ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah przycupnęła na krawężniku, ciaśniej opatulając się swoją skórzaną kurtką. Cholera, noce były już chłodniejsze niż przypuszczała. Była pierwsza w nocy, może chwilę po, gdy zadzwoniła do Ryu, prosząc, żeby odebrał ją z tej idiotycznej imprezy, której miała już po dziurki w nosie. Dziewczyna sama do końca nie wiedziała, jak w ogóle tutaj trafiła. To przypominało ciąg niefortunnych zdarzeń, nad którymi nie miała żadnej kontroli. Myślała, że idzie na fajną, prywatną domówkę, a nie wydarzenie organizowane przez jakiegoś bananowego dzieciaka. A przecież Leah niczego nienawidziła tak bardzo jak bogatych ludzi, rozrzucających pieniędzy na prawo i lewo. Gdyby wiedziała, to nie postawiłaby tutaj nawet stopy. Wszystko przez jej przyjaciółkę z uczelni, która gwarantowała jej fantastyczną zabawę. Mogła jej nie słuchać, uch.

Przez swoją pracę miała jeszcze gorszy humor. Jasne, od początku wiedziała, że to nie będzie łatwy orzech do zgryzienia, bo pod lupę wzięła dość dużą i trudną firmę, ale jeśli już miała coś sabotować, to chciała to zrobić z przytupem. Jej szef okazał się jeszcze większym aroganckim gnojkiem niż podejrzewała, ale już nie z takimi miała do czynienia; musiała uzbroić się w cierpliwość. Pewnie dlatego w ogóle zdecydowała się na tą imprezę. Chciała zresetować umysł i nie analizować przesadnie tego, co czeka ją kolejnego dnia, jak tylko przekroczy próg do siedziby.
Po parunastu minutach Leah dostrzegła pojazd, zbliżający się pod apartament. Wstała na równe nogi, mrużąc oczy, by upewnić się, że to Ryu i że nie wpakuje się komuś obcemu do samochodu.
— Jesteś. Całe szczęście — westchnęła, zapinając pasy. — Zabierz do McDonalda albo do całodobowego. Albo tu i tu — poprosiła, odwracając głowę w jego kierunku. — No co? Miałam ciężki dzień — mlasnęła, przesuwając spojrzenie na drogę przed nimi. — A więc musisz mi jakoś poprawić humor. Taka rola osobistego szofera — dodała, wytykając język w jego stronę, zanim zaśmiała się cicho, kiwając głową w rytm muzyki, płynącej z głośników.

Ryuszofer
28 y/o
For good luck!
182 cm
Kaskader, ściga sie na motorze Tam gdzie go wynajmą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ryder od samego rana był na torze. Szykował się do poważnego wyścigu – za kilka dni miał bronić tytułu mistrza w nielegalnych wyścigach. Kochał tą adrenalinę, co prawda w tych legalnych również mu dobrze szło i zarabiał na tym sporo kasy, ale to nie tu nie o nią mu chodziło, bo on przecież nie ma złej sytuacji finansowej. Pewnie mógłby oddawać tą kasę na jakieś cele charytatywne, ale nie jest swoimi rodzicami i nie bawi się w takie rzeczy. Filantropii z koziej dupy, udawali idealnych i dobrych obywateli jak John Wayne Gacy, tylko oni nie byli mordercami, chociaż kto ich tam wie. On nie zamierzał się o tym dowiadywać, umarli i tyle. On ma od nich święty spokój. Cóż, pewnie brzmi to okropnie i okrutnie, ale właśnie takiego człowieka z niego zrobili – pozbawionego zasad, żyjącego na krawędzi nieprzejmującego się niczym dupka, chociaż czy naprawdę tak jest? Nikt nie miał okazji poznać tej drugiej strony Ryu, bo zwyczajnie nikogo do siebie tak blisko nie dopuszczał, ponieważ się bał, ale nigdy nie przyzna tego przed sobą, a gdzie przed innymi.
Wrócił do domu i wziął długą kąpiel. Trochę miał zdrętwiałe mięsnie, jednak nie ma się co dziwić, ponieważ wiele godzin spędził na torze, więc cały czas musiał utrzymywać odpowiednią pozycję i takie są tego efekty, mimo, że jego ciało jest do tego przyzwyczajone, również ćwiczy i to też sporo daje. Wiadomo jak to mieście, jeśli za długo nie są w ruchu to potem stają się sztywne, a on w dodatku musiał je napinać, aby utrzymać się na motorze. Pewne rzeczy już jego ciało wykonywało automatycznie, tzw. pamięć mięśniowa.
Siedział właśnie w salonie i przeglądał jakieś głupkowate filmiki na telefonie, kiedy ten niespodziewanie pokazał przychodzące połączenie.
Leah.
Szybko odebrał i kiedy dowiedział się co się dzieje od razy pobiegł do sypialni, aby się ubrać – nie pojedzie w samych bokserkach. Byłby to piękny widok, bo ma się czym pochwalić, ale pieprzyć to, nie będzie marznąć.
Kręcił tylko głową.
- Dobrze, najpierw coś zjesz, a potem zabiorę cię do całodobowego - powiedział ruszając. - Co się stało, że miałaś zły dzień? W ogóle jakim cudem się tam znalazłaś? - Zapytał spoglądając na dziewczynę. - Zobaczysz, kiedyś ci policzę za tego szofera - oczywiście żartował.

