ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

– Stary, ale ci ludzie mają teraz fazę. Jakby żyli w innym świecie – rzucił na wejściu do domu Deana, po czym ruszył prosto do kuchni, gdzie zabrał się za rozpakowywanie piwa i przekąsek, które cudem udało mu się kupić, bo miał przy sobie trochę gotówki.
Miał nadzieję, że zasilanie szybko zostanie przywrócone, bo nie wyobrażał sobie funkcjonowania w takich warunkach przez następnych kilka tygodni. Życie w ciemnym domu był jeszcze w stanie przeżyć, ale lodowisko bez prądu nie mogło funkcjonować, więc wszystkie treningi zostały zawieszone do odwołania. Wkurwiało go to niemiłosiernie, bo nie miał jak się wyżyć, a wkurwiony Hunter to niebezpieczny Hunter. Współczuł każdemu, kto stanie mu teraz na drodze.
Nie licząc Deana, który był jego kumplem i z którym zawsze mógł się wyluzować przy piwie czy czymś mocniejszym.
– Spotkałem jakiegoś niby proroka, który powiedział, że o czternastej ktoś zginie i jeśli go uratuję, to miasto nigdy nie odzyska prądu. Słyszałeś w ogóle takie brednie? – zaśmiał się, otwierając butelkę piwa zapalniczką wyjętą z kieszeni. Po chwili otworzył również drugą, przeznaczoną dla Deana. Musiał się napić, bo takich bredni nie był w stanie słuchać na trzwźwo.
– Co zabawne, kilkoro ludzi w to uwierzyło i opowiadali sobie, że bogowie chcą ludzkiej ofiary, bo to oni są odpowiedzialni za całe to zamieszanie. Podobno nasz świat jest tak zepsuty, że postanowili nas ukarać, odcinając nas od prądu. Normalnie cofamy się do czasów prehistorycznych – dodał, przypominając sobie zamieszanie wokół tego fałszywego proroka. Hunter nie wierzył w takie rzeczy i wolał trzymać się od podobnych problemów z daleka. Poza tym gwieździe Maple Leafs nie przystoi pokazywać się z takimi ludźmi. Zły PR i w ogóle – nic dobrego nie wróżyło to ani drużynie, ani jego karierze.
Dobrze, że przynajmniej przyjacielowi mógł się zawsze wygadać i pośmiać z takich głupot.
– To pewnie jakiś pic na wodę, a na miejscu czeka zasadzka, przez którą stracę wszystko, co mam przy sobie. Jak uważasz? – zapytał, siadając na krzesełku przy blacie.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wszechogarniająca ciemność, jak również brak prądu były Deanowi wyjątkowo nie na rękę. Nie dość, że w tych raczej niespokojnych czasach jego biznes wcale nie przynosił takich zysków, jakie by pragnął, tak dodatkowo zmuszało go to do dostosowania się do dość krótkiej pory dnia. Niestety słońce zachodziło zbyt szybko, a co za tym szło - miasto również spowijał mrok, któremu specjalnie nikomu nie chciało się rozjaśniać. ludzie jakoś tak te resztki prądu zachowywali na coś znacznie ważniejszego, jak chociażby ogrzanie domu, bo jednak noce to już chłodniejsze były. Tyle dobrego, że Vanberg nie musiał się obawiać, że jego przyjaciele też oszaleją, powielając schematy.
-Ludzie zawsze mają fazę. O, kupiłeś żarcie. Masz szczęście, bo ja nie posiadam żadnych zapasów. Ostatnie zeżarła mi Clementine - skomentował, przy okazji wspominając, że młodsza siostra benjamina u niego nocowała. No cóż, fajnie było, co nie? Świeczki, kocyki, jakieś przekąski. randka pełną parą nawet, jeśli to spotkanie wcale takim nie było. - Co takiego odjebali tym razem bo brzmi, jakby zaczęli przechodzić samego siebie - skomentował, zamykając za nim drzwi. Wolał by nie wszedł mu tu ktoś nieproszony. Jednego takiego już miał na liście znajomych, a powtórki były nudne.
-Ja jebie, Robertson, co ty za ludzi przyciągasz, hę? Byłem poza domem praktycznie cały wczorajszy dzień i kawałek dzisiejszego i nie udało mi się spotkać nikogo takiego. A szkoda, to byłaby bardzo owocna konwersacja - rzucił do niego po wysłuchaniu relacji z miejscowego życia. Naprawdę przez te ciemności ludziom odpieprza. Może to był jakiś wirus niedoboru światła, który atakował ludzi ilekroć za bardzo wystawiali się na ciemność? Zaraz zostaną rasowymi zombie i trzeba będzie ich wytłuc. Cyk, selekcja naturalna.
