25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, że Wesley nie był nigdy człowiekiem, któremu Carmen chciałaby zwierzać się ze swoich problemów to jedno. To, że pomimo ich poplątanej relacji i tak znalazł dla niej czas, by z nią porozmawiać i poczekać aż się uspokoi, to już zupełnie inna sprawa. Nie każdy zdecydowałby się na takie poświęcenie, bo wysłuchanie jej, było równoznaczne z odebraniem jej pewnego ciężaru, który dzielnie nosiła na swoich barkach zupełnie samodzielnie. A ludzie... Cóż, ludzie byli z natury egoistami. Myśleli o swojej wygodzie, o własnym komforcie, o własnych problemach. Dopóki w ich życiach nie panował spokój, nie potrafili pomóc drugiej osobie bezinteresownie. Torres miała przyjaciół i to naprawdę bliskich, ale z jakiegoś powodu, nie potrafiła ich zbyt mocno w to wszystko zaangażować. Jasne, informowała ich o swoich obawach, jak bliźniacy dopiero zaczynali się z nią kontaktować, ale nie prosiła ich o realną pomoc. Miała pieprzoną blokadę, za którą tej nocy niemal zapłaciła. Przed całą resztą, Carmen... po prostu grała. Bo co miała mówić?

Hej, jestem Carmen Torres. Pochodzę z Meksyku, a moi bracia handlują prochami od kiedy tylko pamiętam, a teraz chcą, bym wróciła i wytrzasnęła kasę, nie wiadomo skąd! Zostańmy przyjaciółmi!


No to chyba nie brzmiało zbyt zachęcająco do tego, żeby poznać ją nieco bliżej. Nie widziała więc nic zaskakującego w tym, że Austen mógł być nieco skołowany. Nie dawała mu żadnych znaków, że coś było nie tak jak powinno. Carmel uniosła piwo do ust, zerując praktycznie całą szklankę, dzięki której poczuła się nieco swobodniej. Sytuacja z uliczki zaczynała się od niej oddalać. Wspomnienie stawało się coraz bardziej zamglone, choć niepokój nadal pozostawał ukryty gdzieś z tyłu głowy. Ale może to dobrze? Może dzięki temu, zostanie czujna, dopóki wszystko się nie ułoży.

— Nie lubię się tym chwalić — przyznała nieco żartobliwie, zerkając na niego dość niepewnie. Jakby bała się, że nagle zacznie oceniać ją przez pryzmat tych opowieści, ale i tak na takie obawy było już za późno. — Na początku, mimo nieciekawego biznesu, wyglądało to znacznie lepiej. Dbali o nas. Nie wciągali nas w swoje brudy. Byliśmy wszyscy tak samo naiwni — westchnęła, odgarniając włosy za ucho. — Po prostu z czasem wszystko wymknęło się spod kontroli, ale to było do przewidzenia. Po prostu udawaliśmy, że tego nie widzimy — parsknęła ponuro.

Torres zerknęła na niego niepewnie, obracając pustą szklankę w swoich palcach. Uśmiechnęła się niemrawo, bo prawda była taka, że do powrotu musieliby... zmusić ją siłą. Nigdy dobrowolnie by tam nie wróciła — nie przy obecnych warunkach. — Tysiące... — westchnęła. — Tym bardziej boję się tego, co planują. Nie wierzę w to, że nie mają świadomości, ile zarabiam — parsknęła gorzko. — Chociaż podejrzewam, jak chcieliby wykorzystać kobietę w Meksyku —rzuciła, opadając plecami na poduszki za sobą, jakby zabrakło jej sił. Drgnęła z zaskoczeniem, gdy Wes złapał ją za dłoń i przeniosła spojrzenie na jego buzię. — Nie będę. Nie mogę — stwierdziła. — Nie wiem, czy Summer będzie zadowolona, że mi pomagasz — ostrzegła, nie zabierając swojej dłoni ani nie krzywiąc się z niesmakiem, jakby zrobiła to normalnie. — Nie chcę dokładać ci problemów. Coś wymyślę. Może po prostu spróbuję z nimi pogadać osobiście — wymamrotała niechętnie, bo to była ostatnia rzecz, o jakiej marzyła.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Problemy Carmen były poważne i zdaniem Austen'a naprawdę wymagały uwagi odpowiednich służb. Rozumiał jednak w pewnym stopniu, dlaczego dziewczyna wolała pominąć ich w tym wszystkim. Mimo wszystko chodziło o jej rodzinę. Nieważne jak okropnymi byli aktualnie ludźmi, to dalej byli jej bracia, którzy kiedyś pewnie nie pozwoliliby nawet, żeby spadł jej włos z głowy. Na ich nieszczęście, Carmen w ich biznesy bawić się nie chciała i z ukochanej siostry stała się celem do prześladowania i ściągania pieniędzy. Naprawdę ciężko mu było pojąć, że dodatkowo chciała przez to wszystko przejść sama. Nie chciała nikomu przeszkadzać, nikomu się kłopotać i zrzucać komuś na barki swoje problemy - rozumiał to doskonale, bo Wes sam podchodził do tego praktycznie tak samo.

