ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
170 cm
pielęgniarka na kardiologi mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#1
cillian willingham

Wychodząc rano że szpitala po kolejnej nocnej zmianie marzyła tylko o tym, by przytulić się do poduszki i spać cały dzień i całą noc. Był tylko jeden problem - nie była osobą która potrafiła rzucić wszystko i po prostu odpoczywać jak normalny człowiek. Zamiast więc zrealizować swoje plany, w drodze do domu w głowie zaczęła układać sobie listę rzeczy do zrobienia. I to nie tak, że w ogóle nie położyła się spać, bo jednak gdyby tego nie zrobiła nie byłaby w stanie funkcjonować w ogóle. Jednak natłok obowiązków nie pozwolił jej spać za długo - parę godzin odpoczynku wystarczyło, by wstała gotowa do działania. Szybkie ogarnięcie mieszkania, potem zakupy, bo w lodówce zostało już praktycznie samo światło. Na koniec postanowiła wreszcie ugotować coś konkretnego. Miała wrażenie, że ostatnie dni żywiła się tylko kanapkami, przekąskami ze szpitalnego automatu, albo jakimiś gotowcami. A zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że skoro ona, to tym bardziej Cillian nie miał okazji zjeść coś konkretnego. Dlatego miała nadzieję, że w końcu uda im się zjeść normalny posiłek i to razem. Tęskniła za nim i za takim zwyczajnym spędzaniem czasu wspólnie, jak normalna para. Niestety, specyfika ich zawodów była jaka była i dość często miewali takie okresy czasu w których się tylko mijali. Kiedy ona szła do pracy na nockę, on właśnie odsypiał swoją zmianę, kiedy on wracał ze szpitala, ona właśnie w biegu szykowała się do wyjścia, kiedy w końcu mieli spędzić trochę czasu razem, on miał dyżur i był nagle wzywany do szpitala. Mocno więc liczyła, że dzisiaj im się uda. Dlatego też postanowiła nie uprzedzać Cilliana o swoich planach, tylko zrobić mu niespodziankę i czekać na niego z gotową już kolacją. Z tego też powodu postanowiła ugotować jego ulubione danie. I właściwie już kończyła, kiedy usłyszała dźwięk klucza przekręcającego się w zamku.
– Dzień dobry – rzuciła głośno, zanim jeszcze go zobaczyła, na szybko wycierając przed sekundą umyte ręce. Odłożyła ręcznik i poszła w stronę drzwi, przywitać narzeczonego tak jak należy, ciepłym pocałunkiem. – Nawet nie pytam, czy jesteś głodny. – oznajmiła, posyłając mu delikatny uśmiech.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lama
40 y/o
For good luck!
177 cm
mount sinai hospital onkolog
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

1.

Gdyby ktoś bardziej wymagający brał pod uwagę jego kandydaturę na swojego partnera, to Cillian przegrałby w przedbiegach. Po pierwsze, zupełnie nie potrafił oczarowywać kobiet, po drugie, jeśli już jakakolwiek kobieta zwróciła na niego uwagę, nie potrafił jej przy sobie zatrzymać, bo nie starał się, nawet nie można powiedzieć, wystarczająco, on nie starał się w ogóle. Nie miał w sobie niczego szczególnego na co można by było stawiać, rzadko ujawniał jakiekolwiek pozytywne cechy, które posiadał i czasami wydawać by się mogło, że robił to celowo. Willingham już tak bardzo zmęczony był wszelkimi, życiowymi niepowodzeniami, że pakowanie się w kolejne nie do końca było na liście jego priorytetów. On po prostu odpuścił sobie życie, a to, że jeszcze chciał pracować i że zależało mu wyłącznie na jego pacjentach, to było zaskakujące, ale też ostatnie, co chciał w życiu robić. Alexis wyciągnęła z niego… coś, na początku parę słów, potem coraz dłuższe rozmowy. Była piękna, uśmiechnięta, ciepła, dawała jakąś nadzieję, przed którą na początku szalenie się wzbraniał, ale potem przestał. Otworzył się, ale potem ją odepchnął, bo kim była ta kobieta, żeby opowiadać jej o zmarłej córce? Potem znów się do niej zbliżył, bo przecież jej ufał. I tak te podchody trwały już kilka lat, w końcu razem zamieszkali, zaręczyli się, a Cillian, cóż, wrócił do bycia sobą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie zawsze dobrze ją traktuje, że pewnie powinien się zmienić, bardziej o nią dbać, ale czasami zupełnie o tym zapominał.
Dzisiaj też. Powinien już być w domu, spędzać z nią czas, ale coś jeszcze zatrzymało go w szpitalu. Dopiero, kiedy padał już ze zmęczenia, w końcu wsiadł w samochód i wrócił do domu. Kiedy przekręcił klucz w zamku, poczuł zapach kolacji i głośno zaburczało mu w brzuchu. - Jestem cholernie zmęczony - odpowiedział, całując ją krótko. - Głodny też. - Zdjął buty i ruszył za nią w kierunku kuchni. Odłożył swój plecak gdzieś na podłogę i zajął miejsce przy wyspie. - Jak twój dyżur? - zapytał, bo to był jeden z bezpiecznych tematów, na które potrafił rozmawiać.

