33 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

Nie umiał nawet obecnie się zdenerwować. Gniew pełzał pod jego skórą jak cichy, subtelny powiew, mógł wyczuć jego zgrubienie, jego szmer zagnieżdżony w poszczególnych napiętych listwach jego ciała. Nie wiedział, ile z niego zostało, z tamtego zdenerwowania, z tamtego nagłego krzyku który mógł być warknięciem wyjętym z pyska dzikiego, bezdomnego psa, z tamtej krwi, którą widział w łazience i wkrótce później zrozumiał, że nie należy do niego, z tamtego boskiego triumfu, bo wierzył, że gniew był bogiem silniejszym od jakiejkolwiek innej przyjemności, jaką był w stanie poczuć w swoim życiu. Tym razem jednak był pusty, zupełnie, jakby ktoś wyjął z niego wszystkie narządy pozwalając im rozlać się kałużą. Nie umiał się zdenerwować, bo wszystko, co teraz słyszał, nie mogło go nawet dotknąć, bo było zbyt niedorzeczne, zbyt odległe od tego, jak zawsze patrzył na świat, jak patrzył na ich spotkanie. Odsunął się, zabierając obecnie swoją dłoń. Powstrzymał się, aby nie wykonać nią ruchu jak pacynką i w zamian za to zacisnął swoje palce na chłodnych ściankach naczynia. Zawahał się i nie wypił jednak swojego drinka. Słowa, słowa i słowa. Nie lubił nadmiaru słów, dlatego, że nadmiar miał od zawsze zadanie coś zakrywać. Ułożył się wygodniej na krześle, niemal nonszalancko zwieszając obie ręce.
- Dużo mówisz, Samiro. Ale powiem ci coś, bo w tym wszystkim, wbrew pozorom cię lubię. Masz bardzo rozległą wiedzę i jesteś równie wyraźna - zaakcentował ostatnie ze swoich słów. To sprawiło, że postanowił się z nią spotkać, to sprawiło, że nadal stąd nie wyszedł, to sprawiło, że nie był w stanie się obrazić. Zwróciła jego uwagę. Czuł, że pod tamtą warstwą kryło się znacznie więcej, a on od zawsze przedzierał się jeszcze głębiej, bo na tym głównie też polegał jego zawód. Doceniał ludzi, którzy mieli w sobie coś innego, bez względu na to, czy było to ich wadą czy zaletą.
- Ty nie chciałaś mnie słuchać. Ty chciałaś posłuchać swojej wersji o mnie. Dlatego ja nic nie mówię, a zobacz, ile już zdążyłaś mi przekazać. Ile razy już zdążyłaś się zaśmiać - nie miał jednak zamiaru punktować jej wszystkiego po kolei. Wychodził z przekonania, że miał pełne prawo poczuć się w taki sposób. W chwili, gdy wypomniał nieścisłość pomiędzy zachowaniem człowieka a jego przekonaniami, usłyszał, że nie ma racji. W chwili, gdy podał przykład, nawiązując do przemocy domowej i nierównych standardów, usłyszał, że już samo wspomnienie może być przemocowe. Biologiczny. Narcystyczny. Męski. Nie sądził, że był dobrym człowiekiem, ale korzenie jego zła wbrew pozorom sięgały w całkowicie inny obszar. Nie sądził, że był dobrym człowiekiem, wychodził jedynie z założenia, że dostała podstaw, aby wyciągnąć obecnie taki wniosek. Mogł być zimny, milczący, ale nie był idiotą, by bawić się w tłumaczenie jej różnic, które zresztą sama doskonale rozumiała, próbując tylko zbudować mu więzienie. Wydawał się w tym momencie bardziej znużony niż poirytowany całą sytuacją. Nie lubił nadmieniać tego, co w jego odczuciu było oczywiste.
- Zadałem ci też pytanie - przechylił nieznacznie swoją głowę - czy jesteś w stanie popatrzeć na mnie w inny sposób. Co, jeśli wszystko, co do tej pory uważasz na mój temat, okaże się nieprawdziwe - przypomniał. Miał wrażenie, że wszystko wokół nich przycichło. Czas zwolnił, tylko leniwie bębniąc sekundami, kropla, osadzona na szklance, spłynęła nagle na blat, a on sam przyznał, że wszystko, czego do tej pory doświadczył, było wyłącznie szumem, bo tak naprawdę wolał usłyszeć od niej coś innego. Poznać coś prawdziwego. Ją. Przeniósł spojrzenie z drinka ponownie na twarz kobiety.
- Zadam je jeszcze raz - ostatni. W końcu tak bardzo nienawidził się powtarzać.


Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Samiro…
Zwrócił się do niej w taki sposób, w jaki lubiła, gdy się do niej zwracano; poprawnie gramatycznie, za pomocą jej imienia, a przez to niezmiernie personalnie. A jednak w przypadku Jude’a zabrzmiało to nad wyraz protekcjonalnie. Był chłodny. I bynajmniej jej to nie przeszkadzało. Przeszkadzał jej natomiast kontrast, który się pomiędzy nimi tworzył. Ponieważ kiedy ona się irytowała, on pozostawał niewzruszony, a kiedy ona się wściekała, on dalej milczał z tym swoim cholernym, pieprzonym, stoickim spokojem.
Samira pomyślała, że gdyby popatrzeć na nich z boku byli mizoginistycznym wyobrażeniem kobiety i mężczyzny; ona rozemocjonowana, a on spokojny i trzeźwo myślący. Świat jednak nie był taki, jak wyobrażali go sobie mizoginii. I Samira mogła się wściekać, co nie przeszkadzało jej przy tym logicznie i rzeczowo myśleć.
— Powiedz mi w takim razie coś jeszcze. — Pochyliła się w jego stronę tylko po to, aby następnie z łoskotem powrócić plecami na oparcie krzesła, które zabujało się pod nią kilkakrotnie. — Co sprawiło, że poczułeś się upoważniony do tego, aby jakkolwiek mnie podsumowywać? Zauważyłeś to? Siedzisz tu sobie, z tą swoją nonszalancką pozą i psychopatycznym spokojem, uśmiechasz się tak, jakbyś był miły i nagle mi mówisz: Samiro, strasznie dużo mówisz, ale wybaczę ci to bo jesteś mądra. — Przedrzeźniła go, na chwilę przyjmując tę samą pozę co on, naśladując również jego minę. Tylko głosu nie zasymulowała, mówiąc to wszystko tonem iście przedrzeźniającym.
Zaraz też wyprostowała się, powracając do swojego naturalnego ułożenia ciała i swojej zaciętej miny.
— A kim ty w ogóle jesteś, żeby mi mówić, że jestem mądra? Tak się składa, że tak, owszem, jestem, strzeliłeś. I wiem to, ale z pewnością nie dlatego, że mi to powiedziałeś. Już sam fakt, że mi to mówisz i to w ten sposób, dowodzi temu, że czujesz się uprawomocniony do tego, aby to robić. A nie jesteś. Ani trochę nie jesteś. — Orzekła stanowczo i poważnie.
A już po chwili odetchnęła głęboko, dając wyraz swojej irytacji, unosząc przy tym brwi. No oczywiście. Ona nie chciała słuchać. Chciała! Chciała i miała gotowość! To on nic nie mówił. Tym razem, zamiast jednak zaprzeczyć, odparła:
— To proszę. Proszę bardzo. To jest twój czas i twoja przestrzeń. Powiedz w końcu coś o sobie! — Coś więcej, niż to, że jesteś psychopatą. Nie dodała tego, choć cholernie ją korciło. Był to jednak dowód na to, że czasem — wyłącznie czasem — Samira była w stanie powstrzymać się przed powiedzeniem na głos tego, co myślała. I — o zgrozo! — była ciekawa. Była naprawdę ciekawa tego, co Jude miał do powiedzenia na . s w ó j,. swój własny temat.
Samira wydęła usta. Wciąż patrzyła na niego spode łba ani na moment nie spuszczając z niego spojrzenia, jakby miała do czynienia z niebezpiecznym zwierzęciem, które w każdej chwili mogło się rzucić do ataku. Wychyliła duszkiem resztę swojego drinka. Całe szczęście, że nie bawiła się w żadne bezalkoholowe opcje. Odstawiła szklankę głośniej, niż to planowała.
— Jest tylko jeden szkopuł. Żeby to zrobić, potrzebuję innej perspektywy. A póki co, mam wyłącznie jedną. I to bardzo konkretną.

Jude Iverson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
33 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

Nie wzruszył się, bo zwyczajnie nie mogła go dziś dosięgnąć, nie patrzył się na nią z gniewem, bo nie dotknęła miejsca, w którym stał się wrażliwy - tak jak rodziny, które zdarzało się, że krzyczały z groźbami w jego stronę, tak jak pacjenci, którzy w nocnym delirium wrzeszczeli, że ich zabiją, którzy robili wszystko, by wyrwać dreny i zgłębnik oraz rzucali przedmiotami znajdującymi się jedynie w ich zasięgu. Przywyknął do tego szumu, do obelg oraz oskarżeń, które nie miały prawa wpłynąć w najmniejszym stopniu na jego zachowanie - nie zdążyła go trafić, przede wszystkim dlatego że wszystkie zagadnienia, które sama uznała za newralgiczne, uderzające prosto w jego stronę, nie pokrywały się z tym, co było naprawdę w stanie natychmiast go zdenerwować.