Leah Pembroke
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah nachyliła się w stronę Rydera, składając na jego policzku siarczystego buziaka. Taki przyjaciel to skarb, szczególnie w tak kryzysowych sytuacjach i o tak późnych porach. Ona niekoniecznie miałaby ochotę zrywać się wieczorem z łóżka i odbierać swoich pijanych znajomych z jakichś gówniarskich imprez. Chociaż ona na szczęście — i o dziwo — była trzeźwa. Hollingsworth nie musiał więc martwić się o podróż powrotną ani o jej niestabilny stan; chyba, że ten emocjonalny, bo z tym było akurat dość ciężko. Szczególnie po rozpoczęciu tego pieprzonego stażu, który wysysał z niej całą życiodajną energię. No i cierpliwość, której z natury też miała przecież niewiele. A jeszcze musieli ją do tego tak bardzo testować, cholera. — Mówiłam już, że cię kocham? — rzuciła, zapinając pasy i machając wesoło nogami. Prawdziwa passenger princess. Chwyciła swoją komórkę, by podłączyć się do głośników i puścić którąś ze znanych im obojgu piosenek. Musiała jakoś poprawić sobie humor i oderwać myśli od tej dennej imprezy, na którą dała się zaciągnąć. — Mogę ci zapłacić w miłości albo w darmowym wrapie. Wybierz mądrze — zażartowała. To prawda, że wykorzystywała go, kiedy potrzebowała podwózki, ale od czego ma się starszych kolegów, racja?

— Moja koleżanka mnie namówiła, a mi odjęło mózg na sekundę — mlasnęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Zwykle nie zgadzała się na pierwsze lepsze zaproszenie, ale tym razem musiała być naprawdę zmęczona albo zdesperowana. Niezależnie od tego, która to była opcja, już żałowała zmarnowanego wieczoru. — Okazało się, że trafiłam do jakichś bananowców. Dramat — mruknęła. — Jedyne, co robili to chwalili się swoją pieprzoną willą i tym, ilu ludzi dla nich pracuje. Nienawidzę słuchać idiotów, którzy rzucają pieniędzmi, jakby były... Nic nie warte — westchnęła, przeczesując palcami włosy. — Rozwaliłem moje Porsche w zeszłym tygodniu, ale już mam nowe. Ciekawe, kiedy to się rozpieprzy — rzuciła, przedrzeźniając głos jednego z chłopaków. Wbrew pozorom wcale nie była zazdrosna. Po prostu sama świadomość, że tak wiele ludzi musiało ciężko pracować na utrzymanie, niemiłosiernie ją dobijała. No, bo w tym samym czasie, ktoś po prostu nie potrafił docenić komfortu życia na poziomie. — No i zaczęłam staż w firmie. Mam przejebanego szefa, przysięgam — westchnęła, pocierając palcem skroń. Zaraz jednak przeniosła spojrzenie na przyjaciela. — Ale powiedz mi lepiej, co u ciebie, hm? Jakieś lepsze wieści? — zapytała z nadzieją, że może nie wszyscy mieli tak zły dzień jak ona.