Odebrał podane mu piwo i od razu upił potężny łyk. Tego mu było trzeba.
-To brzmi jak chory scenariusz. A jak oni serio kogoś zaciupią? Jak w tych wszystkich sektach? - zerknął na niego. i chociaż wydawało się to być chore, gdzieś tam pojawiło się prawdziwe zaciekawienie. Nie mordem, żeby nie było. takie doświadczenia Dean miał już za sobą, chociaż do tej pory nikomu o tym nie wspomniał. - Szczerze? To ja bym tam poszedł zobaczyć co to za banialuki. No i wi razie czego uratował niewinnego, bo chuj wie co innym do łba strzeli. Teraz każdy łyka szybciej, niż pelikan - wzruszył ramionami. No co, jasne, że w ten sposób chciał przekonać kumpla, by udali się do miejsca, o którym wspominał ten cały prorok.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że nawet w takim momencie jak brak prądu w mieście nie utrudniało mu to spotkań z przyjaciółmi. Inaczej by zwariował gdyby zostali zamknięci w domach tak jak lata temu w czasach Covida. Miałby pić z Deanem piwo przez Skype’a? Ani to fajne, ani zabawne. Ale przynajmniej ludzie nie chodzili z nosami w telefonach, bo musieli oszczędzać energię na ich ładowanie, co jedynie pomagało w poznawaniu nowych osób. Nie licząc tych świrów.
- No a co? Miałem przyjść z pustymi rękoma? Nawet cholernej pizzy nie da się teraz zamówić. – mruknął, bardzo niezadowolony, że nie może szaleć w swoje cotygodniowe cheatday’e. Przez co obawiał się, że jak tylko wróci prąd to zamówi ogromną ilość żarcia, którą potem będzie jadł przez kilka następnych dni. – Clementaine? Czy to twoja nowa dupa? – zapytał, zerkając na przyjaciela. Podejrzewał, że mu się nudziło i sprowadził sobie kogoś na trochę, żeby się czymś zająć w ciemnościach. Albo kimś. Sam też uważał, że to nie był głupi pomysł. W ciemnościach nie było nic lepszego niż tarzanie się z drugą osobą po łóżku, skoro nie było nic innego do roboty. – No nie wiem czy mogą to przebić, ale w tych czasach wyobraźnia jak widać już nas nie ogranicza. – odparł, wzruszając ramionami.
- Mnie pytasz? Byłem sobie spokojnie na mieście i trafiłem na jakieś dziwne zebranie pośrodku drogi. Nawet tam nie podchodziłem, tylko tłum mnie tam przepchnął siłą i jak chciałem odejść to dowiedziałem się takich rzeczy. No świry. – powiedział, kręcąc głową. Przez takie akcje coraz mniej chciało mu się wychodzić z domu. Chciał jechać na lodowisko i ćwiczyć, a tego nawet nie mógł robić. Może zebrałby drużynę i zagraliby na rolkach czy po prostu na trawie, żeby nie zapomnieli jak się gra? Potrzebował kopa adrenaliny, a nie ciągłego odpoczynku w ciemnościach. I to jeszcze bez jakiegoś filmu!
- Serio, myślisz że się do tego posuną? – zapytał, zerkając na przyjaciela jakby oszalał. Hunter nie wierzył w takie rzeczy. Według niego kolesiowi po prostu odjebało i gadał co mu ślina na język przyniesie, ale nie uważał go za jakoś szczególnie niebezpiecznego, zdolnego do zabójstwa. Wyczuwał w tym jedynie podstęp, który miał go zmusić do pójścia w tamto miejsce, by wpakować go w jakieś kłopoty. – Serio? A jak to my zostaniemy oskarżeni o morderstwo? Albo to mnie chcą poświęcić? Nie pchałbym się tam. Prędzej poinformowałbym policję, żeby w razie czego mieli oko na tamto miejsce. Wiesz, że nie mogę sobie pozwolić na jakieś dziwne plotki – powiedział, wzdychając. Musiał zgrywać idealnego hokeistę, dumę Toronto, żeby nie stracić tych wszystkich przywilejów, które dostarczał mu ten kontrakt. Dom rodziców jeszcze nie był skończony, a i jego siostra potrzebowała jego wsparcia.


Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Świat wyjątkowo uzależniał się od prądu i Vanberg miał wrażenie, że bez niego ludzie zapominali jak się żyje. Przywykli do ułatwień, jakie dawały poszczególne urządzenia, czy to podczas gotowania, czy sprzątania. On sam nie był wyjątkiem - bez elektryczności był trochę zagubiony i chociaż nie miał większych problemów ze znalezieniem sobie zajęcia, tak nie lubił ograniczeń narzucanych mu przez otoczenia. A teraz? teraz nie mógł wziąć długiej, gorącej kąpieli, a tym bardziej oddać się przyjemności z zalegnięcia przed telewizorem i przejścia kolejnego poziomu gry. Nie mówiąc już o muzyce i treningach, które tak uwielbiał.
No szmatą w mordę jak nic.
-Puknij się w czółku, młokosie. Jaka moja dupa. To jest siostra benjamina, mojego przyjaciela i sąsiada. Nie ma chuja w mieście, żebym się z nią umawiał. Sam rozumiesz, braterski kodeks i te sprawy - odpowiedział i popukał Huntera w czoło, dając mu tym samym do zrozumienia, że powinien się ogarnąć z tym, co mówił. Nie to, żeby obaj byli jakoś specjalnie taktowni i chyba właśnie dlatego dogadywali się wyśmienicie.
-Halloween już niedługo, więc kto wie. Może fantazja poniosła. Albo wyglądasz na kogoś, kogo koniecznie trzeba nawrócić byleby tylko szatan nie przejął ostatecznie twojej duszy. Potrzebujesz jakiejś dziewicy. Albo prawiczka. Na mnie nie patrz ten etap mam dawno za sobą - zaśmiał się, szczerząc do chłopaka. Lubił taką swobodę rozmów, bo niezmiernie irytowało go, kiedy musiał uważać na słowa. nigdy tego nie robił, ale samo poczucie, że druga strona spinała się na każde przekleństwo lub śmielsze określenie było po prostu beznadziejne i odbierało mu ochotę do dalszej dyskusji. Chyba, że chciał zaruchać, wtedy potrafił wiele wytrzymać, chociaż i tu posiadał granice, których nie chciał przekraczać. Nie każde bzykanie było warte poświęcenia. - A co jeśli typ miał rację? Zastanawiałeś się nad tym? Podobno zawsze trzeba wziąć pod uwagę obie możliwości - nakręcał go bardziej, samemu czerpiąc z tego radochę. Cholera, czemu takie rzeczy nie przytrafiały się jemu, co? Miałby całkiem fajne używanie gdyby tylko wdał się w dyskusję z owym prorokiem i dziwnym tłumem.
-A bo ja wiem? Nie raz się czyta o jakichś debilach, którym niewiele trzeba by kogoś zabić. Przekonania, wierzenia, proroctwa, głosy w głowie. Ta sama kategorie - niedojebanie - stwierdził, racząc swoje gardło kolejnym łykiem alkoholu. Może i piwo nie było super zimne, ale też nie można było powiedzieć, iż było za ciepłe. Poza tym w tych warunkach i tak nie miał co narzekać - ważne, że w ogóle było. - Bez ryzyka nie ma zabawy, nie mów, że przestała ci odpowiadać adrenalina, co? Ja wiem, wiem, masz karierę i w ogóle, ale nie będzie źle. w razie czego wiem gdzie uciekać - poklepał go po ramieniu. No hej, to wszystko brzmiało jak idealny pretekst do kolejnej przygody.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakby nie patrzeć to był bardzo ciekawy eksperyment społeczny. Zabrać ludziom prąd i wszystkie udogodnienia, by zobaczyć czy powybijają się nawzajem. Niektórym ludziom od tej technologii już nawet poprzewracało się w głowach i nawet zwykłą pracę wykonuje za nich sztuczna inteligencja. Dobrze, że jego na lodzie nie mógł jeszcze zastąpić żaden robot.
- Dobra, to skoro ona odpada to kto teraz zajmuje miejsce w twoim łóżku? Jakaś laska z imprezy czy chłopaczek z twoich lekcji? Bo skoro nie masz jak uczyć tańca na sali to możesz to też robić w sypialni. No gadaj mi tu zaraz z kim tam się zabawiasz, żeby zająć sobie czas – powiedział, odpalając w sobie tryb naczelnej plotkary. Dobrze, że z Deanem nie mieli problemów by rozmawiać na takie tematy. Ile razy po pijaku opowiadali o swoich przygodach, które czasem były niebywale ekscytujące. Hunter aktualnie nikogo nie miał na stałe, więc nie odmawiał sobie niczego jak już szedł na jakąś imprezę. Musiał tylko wybierać odpowiednie osoby, byle nie trafić na jakąś zakochaną w nim fankę, która liczyła na okazję, by potem chwalić się tym na prawo i lewo.
