ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Cholera.
To było pierwsze słowo, które pojawiło się w głowie Cassie, kiedy tylko zobaczyła burzowe chmury. Powinna wziąć pod uwagę, że jesienna pogoda potrafiła płatać figle - raz było na tyle ciepło, że człowiek wychodził z domu w nastroju tak wspaniałym, że aż chciało się uszczęśliwiać wszystkich na około, by zaraz owinąć ciało chłodem, wprawiając je w drżenie. Dokładając do tego jeszcze deszcz i grzmoty miało się prawdziwy pogodowy kociołek Panoramixa.
Owinęła się szczelnie swetrem, który miała na sobie. Nie zdąży, była tego pewna. Niemal każda komórka jej ciała krzyczała, że przez zatracenie się we własnej wyobraźni, przegapiła moment, w którym na niebie zaczęły się kumulować chmury, a temperatura uległa obniżeniu. I teraz, jeśli nie chciała skończyć marnie, musiała jak najszybciej dostać się do miejsca, które da jej jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa.
Cholera.
Przyspieszyła obawiając się, że kiedy tylko zacznie grzmieć, dostanie mentalnego paraliżu, a tym samym wystawi się na ulewę, która niechybnie nadchodziła. Bo chociaż w swoim życiu Wildbird nie obawiała się zbyt wielu rzeczy, kierując się jakąś pokręconą logiką, która zmieniała rzeczywistość i wmawiała jej, że przecież nic złego stać się nie może, tak burza była czymś co przerażało ją na samą myśl. To właśnie słysząc grzmoty nie potrafiła być sobą, poddając się strachowi do tej pory głęboko uśpionemu. Starała się jak mogła by walczyć z lękiem, ale okazało się to znacznie trudniejsze, niż podejrzewała. Do tej pory jednak udawało jej się po prostu schować w szafie czy ramionach przyjaciela. Teraz jednak nie miała pod ręką zupełnie niczego.
Kurwa.
Dostrzegła błysk, a chwilę po nim cichy grzmot - dla niej oznaka początku końca. teraz już niemal biegła w stronę ulicy, jakby to miało ją uchronić przed załamaniem pogodowym. zanim dotarła do jezdni, pierwsze ciężkie krople deszczu spadły na jej drobne ciało, by zaraz zmoczyć ją bardziej. One jednak nie stanowiły problemu - były nawet całkiem przyjemne, chociaż przy takim chłodzie człowiek mógłby się pochorować.
W momencie, w którym niebo przecięła kolejna błyskawica, Cassandra niewiele myśląc (tak, zdecydowanie w tej chwili nie myślała ani trochę) otworzyła drzwi samochodu, który zatrzymał się na światłach i wskoczyła do środka, zatrzaskując je za sobą. Skuliła się na siedzeniu mając nadzieję, że ściany pojazdu chociaż trochę stłumią dźwięki burzy. A że w tym wszystkim właśnie władowała się totalnie obcej osobie, która mogła być śmiało seryjnym mordercą, do samochodu było szczegółem, na który uwagi nie zwróciła.

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był reporterem, który zajmował się relacjonowaniem katastrof, więc normalne, że nadchodząca burza nie zrobiła na nim większego wrażenia. Na widok ciemnych chmur jedynie na ułamek sekundy wyjrzał przez okno samochodu, po czym najzwyczajniej w świecie zamknął szybę.
Następnie zwrócił uwagę na sznur samochodów, który o tej porze nieprzerwanie ciągnął się przez główną drogę Toronto. I równie nieprzerwanie codziennie w nim utknął, bo niefortunnie akurat wtedy kończył pracę.
Pierwszy błysk odbił się w ciemnych oczach Reecea. Mimowolnie mlasnął i sięgnął dłonią w stronę radia dokładnie w tym samym momencie, w którym dookoła rozległ się potężny grzmot. Ostentacyjnie zmienił stację na wiadomości, w których właśnie zaczęto mówić o przewidywanych opadach, po czym podjechał odrobinę do przodu, gdy samochody przed nim ruszyły.
Zaraz znowu spojrzał w stronę nieba, bo pierwsze ciężkie krople uderzyły w przednią szybę, prowokując automatyczne wycieraczki do samoczynnego uruchomienia. Od niechcenia zaczął nerwowo postukiwać palcami w kierownicę i znowu, o zgrozo, opieszale przejechał kilka metrów tylko po to, aby zatrzymać się przed czerwonym światłem.