Ryu
28 y/o
For good luck!
182 cm
Kaskader, ściga sie na motorze Tam gdzie go wynajmą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ryder cierpiał na pewnego rodzaju zaburzenie, o którym nie miał bladego pojęcia. Cierpiał na to od dzieciaka, to wywołało ogromny stres i wypracowanie mechanizmów obronnych. Jemu to nie przeszkadza. Tak jest lepiej. Łatwiej, nie musi bawić sie w wielkie emocje, bo one nie mają dla niego żadnego sensu, a tak naprawdę nie chce ich czuć. Zakopał to wszystko w sobie jako dziecko, chociaż czasem miał pewnego rodzaju przebłyski, ale rzadko. Leah właśnie była takim wyjątkiem. Sam nie wiedział dlaczego. Tak jakoś wyszło. Może dziewczyna swoim sposobem bycia przebiła sie przez jego mór? Znalazła szczelinę przez którą sie przecisnęła, gdyby było inaczej to nie byłby tutaj, w środku nocy i odebrałby jej spod tej rudery, nie zawoziłby jej do całodobowego i po to śmieciowe jedzenie. Od czego ma sie przyjaciół? Chociaż w zasadzie powinien powiedzieć prywatny nocny kierowca, ale w ogóle mu to nie przeszkadza. Jego wrzodem na dupie i on sobie zdaje sprawę z tego, jednak nie przejmuje sie tym zbytnio, bo niby po co? Jak chce sie z nim zadawać to może, ale jeśli ktoś mu nie podpasuje to olewa. Takie proste zasady i jak bardzo ułatwiają człowiekowi życie, prawda? Ryu jest typem człowieka, który nie lubi komplikować sobie życia, nie widzi w tym najmniejszego sensu. Nie robi problemu dam gdzie ich nie ma i naprawdę żyje mu sie lepiej.
Skrzywił sie, kiedy dostał buziaka.
- No już sie uspokój, nie całuj mnie, bo mnie czymś zarazisz - wytarł sie ostentacyjnie, ale na jego twarzy widniał uśmiech. Nie byłby sobą, gdyby jakoś na to nie zareagował, chociaż tak naprawdę nie jest zbytnio przyzwyczajany do takiego rodzaju gestów. Ah te patologiczne bogate rodziny. Sama przyjemność. - Zrób mi coś dobrego do jedzenia i będziemy kwita – lubił domowe posiłku, w domu miał cudowną gosposie, która gotowała mu przecudownie. Jest z nim od małego, to jedyna osoba, która naprawdę kocha, chociaż dla niej na pewno jest utrapieniem.
Wysłuchał spokojnie.
[B)- Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego, że ci sie odkleiło [/b]- przyznał. - Nie znam tego typa, więc to nikt ważny, nie ma co sie przejmować, ale takich bananowych bachorów jest pełno. Chwalą się tylko tym ile kasy rozwalili, nic ciekawego - sam jest bardzo bogaty, jednak nie jest takim bananowym dzieckiem. Kupuje to na co ma ochotę, ale nie wywala kasy do kosza szarżując sprzętem za setki tysięcy dolarów.
- O proszę! W jakiej firmie? - Zapytał zaciekawiony. - U mnie nic ciekawego. Ćwiczyłem od samego rana na torze, trochę siłowni i tak minął mi dzień- powiedział zgodnie