- No nie moja wina, że chodzę z taką miną po mieście. A szatan to raczej trzymałby się ode mnie z daleka, bo by miał zaraz przejebane. Ale prawiczkiem czy dziewicą bym nie pogardził. Skoro ty odpadasz, co niekoniecznie mnie dziwi, to masz kogoś do polecenia? Na pewno masz parę duszyczek w zanadrzu, które trzeba nawrócić na naszą stronę. – rzucił, oczekując jakichś informacji. Nie raz czy nie dwa podsyłali sobie kogoś, nawet dla zwykłej zabawy. Może nawet mieli kiedyś zakład kto rozdziewiczy jak najwięcej osób w krótkim czasie, co było dość intensywnym momentem w jego życiu. Już nie pamiętał kiedy musiał się tak bardzo nagimnastykować, żeby zaciągnąć ludzi do łóżka, którzy bronili się przed zbliżeniem, bo czekali do ślubu. Zabawne, że wiele z nich uległo słodkim słówkom Huntera, który ostatecznie zdobywał to na co miał ochotę. – Niby tak, bo miał trochę szaleństwa w oczach. Wcale bym się nie zdziwił gdyby zaraz rozeszła się informacja, że to właśnie on zadźgał kilka osób podczas jakiegoś zebrania. Ale niekoniecznie chciałbym być w to zamieszany. – odparł, krzywiąc się. Rozumiał, że ludziom odwala z braku ich ulubionych seriali czy innych programów rozrywkowych, ale żeby rekompensować sobie to w ten sposób? Dlatego wolał seks czy sport od telewizji.
- Albo opętanie. Ciekawe ile z nich aktualnie wierzy, że coś takiego ich spotkało. – mruknął, upijając kolejnych kilka łyków piwa. Zdecydowanie musiał się bardziej nawalić, żeby zyskać odwagę do czegoś takiego. – Tylko jeśli nie wpakujesz mnie w jakieś kłopoty. Nie chcę potem czytać o sobie w gazetach jak już to wszystko ruszy. – powiedział, ostatecznie zgadzając się na pójście z Deanem w tamto miejsce, by sprawdzić czy słowa proroka okażą się prawdą.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zerknął na chłopaka, unosząc lekko brew w geście rozbawienia. No tak, powinien przywyknąć do tego, że większość rozmów toczona z jego kumplami schodziła ostatecznie na dupy, seks i inne zabawy, o których nie można było porozmawiać z przypadkowymi osobami. Pruderyjność była znacznie bardziej rozszerzona niż komukolwiek się wydawało.
-A co, chcesz mi do łózka wskoczyć? Bo wiesz, mnie namawiać szczególnie nie trzeba, a skoro masz ładną buźkę, to czemu nie - odpowiedział, upijając trochę alkoholu. Dobrze, że tu nie musiał się obawiać, że nagle dostanie w mordę za jakiekolwiek komentarze. Zdążył poznać Huntera wystarczająco, aby wiedzieć na ile może sobie pozwolić. A wierzcie, to była szeroka gama. - Aktualnie nie bzykam nikogo na stałe, jeśli to chcesz wiedzieć. Przygody na chwile są znacznie bardziej zabawne, bo zobowiązania to tylko utrapienie. Mogą następną ofiarą będzie taki bogol, co ma się za nietykalnego. Jeszcze trochę, a zobaczę co tam w gaciach skrywa. A u ciebie, hm? Nie uwierzę jak powiesz, że masz przerwę - odbił pałeczkę. Skoro już mieli się sobie zwierzać z doznań i podbojów, to Dean nie miał zamiaru sam mówić. Chciał wiedzieć na kogo polował Robertson, żeby zaraz się nie okazało, że będą zaliczać te same osoby. Wtedy równie dobrze mogliby umówić się na trójkąt.