Alexis Chamberlain
gall anonim
36 y/o
For good luck!
170 cm
pielęgniarka na kardiologi mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

cillian willingham

Alexis byłaby naprawdę ślepa, naiwna i głupia, gdyby za wszelką cenę próbowałaby komuś udowodnić, że Cillian był idealnym partnerem i że razem tworzyli idealny związek. Była to gówno prawda i kobieta naprawdę zdawała sobie z tego sprawę. Nie była już głupiutką nastolatką która zakochana nie zauważała rzeczywistości, patrząc na swoją miłość przez różowe okulary. Uważała się za dojrzałą, mądrą kobietę. I może ktoś z zewnątrz by stwierdził, że w rzeczywistości wcale tak nie było (lub, że tak się nie zachowuje), ale ona nie zamierzała nikomu nic udowadniać. Kochała Cilliana, pomimo wszystko. Bo przecież ideały nie istniały. Nie istnieją idealni ludzie, nie istnieją idealne relacje, nie istnieje miłość idealna. Potrafila dostrzec w nim to, czego nikt inny nie widział. Miała sposoby, że do niego dotrzeć, żeby wyciągnąć z niego to, czego nie chciał powiedzieć na głos. Tylko te sposoby po jakimś czasie przestały już działać. A potem w jego życiu działo się tak wiele, że po prostu musiała przy nim być, pomóc jak mogła i po prostu go wspierać. I w pewnym momencie tak bardzo się na tym skupiła, że chyba zapomniała, że związek tworzą dwie osoby i obie te osoby były ważne. Ona w tym wszystkim nieco zapomniała o sobie. Tylko że kiedy to sobie uświadamiała, to zaraz i tak znajdowała kolejne wymówki. A kiedy już była bliska odpuszczenia, on nagle przypominał jej, co w nim pokochała.
Po krótkim (i jakże romantycznym, mhm) powitaniu, wróciła do kuchni. I dopiero teraz spojrzała na zegar i dotarły do niej dwie rzeczy - mężczyzna wrócił później niż się go spodziewala, ale jednocześnie gdyby przyszedł wcześniej, musiałby jeszcze na kolację trochę poczekać. Musiała być naprawdę zmęczona, skoro nie zorganizowała się na tyle, by wyrobić się przed jego planowanym przyjściem. Wcześniej jakoś tego nie zauważyła, będąc myślami gdzieś indziej.
– Wyjątkowo spokojnie – odpowiedziała krótko, wzruszając przy tym ramionami, po czym wyciągnęła talerze z szafki i zaczęła nakładać obiad na talerze. Tak naprawdę to nie miała ochoty rozmawiać znowu o pracy. Jednocześnie wiedziała, że akurat on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że spokojny dyżur wcale nie oznaczał, że spędziła go w kantorku pijąc kawkę i nie miała prawa być zmęczona. –A tobie jak minął dzień? Coś się stało, że musiałeś zostać dłużej? – zagadnęła, podchodząc do wyspy i podstawiając Cillianowi talerz pod nos. Czy przeszło jej przez myśl w ogóle, że to nie praca musiała go zatrzymać? Oczywiście, że tak! Ale bezpieczniejszą opcją było jednak założyć, że to szpital, zamiast układać sobie w głowie kolejne scenariusze, gdzie i z kim chodzi jej narzeczony po skończonym dyżurze.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lama
40 y/o
For good luck!
177 cm
mount sinai hospital onkolog
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był pieprzonym egoistą, skupionym wyłącznie na sobie, swoich problemach, których tak naprawdę w żaden sposób nie próbował rozwiązywać. Godził się z nimi, współistniał, ale wszystko, co wydarzyło się w jego życiu, nadal miało na niego jakiś popierdolony wpływ. Wpływ ten powodował, że już nie potrafił cieszyć się życiem jak kiedyś i ciągnął na to dno rownież Alexis. Może czasami zachowywał się jak skończony dupek, żeby ją w końcu dostatecznie wystraszyć? Przecież on gdzieś w środku, w jakimś najbardziej ukrytym miejscu, wiedział, że bez niej równie dobrze mógłby ze sobą skończyć. Po pożarze prawdopodobnie zrobiłby to, gdyby nie ona. Ale Chamberlain nie zasługiwała nawet na jedną setną tego, co on wyprawiał. Czasami wmawiał sobie, że jej nie kocha, że ich związek istnieje tylko z czystej wygody, ale wbrew pozorom, Alexis była mu potrzebna, choćby po to, żeby codziennie musieć wstawać z łóżka. Jego strach przed jej odejściem był tak ogromny, że oświadczył się jej, choć tamten moment nie był zupełnie odpowiedni na takie kroki. Tymi chaotycznymi, zdesperowanymi ruchami próbował panować nad swoim życiem, ale śmiało mógłby powiedzieć, że zupełnie nad nim nie panował. Alexis była najlepszym, co przytrafiło mu się w jego obecnym życiu, a on robił wszystko, żeby to koncertowo zniszczyć. Nie traktował jej jak priorytet, a przynajmniej nie robił tego wobec niej. Nie pokazywał jej, jak ważna jest dla niego i ile dla niego znaczy. To był mechanizm obronny - cholernie bał się tego, że ją straci, więc usilnie starał się nie przywiązywać, co przecież już się wydarzyło.
- Świetnie pachnie - skomentował, kiedy krzątała się po kuchni. Oparł brodę na dwóch złożonych pięściach i bacznie obserwował każdy jej ruch. - Właściwie nic specjalnego, wiesz, że przy dzieciakach tracę poczucie czasu - wzruszył ramionami. Po śmierci jego córki, zafiksował się na tym, żeby pomóc jak największej liczbie dzieciaków i kiedy nadchodziło jakieś niepowodzenie, bardzo ciężko to znosił. Tym razem nic złego się nie wydarzyło, ale Cillian nie potrafił tak po prostu wyjść ze szpitala. Co czyniło go naprawdę świetnym, skutecznym lekarzem. I kiepskim partnerem. Nie oznaczało to, jednak, że ją okłamywał. Zanurzył widelec w makaronie i przełknął pierwszy kęs. - Pyszne, dziękuję - powiedział, a kiedy przechodziła obok niego, chwycił ją za dłoń i przyciągnął do siebie, by przytulić głowę do jej brzucha. - Rzadko ci to mówię, ale jesteś wspaniała - szepnął. Wypowiedzenie na głos tych słów przychodziło mu z trudem.