Nie skupił się na kolejnym grzmocie ani nie zarejestrował biegnącej obok przestraszonej młodej dziewczyny. Drgnął dopiero w chwili, gdy ta znienacka władowała się na miejsce pasażera i z hukiem zatrzasnęła drzwi jego Mercedesa.
— Co jest, kurwa? — rzucił mechanicznie kiedy, kompletnie wytrącony z równowagi, wpatrywał się w nieznajomą.
Wtem wyciągnął w jej stronę rękę i chwycił ją za nadgarstek, próbując zmusić ją do wyprostowania się z pozycji embrionalnej i spojrzenia na niego. Oczywiście, że pierwszą myślą Reece było wyrzucenie jej z samochodu, jednak zanim zdążył to zrobić, światło zmieniło się na zielone. Ktoś nadgorliwy z tyłu wściekle zatrąbił, więc chcąc nie chcąc przejechał jeszcze kilkanaście metrów, zanim znowu zatrzymał się przed korkiem.
— Kim ty jesteś? — zapytał nerwowo. Nadal zaciskał palce na nadgarstku rudowłosej i wpatrywał się w nią z piętrzącym się w oczach zdenerwowaniem. — Wysiadaj natychmiast — dodał pośpiesznie i nawet sugestywnie skinął w kierunku drzwi. To nie było zabawne.
I w tym właśnie momencie znowu zagrzmiało.

Cassandra Wildbird
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jeśli chodziło o burze, nie można było wymagać od Cassie racjonalnego myślenia ani trzeźwo podejmowanych decyzji. W chwili, w której dziewczyna usłyszała pierwszy grzmot straciła jakiekolwiek resztki logiki, a w głowie pojawiła się dominująca myśl o tym, żeby znaleźć miejsce, w którym mogłaby się schować. Nie ważne jakie, ważne, by dawało jej względne poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu nie skulilaby się na środku ulicy licząc, ze ponownie zjawi się ktoś, kto uchroni ja przed wypelniajacym jej ciało strachem.
Samochód wydawał jej się w tamtej chwili najlepszym rozwiązaniem - był blisko oraz mogla potencjalnie włączyć w nim muzykę, która chociaż trochę zagluszylaby dźwięki burzy. W przeszłości właśnie tak Albert jej pomagał, zakładając słuchawki na uszy kiedy tylko pojawily się pierwsze oznaki nadciągającej katastrofy.
Zajmując miejsce pasażera, skuliła się momentalnie butami brudząc siedzenie. Gdyby tylko jej mózg pracował tak, jak do tej pory z pewnością wcześniej by je ściągnęła, przepraszając kierowcę. Ba, zapewne w normalnych okolicznościach nawet nie znalazłaby się w środku pojazdu nieznajomego, ale niestety, aktualnie była zbyt przerażona, trzęsąc się niczym zwierzyna napadnięta przez drapieżnika.
Podciągnęła kolana bardziej pod brodę, opierając o nie czoło. Była na tyle drobna, ze bez problemu mieściła się całym ciałem na fotelu. Zaczela gleboko oddychac, przymykając na chwile oczy, starajac się pobudzić wyobraźnię, która mogłaby podsunąć jej obrazy, w których by się zatraciła.
-To nic takiego, nic ci nie będzie. Teraz jesteś bezpieczna - zaczęła do siebie szeptać, chcąc się w ten sposob chociaz troche uspokoic. Nagle poczuła jak ktoś łapie ja dość mocno za nadgarstek. Wzdrygnęła się, ostatecznie zdając sobie sprawę z obecności kierowcy, który nie wyglądał na zadowolonego. Wzrok skierowała na jego dlon, ktora ja trzymała, a zaraz później na jego twarz.
-Nie możesz mnie wyrzucić - powiedziała cicho, wlepiając w niego jasne, szeroko otwarte ze strachu oczy. Liczyła, ze pozwoli jej zostać, chociaż do momentu ustąpienia Armagedonu. Juz chciala powiedziec cos wiecej, kiedy po raz kolejny błyskawica przecięła niebo, a Wildbird wzdrygnela się bardziej czując, jak jej oczy zaczynają się szklic. - Prosze… nie możesz… - rzuciła błagalnie drzacym glosem, nie spuszczając z niego wzroku. Był aktualnie jej jedyna nadzieja. - Zrobię wszystko, tylko pozwól mi tu zostać - dodała cicho, a dolna warga zaczęła jej niebezpiecznie drżeć. Irracjonalny strach narastał, a ona nie umiała sobie z nim poradzić, dając się ponieść negatywnym emocjom.

