26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mocniej zacisnął szczękę słysząć jego odpowiedź. Pięknie, czyli będzie istniało prawdopodobieństwo, że natrafi na niego przypadkiem na korytarzu, schodach, w windzie czy w ogóle w okolicy, bo jak na złość uniwersum uznało, że fantastycznym pomysłem będzie umieszczenie ich w tym samym budynku. Pytanie, który pierwszy skapituluje wyprowadzając się, ewentualnie lądując w więzieniu za morderstwo.
W tym wszystkim Ambrose nie miał najmniejszego zamiaru tłumaczyć mu się czemu właściwie przebywał w takim miejscu. Zalatywało trochę hipokryzją, ale aktualnie był wkurzony na wyższego mężczyznę i ignorował fakt, że z ich dwójki to właśnie on zachowywał się mniej dojrzale. Doskonale zdawał sobie przy tym sprawę, że Valentin wie, że był bogaty i posiadał wystarczające fundusze, by kupić dom w drogiej dzielnicy, do której Montclair nie miałby dostępu. Fakt, że Rose nie obnosił się z kasą, bo nie chciał, by ludzie oceniali go w taki sposób, był jego osobistą sprawą i nie podejrzewał, by dawny przyjaciel w ogóle zrozumiał, czemu wolał ukrywać zawartość swojego portfela. Ba, rękę by dał sobie uciąć, że on w ogóle nie rozumiał niczego, co miało związek z ciemnowłosym chłopakiem. Kiedyś wydawało mu się, że Val umiał z niego czytać, ale to wrażenie prysło w dniu, w którym przyjaźń przestała nią być.
Brak prądu właśnie w takiej chwili był niczym jakaś kara od niebios. Nie dość, że zostali zamknięci w wiszącym pudełku, w którym nie było nawet okna, przez które wleciałoby świeże powietrze, tak dodatkowo jedynym towarzystwem Rose był Valentin. Idealnie, wprost kurwa wspaniale. Nic dziwnego, że zrobiło mu się słabo, bo chociaż nie cierpiał na klaustrofobię, tak nijak nie podobała mu się zaistniała sytuacja. Co, jeśli winda nagle spadnie?
Wciągnął głośniej powietrze na chwilę przymykając oczy zły na siebie, że Montclair widział go w takim stanie niepewności, która go ogarnęła. mimo wszystko lubił panować nad sytuacją mając dodatkowo drogę wycofania się. Aktualnie ową możliwość stracił i to potęgowało poczucie zagubienia.
-Bardzo śmieszne - wyrzucił z siebie, obracając się w stronę chłopaka. Nie widział go dokładnie, nikłe światło padające z lampki nie było wystarczające, a stali oddaleni od siebie. - Nie mam najmniejszego zamiaru przyzwyczajać się do niczego, co ma z tobą związek, więc o to obawiać się nie musisz - prychnął chociaż coś w tonie głosu Valentina sprawiło, że serce dziwnie mu zabiło, jakby na wspomnienie tego, jak zawsze się nim zajmował, kiedy Rose miał jakiś problem, z którym sobie nie radził. Ta troska, nawet teraz wzbudziła w Sinclairze emocje, których nie chciał, a które go denerwowały.
-Obaj wiemy, że nikt nas stąd nie wyciągnie tak prędko. nic nie działa, nikt nawet nie wie, że tu jesteśmy - odpowiedział, oddychając trochę szybciej. - Czy mi się wydaje, czy zrobiło się jakoś gorąco? - spytał lekko drżącym głosem. Serio to wszystko zaczynało go przytłaczać zwłaszcza, że w tym momencie rozległo się ciche skrzypienie, które w głowie młodego prezesa było niczym zwiastun śmierci.

Valentin Montclair
27 y/o
For good luck!
180 cm
Właściciel kawiarni The Little Nook
Awatar użytkownika
meow meow meow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Valentin przewrócił oczami, słysząc kolejną uwagę, choć tym razem nie odpowiedział od razu. Ambrose nie miał zamiaru przyzwyczajać się do niczego co miało związek z Valentinem? Świetnie. Z wzajemnością. Problem polegał jednak na tym, że im dłużej tkwili w tej przeklętej windzie, tym bardziej zaczynał odnosić wrażenie, że ich wzajemna niechęć do siebie nie będzie dziś ich najwięszym problemem. — Nie musisz się niczego obawiać, Sinclair. Ja również nie planuję zapraszać cię na herbatkę po tym wszystkim. — Mruknął opierając głowę o ścianę.
Dopiero kolejne słowa chłopaka sprawiły, że Valentin otworzył oczy i ponownie na niego spojrzał. Szybki oddech, nieco drżący głos i sposób w jaki Ambrose próbował stwarzać pozoty totalnie opanowanego, nie umknęły jego uwadze. Fantastycznie.
Valentin westchnął cicho, odrywając się od ściany. — Jest trochę goręcej, pewnie dlatego, że wentylacja przestała działać. — Odpowiedział, starając się zachować spokojny ton. Nie zamierzał wprowadzać go w jeksze większą panikę, nie był takim potworem. A szczególnie kiedy sam nie miał pojęcia jak długą będą musieli tu siedzieć. Ponownie zapadła między nimi cisza przerwana po kilku minutach skrzypnięciem. Valentin natychmiast podniósł głowę, nasłuchując przez chwilę po czym spojrzał na sufit, jakby starał się ocenić czy rzeczywiście miała się rozklekoltać po całości. — To tylko winda, Ambrose. Nie zamierza się na nas zwalić. — Rzucił choć w tym momencie sam nie był tego taki pewien. Podszedł do panelu i ponownie nacisnął przycisk alarmowy, tym razem kilkukrotnie, zanim zrezygnowany porażką opuścił rękę. Przez chwilę rozważał rozwalenie panelu pięścią, ale wtedy Sinclair już w ogóle zszedłby na zawał, więc po prostu odwrócił się w jego kierunku i przez moment przyglądał mu się w mroku. Naprawdę ostatnim czego potrzebował to żeby chłopak dostał tutaj zawału. — Hej, spójrz na mnie. — Odezwał się w końcu, robiąc kilka kroków w jego stronę. — Weź głęboki oddech. Nie pomożesz sobie nakręcając się w ten sposób. Sąsiedzy notorycznie wchodza i wychodzą, ktoś w końcu zauważy. że wina nie działa. — Wzruszył ramionami i przez moment wahał się lecz wyciągnął rękę w jego stronę. — Możesz podejść bliżej jak chcesz. Nie gryzę. Przynajmniej nie dzisiaj. — Dodał z odrobiną dawnego, złośliwego uśmiechu próbując nieco rozładować napięcie. Już wystarczająco naoglądał się trupów w swoim życiu. Nie potrzebował widzieć kolejnego.
Ambrose Sinclair
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”