Alexis Chamberlain
gall anonim
36 y/o
For good luck!
170 cm
pielęgniarka na kardiologi mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

cillian willingham

Sporym niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że to było dla Lexi wystarczająco. Oczywiście, że czasami brakowało jej bliskości z mężczyzną, większego zaangażowania z jego strony, wkurzała się na niego niejednokrotnie, że nie potrafił z nią porozmawiać jak człowiek. Była osobą spokojną, cierpliwą i naprawdę sporo była w stanie zjeść. Ale też miała takie momenty, że miała ochotę wyjść z mieszkania, trzasnąć za sobą drzwiami i już nie wracać. Ale zamiast tego wolała po prostu dać sobie czas, ostudzić emocję i wziąć to wszystko na chłodno. Nie chciała po prostu pochopnie zaprzepaścić tych lat przez które budowali relacje. I tak, po ostatnim razie kiedy była już na takim skraju, Willingham się jej oświadczył. I znowu udowodnił jej, że to wszystko ma sens. Że on, mimo wszystko, ją kochał, doceniał i chciał dalej budować z nią to ich wspólne życie.
– Mam nadzieję, że równie dobrze będzie smakowało – odparła, chociaż tak naprawdę nigdy nie wątpiła w siebie i swoje umiejętności kulinarne. A i mężczyzna chyba nigdy nie narzekał, żeby coś mu nie smakowało. Chyba, że i tego nie mówił jej na głos, jak wielu innych rzeczy.
Skinęła jedynie głową na jego odpowiedź. I naprawdę jej nie kwestionowała. Wiele mogła Cillianowi zarzucić, ale raczej nigdy nie osądzała go o kłamstwa. Tak, bywała zazdrosna, zdarzało jej się nakręcać, układając sobie w głowie swoje własne wizje, ale nigdy nie zrobiła mu awantury oskarżając go o to, że jego słowa są nieprawdą. Druga sprawa, że w tym przypadku naprawdę nie miała podstaw by mu nie wierzyć - niejednokrotnie widziała go w pracy przy młodych pacjentach i zdecydowanie miał rękę do dzieci. Często obserwując doktora Willinghama w akcji, Alexis zastanawiała się jak wyglądałoby jego życie gdyby nie strata córki i jakim byłby wówczas człowiekiem.
Już miała wrócić do kuchni i po swój talerz i dołączyć do Cilliana, gdy poczuła jego dłoń na swojej i została zatrzymana. Usłyszała słowa mężczyzny i poczuła jak ciepło zalewa jej klatkę piersiową, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. I to właśnie były te momenty, kiedy wszystko przestawało mieć znaczenie.
– Kocham Cię – powiedziała ledwo słyszalnie, po czym pocałowała go w czoło i nachyliła się nad jego uchem, by wyszeptać mu jeszcze jedno zdanie. – I zasługujesz na wszystko co najlepsze – oczywiście, że musiała mu to uświadomić, bo zawsze o tym zapominał. Albo nie chciał w to wierzyć. A ona naprawdę, z całego serca tak właśnie uważała. I chociaż z jednej strony bardzo chciała, by ta chwila trwała wiecznie, to w końcu jednak musiała się uwolnić z objęć narzeczonego, czując jak i jej burczy w brzuchu. Po chwili jednak już siedziała tuż obok niego, z własnym talerzem.