Leah Pembroke
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Jedyne, czym mogę cię zarazić to swoją dozgonną wdzięcznością i miłością — rzuciła nieco teatralnym głosem. Może powinna zostać jednak aktorką? Jej rodzina kiedyś szczerze liczyła na to, że Leah odniesie ogromny sukces, choć bardziej zależało im, żeby została świetną panią domu i kochającą żoną. Cholera, na samą myśl, przechodziły ją dreszcze. Jej rodzice zachowywali się, jakby zostali wyrwani z jakiegoś kiepskiego filmu z lat dziewięćdziesiątych. No albo brakowało im piątej klepki, co było bardziej prawdopodobne. Tak czy inaczej, naprawdę cieszyła się z łączącej ich relacji. Poza tym to nigdy nie było jednostronne; każdą przysługę, Pembroke starała się oddawać ze zdwojoną siłą. Na przykład mogła mu coś ugotować — cokolwiek, na co miał tylko ochotę. To jedna z niewielu rzeczy, za które była wdzięczna swojej matce; przynajmniej potrafiła jakoś rozeznać się w kuchni i nie otruć swoich bliskich swoimi kiepskimi umiejętnościami kulinarnymi. Inna kwestia to taka, że sama nie jadła zbyt często, ale to już trauma, ciągnąca się za nią latami. Któregoś dnia, na pewno się tym zajmie. Kiedyś. — Umowa stoi — zaśmiała się, układając się wygodnie na miejscu pasażera.

Pembroke parsknęła pod nosem i rzuciła mu rozbawione spojrzenie; Ryder zdecydowanie był człowiekiem, który potrafił od czasu do czasu, doprowadzić ją do porządku. — Woah, gdzie byłeś, jak potrzebowałam, żeby ktoś powstrzymał mnie przed tym głupim pomysłem? — rzuciła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Na szczęście zwinęła się z tej nudnej imprezy, zanim sprawa wymknęła jej się spod kontroli. Jeszcze przypadkiem wszczęłabym tam jakąś kłótnię i mogłoby się to skończyć dla niej znacznie gorzej. — Dobrze, że ty nie jesteś takim idiotą. Nie muszę się z tobą użerać — rzuciła, wytykając język w jego stronę jak prawdziwa młodsza siostra. — Modowa, należąca do Reidów. Pojebana sprawa — wyjaśniła, zaraz jednak znów przeniosła na niego spojrzenie. — Jezu, robisz czasem coś więcej poza ćwiczeniem i siedzeniem w domu? — zapytała, bardziej po to, żeby mu dogryźć niż rzeczywiście tak myśląc.