I prawdopodobnie tym bardziej mu zależało, aby być w tę pomoc zaangażowanym. Wiedział, że pewnie dałaby radę sama, jednak wsparcie również nie przeszkadzało – sam bardzo chętnie często by takowe przyjął, jednak duma mu na to nie pozwalała. U Torres było podobnie, zresztą nie raz dała temu pokaz; chociażby przy łyżwach, do których swoją drogą Wesley wspomnieniami wracał częściej niż sam się tego spodziewał. Co gorsza, uśmiechał się na te myśli. Naprawdę dobrze spędził wówczas z nią czas i miał wrażenie, że i ona nie narzekała na jego towarzystwo. Czasem w pracy nawet zastanawiał się, czy nie zaproponować jej wspólnego wyjścia, jednak albo prędko się z tego pomysłu wycofywał albo samej zainteresowanej nie było; jakieś wolne lub raczej zmiana w innym miejscu.

Carmen nie musiała mu tłumaczyć, jaką pracę znaleźliby dziewczynie w Meksyku. Bywały momenty, szczególnie na początku ich znajomości, gdy źle sobie życzyli, jednak nawet najgorszemu wrogowi by tego nie życzył. Tym bardziej więc, nie wyobrażał sobie, że mogłoby to spotkać Torres. Chociaż relację mieli raczej skomplikowaną lub przynajmniej niełatwą do opisania, to nie określiłby ją jako negatywną - po ostatnich wydarzeniach w szczególności. Lubili się kłócić, drażnić, denerwować wzajemnie, jednak wrogich stosunków nigdy nie mieli, zdaniem Wesley'a oczywiście. To po prostu była tego typu sympatia, której sami zainteresowani by tak nie nazwali, aczkolwiek z innej perspektywy była widoczna na pierwszy rzut oka. — Dlaczego miałaby nie być zadowolona? — zapytał, a zaraz po tym kontynuował: Raczej powinna się cieszyć, że w końcu potrafimy rozmawiać bez kłótni dłużej niż pięć minut — stwierdził, patrząc kątem oka na zegarek. Spędzili już razem zdecydowanie więcej czasu i z ich ust nie padła w stosunku do siebie żadna obelga. Zrozumiałym było, że sytuacja wymagała trochę innego podejścia, jednak Wes odsunął tę myśl na bok. — Chwila, a Summer o tym wszystkim wie? — zapytał, dostrzegając w końcu pewnego rodzaju problem. — O twoich braciach i tych ich interesach? — dopytał. Gdyby dowiedziała się, że Wes poświęcałby Carmen trochę więcej czasu niż jedynie w pracy i nie znałaby tego powodu, mogłaby nie być zadowolona lub po prostu zazdrosna. A wtedy bywała bardzo nieznośna i znosić to musiał biedny Austen. Z drugiej strony, domyślał się, że Carmen niespecjalnie chciała każdemu o tej sytuacji opowiadać, biorąc pod uwagę, że był to temat dość drażliwy. — Ale chyba nie muszę się jej ze wszystkiego spowiadać — dodał, aczkolwiek aż takiej pewności w swoim głosie nie miał. Po prostu głośno myślał. — To będzie tylko między nami.

— A to jest chyba najgorszy pomysł na jaki mogłaś wpaść — stwierdził momentalnie. — Nie możesz się z nimi sama spotkać, zapomniałaś już co miało miejsce chwilę temu, gdy szłaś sama? I kto za tym stał? — powiedział, bo miał wrażenie, że zdążyło jej to już umknąć. — Nigdzie sama nie idziesz. Albo idziesz ze mną, albo w ogóle — zarządził, ściskając mocniej jej dłoń. Wówczas też zorientował się, że chyba za długo ją trzymał. Poluźnił ścisk i zsunął swoją dłoń. Chwycił za szklankę z piwem, bo coś z rękoma teraz zrobić musiał. — Carmen, to już jest nasz problem. Jak cię zabiorą do Meksyku, to będę musiał wziąć za ciebie zmiany w barze, a aktualna godzin jest mi bardziej niż wystarczająca — stwierdził, próbując jakiś humor w tej sytuacji znaleźć. Wypił do końca swoje piwo. — Widzisz, ja się po prostu martwię o swoje dobro.

