25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się krótko, słysząc niespecjalnie radosną wiadomość na temat jej zawieszenia. Nie chodziło tym razem o żadne kpiny. To nie tak, że Cross w jakiś pokrętny sposób cieszyło nieszczęście, które spadło na głowę Aurory. Uznawała po prostu, że taka przerwa powinna jej dobrze zrobić.
— Kto wie, może ci się spodoba i pieprzniesz tym wszystkim w cholerę? To dopiero byłby sukces — zasugerowała wyraźnie zadowolona z tej wizji. Nie miała zamiaru dyktować jej, w jaki sposób powinna żyć i prowadzić swoją karierę. Swan zresztą powinna już doskonale zdawać sobie sprawę, jakie zdanie na temat samej instytucji zoo miała River. Nie była też fanką poświęcaniu się pracy na etacie. Rozumiała, że dla wielu to dużo lepsza i bezpieczniejsza opcja, ale sama w życiu by się na coś takiego nie zdecydowała. Starała się zaszczepiać w ludziach ziarno poczucia wolności. Oczywiście w tych, którzy w ogóle mieli ochotę słuchać.
Spojrzała na nią z zainteresowaniem, gdy zaczęła przedstawiać pomysł odnośnie do przefarbowania włosów. Przez moment obserwowała ją z wyczekiwaniem, zakładając, że ta historia będzie miała jakiś ciag dalszy. Samo przefarbowanie włosów na nietypowy kolor nie mogło być przecież krańcem szaleństwa, na który Swan mogłaby sobie pozwolić. Niestety żadna pokręcona informacja nie pojawiła się w dalszym ciągu jej opowieści.
— Zajebiście jest nie przejmować się tym, co ktoś sobie pomyśli. Uwierz mi, kultywuję to w sobie od lat. To powinna być twoja domyślna opcja, a ewentualne przejmowanie się mogłoby się wkradać od czasu do czasu dla lekkiego urozmaicenia sposobu myślenia — odparła całkowicie szczerze. Zawsze ceniła przede wszystkim swoje zdanie oraz co najwyżej tych, którzy w jej opinii w ogóle nadawali się do rozmowy. Miała przy sobie bliskich, których zdanie ceniła. Niewiele było takich osób, które były w stanie skłonić ją do zmiany decyzji, ale i tacy się trafiali. Wszyscy oni wiedzieli, że próba modyfikacji decyzji, jakie podejmowała Cross, nie było łatwe i zazwyczaj szkoda było po prostu zachodu. Z drugiej strony, gdy już dostawała od nich za coś po głowie, to przynajmniej miała świadomość, że to nie były słowa rzucane na wiatr i naprawdę z tym mogło być coś nie tak.
— Zaliczyłam etap czerwonych włosów w liceum i polecam go każdemu. Na pewno ci się spodoba, jak już to sobie zrobisz — przyznała. Od jakiegoś czasu już nie eksperymentowała ze swoimi włosami, ale wcale nie przez to, że martwiła się, że coś mogłoby nie wyjść. Po prostu zaliczyła już wiele faz i teraz miała ochotę na kultywowanie naturalności. Na pewno jej w końcu przyjdzie.
— Słuchaj, równie dobrze możemy poszukać teraz jakiegoś całodobowego sklepu i liczyć, że będą mieli tam kolorowe farby. Mogę cię pofarbować choćby zaraz, zanim zmienisz zdanie — zaproponowała. Rozejrzała się nawet uważnie, licząc chyba, że jakiś sklep po prostu wyrośnie na środku chodnika, ale nic takiego nie miało miejsca. Niemniej jednak znajdowały się przecież w dużym mieście. Znalezienie farby w nocy nie mogło być aż tak trudne... chyba.
— Jeżeli dla ciebie na ten moment to jest szczyt wariactwa, na jaki możesz sobie pozwolić, to totalnie musisz w to iść, a potem pozwolić mi pociągnąć się w stronę dziesiątek innych granic. Czerwona farba nawet nie stała obok szaleństwa i spontaniczności. — Trochę sobie z niej oczywiście żartowała, ale tak czy siak nadal mówiła szczerze. Rozumiała, że trzeba zrobić ten pierwszy krok, by potem zacząć pędzić przed siebie i była gotowa towarzyszyć w nim Aurorze, jeżeli tylko poczuje taką potrzebę. Co jak co, ale do wszczynania boruty i uwalniania z ludzi ich skrytych pragnień zawsze była pierwsza.