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ree chyba sam nie był aż tak szalony, aby wskoczyć do samochodu zupełnie obcej osobie. Ale z drugiej strony jeszcze nigdy nie doświadczył tak obezwładniającego strachu, że aż skręcało mu trzewia.
Obserwował wszystko, co właśnie się działo, z narastającym zdenerwowaniem. Przez jego głowę przemykały sprzeczne myśli, wśród których zdążył już okrzyknąć nieznajomą mianem psychofanki, aby zaraz zwątpić, czy przypadkiem nie była to jakaś jego pieprznięta ex partnerka.
Naprawdę nie miał pojęcia, z kim właściwie miał do czynienia, ale ostatecznie stwierdził, że taka skulona, z brudnymi nogami podciągniętymi na to cholernie pedantycznie czyste, białe siedzenie i sarnimi oczami, wcale nie wydawała się zagrożeniem. Słuchał więc z niewyobrażalną konsternacją, jak kobieta powtarzała pod nosem te wszystkie pokrzepiające słowa, po czym znów zerknął na przednią szybę. Za nią niezmiennie piętrzyły się groźnie wyglądające burzowe chmury, dlatego stopniowo zaczął łączyć kropki. B a ł a s i ę.
To jednak wciąż nie wystarczyło, aby Reece zrezygnował z zamiaru wyrzucenia nieznajomej z samochodu. Powstrzymało go jedynie zielone światło, które zmusiło go do ponownego ruszenia. Ba, był nieporuszony ani jej prośbą, ani wyraźnym wzdrygnięciem, które poczuł pod opuszkami palców przy kolejnym grzmocie. Pomimo tego empatia nigdy nie należała do mocnych stron Reecea, dlatego z uporem maniaka trwał przy swoim i chciał po prostu wysadzić rudowłosą przy najbliższej sposobności.
Kilka metrów dalej znów utknęli w korku, więc gwałtownie odsunął od siebie nadgarstek nieznajomej i cmoknął z dezaprobatą. Tymczasem kobieta patrzyła na niego z tak jawnie nabierającym siły strachem, że odruchowo napiął mięśnie. Zara szybko odwrócił głowę, chyba niezdolny dłużej patrzeć w jej jasne, przerażone oczy.
Chwilę później wziął kilka głębszych oddechów i znów zerknął na burzowe niebo, po czym przesunął się po drodze o kolejne parę metrów. Dopiero wtedy ponownie przeniósł wzrok na nieznajomą. Zauważył, jak zadrżała jej dolna warga i przez głowę przemknęła mu myśl, że miał przesrane. Strapiony tym całym sytuacyjnym absurdem, zacisnął szczękę co się szczękę i rozpoczął wewnętrzną walke z samym sobą.
— A co ciekawego możesz mi zaoferować? — prychnął, po czym wypuścił powietrze z cichym, pełnym irytacji westchnieniem. Najwyraźniej w końcu postanowił zdecydował się ustąpić, choć wcale nie czuł się z tym komfortowo. — Gdzie mieszkasz? — zapytał znienacka, a następnie, jakby na potwierdzenie, że rzeczywiście zamierzał jej pomóc, sięgnął do radia i podgłośnił muzykę, aby zagłuszyć grzmoty.
Zaczęło padać. Deszcz rozlał się po szybach i z każdą sekundą przybierał na sile, miarowo bębniąc o dach samochodu. To pomogło trochę wyciszyć odgłosy burzy, choć wciąż niewystarczająco, aby stały się nieistotne. Właśnie rozdarł się kolejny grzmot, a Reece, który zdążył ponownie podjechać do przodu, niespodziewanie zaczął śpiewać.
— Oh, let the whole sky fall tonight, we'll keep on dancing through the light... — Akurat w radiu leciał utwór Zary Larsson, więc podłapał tekst i wzniósł swój głos, dodatkowo stukając palcami w kierownicę. — Dawaj, na pewno znasz — wtrącił gdzieś w międzyczasie.

