29 y/o
For good luck!
170 cm
🩺 pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Nie spełniła oczekiwań swoich rodziców, wyfrunęła z rodzinnego gniazda jako nastolatka czym jeszcze bardziej wkurzyła swoją rodzinę. Została pielęgniarką, tak naprawdę tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie studiów.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Francine nigdy nie uważała, że jej przyjaciółka w jakimkolwiek stopniu jest szalona. Chyba nie mogła ją o to posądzać. Z drugiej strony każdy z nas ma przecież cząstkę siebie, którą ukrywa przed całym światem. Ona ukrywała sporo ale też nigdy nie było powodu by się chwalić tym, że jej relacje z jej własną rodziną są naprawdę skomplikowane by nie powiedzieć, że chwilami naprawdę dramatyczne. Wcale a wcale nie było jej łatwo przyznać się do tego, że wiele brakowało jej do tego by jej życie było idealne. Sama próbowała to w jakimś sensie kreować.
Widok nagich ciał, widok tej plaży jeszcze przez długi czas będzie do niej wracał. Na pewno nie będą to zbyt miłe wspomnienia ale przecież to nie tak, że będzie tego teraz ogromnie żałować. Z czasem dojdzie do niej, że przecież nie stało się nic złego. Nawet jeśli zaatakowała kogoś. Mniej lub bardziej bezbronnego. Choć miała swoje powody by obawiać się o własne bezpieczeństwo i bezpieczeństwo swojej przyjaciółki. Jeśli trzeba byłoby się jakoś wybronić, to raczej nie miałaby z tym problemów.
- Agentka. Nie wiem, może specjalnej troski - wywróciła oczami bo przecież to co zrobiła to już jakiś pogmatwany sposób na to by nie dręczyć się z tym, że jednak atak to nie najlepsze wyjście. Przecież ona powinna wiedzieć o tym jak nikt inny. Wiele razy spotykały się z tym, że ktoś został brutalnie pobity i liczyła się każda chwila, która ratowała życie. W tym wypadku nie było mowy o ciężkich obrażeniach, bo nie oszukujmy się ale jej daleko było do boksera. Raczej nie widziała siebie w dłuższej walce z przeciwnikiem. Poległaby po dłuższym czasie. Szczęście, że wzięła go z zaskoczenia. Tym samym wygrała sobie kilka sekund a może nawet minut.
Francine z pewnością widziała w Biance coś czego nie widzieli inni. Prawdę, którą nie dało się udawać i ukrywać ale przecież o tym nie musiała wiedzieć ani jedna i duga. Przecież Wetherstone nie szukała na siły prawdy i tego jaką kobietą jest Navarro. Raczej nie miała powodów by jej nie wierzyć. Nigdy nie pojawiły się żadne wątpliwości, które zakorzeniłyby się w pielęgniarce na tyle długo by zaczęła kwestionować każde słowo swojej przyjaciółki.
- Z szaleństwem? Czy może z głupotą? - kąciki jej ust uniosły się w rozbawieniu, przecież wiedziała, że nie jest to widok który mogła oglądać codziennie. Raczej nie uciekała się do kreowania takich sytuacji. Po chwili parsknęła głośnym śmiechem, który trzymała w sobie już od kilku minut. Spojrzała w kierunku przyjaciółki, kiedy zaczęła się już uspokajać - Tylko z tym szaleństwem to dobrze jak będziemy sobie to dawkowały - podniosła dłonie, jakby chciała się przed tym obronić. Przed tym wszystkim co spotkało je na plaży nudystów.
- Możemy pójść na plażę ale wypicie jednego drinka, nie brzmi tak źle. Nawet jeśli powinnam to odradzać jako pielęgniarka - skarciła już chyba tylko samą siebie w głowie, bo przecież chodziło o to by nie pakować się w kolejne kłopoty. Jeśli zaczną pić tak wcześnie to nie będzie miała co do tego takiej pewności. Mogła dzisiaj zadziwić nie tylko samą siebie ale i tych, którzy ją znali - Jak coś to mam coś do jedzenia - puściła jej oczko i znowu się zaśmiała. Zawsze była przygotowana.