Aurora B. Swan
Werka
dogadamy się
29 y/o
For good luck!
160 cm
Kierownik ds. opieki nad zwierzętami Toronto Zoo
Awatar użytkownika
Life is too short to pretend you’re not into some kinky shit.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiPłacę/Wymagam
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiróżny
postać
autor

Aurora musiała przyznać, że jeszcze kilka godzin temu nie uwierzyłaby, gdyby ktoś powiedział jej, że skończy noc, trzymając za rękę kobietę poznaną przez małą katastrofę w zoo i zastanawiając się nad zmianą koloru włosów. Życie miało najwyraźniej dość specyficzne poczucie humoru. A River Cross była chyba jego ulubionym narzędziem.
Przez chwilę przyglądała się jej z miną, która miała uchodzić za poważną, ale uśmiech szybko zepsuł cały efekt. Nie wiedziała, czy Cross była tak przekonująca, czy po prostu trafiła na moment, w którym Swan miała wyjątkowo mało ochoty na odmawianie jej czegokolwiek. Podejrzewała, że jedno i drugie. Co gorsza, zaczynała się oswajać z myślą, że ta kobieta może mieć na nią znacznie większy wpływ, niż rozsądek nakazywałby dopuścić. To źle!
- Wiesz co? Chyba właśnie dlatego nie powinnam spędzać z tobą zbyt dużo czasu.
Pokręciła głową, choć w jej głosie nie było nawet cienia prawdziwego niezadowolenia. Wręcz przeciwnie. Jeszcze niedawno perspektywa wyjścia z klubu, powrotu do domu i uporządkowania myśli wydawała jej się całkiem rozsądna. Teraz coraz mniej zależało jej na rozsądku.

- Najpierw przekonujesz mnie, że mam przestać przejmować się opinią innych, a potem proponujesz, żebyśmy w środku nocy szukały farby do włosów. Naprawdę masz jakiś talent do pakowania ludzi w kłopoty.
Przesunęła kciukiem po dłoni River, po czym nachyliła się i pocałowała ją krótko. Nie był to już pocałunek wynikający z atmosfery zaplecza ani z tego, co wydarzyło się między nimi przed chwilą. Tym razem po prostu miała na niego ochotę. I chyba właśnie ta świadomość była w tym wszystkim najbardziej niepokojąca. Zauroczenia ciąg dalszy.

- Dobra. Poszukajmy czegoś. Ale jeśli jutro obudzę się z czerwonymi włosami i będę wyglądać jak katastrofa, będziesz musiała wziąć za to odpowiedzialność.
Nie zamierzała jednak robić niczego na siłę ani podejmować decyzji, których mogłaby żałować. Trwała koloryzacja o tej porze wydawała się pomysłem wyjątkowo kiepskim, ale zmywalny spray albo coś, co pozwoli jej sprawdzić się w nowym kolorze, brzmiało już całkiem rozsądnie. O ile w przypadku River można było w ogóle używać tego słowa. Chociaż trwałe farbowanie też wchodziło w grę. Byleby wykonane zostało poprawnie!

- Cross. Nie myśl sobie, że skoro mam teraz wolne, to możesz mnie sobie dowolnie rezerwować. Chociaż... Możesz spróbować.
Tym razem to ona pociągnęła River za rękę, ruszając w stronę najbliższej większej ulicy. Nie miała pojęcia, gdzie powinny szukać całodobowego sklepu z kosmetykami, ale telefon mógł się wreszcie do czegoś przydać. Wyciągnęła go z kieszeni, odblokowała ekran i wpisała odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Po chwili zmarszczyła brwi.

- Dobra, wygląda na to, że mamy dwie opcje. Albo jedziemy na drugi koniec miasta do jakiegoś sklepu, który podobno jest otwarty całą dobę, albo idziemy przed siebie i liczymy na cud.
Spojrzała na River znad ekranu, po czym schowała telefon. Właściwie nie miała większej ochoty na zamawianie taksówki i spędzanie kolejnych minut w samochodzie. Spacer wydawał się przyjemniejszy, zwłaszcza w jej towarzystwie. Musiała i tak rozruszać nogi po... ekhm, małej zabawie w kanciapie. Poza tym nie musiały przecież koniecznie znaleźć farby. Sama perspektywa wspólnego szukania czegoś zupełnie niepotrzebnego o tej porze była wystarczająco absurdalna, by Aurora uznała ją za wartą zachodu.

- Możemy też po prostu pochodzić, zanim mi przejdzie. A ty opowiesz mi o szaleństwach, które mogą mnie spotkać przy tobie. Zgoda?
Przyciągnęła ją delikatnie bliżej, muskając ustami jej skroń. Nie chciała jeszcze wracać do domu. Nie chciała też, żeby River pomyślała, że zaproszenie do kolejnych spotkań było tylko uprzejmym zakończeniem wieczoru. Miała ochotę ją zobaczyć ponownie, tym razem bez klubowego zgiełku, bez przypadkowych zbiegów okoliczności i bez konieczności tłumaczenia się z czegokolwiek.

- A tak zupełnie poważnie... następnym razem chciałabym spotkać się z tobą bez całej tej historii z zoo, prawnikami i groźbami. Możesz mnie po prostu zaprosić. Podobno nie jest to aż takie trudne.
Uśmiechnęła się zaczepnie, po czym zerknęła na ich splecione dłonie. Jeszcze kilka godzin temu nie przypuszczała, że będzie chciała zatrzymać przy sobie kogoś takiego jak River. Teraz jednak nie widziała powodu, by się z tym spieszyć. Miały przed sobą noc, a Aurora po raz pierwszy od dawna nie zamierzała planować, co zrobi z każdą jej kolejną minutą. To było dziwne!


Cross
kotlet schabowy w jasnej panierce
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rapture”