26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

O wiele bardziej wolałby utknąć w tym lesie z kimś, z kim nie tylko mógłby porozmawiać, ale przy kim czułby się znacznie bezpieczniej. Jak chociażby Brian, bo nawet, jeśli wiedział, że już nigdy nie odzyska tej przyjaźni, która ich połączyła, a jego biedne serce jeszcze długo będzie biło dla osoby, która teraz nie widziała w nim nikogo więcej, niż obcego człowieka, tak nadal dawał mu poczucie bezpieczeństwa i ukojenia, którego na próżno było szukać w osobie Huntera. Ten to zwyczajnie go przerażał, a ogólnie panująca atmosfera wcale mu niczego nie ułatwiała. Ba, sprawiała, że czuł się bardziej niepewnie i reagował na wszystko znacznie intensywniej, dając tym samym pożywkę Robertsonowi do kolejnych uwag w stronę analityka.
-Niczego sobie nie uroiłem. Tam naprawdę ktoś był - rzucił jedynie. Ile by dał, żeby móc powiedzieć to ze stanowczością! Niestety, tej to mu zdecydowanie brakowało i jakoś niewiele zmienił się pod tym względem od szkolnych czasów.
Wpatrywał się jeszcze chwilę w drzewo, na którym wisiały te creepy okropieństwa. W normalnych okolicznościach każdy powiedziałby, że dziecięce buciki są naprawdę urocze, ale umówmy się - aktualnie owym okolicznościom bliżej było do pełnometrażowego horroru, niż normalności. Tym bardziej, że znak z nazwą miasta, który teraz Felix trzymał w dłoni również zdawał się być przerażający.
-Nie wiem jak ty się lubisz bawić, Hunter, ale jeśli tak to nie dziwię się, że jesteś trochę spaczony - wyrzucił z siebie, zestresowany, co niemal zawsze skutkowało mówieniem wszystkiego, co pojawiło się na końcu jego języka, bez myślenia o konsekwencjach. Te przychodziły znacznie później i w znacznie boleśniejszym obliczu. - Naprawdę myślisz, że ktoś by zostawił filmowe rekwizyty? Może to po prostu nazwa tej wioski? O ile ona w ogóle istnieje. Może mamy zbiorowe halucynacje? - zerknął na chłopaka, a kiedy powiodło chłodniejszym wiatrem, instynktownie się do niego zbliżył, nie chcą jednak stać za daleko. Tak dla bezpieczeństwa.
Kiedy chłopak zaczął się dziwnie rozglądać, a na jego twarzy pojawiły się emocje inne niż ogólna niechęć i agresja, Felix chyba po raz pierwszy uświadomił sobie, że Robertson potrafi zachowywać się jak człowiek. Wrażenie to zniknęło równie szybko, jak się pojawiło, zaraz zastąpione niepewnością ze strony programisty.
-Brałeś coś zanim tu przyjechaliśmy? Czemu miałbym słyszeć twoją siostrę? nie wiedziałem nawet, że ją masz - rzucił, kiedy ruszyli dalej, wychodząc na jakąś niewielką polanę, przez którą prowadziła ścieżka. Gdy tylko Carlson do niej podszedł dostrzegł ślady stóp.
-Patrz! Ktoś tu był, czyli dobrze idziemy - ucieszył się. Z tym, że radość ta nie trwała długo - ostatecznie owe ślady urywały się niespodziewanie, chociaż ścieżka rozciągała się znacznie dalej. - Trochę to upiorne. Wygląda jakby ktoś odfrunął. Albo nagle zniknął… - wyrzucił, nakręcając tym również i siebie. Wspaniale, jeszcze tego mu brakowało, żeby tu padł na zawał.

Kostka III: 12
12. Na błotnistej ścieżce znajdujesz świeże ślady bosych stóp. Prowadzą wprost do wnętrza lasu i nagle się urywają.
Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