Bianca Navarro
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
i went swimming with the devil at the bottom of a lake; he was tall and mean with venom eyes so green, wanted reconciliation, but my tongue was in my teeth
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szaleństwo było niebezpieczną koncepcją i bardzo blisko mu było do głupoty.
Bianca mogłaby pokusić się o stwierdzenie, że w życiu zaliczyła już wystarczająco dużo jednego i drugiego, by móc je od siebie odróżnić. Niektóre decyzje podejmowała świadomie, inne były wynikiem okoliczności, na które nie miała większego wpływu - a jeszcze inne mieściły się w tym enigmatycznym pojęciu większego dobra, którym usprawiedliwiała sobie wszystko co robiła w ciągu tych trzech i pół roku.
Z Francine było inaczej.
Przynajmniej chciała wierzyć, że było. Że pomimo wszystkiego, co przed nią ukrywała, ich przyjaźń nie była kolejnym elementem pieprzonego przedstawienia, które odgrywała każdego dnia. Wetherstone nie wiedziała o kartelu, o FBI ani o całym gównie, które wypełniało codzienność Navarro. Nie wiedziała nawet, jak wiele razy okłamała ją w odpowiedzi na najprostsze pytania.
A jednak była jedną z nielicznych osób, przy których rzeczywiście mogła pozwolić sobie na bycie sobą.
Niekoniecznie na to zasługiwała oszustwami.
Nie miała jednak zamiaru psuć im popołudnia rozmyślaniami o własnych przewinieniach. Zwłaszcza że w przeciwieństwie do niej Francine naprawdę mogła jeszcze skorzystać z odrobiny beztroski, której najwyraźniej odmawiała sobie nawet w wolne dni.
- Trochę głupoty może ci się przydać. Nikt nie może być idealny - stwierdziła z rozbawieniem, przechylając głowę i przyglądając się siedzącej obok kobiecie. - Ale przyznam, że twoje szaleństwo ma interesujący wymiar, jeśli ograniczasz nas do jednego drinka.
Uśmiechnęła się beztrosko, podnosząc z ławki i poprawiając krótkie spodenki. W zasadzie nie miała nic przeciwko temu, by pozostać tutaj jeszcze przez godzinę, siedząc w promieniach słońca i ogrzewając się w tych padających z pogodnej osobowości Wetherstone. Nie spieszyła się do powrotu.
Lubiła te pozory normalności.
- Chodź, Fran - zadecydowała, wyciągając do niej dłoń. - Zabieram cię na tego drinka, zanim zwycięży nad tobą rozsądek i wrócisz do domu robić pranie, lub oddawać się innym, pasjonującym czynnościom, które uprawiasz w swoim czasie wolnym.
Nie musiały szukać szczególnie długo. Wzdłuż deptaku ciągnęło się kilka lokali, których ogródki wypełniali ludzie korzystający z letniej pogody. Wybrała jeden z nich, położony na tyle blisko jeziora, by nadal mogły cieszyć się widokiem na wodę, a jednocześnie wystarczająco daleko od nieszczęsnej plaży, by nie musiały obawiać się kolejnego spotkania ze znajomym pielęgniarki. Zajęła miejsce przy jednym ze stolików, z przyjemnością przyjmując chłodniejszy powiew powietrza spod rozłożonego parasola.
- Zdefiniuj jednego drinka - rozmyśliła się, wczytując w kartę, która szybko znalazła się w jej rękach. - Czy litrowy dzbanek sangrii może podchodzić pod tę definicję?
Uniosła na kobietę spojrzenie znad karty, nieszczególnie przejęta godziną, którą wskazywał zegarek.

Francine Wetherstone
29 y/o
For good luck!
