ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

#
27
Never say Who's there?
Don't you watch movies?
It's a death wish.

Pomiędzy pierwszą randką, a wspólnym wyjściem na Halloween może i nie minęło zbyt wiele czasu, ale wystarczająco dużo, by po drodze zaliczyć kilka sąsiedzkich schadzek w ciemności, która jakiś czas temu pochłonęła całe miasto. Shelby sprawiał, że zupełnie nie przejmowała się tym jak wypadnie w jego oczach, mogła po prostu wrzucić na luz i świetnie się bawić. Nic dziwnego, że bez zbędnego zastanawiania przystała na propozycję wspólnego Halloweenowego wypadu. Kawałek za miastem miała odbyć się jakaś domówka, więc umówiła się z Brianem, by po nią podjechał. Stroje oczywiście mieli dogadane podczas jednej ze schadzek na Parkdale, dlatego teraz przebrana za Casey Becker wpakowała się do samochodu Briana zaparkowanego tuż pod budynkiem. Widząc go w czarnym stroju i masce ghostface uśmiechnęła się pod nosem. — Powinnam już zacząć krzyczeć, czy dopiero jak zablokujesz drzwi i zdam sobie sprawę, że nie mam żadnej opcji ucieczki? — zapytała nieco rozbawiona nie spuszczając z niego swojego spojrzenia. Cholera, znów to robił! Znów wyglądał za dobrze. — W skali od jeden do dziesięć jak bardzo źle jest ze mną, jeśli kręci mnie ta maska? — a może podobało się jej to, co kryje się tuż za nią? Bardzo możliwe, nie zwlekając więc złapała za białą brodę i uniosła do góry odsłaniając powoli twarz Briana. Niby wiedziała czego się spodziewać, a jednak za każdym razem jego spojrzenie zbijało ją z tropu, teraz jednak nie zatraciła się w jego oczach. Zamiast tego pochyliła się, by skraść mu krótki, ale wyczerpujący pocałunek na przywitanie. Dobra, wcale nie był wyczerpujący, bo prawdę mówiąc Wendy była na jakimś Shelbyowskim haju, a może raczej głodzie i jak zaczynała go całować to nie potrafiła przestać. Teraz jednak mieli przed sobą drogę za miasto, nawigacja pokazywała, że to rzut beretem, więc nawet się specjalnie jakoś wygodnie nie rozsiadała. Wyciągnęła paczkę m&m's i zaczęła sobie zajadać, obserwując jak on prowadzi i żyjąc w swojej passenger princess era. — Cukierek albo psikus? — zapytała z myślą podsunięcia mu cukierków do ust, uśmiechając się przy tym niewinnie. Nawigacja odrobinę im wariowała po drodze sugerując kilka razy optymalniejszą trasę, aż w końcu coś kliknęli nie spodziewając się, że na drodze stanie im, a raczej położy się jakieś ogromne drzewo. — To chyba jednak powinniśmy zawrócić — stwierdziła, problem w tym, że kiedy nawrócili próbując wrócić na trasę to znów znaleźli się przy tym przeklętym drzewie, a nawigacja do reszty się wykrzaczyła. Próbowała w telefonie znaleźć jeszcze zasięg, ale im dłużej dreptała wokół samochodu tym bardziej zastanawiała się, czy… — Czy ty mnie wkręcasz? — no Wendy to się lubiła bać, tak najlepiej pod kołdrą przed telewizorem, tak na żywo jeszcze nikt nie zgotował jej takiej atrakcji, a może Brian był fanem spooky season i teraz jej tu całe przedstawienie stworzył, łącznie z mgłą, która zaczęła ich otaczać, a w oddali… — Czy tam coś mruga? — dla Wendy to nie był żaden alfabet morsa, dla niej to było miejsce docelowe ich imprezy. Była święcie przekonana, że Brian ją wkręca, a oni dojechali i tam mieli się kierować.


Obrazek
Spoiler
Rzut kosteczką.
10. W głębi lasu błękitne światło mruga w rytmie alfabetu Morse’a.
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”