Cassandra Wildbird
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
163 cm
wiolonczelistka, sprzedawca Toronto Symphony Orchestra, Bookland
Awatar użytkownika
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Znacznie mniej obawiała się potencjalnego seryjnego mordercy, niż burzy, której dźwięki nadal rozbrzmiewały na około. Nie potrafiła wyjaśnić, skąd właściwie wzięła się jej fobia, a tym samym nie potrafiła się z niej wyleczyć, radząc sobie z jej skutkami na wszelkie sposoby. Ukrywanie się w małych, ciasnych pomieszczeniach czy powierzchniach, które dodatkowo bardziej tłumiły dźwięki, pozwalając jej zebrać myśli, zdawało się być do tej pory najbardziej pomocne. I muzyka, ona koiła ja zawsze, dlatego niemal nigdy nie ruszała się bez swoich słuchawek, które przydawały się w takich momentach. Z tym, że w chwili, w której zjawisko pogodowe dopadło ja na otwartej niemal przestrzeni, Wildbird nawet nie pomyślała o tym, by po nie sięgnąć, w pierwszej kolejności skupiając się na tym, by uciec.
I uciekła - do samochodu człowieka, którego nie znała, a którego teraz musiała prosić, by przypadkiem jej nie wyrzucił. Nie było mowy, aby opuściła jego pojazd, niezależnie od wszystkiego. Zbyt ją paraliżowało za każdym razem, kiedy grom przecinał niebo.
Czuła, że była bliska płaczu - nie lubiła co prawda robić tego publicznie, znacznie pewniej czując się, kiedy łzy spływały po jej policzkach w samotności, ale nie była w stanie kontrolować swoich emocji, a strach, który w niej narastał sprawiał, że była jeszcze bardziej podatna emocjonalnie. Co jak co, ale było stworzeniem nad wyraz wrażliwym, chociaż niektórym mogło się wydawać, że to właśnie uśmiech gościł zawsze na jej ustach. Ile by dała, żeby teraz na nowo móc go przywołać, razem z codzienną typową beztroską.
-Proszę - powtórzyła szeptem po raz kolejny, kiedy się w nią wpatrywał z niechęcią. Niemal słyszała jego myśli. Oh, gdyby tylko one pomogły jej zagłuszyć burzę byłaby mu wdzięczna jeszcze bardziej. Musiała się jednak mierzyć z ciszą która zapanowała w samochodzie, a w której z pewnością pomiędzy grzmotami było słychać głośne bicie serca Cassandry. Cud, że nie wyskoczyło jej z piersi.
-Nie wiem, coś z pewnością się znajdzie. Co chcesz - odpowiedziała, przecierając bladą twarz dłonią, która ostatecznie została puszczona, czego do tej pory nie zarejestrowała. Nie miało dla niej aktualnie większego znaczenia w jakiej postaci zaciągnęła dług u chłopaka, byleby tylko nie musiała lądować na chodniku, o który zaczęły się rozbijać ciężkie krople deszczu. - Parkdale - odpowiedziała, cicho pociągając nosem. - I dziękuję, że mnie nie wyrzuciłeś. Naprawdę - dodała, czując się trochę lepiej, kiedy podgłośnił muzykę.
A gdy zaczął śpiewać, zachęcając do tego również rudowłosą, Cassie podjęła wyzwanie, z początku cicho, zaraz trochę głośniej, skupiając się na dźwiękach wydobywających się z radia, jakby burza całkowicie przestała mieć znaczenie.
Ostatecznie zrobiło się jaśniej, a deszcz ustał, gdy znaleźli się blisko centrum handlowego. w budynku znajdowała się jedna z lepszych kawiarni, do których Cassandra często chodziła, dlatego obróciła twarz w stronę chłopaka, uśmiechając się do niego.
-Masz ochotę na kawę? Taka drobna zapłata za to, że musiałeś mnie znosić. I mój napad - powiedziała, mając nadzieję, że się zgodzi. - Jeśli nie piszesz, mogę też kupić coś do jedzenia. Mają kilka fajnych knajp - zaproponowała, a ton jej głosu, jak również ogólne usposobienie, uległy diametralnej zmianie, na nowo stając się znacznie bardziej pogodne i takie dla niej typowe.

Reece Murray
28 y/o
For good luck!
190 cm
Napalony dziennikarz CBC Toronto
Awatar użytkownika
Bez popełnionych błędów i tych ran, to nie byłbym ja.