Carmen Torres
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen bała się, że zgłoszenie sprawy na policję, jedynie eskalowałoby cały problem. Podświadomość podpowiadała jej, że bracia Torres nie byliby zadowoleni z poinformowania kanadyjskich służb o jej obawach. Może nawet rozwścieczyłaby ich swoją lekkomyślnością, a ona naprawdę chciała tego uniknąć, mimo że w obecnej sytuacji, czuła się przyparta do muru. Jak daleko musiała uciec, żeby odciąć się od nich raz na zawsze i nie żyć w strachu, kiełkującym gdzieś z tyłu głowy? Na samą myśl o tym wszystkim, robiło jej się niedobrze. Mogłaby wziąć jakąś pożyczkę. Zagrać na loterii. Uwieść jakiegoś milionera, ale... Czy to rozwiązałoby jej problem? Dziewczyna wsunęła palce w swoje włosy, zaciskając je na swoich kosmykach, czując narastające napięcie w gardle. Bała się. Musiała to przyznać choćby przed samą sobą. Była przerażona, że na koniec tego całego chaosu, naprawdę będzie zmuszona do powrotu do Meksyku, a to... To sprawi, że coś w niej całkowicie umrze. Trzymała się tej resztki silnej woli, by nie zwariować i chcąc tego czy też nie, w pewnym stopniu polegała na Wesleyu. Chociaż w tym momencie. W tej konkretnej chwili, cieszyła się, że go miała.

Ich wspólny wieczór, który spędzili na lodowisku, jej też na długo pozostał w pamięci. Dobrze się wtedy bawiła, no i przede wszystkim, Austen poprawił jej humor. A nie było to łatwe zadanie, bo Summer wystarczająco zepsuła jej wtedy dzień. Miała wrażenie, że mieli całkiem miłą okazję, by lepiej się poznać i zobaczyć się w innej wersji niż dotychczas. Od tamtej pory, Carmen nie wpatrywała się w niego z takim rozdrażnieniem, a późniejsze zmiany w barze, też okazały się przyjemne. Być może to właśnie dlatego też, czuła teraz tę wdzięczność, że to akurat na niego trafiła.

— Moje relacje z Summer od tamtego dnia... Nie są najlepsze — przyznała. To była znajomość, która zmierzała ku upadkowi, szczególnie, że Carmen była na razie jedyną osobą, która próbowała o to walczyć. — Nie wiem, czy te czasy już nie minęły, Wes — zaśmiała się ponuro. Jeszcze tego jej brakowało. — Mówiłeś jej o lodowisku? — zapytała cicho, ot z ciekawości. Niby chciała, żeby się polubili, ale Torres podejrzewała, że wspólnie spędzony wieczór tylko we dwójkę, mógł nie być spełnieniem marzeń jej przyjaciółki. Dopiero jego pytanie, naprowadziło jej myśli na właściwe, bardziej aktualne tory. — Oczywiście, że wie. Przez większość czasu byłyśmy blisko, więc na bieżąco jej relacjonowałam co i jak — mruknęła. — Zwykle podchodziła do tego lekceważąco, więc od jakiegoś czasu o niczym jej nie mówię — powiedziała, rzucając mu proszące spojrzenie, by właśnie tak jak sugerował, zostawił to tylko między nimi. Im mniej osób wiedziało, tym lepiej.