-Bro, każda dziewica i prawiczek po spotkaniu ze mną przestał być określany takim mianem - zaśmiał się, lekko głową kręcąc. Rozwalił się wygodniej na kanapie, na której ostatecznie usiadł, wyciągając przed siebie nogi. Od razu wygodniej. - Ale mogę popytać, rozejrzeć się i jeśli tylko osóbka nie będzie w moim typie to ci ją podeślę - puścił mu oczko. To się nazywa prawdziwe kumpelskie wsparcie. Nawet nie chciał wspominać o tej dziwnej liście, którą zaczęli robić jakiś czas temu, ostatecznie rezygnując z pomysłu. Spisywanie kto komu w gacie zaglądał zaleciało takim krindżem, że nawet Vanberg uznał, że to za wiele. Pozostali więc jedynie na słownej wymianie, której przynajmniej nie mógł potwierdzić nikt inny. Tak dla bezpieczeństwa, gdyby ktoś kiedyś próbował ich wrobić w jakieś niemoralne praktyki.
-Może był naćpany? Wielu takich proroków coś bierze, żeby wyglądało, że niby natchnieni się przez nadprzyrodzone bóstwo. Bo kto normalny wpada na takie pomysły? Jeśli nie wykonasz zadania, świat na wieki zatraci się w ciemności i nastanie Ciemnodzień, łuuuu. Brzmi jak jakiś LARP - oznajmił, odstawiając na stolik pustą butelkę po piwie. Skończyło się szybciej niż podejrzewał, ale kto by przypuszczał, że wkręci go ta konwersacja o jakichś pojebanych przepowiedniach.
-Dobra, tyle pierdolenia idziemy zobaczyć, czy coś nas tam spotka. w razie czego czujność brachu, nie chcemy żeby cię złapali, nie - podniósł się i zarzucił na siebie kurtkę, ostatecznie wychodząc z kumplem z domu. - No to prowadź bo ty wiesz, gdzie niby ma dojść do tego morderstwa czy coś. Może nas grom z jasnego nieba po drodze nie pierdolnie.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby ktoś ich kiedyś podsłuchał na pewno uznałby ich za nienormalnych zboczeńców. Bo tyle ile razy gadali o seksie to chyba nikt inny nie robił. Nawet przy wspólnym śniadaniu sobie nie odmawiali, wymieniając spostrzeżenia na temat swoich nocnych partnerów. Nic dziwnego, że ta dwójka nie ma jeszcze nikogo na stałe, skoro o wiele przyjemniej było poznawać nowych ludzi i spełniać ich pragnienia łóżkowe.
- Zawsze wiedziałem, że rozłożysz dla mnie nogi Vanberg jak tylko Cię o to poproszę. Jesteś taką dziwką – zaśmiał się, klepiąc przyjaciela w tyłek. Takie komentarze były u nich na porządku dziennym i żaden z nich się nie obrażał, skoro dobrze się razem bawili. – Bogol? Tacy są strasznie niedotykalscy, mając się za niewiadomo kogo, a potem jak ich rozdziewiczysz to nie chcą Cię z łóżka wypuścić. Poznałem już taką jedną. Po tygodniu już chciała mnie poznać z rodzicami i planować nasz ślub, więc uważaj. – ostrzegł go, śmiejąc się. Źle nie wspominał tamtej relacji, bo seks był super, ale dalsze zaangażowanie go nie interesowało. Na pewno nie tak szybko. – Nie mam przerwy. Po prostu nikt się ostatnio jakoś nie trafił, kim byłbym zainteresowany poza osobami z klubu, które zaliczam na szybko. A przydałby się ktoś kto byłby wyzwaniem, za kim musiałbym się nalatać. Może twój chłoptaś ma jakiegoś kolegę? – zainteresował się. Nudziło go już to trochę, że wszyscy chcieli z nim spędzić noc czy nawet chwilę na osobności w toalecie. Chciał za kimś polatać, wkręcić tą osobę na tyle, by nie mogła przestać o nim myśleć, a potem zostawić jak już osiągnie swój cel. Był dupkiem, ale nie przejmował się tym, dopóki mógł zadowalać własne potrzeby.
- No to się domyślam, że nie odpuścisz nikomu. Biedni, przez Ciebie potem mają tak wysokie standardy, że nikt ich potem nie zadowala. Może powinieneś pomyśleć o jakimś biznesie? – zaproponował, rozwalając się obok przyjaciela. Chociaż brzmiało to absurdalnie, na pewno znalazłoby się sporo chętnych, którzy chcieliby się pozbyć dziewictwa z kimś doświadczonym. - Dobrze, że mamy zupełnie różne typy i nie rzucamy się na jedną dupę razem. Bo nie wierzę, że by to przetrwała po nocy z nami. – dodał, wypijając więcej piwa. Chociaż na trójkąt z Deanem mógłby pójść. W życiu trzeba spróbować wszystkiego, prawda?