– Tak, tak. Niech Ci będzie, skoro nie chce Ci to dać spokoju – zaśmiał się, kiwając głową. Dalej nie wierzył w słowa Felixa, ale ile jeszcze mogli się przepychać w tym jednym temacie? Według hokeisty chłopak wymyślił sobie to wszystko, żeby napędzić mu stracha. Tyle że z ich dwójki to właśnie Azjata prawie miał pełne gacie, więc dowcip mu nie wyszedł. Mógł sobie gadać i gadać, ale dopóki Hunter czegoś nie zobaczy na własne oczy, to tego nie było. Co innego z bucikami i tym dziwnym znakiem.
– Ja się lubię dobrze bawić. I nie jestem spaczony. To po prostu… inne. I próbuję sobie to jakoś racjonalnie wytłumaczyć, w przeciwieństwie do Ciebie – odparł, mając już wyrąbane na uwagi Felixa. Później się z nim policzy, bo w tych okolicznościach chciał jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym domu. – A skąd wiesz? Może zostawili je dla fanów, żeby szukali tego miejsca. Albo coś tu organizują na Halloween i właśnie zniszczyliśmy przygotowane przez organizatorów poszlaki, przez co ludzie zgubią się w lesie. Wszystko, tylko nie te twoje zbiorowe halucynacje, które są zwykłą bzdurą… – mruknął, prychając cicho, gdy ten się do niego zbliżył. A niech już mu będzie, dopóki zbytnio nie naruszy jego przestrzeni osobistej.
Po chwili jednak zaczął zastanawiać się nad teorią zbiorowych halucynacji, skoro w końcu i on czegoś doświadczył. Miał tylko nadzieję, że jego siostra jest teraz bezpieczna w domu i nie będzie musiał znowu jej szukać. Ten las nie był zbyt przyjemnym miejscem, nawet dla niego.
– Tak. I z pewnością wsiadłbym do auta po czymś takim, narażając własne życie – zaśmiał się sarkastycznie, kręcąc przy tym głową. Czasem coś tam sobie zapalił z Deanem, ale nie tym razem. Może jednak gdyby był pod wpływem czegoś, dałoby się racjonalnie wytłumaczyć, jakim cudem słyszy głos swojej siostry. Skoro Felix go nie słyszał, wszystko musiało dziać się w jego głowie.
Szedł dalej za Felixem, rozglądając się niepewnie dookoła. Co jeszcze ich tutaj czekało? Nie musiał nawet długo czekać na odpowiedź, bo Azjata znalazł ślady stóp, którym po chwili przyjrzał się również Hunter. W nim także obudziła się nadzieja, że idą w dobrym kierunku i ich przygoda wreszcie dobiegnie końca.
– No nie pierdol… – mruknął pod nosem, świecąc latarką w telefonie dookoła siebie, bo może jednak czegoś nie zauważyli. Nikt przecież nie znika w środku lasu bez powodu, prawda?
Rozglądał się dalej, aż na jednym z drzew nie dostrzegł czegoś dziwnego. Podszedł bliżej i opuszkami palców musnął wyryte w korze litery H.R. Miał tylko nadzieję, że to zwykły zbieg okoliczności i nikt specjalnie nie wyrył tutaj jego inicjałów. To jednak było dla niego za dużo.
– Wynosimy się stąd. Nie interesuje mnie, co spotkamy po drodze – powiedział, podchodząc do Felixa i chwytając go za nadgarstek. Ruszył przed siebie, ciągnąc chłopaka za sobą. Postanowił, że nie zatrzyma się już przy żadnym dziwnym drzewie ani tajemniczym znaku. Będzie szedł przed siebie, dopóki na ich drodze nie pojawią się ślady cywilizacji.

Kostka III: 20
20. Strumień światła z Twojej latarki lub telefonu pada na jedno z drzew i zauważasz, że w korze wyryte są Twoje inicjały.
Felix Carlson
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł się tak, jakby mówił do ściany. Niezależnie czego by teraz nie powiedział, Hunter zawsze przekręcał wszystko na swoją korzyść, tym samym robiąc z Felixa ofiarę losu, za którą go miał od szkolnych czasów. Czy naprawdę nawet teraz, kiedy serce Carlsona waliło niespokojnie, były dręczyciel nie mógł dać mu spokoju? Zupełnie, jakby obrał sobie za cel ciągłe znęcanie się nad chłopakiem, utrudniając mu tym samym życie. A może to wszystko było jego pomysłem? Zebrał grupkę swoich znajomych i wspólnie uknuli plan, w którym ostatecznie po raz kolejny to właśnie Felix zostaje ofiarą głupiego żartu? Ta myśl paradoksalnie sprawiła, że poczuł się trochę lepiej, bo przynajmniej każde zdarzenie można było racjonalnie wyjaśnić nawet, jeśli wyobraźnia informatyka krzyczała coś zgoła innego.
-Trochę to my się zgubiliśmy, nie wiem czy zauważyłeś. I to wcale nie wygląda jak zorganizowane. Bo gdzie niby są jacykolwiek ludzie? - stwierdził, lekko marszcząc brwi. To, co mówił chłopak brzmiało nawet logicznie, ale podświadomość nie chciała tego przyjąć, bo gdzieś coś mówiło mu, że tu wcale nie chodziło o same przygotowania do halloweenowej atrakcji. No bo przecież nie było możliwym, by samochód zepsuł im się akurat tutaj.
-Jesteś trochę nieobliczalny i lubisz łamać zasady, więc wcale bym się nie zdziwił. Zresztą po narkotykach ludzie robią różne rzeczy i specjalnie nie myślą - odpowiedział, przyglądając mu się przez dłuższą chwilę. A kiedy ta znacznie zaczęła się przeciągać, odwrócił wzrok, spoglądając na jakieś krzaki, które poruszały się lekko na wietrze. Nie chciał mieć w tej chwili żadnych pozytywnych myśli na temat Robertsona. Miał z nim zbyt wiele nieprzyjemnych wspomnień, by nagle zacząć traktować go inaczej, niż po prostu tyrana, który się nad nim znęcał.
-Czy to nie twoje inicjały? - zainteresował się, kiedy ruszając za chłopakiem natrafił na dwie literki. Niby nic, a jednak w tej sytuacji napawało grozą. Zupełnie, jakby coś wiedziało, że Hunter się tutaj pojawi. Felix miał tylko nadzieję, że jego nikt nie chciał w to mieszać.
Nie zdążył powiedzieć niczego więcej, kiedy niespodziewanie Robertson złapał go za rękę, ciągnąc w sobie znanym kierunku. Skąd on miał tyle siły, bo uścisk, którym uraczył Carlsona zdecydowanie do lekkich nie należał.
-Ej czekaj! - rzucił do niego, gdy niespodziewanie pomiędzy drzewami dostrzegł jakieś niebieskie światło, migające uparcie. Coś mu to przypominało. - Tam ktoś nadaje alfabet Morse'a! - wskazał palcem w danym kierunku. No teraz to Hunter musiał widzieć o co mu chodziło. - Może ktoś potrzebuje pomocy? - zerknął na niego, chociaż groza, która go ogarnęła w tym samym momencie, jakoś niespecjalnie pchała go do altruistycznych zachowań. marzył jedynie, by się stąd wydostać!