Zrobiłbym wszystko jeszcze raz.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

P r o s z ę; słowo odbiło się echem w głowie Ree, wywołując w nim wyjątkowo nieprzyjemne odczucia. Mimowolnie syknął z irytacją i natychmiast przerwał kontakt wzrokowy z intruzką. Wpatrywała się w niego przerażonymi, sarnimi oczami, podczas gdy za szybami samochodu burza przybierała na sile, raz po raz częstując ich kolejnymi grzmotami.
A b s u r d.
Czyste szaleństwo.
Akurat teraz, kiedy liczył na spokojny wieczór w domu, musiała trafić mu się bojaźliwa wariatka na przednim siedzeniu pasażera, która b ł a g a ł a go o odrobinę wyrozumiałości.
Kiedy zaś usłyszał jej odpowiedź i propozycję, że w zamian za pomoc mogła zaoferować mu wszystko, intuicyjnie przesunął po niej wzrokiem. Ba, nawet nie krył w swoim osądzie powątpienia. Spoglądał uważnie od czubka rudych włosów, przez niewielkie wypukłości na klatce piersiowej, aż po szczupłe łydki oraz adidasy. Był przecież mężczyzną, więc to całkiem normalne, że przez głowę przemknęła mu osobliwa, wręcz nielogiczna myśl. Szybko ją jednak odpędził wraz z głośnym, niezadowolonym mlaśnięciem.
Nie była w jego typie. O ile Reece Murray w ogóle miał jakiś określony typ kobiecej urody.
Do Parkdale czekał ich jeszcze kawałek drogi, a ulica niezmiennie stała zakorkowana przez bandę idiotów, którzy najwyraźniej nie potrafili poradzić sobie z sygnalizacją. Nie pozostało mu więc nic innego, jak kontynuować jazdę i przynajmniej spróbować umilić nieznajomej czas, odciągając jej uwagę od dobiegających zewsząd grzmotów. Śpiewał może i marnie, ale dziewczyna na pewno zauważyła, że naprawdę-naprawdę się starał. A kiedy dołączyła do tego początkowo jednoosobowego zespołu, kąciki jego ust mimowolnie uniosły się w zawadiackim uśmiechu.
Kiedy w końcu dotarli do centrum handlowego, Reece właściwie zamierzał już zostawić intruzkę i odjechać. Pogoda zdawała się wreszcie dostosowywać do ich jej nastrojów. Wtedy jednak usłyszał propozycję wspólnej kawy. Spojrzał na młódkę spode łba i po krótkim namyśle uznał, że w gruncie rzeczy mógł poświęcić jej jeszcze trochę czasu.
— Wezmę najdroższy zestaw w ramach rekompensaty za zużyte paliwo — oznajmił, chociaż tak naprawdę planował skusić się na sezonową kawę dyniową i ciastko. Oczywiście słodycz w ramach zadośćuczynienia za poniesione szkody psychiczne. Czegoś podobnego Reece jeszcze nie doświadczył, a przecież podczas swoich podróży po świecie zdążył przeżyć naprawdę wiele.
Zanim się obejrzał, spacerowali już wzdłuż galerii. Wymieniali się mniej lub bardziej istotnymi informacjami. Reece zdradził rudowłosej swoje imię, wspomniał o ulubionych sklepach i markach, a także uraczył ją kilkoma anegdotami na własny temat. Ku zaskoczeniu atmosfera zrobiła się całkiem przyjemna, a rozmowa nabrała swobody.
Gdy weszli do windy, zdążył zarejestrować, że Cassie wybrała parter. Reece pozwolił jej prowadzić, bo w końcu to ona zaproponowała mu posiłek.
— Czemu właściwie tak mocno przeraża cię burza? — zapytał niezobowiązująco, bo nic by się nie stało, gdyby nie chciała odpowiedzieć.
Wtem kabina niespodziewanie szarpnęła, po czym zatrzymała się tak gwałtownie, że uderzył plecami o ścianę. Zaraz za nim poleciała Cassie, która z impetem wpadła w jego tors, więc odruchowo otoczył ją ramieniem, aby wspólnie odzyskali równowagę.
Tymczasem za przeszklonymi ścianami windy mogli dostrzec, jak światła galerii zaczynają gasnąć sektor po sektorze. Jasne korytarze prędko pogrążyły się w mroku, a pochłonięci w nim ludzie stali się niewidoczni. Wkrótce ciemność ogarnęła również kabinę.

Cassandra Wildbird
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bluffer's Park Marina”