- Chuj go tam wiem, ale następnym razem zapytam go, czy się podzieli. Też bym chciał mieć taką fazę. Ale musielibyśmy zamknąć się gdzieś, żeby nie robić z siebie świrów przy ludziach. – stwierdził rozbawiony. Miał wybujałą wyobraźnię, ale bez czegoś mocniejszego pewnie nie wpadłby na tak głupie pomysły.
- Ale wiesz, że jak spierdolisz i mnie tam zostawisz samego to skopię Ci dupę? – zapytał, dopijając szybko piwo, by się przypadkiem nie zmarnowało i z kurtką w ręce wyszedł za przyjacielem z domu. – Musimy iść do Parkdale. Ciekawe czy będą tam inni ludzie. – zamyślił się, prowadząc Deana w tamtą stronę. Mieli trochę do przejścia, ale do czternastej było jeszcze sporo czasu. Co nie znaczyło, że ciągnęli się jak muchy w smole i stosunkowo dość szybko znaleźli się na miejscu. – No dobra. I czego mamy niby szukać? – zapytał, rozglądając się dookoła.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jedną z dobrych cech Deana było to, że nigdy się nie obrażał. Mógł być zły, niezadowolony, ale obrażanie się zostawiał osobom znacznie słabszym, bo już samo brzmienie tego słowa było dla niego dziwnie żenujące i nie pasowało do jego osoby. Bo jak to tak - Dean Vanberg strzelił focha, brzmi tragicznie.
-Te kurwa, ty tam sobie uważaj na te swoje komentarze, co? Bo zaraz zatkam ci tę twoją buźkę - rzucił i złapał go za podbródek, lekko ściskając. Miał szczęście, że go lubił, bo za podobny tekst wiele osób już dawno dostałoby w mordę. Ale wiadomo, dla kolegów miało się specjalne względy mogąc wybaczyć im wiele niedopatrzeń. - Już ci stanął na myśl, że mógłbyś zobaczyć mój nagi tyłek? - rzucił czując jego dłoń na własnych pośladkach. Ciekawe czy w taki sam sposób Hunter zabawiał się ze swoimi kolegami z drużyny. - Co kurwa? Dobrze, że cię na dzieciaka nie wzięła. Wyobrażasz sobie użerać się później z tymi testami na ojcostwo i w ogóle? - Aż się skrzywił na samą myśl. Ludzie potrafią być okropni. Wyciągano w ich stronę palce, a im się już cała ręka marzyła. Samolubne, czyż nie? Wszak taką wspaniałością jaka biła od Robertsona i Vanberga zasługiwała na to, by miał ją każdy VIP.
-Pewnie jakiegoś ma. Z tego co wiem zadaje się z blondynem, do którego podbija Benji, ale jego nie tykamy. Polizane zaklepane przez Thallmana, a kodeks obowiązuje. Do tego przyjaźni się, a przynajmniej tak wywnioskowałem z Instagrama z jakimś dwumetrowym nerdem. Może do niego sobie podbij, co? - sięgnął po telefon grzebiąc w nim przez chwilę. Zaraz znalazł odpowiednie zdjęcie, pokazując na Hunterowi. - O, to ten. Jakiś Felix. Nie wiem, czy czasami Benek go nie pukał, ale ja to się już gubię z kim on był, a z kim nie. W każdym razie nerdy potrafią być takie niekumate, więc pewnie ci zejdzie zanim przed tobą klęknie - prychnął, odkładając telefon. Miał z kilkoma do czynienia, chociaż nie ukrywał, że kiedy już odpowiednie programy w mózgach zadziałały, doznania były pierwszorzędne.
-Szkoła ruchania zamiast szkoły tańca? - zaśmiał się. Całkiem ciekawy pomysł na biznes plan. I może nawet by o tym pomyślał, gdyby już u siebie w pracy nie zaliczył kilku numerków. Jakoś tak wychodziło, że wiele prywatnych lekcji kończyło się trochę inaczej, niż powinno.
-Za kogo ty mnie masz? Nie zostawia się swoich, więc spokojna twoja rozczochrana, Hunter, bo zacznę podejrzewać, że po prostu obleciał cię strach, że prorok mógł mieć rację - westchnął. No co się z tym chłopem działo? Może wpadł w nieodpowiednie dla siebie towarzystwo i teraz były tego skutki?
Jakiś czas później znaleźli się w odpowiedniej dzielnicy oraz miejscu wcześniej opisanym przez samozwańczego proroka.