Kostka IV: 10
10. W głębi lasu błękitne światło mruga w rytmie alfabetu Morse’a.
Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Może nas obserwują z daleka i mają z nas bekę, a potem znajdziemy się na jakimś Youtubie czy innej platformie. A zresztą skąd mam wiedzieć? – odparł, unosząc jedną brew do góry. Nie chciało mu się już wymyślać kolejnych scenariuszy, bo każdy kolejny będzie coraz bardziej absurdalny.
- Lubię łamać zasady, ale nie takie. Wiesz, że za coś takiego mogliby mnie wyrzucić z drużyny i zbanować na resztę mojego życia? Poza tym nie jestem jakimś głupim ćpunem za jakiego mnie masz… - warknął oburzony, bo chociaż miał opinię bad boya tak nigdy nie określiłby go w ten sposób. Lubił imprezować, próbował różnych rzeczy, ale nigdy nie był od czegoś takiego uzależniony. I nie był głupi. Wiedział, kiedy mógł sobie pozwolić na coś takiego. A już tym bardziej nie wsiadłby po czymś takim za kierownicę.
- No shit, Sherlock… - mruknął cicho, nie uważając tego za jakoś specjalnie zabawne. I jak tu nie myśleć, że ten las był nawiedzony? Najpierw padło mu auto, co zmusiło ich do pójścia bez las. A teraz jakaś dziwna niewyjaśniona siła wyryła jego inicjały na drzewie. Bo co innego mogłyby oznaczać te litery? Może to był dziwny zbieg okoliczności, ale jego mózg w tym momencie nie myślał racjonalnie, chociaż próbował.
Ale nie interesowało go to. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, dlatego ciągnął Felixa za sobą, żeby potem mu nie wypominał, że zostawił go w środku lasu samego. Poza tym nie zamierzał czekać aż ten będzie za nim szedł potykając się o własne nogi.
- Co znowu?! – warknął, zatrzymując się gwałtownie i odwracając do wyższego chłopaka, który z impetem wpadł na niego. Hunter instynktownie objął go w pasie, by nie upadli na ziemię. Zadarł głowę do góry, by na niego spojrzeć, zaciskając mocno szczękę. Po chwili równie szybko jak go chwycił, tak szybko odsunął się od niego, chowając ręce w kieszeniach jak gdyby nigdy nic.
- I co? Teraz mamy bawić się w bohaterów? – westchnął, zauważając jak rzeczywiście coś mruga między drzewami. Na początku chciał odejść, ale widząc jak Felix się zamartwia nie miał innego wyjścia jak tylko ruszyć w tamtym kierunku. – Jeśli nic tam nie będzie idziemy dalej. I więcej mnie nie zatrzymuj bo ktoś niby potrzebuje pomocy. – powiedział, ruszając w tamtym kierunku.
Szli przez parę minut, aż ich oczom ukazała się drewniana chatka. W środku świeciło się słabe światło. Czyli rzeczywiście ktoś tam był i potrzebował pomocy? Co nie zmieniało faktu, że miejsce to również przyprawiało go o gęsią skórkę.
- Jeśli ktoś nas tu zabije to licz się z tym, że będę Cię gnębił nawet jako duch. – powiedział cicho, pukając lekko w drzwi.