- Ja pierdolę - parsknął przez chwilę śmiechem, wpatrzony w scenę, kiedy zaczęła nagle go parodiować. Siedział, znów podpierając swoją głowę o łokieć. Rozłożył swoje palce i zakrył nimi część twarzy. Nie śmiał się nawet z niej samej, bo śmiał się bardziej z absurdu tej sytuacji. - Zacznę od najprostszego. Nie jestem hazardzistą - skoro złożył przed chwilą propozycję, musiał przyjąć na siebie wszystkie z jej konsekwencji. Wychodząc w takim momencie, byłby tylko idiotą i potwierdziłby wszystkie jej obawy. Wierzył, pomimo tego, że do poznania jego perspektywy dzieliła ich długa droga a raczej wysoki mur. Spróbował go nieco przebić, choć czuł się zażenowany, że musi teraz to wszystko jej tłumaczyć, te proste fakty o sobie, że najwyraźniej jest nieco bardziej rozumny niż próbowała na początku to określić. Od zawsze mówił, gdy miał ku temu podstawy. Nie strzelał.
- Umiem wyciągnąć wnioski. Pisaliśmy trochę wcześniej i miałem też okazję cię usłyszeć. Nie powiedziałbym ci, że jesteś mądra, gdybym sam wcześniej tego nie zobaczył - mówił do niej, nadal nie decydując się na zmianę tonu głosu. Dziwiło go, że tak bardzo wzbraniała się przed wszystkim, co jej przed chwilą powiedział. Nie miał jednak zamiaru ocieplać wizerunku - skoro dała mu czas, skoro uznała że będzie skłonna go wysłuchać, miał zamiar tylko być sobą. Dobrze wiedział, dlaczego poszedł z nią na rozmowę, dobrze wiedział, dlaczego wcześniej przesunął jej profil w prawo, początkowo jedynie z czystej ciekawości. Zdawało mu się, że Samira nie walczy nawet z nim samym, co z jakąś ogólną wizją i głównie z tego powodu nie umiał potraktować jej oskarżeń personalnie.
- Jeszcze jedna różnica. Siedzę tu, nie dlatego, że jesteś inteligentna, a dlatego, że po prostu zdążyłem cię polubić. Znam mnóstwo osób, które uważam za inteligentne, w przypadku których wolałbym się porzygać niż umówić się z nimi na spotkanie. Musisz uważniej słuchać, co do ciebie mówię - rzucił całkowicie neutralnie. - W końcu, jak sama mi powiedziałaś, nie mam w zwyczaju mówić tego dużo - jego wredność stawała się w pewnym stopniu wyjątkowa. Nigdy nie był złośliwy z tym roześmianym i wartkim entuzjazmem, z radością, że byłby w stanie uprzykrzyć komuś życie. Mówił swoje uwagi całkowicie neutralnie, bez wyraźnego pragnienia, aby tylko zostały przez kogoś dostrzeżone, wbijał je tak jak ostrze wsuwające się gładko w miękkie rejony powłok. Sposób, w jaki się wypowiadał, nie należał do szczególnie miłych i przyjemnych, szczególnie przez te wytknięcia, bo lubił ciskać uwagami, jakie w danym momencie zdążył uznawać za istotne.
- Wybacz, że dotąd nie wymieniłem, jaki jest na przykład mój ulubiony kolor, ale tym razem czułem, że jeszcze nie przyszedł na to czas - wyprostował się, po czym złożył swoje dłonie w kształt wieżyczki. Przekazał to wszystko w sposób, jakby naprawdę pragnął się tym podzielić i aktualnie uzasadnić. Wierzył, że zresztą teraz podzielił się czymś istotnym, swoim punktem widzenia, sposobem, w jaki patrzył się na nią oraz na ich spotkanie.
- Może jest coś, co chciałabyś sama się dowiedzieć - zachęcił ją teraz szczerze. Dopił swojego drinka, który nie był już chłodny, tylko nieprzyjemnie osiągnął temperaturę pomieszczenia. - Za słodkie. Nie zamawiam więcej tego gówna - skrzywił się, mówiąc bardziej do siebie. Odstawił puste naczynie. Był identycznie swobodny jak poprzednio.


Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Samira nie starała się jego dotknąć, oznaczałoby to w końcu, że jakkolwiek chce do niego dotrzeć. Wszystkie oskarżenia natomiast, które z niej wypływały były dowodem na to, co . j ą . dotykało. Nie wątpiła, że Jude miał w głębokim poważani zarówno to, co o nim myślała, jak i to, co myślała w ogóle o mężczyznach. Nie miała pojęcia, co go interesowało, ale z całą pewnością nie opinia dziewczyny z Tindera. Samira również nie przejmowała się tym, co myślał o niej Jude. Mógł mieć ją za wariatkę, mógł śmiać się w duchu i obiecywać sobie, że będzie o tym spotkaniu opowiadał wszystkim znajomym przez najbliższe pół roku. Na Samirze nie robiło to najmniejszego wrażenia. Tym, co natomiast ją bolała była kondycja współczesnych mężczyzn.
Samira wiedziała, jacy są. Miała na ich temat określone zdanie i nie miała w stosunku do nich żadnych oczekiwań. Wiedziała, że aby doszło do względnej równowagi potrzeba długich stuleci przynajmniej częściowego odwrócenia ról; czyli upokarzania i ograniczania mężczyzn i ról, które mogli pełnić w życiu społecznym. Sęk w tym, że żyli w dwudziestym pierwszym wieku, w którym wszystko zdawało się przyspieszyć z zawrotną wręcz prędkością. Przyspieszały zarówno zmiany klimatu, jak i postęp (co trzeba było podkreślić, że było ze sobą bezpośredni sprzężone), przyspieszał ludzki rozwój i Samira miała cichą, błagalną nadzieję, że w ten sam sposób mogłaby przyspieszyć społeczna świadomość, a wraz z nią różne procesy społeczne. Nie działo się tak jednak. Było wprost przeciwnie, a jednocześnie nie przeszkadzało to ludziom wierzyć, że są w piku ludzkiej mądrości. Nie byli.
— A szkoda. — Rzuciła. Może gdyby był hazardzistą, byłoby ciekawej. Było to pierwsze o czym pomyślała.
Słysząc o wyciąganiu wniosków, tym razem to Samira zaśmiała się krótko. Oparła się ponownie na oparciu swojego krzesła i skrzyżowała ręce na piersiach. Może psychologowie i mistrzowie od komunikacji mieli rację, że była to oznaka dystansowania się i zamknięcia.
— Wciąż sprowadza się to do tego, że czujesz się upoważniony do tego, aby rozsądzać, kto jest mądry, a kto nie. — Uniosła brwi. — I co, mam być teraz miła, bo nazwałeś mnie mądrą? Mam się ucieszyć i poczuć się doceniona? Wiesz, a może ja nie chcę być uznana przez ciebie za mądrą, ponieważ uważam cię za głupiego? — Nie był głupi. Samira jednak nie mogła się nadziwić, jak wielkim musiał być bufonem, skoro uważał, że ma prawo rozstrzygać, kto był mądry, a kto nie. I jednym było wydawanie takich ocen na temat innych mężczyzn, a drugim roszczenie sobie prawa do tego, aby orzec to o jakiejkolwiek kobiecie.
— Polubić mnie? — Zaśmiała się. Nie wątpiła, że dało się ją lubić. Ba! Samira samą siebie uważała za fajną. Z wielką przyjemnością zaprzyjaźniłaby się z taką Sami, a może nawet nie tylko zaprzyjaźniła. A jednak nie miała wątpliwości, że jemu jednemu bardzo konkretnie nie dała żadnego powodu do tego, aby ją polubił. — Zaczynam naprawdę dochodzić do wniosku, że masz jakieś zaburzenia na tle społecznym. — I tym razem uśmiechnęła się. Zrobiła to półgębkiem.
Rozplątała ręce dotąd trzymane na piersiach i przybliżyła się, ponownie opierając je o blat stolika.
— Słucham uważnie i dobrze. To moja praca. — Poniekąd była to jej praca. Jakiś jej element przynajmniej. — Problem polega na tym, że mówisz w sposób lakoniczny i enigmatyczny. Wiesz, trochę mowa trawa. — Wzruszyła ramionami od niechcenia. Nie odwróciła od niego spojrzenia. Wciąż patrzyła na niego z tą samą uwagą, po czym parsknęła.
— Widzisz?! Znowu to robisz! Zamiast mi powiedzieć cokolwiek o sobie, dajesz mi łaskawie możliwość wybrania tego, co mnie interesuje. Ja mogę zapytać. Znowu jest w tym ta sama zarozumiała nuta! — Zauważyła, choć tym razem wręcz ze swojego rodzaju ekscytacją, że oto znalazła dowód na to, o czym mówiła wcześniej. — Więc tak, właściwie to mam pytanie. Co musiało się wydarzyć w twoim życiu, że jesteś aż tak arogancki?

Jude Iverson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”