-Ty, patrz. Tam stoi jakaś grupka. Trochę krzywo się na nas patrzą, nie? - zmarszczył brwi, zerkając na zegarek. Mieli jeszcze godzinę do rzekomego morderstwa. Zakładając, że to nie oni mieli stać się ofiarami, bo chuj tam wie jakie dziwne informacje poszły w świat.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zacisnął mocno szczękę, czując na niej dłoń Vanberga. Zmrużył oczy, w których tliła się iskierka rozbawienia. Za dobrze znał przyjaciela, żeby wiedzieć, że ten się nigdy na niego serio nie obrazi. Ale musiał przyznać, że taka lekka dominacja go kręciła.
- Zatkaj mi ją chociaż kutasem jak już masz czymś – rzucił, rozmasowując szczękę jak tylko go puścił. Dobrze, że to były tylko żarty i nie zamierzali się zaraz pobić za podobne komentarze. – Chcesz się przekonać? – mruknął gardłowo, uśmiechając się złośliwie i poruszając brwiami. Co prawda trzeba było więcej by go podniecić, ale sytuacja była dla niego dość zabawna. No ale z kim innym miałby sobie tak żartować jak nie właśnie z Deanem? Koledzy z jego drużyny czasem się obrażali za podobne teksty, nie rozumiejąc czasem jego humoru. – Dean, nie mam przecież pięciu lat. Umiem się zabezpieczać, więc w żadne dziecko nie zostanę wrobiony. Myślisz, że nie poznałem już takich, które myślały, że ustawią się do końca życia jak gwiazda hokeja zrobi im dzieciaka? Jestem jeszcze za młody, żeby być ojcem. Poza tym jeszcze się nie wyszalałem, więc nie w głowie mi zabawy w dom i pieluchy. – odparł, krzywiąc się na samą myśl, że musiałby porzucić swój styl życia i zatonąć w pieluchach i obrzyganych ciuszkach. Może w przyszłości jak już nadejdzie odpowiedni czas i pozna odpowiednią osobę, ale aktualnie wolał się dobrze zabawić.
- Benji kogoś zarywa? Wow. No dobra, a ten drugi? I skąd wiesz, że typ ma dwa metry? Jakoś nie interesują mnie żyrafy, wiesz? – powiedział, wzdychając. Sam nie był co prawda niski, ale dziwnie by się czuł dominując nad kimś kto ma dwa metry. Co prawda pewnie by spróbował, gdyby wyglądał odpowiednio, ale to on wolał patrzeć na kogoś z góry. – Ale z Ciebie stalker, Vanberg. Wie, że już go obczaiłeś na instagramie? – zapytał, biorąc do ręki telefon, który prawie wypadł mu z ręki jak usłyszał to imię. Na początku miał nadzieję, że nie chodzi o tego konkretnego Felixa, ale po zobaczeniu zdjęcia jednak się nie pomylił. – Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że to typ, którego gnębiłem w liceum? Poza tym spotkałem go ostatnio i zniszczył mi deskorolkę, więc nie nadaje się do pukania. Prędzej bym zaliczył Ciebie niż jego. – odparł, oddając przyjacielowi telefon. Nie chciał mieć nic wspólnego z tym nerdem. Miał nadzieję, że więcej nie pojawi się w jego życiu po ich ostatnim nieprzyjemnym spotkaniu, a ten mu go prawie do łóżka chciał wepchnąć. Niedoczekanie!
- A czemu nie? Tylko pod przykrywką, żeby te stare babcie zaraz Ci jej nie podpaliły, bo uprawiasz tam nierząd. – zaśmiał się, wyobrażając sobie te protesty pod jego szkołą. Byłoby to dość zabawne, a nie chciał pakować kumpla w kłopoty.
- Nie boję się. – oburzył się, marszcząc brwi. Może szedł tam trochę niechętnie, ale nie chciał potem słyszeć w wiadomościach, że kogoś zamordowano, a on był jedyną osobą, która o tym wiedziała i mogła coś zrobić. Nie chciał mieć na sumieniu czegoś takiego.
- No widzę. Ale to miała być jedna osoba, a nie cała sekta by odprawić rytuał. Stańmy gdzieś z boku i obserwujmy. – zaproponował, odciągając Deana w ustronne miejsce z którego nie będą się tak rzucać w oczy, a z którego będą mogli obserwować całą sytuację by w razie czego zareagować.
Zapalili sobie po papierosie, zerkając co jakiś czas na zegarek, by nie przegapić odpowiedniej godziny. Na placu póki co było dość spokojnie, ale zamieszki mogły wybuchnąć w każdej chwili.