Kostka IV: 16
16. Zza drzew wyłania się zarys drewnianej chatki z małym, słabym światłem w oknie. Czy odważysz się do niej podejść i zapukać?
Felix Carlson
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ciężko było powiedzieć, jak wiele razy podczas tego spotkania Carlson wyobrażał sobie, że zostaje zamordowany przez Huntera, który z łatwością poźniej ukryłby jego ciało dbając o to, by długo nikt na nie nie trafił. Nic nie mógł poradzić na to, że wyobraźnia płatała mu figle, a biorąc pod uwagę, że ciemnowłosy chłopak nie pałał do niego sympatią, wszystko było bardziej, niż możliwe. Zwłaszcza, że każda kolejna sekunda irytowała jego towarzysza bardziej i nawet, jeśli nie Felix za to odpowiadał, był jedyną osobą w zasięgu wzroku, na której można było się wyładować.
-Za inne rzeczy też mogliby cię wywalić, a jednak wcale z nich nie rezygnujesz. Nie mam cię za ćpuna. Za nikogo cię mam, wiesz? Ja wcale się nie prosiłem o spędzanie z tobą czasu - odpowiedział trochę zdenerwowany. Nie myślał o nim i nie wyrabiał sobie nowego zdania nijak nie chcąc przesłaniać tego, które o nim miał tych kilkanaście lat temu. Hunter nie był dobrym człowiekiem i tego się analityk trzymał. Nie miał pojęcia, co takiego nagle musiałby zrobić hokeista, żeby zyskać w oczach Azjaty.
Carlson stał i patrzył jak urzeczony na nadawany alfabet Morse’a, starając się rozszyfrować, co chciała przekazać im osoba, która go używała. Być może właśnie dlatego nie zarejestrował, jak Robertson obejmuje go delikatnie, acz pewnie w pasie. I dobrze, jeszcze brakowało by jego łeb wtłoczył mu do środka nieodpowiednie sugestie.
Zaczęli kierować się w stronę kodu i chłopak naprawdę miał nadzieję, że nie będzie tam niczego strasznego. Nie chciał później żałować, że miał okazać się jednym z bohaterów.
-W ciemną… chłodną…noc… jak… ta… - zaczął czytać, skupiając się na błyskach, raz dłuższych raz krótszych. Znał go ponieważ tych kilkanaście lat temu bawił się w podobny sposób ze swoim przyjacielem, jeśli nie chcieli, by ktoś dowiedział się o miejscu spotkania. Te chwile wydawały mu się wtedy tak dziwnie intymne, tylko ich. - Nawet… diabeł… duszę… ma… Zaraz coooo? - wyrzucił z siebie, bo jak tylko wypowiedział te dwie linijki, nadawanie ustało nagle przerwane. - To wcale nie brzmi fajnie. Dobra, chodźmy stąd. I nie musisz mnie tak brutalnie ciągnąć, umiem sam chodzić - skomentował, cofając się o krok i na potwierdzenie własnych słów potknął się, lekko chwiejąc. Wspaniale wypadał w oczach kogoś, kto tylko czekał na to, by Felix się skompromitował.
Zamiast jakiejkolwiek osoby, która nadawałaby kod trafili na chatę, w której paliło się nikłe światełko. Ta to dopiero wyglądała jak z horroru. Serce Felixa zaczęło bić znacznie szybciej, a on czuł, jak nieprzyjemnie zaczęło go kłuć w jego okolicach. Zły znak, zwłaszcza w podobnych, upiornych okolicznościach.
Niczym rasowe postacie z filmów grozy podeszli do niej i zapukali. Wcale tego nie chciał, ale najwidoczniej Robertson nie miał zamiaru pokazać, że jest chociaż trochę tchórzem. Szkoda tylko, że nie wziął pod uwagę, że Carlson to jednak do tych odważnych nie należał, dlatego jak tylko światło w domku nagle zgasło, a w oddali dało się słyszeć przerażający krzyk, serce chłopaka postanowiło odmówić mu posłuszeństwa. Felix w ostatnim desperackim akcie obrócił się w stronę Huntera, na którego poleciał jak długi, mdlejąc.

Co miało miejsce później, nie wiedział. Następną rzeczą, jaką pamiętał, było wybudzenie się w szpitalu w towarzystwie George’a stojącego przy jego łóżku. Huntera nigdzie nie było widać, a Felix liczył na to, że ten całkiem zapomni co miało miejsce w tym cholernym lesie, który idealnie nadawałby się na scenariusz do gry.

KONIEC


Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”