Ryu
28 y/o
For good luck!
182 cm
Kaskader, ściga sie na motorze Tam gdzie go wynajmą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Ryu spojrzał na dziewczynę marszcząc brwi. Typowy wyraz twarzy, kiedy coś mu się nie podobało.
- Tym bardzo podziękuję, możesz mi je okazywać, ale nie zarażaj mnie tym - powiedział patrząc na dziewczynę, jednak jego oczy szybko wróciły do drogi. Można wiele o nim powiedzieć i na pewno większość z tego to najszczersza prawda, jednak Ryu jest odpowiedzialnym kierowcą, kiedy porusza sie po drodze. To nie jest tor, na którym może zrobić dosłownie wszystko, ponieważ jest sam. Tutaj są inni uczestnicy ruchu i jedna chwila nieuwagi może spowodować katastrofę. Nie musiałaby być to jego nieuwaga, każdy na drodze jest potencjalnym niebezpieczeństwem, nawet pieszy, który wtargnie na drogę i może wydarzyć się wiele. Ryder nie chciał tak ryzykować, bo jego życie jest mu miłe, jak mówi klasyk. Jest brawurowy i czasem głupi, ale w kontrolowanych warunkach. Nie chce zrobić nikomu krzywdy, a przede wszystkim nie chce iść do więzienia na długie lata. Jest na to za młody, ma wiele do zrobienia i sporo kasy do przetracenia w piekielnie wygodnym życiu. Czego można chcieć więcej, prawda? Jemu nie jest nic więcej do życia potrzebne. W domu ma święty spokój, ale to nie oznacza, że się w nim zamyka i nie wychodzi. Co to to nie! Teraz to jest po prostu jego bezpieczna przystań. - Cieszę się, że udało nam się dojść do porozumienia - tym razem się uśmiechnął do dziewczyny. Jedzenie to jest coś, co Hollingsworth kocha i w tym temacie jest snobem, ale w takim sensie, że jedzenie po prostu musi być dobre. Nie ważna co to jest, musi być dobre. Nie ma w tym żadnej filozofii.
- Przepraszam, a pytałaś mnie o to? No właśnie, gdybyś zapytała to bym ci powiedział jak się ma sytuacja, ale dobrze, że się ulotniłaś i nic się nie stało - odparł. Na takich imprezach sporo się dzieje i nie są to dobre rzeczy. on nie należał do takich chłopaków, którzy chcą zdobyć kogoś okrutnie tanimi sztuczkami. - To prawda, w takim gównie znalazłaś mnie, takie szambo - zaśmiał się ze swojego suchego żartu.
- Mogę ci jakoś pomóc? - Zapytał patrząc na dziewczynę. - Oczywiście, jak nie siedzę w dom to wyleguje dupę w jakichś super miejscach na świecie - uśmiechnął się wrednie. Taki objaw bananowego dziecka.
Leah Pembroke
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Straszna z ciebie maruda — stwierdziła, uśmiechając się krzywo. — Ale i tak cię lubię, Ryu. Przynajmniej nie jesteś irytujący, wozisz mój tyłek i mam do kogo japę otworzyć — dodała. No, a Leah była bardzo gadatliwa, szczególnie po alkoholu, gdy niemal dwukrotnie się to zwiększało. Tak czy siak, musiała trochę się z nim podroczyć, bo nie byłaby wtedy sobą. Poza tym robiła to z czystej sympatii, a nie realnej złośliwości. Taki już był jej love language, Hollingsworth na pewno znał ją na tyle dobrze, by o tym wiedzieć. — Ach, masz rację. Następnym razem, zanim pójdę na imprezę, zapytam cię o zdanie — parsknęła. Prawie jak telefon do mamy, czy może wrócić do domu później. — Choć mam lepszy pomysł. Jak będę chciała się znowu rozerwać, to po prostu wezmę cię ze sobą. Ge-nial-ne! — rzuciła, zadowolona ze swojego planu. Wtedy nie będzie mogła narzekać na towarzystwo, bo będzie sprawdzone.

Najważniejsze, że się stamtąd wyrwała. Jakby Ryu nie miał dla niej czasu, to wróciłaby piechotą albo poczekała na jakiś nocny autobus, bo przecież nie będzie wywalała kasy na taksówkę.
— Słuchaj. To, jak się poznaliśmy to inna sprawa, okej? — zaśmiała się, bo przecież na jednej z takich imprez właśnie spotkali się po raz pierwszy. — Najwidoczniej przewidziałam to, że jesteś całkiem okej — dodała niewinnie, wpatrując się w drogę przed nimi. — To dopiero były czasy. Najlepsze imprezy — stwierdziła, przez co zabrzmiała jak stary człowiek, który od lat nie bawił się zbyt dobrze. — Daj mi więcej siły. Ewentualnie trzymaj w zanadrzu dobrego terapeutę, bo mogę zwariować — zaśmiała się. Nic więcej nie mógł dla niej zrobić. Chcąc zostać dziennikarką, wiedziała na co się pisze; szczególnie, jeśli chciała poruszać problemy światowe i inne, które często zamiatano pod dywan. Słysząc jego słowa, Leah parsknęła pod nosem. Gdyby siedziała w domu i nadal była przykładną córeczką, tak jak chcieli tego jej rodzice, też co miesiąc wylegiwałaby się w innym kraju. Tylko miałaby męża, którego sami by jej znaleźli. I byłaby panią domu. Tragiczna wizja. — No ładnie — skomentowała. — Wziąłbyś mnie raz na takie wakacje — mruknęła z rozbawieniem, widząc szyld restauracji. — O boże, konam — dodała, czując jak po minionym dniu, łapie ją potężny głód.

Ryu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”