Normalnie nie interesował się tym, co Sameer akurat robił. Od czasu do czasu obserwował go z zaskoczeniem, które zapewne wywołane było faktem, że do tej pory jeszcze nikt nie kręcił się tak swobodnie po jego mieszkaniu. W innym wypadku miałby pewne obiekcje i pewnie taki widok by mu się nie spodobał. Za każdym razem więc, gdy Sameer wyłaniał się zza ściany albo wychodził z korytarza, Alfie miał wrażenie, jakby widział ducha.
Pierwsze dni ich wspólnej egzystencji okazały się wyjątkowo nudne. Alfie, to oczywiste, zachowywał się w swoim mieszkaniu naturalnie, bo jakże miałby robić to inaczej. Zresztą nawet w obcych mieszkaniach swoich klientów zachowywał się jak u siebie. Był więc przyzwyczajony do takiej swobody i zupełnie nie przeszkadzała mu obecność kogoś obcego. Jego współlokator natomiast ewidentnie starał się zachowywać przykładnie, a więc nie dawał Bloomowi żadnych wrażeń wizualnych. Nawet ich rozmowy były dość drętwe, ale blondyn tłumaczył to sobie niecodziennością ich nagłej, wspólnej egzystencji. Dopiero po kilku dniach mężczyzna zaczął się oswajać i zajmować większą przestrzeń w mieszkaniu.
Teraz starał się nie podsłuchiwać, zaczytując się w swojej książce, jednak przebywali w tym samym pomieszczeniu, więc fragmenty rozmowy docierały do jego uszu. Nie skupiał się jednak na tym. Niestety lata spędzone wśród bogatych i wpływowych nauczyły jego uszy na wyłapywanie niektórych słów, które wydawały się interesujące i
przydatne. Zainteresował się słysząc słowo
psychopata. Nie wiedział, czy mogło się ono odnosić do niego. Nigdy bowiem nie uważał się za osobę tak skrzywioną, niemniej jednak psychopatia była dość szerokim pojęciem. W swoim życiu i karierze z pewnością udało mu się natknąć na psychopatów, z którymi musiał sobie radzić i co całkiem nieźle mu wychodziło. Wbrew pozorom, dla ludzi takich jak on, rozpracowywanie i radzenie sobie z psychopatami i narcyzami było dość proste. Ogólnie ludzie tacy byli wyjątkowo łatwi w obsłudze dla osób, których zadaniem było sprawianie im przyjemności.
Alfie względem Sameera nie miał jednak niecnych zamiarów. Nie było to bowiem w jego stylu. Jego życie pod każdym względem było kompletne i jedyne czego tak naprawdę potrzebował, to stymulacja intelektualna. Do tej pory nawet nie sądził, że coś takiego było mu kiedykolwiek potrzebne. Dopiero rozmowa, którą odbył z Sameerem pokazała mu, jak miłą odmianą była możliwość porozmawiania na nieco bardziej wymagające tematy. Właśnie to stało się katalizatorem dla propozycji, którą w jego stronę wystosował i na którą obaj przystali.
–
Och – zagaił, gdy Sameer usiadł na drugim końcu kanapy, pojawiając się nagle w polu jego widzenia. –
No bo to wygodne… poza tym nie płacisz za produkty tylko subskrypcję, więc chyba o tak wychodzisz na plus – wzruszył ramionami. Nie kolekcjonował płyt ani filmów, bo płacenie za subskrypcje mu wystarczały. Dzięki temu mógł za cenę kilkudziesięciu dolarów oglądać setki filmów i seriali w ciągu miesiąca. Nie musiał nawet chodzić do kin, bo wystarczyło poczekać aż dany hit kinowy znajdzie się na Netflixie czy Disney +. Książki były jednak czymś innym, bo lubił trzymać je w dłoniach, no chyba że były one zbyt grube i nieporęczne, wtedy decydował się na Kindle.
–
Ciekawe spostrzeżenie – zauważył, kiwając lekko głową. Powrócił do czytania swojego e-booka. Nie wiedział, czy chciał wdawać się w dyskusję na ten temat akurat teraz, gdy trzymał w dłoni takie urządzenie, bo nie mógł się przez to zgodzić z Sameerem, bo wyszedłby na hipokrytę, jak również nie chciał być mu całkowicie przeciwny, bo to byłoby sprzeczne z jego własną opinią na ten temat. Bo w sumie zgadzał się z mężczyzną, bo miał wiele racji w tym, co mówił. –
Ale wiesz, że są całe strony, na których można dostać ebooka za darmo? Tak samo z filmami i muzyką – zauważył. Oczywiście tego typu rozwiązania rodziły kolejne problemy natury moralnej, jednak Alfie uważał, że niektóre rzeczy takie jak książki czy filmy i albumy powinny być tańsze. Zwłaszcza książki. Jako wielki miłośnik czytania uważał, że ludzie powinni mieć dostęp do książek jednak było to mocno ograniczane. Owszem, istniały biblioteki, jednak często były one niedofinansowane przez co brakowało w nich tych nowszych pozycji albo kolejki po niektóre książki były tak długie, że trzeba było czekać w nich długimi miesiącami. Księgarnie natomiast sprzedawały książki po tak wysokich cenach, że było to odstraszające. W sensie rozumiał, że większość ludzi wolała wydać pieniądze na jedzenie dla siebie i swojej rodziny, niż na książkę. Alfie żył wygodnie, więc mógł sobie pozwolić na równie wygodne życie, jednak nie wywodził się z takiego.
Przyjrzał mu się, słuchając jego monologu, a na jego usta wkradł się lekki uśmiech sugerujący, że w jego głowie rodziła się właśnie pewna myśl. Usiadł na kanapie, podciągając nogi pod siebie i spojrzał na swojego rozmówcę.
–
Żyjemy w takim świecie, że kultura chyba nie ma już znaczenia, wiesz? – zapytał, jednak nie wiedział, czy sam się zgadzał z tym stwierdzeniem. Do świata podchodził dość praktycznie. Widział, co się działo i jak to wszystko działało. Ludzie nie przykładali większej uwagi do tego kim są, skąd pochodzą i co mogą sobą reprezentować, bo w sumie przestawało się to już liczyć. Wszyscy powoli stawali się kopiami wszystkich innych.
Podniósł się z miejsca i przeciągnął, pozwalając stawom na rozprostowanie. Poprawił swój podkoszulek i rzucił czytnik na kanapę.
–
Mamy, mamy, chodź – powiedział, rzucając przez ramię, jednak kroki skierował w stronę kuchni, gdzie to otworzył lodówkę i wydostał z niej butelkę wody mineralnej, którą to zalał tabletkę elektrolitów. Kiedyś wyczytał, że w sumie to ludzie wcale nie potrzebują uzupełniać braków elektrolitowych, jeśli nie mają takiej potrzeby, jednak on sam całkiem lubił ich smak, więc nie miał zamiaru rezygnować z tego swojego drobnego rytuału. Dopiero wtedy, gdy tabletka zaczęła musować poprowadził swojego współlokatora do pokoju, który obecnie robił za siłownię.
–
Proszę, możesz się bawić – powiedział, wchodząc do środka i rozglądając się po pokoju.
Sameer Shah (wybacz zwłokę, ten tydzień był intensywny...)