170 cm
🩺 pielęgniarka w mount sinai hospital
Awatar użytkownika
Nie spełniła oczekiwań swoich rodziców, wyfrunęła z rodzinnego gniazda jako nastolatka czym jeszcze bardziej wkurzyła swoją rodzinę. Została pielęgniarką, tak naprawdę tylko dlatego, że nie było ją stać na opłacenie studiów.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Francine od zawsze myślała o sobie, że jest daleka od szaleństwa, a tym bardziej od głupoty. Nie chodziło przecież o wykonywaną pracę ale o sam fakt, że przecież wszystko co do tej pory robiła wydawało się być skrupulatnie sprawdzane. Komentowane. Głównie przez jej własną rodzinę. Nigdy nie powiedziała tego na głos ale chciała uchodzić za przykład, choć nie do końca mogła powiedzieć czego. Raczej nie tego, że miała wszystko poukładane, może za wyjątkiem priorytetów i tego czego pragnie od swojego życia. Poza tym, żyła w jednym wielkim bałaganie, który sama sobie zrobiła. Gdyby tylko bardziej słuchała tego co podpowiada jej serce, to teraz nie musiałaby się zbliżać do stwierdzenia, że bliżej jest jej do starej panny.
Nigdy nie mówiła o tym na prawo i lewo, nawet swojej przyjaciółce. Ufała jej na tyle by nie robić z siebie ofiary, którą przecież wcale nie była. Jakby nie patrzeć, to ciągle rozwijała się w miejscu, które było jej marzeniem już kiedy była małą dziewczynką. Nawet jeśli nie była lekarzem i pewnie nigdy nie będzie ją na to stać finansowo, to ciągle ratowała życie. Robiła to o wiele częściej niż mogłaby sobie to wyobrazić. Pielęgniarstwo wcale nie było tym gorszym wyborem, o którym mówili jej koledzy rezydenci albo stażyści. Nie słuchała ich i chyba dobrze zrobiła. W dodatku miała wsparcie takich osób jak Bianca, nawet jeśli robiła to nieświadomie to utwierdzała ją w tym, że powinna pozostać na swoim. Nie narzekać. Przecież mogło być jeszcze gorzej.
- Ograniczam? Wydaje mi się, że to rozsądne podejście, znając swoją słabą głowę, a raczej to, że nie jest teraz przygotowana na wypicie dużej ilości alkoholu. Już i tak zrobiłam dzisiaj z siebie kompletną idiotkę, nie warto iść w kompromitację - mruknęła to ostatnie słowo pod nosem i odwróciła się znowu w jej kierunku, przez tą krótką chwilę przyglądając się przyjaciółce i temu jak mogłyby zapomnieć o tym wszystkim co wydarzyło się na plaży nudystów. Może nie oczekiwała tego, że będzie zainteresowana propozycją, że w ogóle miała ochotę się stąd ruszać. Mimo wszystko nie zamierzała pójść tam sama. Nie w takim stanie, skoro ciągle drżała, na szczęście nie na tyle mocno by ktokolwiek mógł to zauważyć. Może alkohol wcale nie był złym pomysłem.
- Zabrzmiało jakbym była najnudniejszą i najrozsądniejszą kobietą na świecie - zmrużyła powieki, na dłuższą chwilę zastanawiając się czy to jednak da się jakoś wypośrodkować - W sumie to chyba masz rację, prasownie brzmi cholernie nudno. Nie wiem kiedy tak zdziadziałam - machnęła dłonią i zacisnęła mocniej dłoń Biancii. Wiedziała doskonale, że w jej towarzystwie uda jej się w jakiś sposób przezwyciężyć swoją własną nudę. Może nie wrodzoną ale tą wyuczoną. Przecież żyła tylko pracą i pracą, skąd ona miała brać pomysły na rozrywkę?
Wchodząc do jednego z ogródków na deptaku, nie rozglądała się jakoś nadzwyczajnie długo, tak naprawdę to nie zwracała uwagi na innych. Chyba już dzisiaj naoglądała się za wszystkie czasy i mogła sobie jakoś poradzić z tym, że istniała dla niej tylko Navarro.
- Jeden, dużo i niekończący się drink - zaśmiała się pod nosem - Jak najbardziej, dzbanek sangrii brzmi jak idealna definicja - klasnęła w dłoń, wygodnie rozsiadając się na jednym z krzeseł i wzdychając głośno. Wreszcie poczuła, że może się rozluźnić, choć wciąż miała się na baczności. Jednak blisko było do plaży nudystów.

Bianca Navarro
papryczka
ludzie mym triggerem, wszechobecna dwulicowość
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”