- No dobra, mamy 13:59. Zaraz pewnie się zacznie. – powiedział, wychylając się by spojrzeć.

Dean Vanberg
27 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Pokręcił jedynie głową na kolejny komentarz chłopaka. Morda może i piękna, ale nie było nagle miał zamiar go przelecieć. Nawet on miał jakieś hamulce, przynajmniej na trzeźwo, ponieważ w stanie mocnego upojenia alkoholowego wszystko było możliwe, o czym na własnej skórze przekonał się chociażby Benjamin. Cudem nadal byli przyjaciółmi, ale Vanberg nie chciał ryzykować, że przypadkiem straci kolejnego kumpla. To jednak nie przeszkadzało sadzić niemoralnymi tekstami, jeśli tylko istniała pewność, że nie zrobi się niezręcznie.
-Gumki też pękają, ale chore laski je przebijają. Zdecydowanie trzeba uważać, z kim się sypia - rzucił. Szkoda, że często zdarzało się, że te najpiękniejsze niewiasty miały w głowie takie siano albo wyjątkowo skrzywioną psychikę i człowiek musiał się obejść smakiem, nie chcąc podejmować aż takiego ryzyka. - Jeszcze trochę i się ustatkuje, kto go tam wie. Ostro go wzięło na tego chłoptasia. Raz się o to nawet pokłóciliśmy. Czekam, aż zda mi relacje, że w końcu się do niego dobrał bo to jeden z tych wyjątkowo niedotykalskich - rzucił. Nie chciał przy tym mówić wszystkiego, bo jednak były rzeczy, które Thallman powierzył mu w tajemnicy, a pod tym względem Vanberg potrafił być wyjątkowo lojalny. - No co ty, nie chciałbyś zdominować takiego wielkoluda? To jest dopiero osiągnięcie! Taki wysoki, a klękałby przed tobą jak psiak - powiedział żartobliwie. Sam miał kiedyś do czynienia z osobami wyższymi od siebie i cholera, musiał przyznać, że to było nad wyraz podniecające.
-Co ty pierdolisz?! To oni się wszyscy znają, ale ten świat mały. Ale czaj, jaki to byłby motyw. Rozkochujesz w sobie kolesia, dobierasz mu się do gaci, robisz nadzieje, a później bum… zostawiasz go. To dopiero byłaby zemsta i nauczka za wszystko - rzucił. Słyszał opowieści o tymże chłopaku, a skoro zadawał się z Georgem to sprawa wydawała się jeszcze łatwiejsza. W razie konieczności był skłonny nawet mu pomóc osiągnąć cel!
Kiedy znaleźli się w odpowiednim miejscu, Dean skupił się na lustrowaniu otoczenia. Wcale mu się to wszystko nie podobało, wyglądało dość dziwnie. Już pomijając fakt, że robiło się ciemno, co jedynie potęgowało odczucia. Co rusz spoglądał w stronę grupki, która i ich lustrowała, jakby zastanawiając się czy mogli mieć coś wspólnego z całym proroczym przedsięwzięciem.
Kiedy tylko wybiła godzina czternasta wydarzyło się kilka rzeczy - Dean do tej pory nie był pewien, czy w tym wszystkim rolę odegrał zaplanowany scenariusz czy jednak czysty przypadek. Najpierw w polu widzenia pojawiła się samotna postać, idąca wolno w sobie tylko znanym kierunku. Zaraz później wcześniej wspomniana grupa ruszyła w jej stronę i po sposobie ich bujania się i gestach Vanberg wiedział, że zwiastowało to kłopoty.
-Ty, to serio są jakieś chore pojeby. Przecież oni go zajebią! - rzucił do Huntera. No dobra, może i sam Dean miał na wiele rzeczy wyjebane, ale nie było mowy, aby pozwolił kogoś zamordować na własnych oczach.
Razem z przyjacielem ruszyli w stronę samotnego człowieka, wdając się w bójkę z resztą ludzi. Gdzieś błysnęły noże, tu polała się krew, a wszystko działo się tak szybko i w przypływie adrenaliny, że tancerz nie wiedział nawet, kiedy ostatecznie ktoś wezwał policję.
Tyle dobrego, że udało im się uratować życie niewinnej osoby. A ciemność? Jeśli miała zapanować na wieki, to cóż, przynajmniej Dean nie będzie miał więcej krwi na rękach.

KONIEC


Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”