Wesley miał rację. Znowu. Tragiczny obrót wydarzeń. Carmel znowu zerknęła na ich dłonie, a serce podeszło jej do gardła. Ach, wszystko wymykało jej się dziś spod kontroli, nawet jej uczucia. Dopiero, gdy ją puścił, dziewczyna odchrząknęła cicho, skupiając się na swojej pustej szklance. Zaśmiała się na jego słowa i szturchnęła go mocno w bok. — Wiedziałam, że chcesz mnie po prostu wygryźć — rzuciła z nikłym rozbawieniem w głosie. — Dzięki, Austen. Nie jesteś taki głupi i wredny, jak początkowo myślałam — powiedziała, dość niepewnie kładąc dłoń na jego ramieniu. — Chcesz coś zjeść? Pewnie jesteś głodny — westchnęła, unosząc się z kanapy, bo przecież porwała go sytuacja zaraz po wyjściu z pracy. No i musiała czymś zająć ręce. I myśli.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Summer nic mu ostatnimi czasy o Carmen nie wspominała - zwrócił na to uwagę dopiero teraz, gdy w sumie Torres sama o ich pogarszającej się relacji napomknęła. Kiedyś często opowiadała, o czym rozmawiały, jej perypetie sercowe lub inne głupoty, które przez jedno ucho Austen'a wpadały, a przez drugie wypadały. Ostatnimi czasy zdarzało się to coraz rzadziej, praktycznie wcale. Gdyby miał zgadywać tego powód, obstawiałby najpewniej brak czasu na takie głupoty. Dziewczyny były dorosłe, miały swoje dorosłe obowiązki i dorosłe sprawy, które potrafiły znacząco ograniczyć możliwości czasowe. Z czego Carmen miała ich z pewnością więcej, jednak o to mniejsza. Po tonie jej wypowiedzi miał wrażenie, że chodziło tu o coś więcej niż brak czasu, jedna nie wiedział, czy powinien poruszać kolejny drażliwy dla niej temat tego wieczoru. Wydawało mu się, że wystarczającą ilością tak zwanej prywaty się z nim podzieliła, szczególnie biorąc pod uwagę ich dotychczasowe relacje.

I na pytanie o lodowisko, jego usta zamieniły się w cienką linię, bo prawda była taka, że nawet jej o tym nie napomknął. Nie dlatego, że to przypadkowe spotkanie wyleciało mu z głowy - na to na pewno szansy nie było. Gdy po tamtym popołudniu wszedł do mieszkania swojej dziewczyny, ta od razu zauważyła, że był w lepszym humorze niż zazwyczaj, co Wes od razu wytłumaczył bardzo dobrą grą, chociaż wiedział, że ta do najlepszych tego dnia nie należała. Nie wiedział w sumie, czemu nie powiedział jej całej prawdy. Summer była dość zazdrosną dziewczyną - i nie pomagały na to nawet zapewnienia blondyna, że o jego wierność się martwić nie musi. Poziom zazdrości zawsze był równie wysoki. Domyślał się, że nie zmniejszyłby się nawet, gdyby powiedział, że czas ten spędził z jej przyjaciółką. — Powiedziałem jej, że tam byłem — powiedział, wzruszając ramionami, a następnie dodając: Zresztą nie byliśmy tam sami — a przynajmniej na początku - drugą część zdania sobie odpuścił, żeby nie pogarszać swojej sytuacji, bo faktycznie z tej perspektywy mogło nie brzmieć to zbyt dobrze.

— Nie wiem, co się z nią ostatnio dzieje — przyznał, słysząc słowa Carmen. Nie spodziewał się tego po niej. Miał ją raczej za pomocną i ciepłą osobę, cholernie zazdrosną, jednak kochaną wobec najbliższych. Miał wrażenie, że Torres nie mówiła o jego Summer. Może faktycznie myliła osoby? To by mu bardziej pasowało niż fakt, że jego dziewczyna nie miała tak cudownego charakteru jakby mu się wydawało. Czyżby różowe okulary zaczynały spadać mu z nosa?

Wzdrygnął się na jej kuksańca, jednak zaśmiał krótko przy okazji. Zaskoczyła go tym gestem. — To jaki w końcu jestem? — zapytał ze śmiechem na ustach. — Ale też się nie przyzwyczajaj. Jutro wracamy do naszych ustawień fabrycznych — rzucił, kątem oka zerkając na jej dłoń, która pojawiła się na jego ramieniu. — Wiem, że tak naprawdę uwielbiasz, jak ci dogryzam i ogólnie mnie uwielbiasz — stwierdził z przesadzoną pewnością, która ostatecznie zakończyła się śmiechem. Wes mógł dawać takie wrażenie, jednak w rzeczywistości aż tak wybujałego ego nie miał. Poczucie własnej wartości miał niższe niż wielu by się wydawało, jednak nauczył się to dobrze maskować przez lata.

— Ja zawsze jestem głodny — odpowiedział, po czym podniósł się z miejsca. Możliwe, że trochę za prędko, gdyż na tej zbyt małej przestrzeni stracił na chwilę równowagę. Chwycił się Carmen chcąc nie zaliczyć spotkania z podłogą. — Ilość przysług się chyba w tym momencie wyrównała — powiedział, podnosząc na nią swoje spojrzenie. — Zatem co masz mi do zaoferowania? Kawior? Średnio wysmażonego steka? O, zjadłbym w sumie pieczonego homara — mówił i mówił, a ostatnie to nawet chyba wymyślił, bo w tak wyszukanej kuchni się nie stołował z powodów oczywistych – finansowych. — Tosty też będą w porządku.

Carmen Torres
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”