. Policji chyba najbardziej, bo ludziom po prostu odpierdalało. Nie dość, że potrafili się awanturować o głupią rolkę papieru toaletowego, to jeszcze powoli zaczynały się włamania i szaber. No masakra. Dlaczego Anglosasi nie potrafią być dla siebie mili i żyć we wspólnocie? Na emeryturę zdecydowanie przeniesie się do Japonii. Na jakąś mniejszą wyspę, na wieś. Ostatnio nawet czytała, że można tam kupić piękne domy za śmieszne pieniądze.
- Zuu-chan! Irasshai! - dopiero teraz się rozpogodziła i rzuciła się siostrze na szyję.
Cobie zawsze miała własne zasady co do imion. Kazuhę zdrabniała do Zuu... Jacobę do Cobie. Fakt, że z tym ostatnim wiele wspólnego miał pewien facet, przyjaciel Nate'a, starszego brata, ale mimo wszystko. Zawsze też płynnie skakała między angielskim a japońskim, w zależności od tego, jaki miała nastrój albo w którym języku łatwiej było jej wyrazić myśli lub emocje.

outfit
Kazuha Takeda
28 y/o
For good luck!
167 cm
prawnik w rodzinnej firmie
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W rodzinie może i istniała przestrzeń prywatna, ale prędzej o tą dalszą część chodziło. Zuha upodobała sobie starszą kuzynkę już od najmłodszych lat. Sama nigdy nie dorobiła się rodzeństwa, więc to Cobie była jej tą najbliższą rodziną. Nawet jeśli dzieliły ją, jak to Zuu kiedyś stwierdziła, lata świetlne. Komu innemu naprawdę mogła się wygadać kiedy wymagania ojca były coraz bardziej pojebane? Bo może i godziny miały zupełnie inne to Kazuha jednak znajdowała sposób by zadzwonić do Cobie. Może i czasami była cholernie upierdliwa i zbyt przywiązana do starszej kobiety, ale trudno. Trzeba jakoś z tym żyć!
Nie była chyba do końca świadoma jak bardzo Cobie mogła być wymęczona tym wszystkim. Nie przyszło jej to do głowy. Czasem wychodziło z niej samolubne stworzenie, które potrzebowało towarzystwa drugiej osoby. A jeszcze nie znalazła sobie bliskich przyjaciół, z którymi mogłaby spędzać czas. Trochę za bardzo przez te cztery miesiące zjadły ją obowiązki by mogła faktycznie zachłysnąć się prawdziwą wolnością.
Uśmiechnęła się szeroko kiedy drzwi zostały otworzone, weszła do środka i posłusznie ściągnęła buty układając je równo obok siebie. Nie zdążyła ściągnąć skórzanego plecaka gdy Cobie rzuciła się jej na szyję. -Hej Cobs - rzuciła przytulając siostrę mocno. -Przywiozłam wino i multum przekąsek z Szanghaju - wreszcie odsunęła się od starszej Takedy i zlustrowała ją wzrokiem -Wyglądasz jakby Cię walec przejechał. Pewnie obudziłam Cię - trochę zrobiło jej się głupio. Mogła faktycznie najpierw zadzwonić i się zapytać. Nie pomyślała. Zawsze wszystko analizowała, ale odkąd postawiła nogę w Kanadzie obiecała sobie, że będzie podejmować więcej spontanicznych decyzji. Ta najwidoczniej akurat nie była najlepszą. -Jak chcesz mogę zostawić rzeczy i spadać - bo naprawdę nie chciała się aż tak mocno narzucać jeśli Cobie była zmęczona!

Cobie Takeda
32 y/o
For good luck!
155 cm
Detective Constable Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Don’t mistake being gentle for being weak.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Usta Cobie rozerwało długie i bardzo nieprzystojne ziewnięcie, którego nawet nie próbowała ukryć za dłonią. Przy siostrze nie musiała być przecież nobliwą Japonką. Machnęła ręką w trochę niekontrolowanym ruchu i potarła oko, rozmazując nieco makijaż.
- Trochę spałam... Ten cały blackout daje nam się w kość. - wyjaśniła, a potem, skoncentrowawszy już spojrzenie na kuzynce, zmierzyła ją od głowy aż po koniuszki stóp, ubranych w nieprzyzwoicie za drogie buty.
Piękne!
Mogłyby tak zaginąć tutaj podczas wizyty...
- No nie wygłupiaj się, Zuu... I tak powinnam Ci dać klucze! Chodź, przywitasz się z babcią! - zakomenderowała i wzięła Kazu pod rękę, żeby pociągnąć ją, już bosą, w głąb mieszkania, do ołtarzyka poświęconego przodkom.
Przyklękła przed nim i spokojnymi, wystudiowanymi ruchami wzięła trzy kadzidełka, wręczając dwa siostrze. Odpaliła jedno od świeczki i wbiła w piasek, którym wypełnione było małe naczynko ustawione przed tabliczkami z japońskimi symbolami. Zapach kadzidła szybko rozniósł się po całym mieszkaniu, mieszając się z perfumami Cobie, którymi zawsze u niej pachniało. Miała słabość do luksusowych zapachów, także takich, które miały tylko odświeżać zapach w domu.
- To Ty byłaś w Szanghaju czy w Singapurze? Nie da się za tobą nadążyć! - podreptała w kierunku aneksu kuchennego, gdzie odnalazła kieliszki na wino i podniosła spojrzenie na siostrę. - Choya, czy coś innego? Nie mam lodu... Wszystko się już stopiło, albo wypiło.
Wzruszyła ramionami, bo nie zawsze dało się naprawić wszystko i czasem trzeba było łapać to, co się miało. Dobre wino, nawet nieschłodzone, wciąż mogło smakować, bo czemu nie?
- Opowiadaj, co przywiozłaś? - chciwie spojrzała na skórzany plecaczek, spodziewając się też jakiejś małej błyskotliwej niespodzianki.
Dziewczęta były właściwie siostrami, bo rodziny przeplatały się. To jedna przyjechała na rok "nauki języka" do Kanady, to druga pojechała do Japonii, żeby "liznąć kultury". Właściwie obie przez to miały trudności z zakończeniem liceum, ale ostatecznie chyba wyszło im na zdrowie, bo obie były poniekąd obywatelkami świata, niekoniecznie przywiązanymi do danego miejsca. Natomiast tego podróżowania, to Cobie trochę Kazu zazdrościła... Nigdy by się do tego nie przyznała, ale czasem żałowała, że jednak została policjantką. Ale tylko czasem... A potem przychodziły momenty, w których ratowała komuś życie i każda inna ścieżka przestawała mieć znaczenie.
Kazuha Takeda
ODPOWIEDZ

Wróć do „#42”