– Może obejrzymy dzisiaj jakiś film, co ty na to? – zaproponowała luźno, chociaż naprawdę liczyła na to, że się zgodzi. Że nie usłyszy zaraz, że jest zmęczony, że nie ma ochoty, że idzie się położyć. Chciała zwyczajnie spędzić z nim czas. Nie wymyślała żadnych dziwnych aktywności, zdając sobie sprawę z tego, że jest zmęczony, dlatego liczyła chociaż na to glupie wpatrywanie się w telewizor, żeby tylko on był obok i mogła się do niego tak po prostu wtulić.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lama
40 y/o
For good luck!
177 cm
mount sinai hospital onkolog
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Być może, gdyby nie obiecywał jej niczego, ich relacje ułożyłyby się inaczej, ale on za każdym razem, kiedy czuł, że grunt osuwa mu się pod nogami, robił coś, cokolwiek, co udowodniłoby jej, że mu zależy. Wiedział, że jego zachowanie jest po prostu niesprawiedliwe. Powinien dać jej spokój już za pierwszym razem, kiedy dał jej w kość. Zasługiwała na kogoś znacznie lepszego, bo była naprawdę dobrym człowiekiem. Odbiegając od pozostałych jej zalet, które również miały ogromne znaczenie, to Alexis była wspaniałą, niesamowicie dobrą kobietą. Jej serce było tak przepełnione miłością do niego, którą tak mocno czuł, że chyba dlatego robił wszystko, żeby nie złamać go tak gwałtownie. Co wcale nie znaczyło, że w ogóle chciał to zrobić. On po prostu nie wiedział, jak nie złamać jej serca.
- Smakuje - odpowiedział po spróbowaniu pierwszego kęsa. Zresztą, był tak cholernie głodny, że zjadłby cokolwiek. Nie oszukiwał jej. Chyba w żadnym aspekcie. Ani w tak zwykłych, codziennych jak jedzenie, jak i również w tych poważnych. On po prostu czasami nie mówił niczego, ale nie zatajał przed nią bardzo ważnych rzeczy, które miałyby wpływ na jej życie. Po prostu nie mówił jej o kwestiach dotyczących głównie jego zdrowia psychicznego. On chyba nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo jest nadwątlone. Był lekarzem i pewnie u kogoś obcego dość szybko zauważyłby objawy i zasugerowałby wizytę u specjalisty, a u siebie tego nie widział.
Pewnie, gdyby Lily żyła, jego małżeństwo również istniałoby tak, jak wcześniej. On był wtedy zupełnie innym człowiekiem, bo choć wcześniejsze wydarzenia w jego życiu również dały mu w kość, to jego była żona i córka dawały mu największe szczęście w życiu. Teraz, choć kochał Alexis, wiedział, że to już nie wróci. Że już tak szczęśliwy jak wtedy, nie będzie nigdy.
Spojrzał na nią uważnie. - To ty zasługujesz na wszystko, co najlepsze, Alexis - odpowiedział zgodnie z prawdą. Rzadko okazywał jej jakiekolwiek uczucia, ale faktycznie była dla niego bardzo ważna. Kiedy się odsunęła, wrócił do jedzenia. - Jestem padnięty, Alexis. Jedyne, o czym marzę, to prysznic - westchnął. Dzisiejszy dzień w szpitalu był po prostu długi i nużący. Nie był jakoś mocno skomplikowany, nie stawiał dzisiaj nowych diagnoz, nie zmarł nikt na jego oddziale. Był zadaniowy, ale nie były to przeszkody nie do pokonania. Dlatego ponownie westchnął. Przecież nie chciał jej ciągle zawodzić. - Jak wezmę prysznic, to coś obejrzymy, ale nic ambitnego i nie zabijesz mnie, jeśli zasnę na kanapie. Obiecujesz? - Zerknął na nią kątem oka i uśmiechnął się.

Alexis Chamberlain
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „#11”