ODPOWIEDZ
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U b r a n k o

Była zła i rozgoryczona. Zawiedziona, to chyba najlepiej opisywało stan, kiedy okazało się, że znajoma z poprzedniej pracy, którą de facto Zoyka straciła, w ostatniej chwili odwołała ich wspólne wyjście do oceanarium.
I niestety... zdążyła się już do niego porządnie przygotować. Spakowała kilka przekąsek, dwie pigwowe małpki z dodatkiem miodu oraz podręczną, kobiecą saszetkę na wszelkie ewentualne wpadki. Być może żadnych nie przewidywała, ale te ostatnimi czasy wyjątkowo upodobały sobie jej towarzystwo.
I, znowu cholera, niestety w chwili gdy otrzymała wiadomość z przeprosinami, stała już pod niebotycznie wysokim budynkiem i trzymała w dłoniach dwie kawy z dodatkiem alkoholowego likieru, które miały je rozgrzać w ten pieprzony, listopadowy wieczór.
Och, jakże potwornie westchnęła, próbując pozbyć się nagromadzonego w sobie żalu. Przez miniony miesiąc praktycznie nie wychodziła z mieszkania Luciena, a wszystko przez blackout. Zoya ograniczyła się jedynie do odwiedzin biologicznych rodziców, brata oraz wypadów do sklepu, które w czasie ciemnej kwarantanny stanowiły miłe urozmaicenie. Nic wiec dziwnego, że cieszyła się na myśl o spotkaniu z kimś innym.
I szlag by to trafił… Naprawdę... gdyby tylko nie zadziałała impulsywnie. W jednej chwili wypatrzyła pierwszego lepszego przechodnia, a w następnej wepchnęła mu w dłoń alkoholowe cappuccino. Następnie zacisnęła palce na materiale bluzy nieznajomego, osadzonym na wysokości jego klatki piersiowej, po czym szarpnęła go w stronę wejścia do oceanarium.
— Idziesz ze mną — rzuciła naprawdę mało zachęcająco i wcale nie zabrzmiała przy tym jak totalna wariatka.
Zoya była w takim amoku; ba, tak bardzo zdesperowana, że wszystkie te osobliwe emocje skutecznie odebrały jej logicznie myślace klepki. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami ani innymi, moralnymi aspektami takiego postępowania, które mogły sugerować, że właśnie kogoś porwała.
— Potrzebuję dzisiaj towarzystwa, więc bądź łaskaw dotrzymać mi go podczas oglądania rybek. — Puściła materiał bluzy nieznajomego dopiero wtedy, gdy zatrzymali się w kolejce do wejścia. Przed nimi stały trzy pary. — Mam dla ciebie darmowy bilet. — Pośpiesznie, chyba wyłącznie przez obawe, że chłopak zaraz ucieknie, wcisnęła mu w drugą dłoń skrawek papieru. Potem demonstracyjnie upiła łyk swojej kawy, a kiedy poczuła na jezyku smak likieru, wielce zadowolona uśmiechnęła się od ucha do ucha.

albert thallman
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
28 y/o
For good luck!
185 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tego dnia ogarniał na mieście jakieś sprawy urzędowe związane z domem i w sumie to już wracał z powrotem, kiedy posłuchał nagłego impulsu i postanowił postawić swoje ostatnie dwadzieścia dolców w Lotka w pierwszym lepszym napotkanym sklepie. Nie sądził, że uda mu się coś wygrać, ale miał już dość, że ledwo starczało im od pierwszego do pierwszego i większość pensji zjadały jebane rachunki. Anyways, już powoli człapał w stronę przystanku autobusowego z kuponem w kieszeni i marzył o jak najszybszym powrocie do domu, kiedy tuż przed nim znikąd zmaterializowała się jakaś dziewczyna. Była niższa od niego i wyglądała na skrajnie… hm, zawiedzioną? Złą? Zanim jednak Albert zdążył usunąć się jej z drogi, wcisnęła mu do ręki parujący kubek i zacisnęła palce na materiale jego kurtki. - Co ty mi tutaj… - zaczął i zmarszczył brwi, bo nieznajoma najwidoczniej musiała pomylić go z kimś innym, kiedy padła komenda:


IDZIESZ ZE MNĄ.


Zaniemówił. Dominatrix I przemówił. Zamknął gębę i potulnie pozwolił zaprowadzić się w stronę wejścia do oceanarium. Dopiero kiedy ustawili się w kolejce z innymi parami, zaczął się zastanawiać, czy ta kolejka aby na pewno prowadziła do oceanarium? Oby dziewczyna nie należała do tego gangu naganiaczy do klubów dla PRAWDZIWYCH MĘŻCZYZN, bo nie stać go było na seks za pieniądze. W końcu ostatnie pieniądze wydał na ten durny kupon Lotka… Wyglądało jednak na to, że to był właściwy rodzaj kolejki, bo dziewczyna nie zaprowadziła go w żadną ciemną bramę ani do podejrzanego zaułka, uff. Stali w prawdziwej kolejce do oceanarium. Ciekawe, czy to oceanarium ją wynajęło, bo mieli słabą frekwencję i statystyki?! "Potrzebuję dzisiaj towarzystwa, więc bądź łaskaw dotrzymać mi go podczas oglądania rybek". O, to brzmiało interesująco. Albert spojrzał na dziewczynę, jakby właśnie spadła z nieba, i to nie w charakterze anioła, ale raczej jabłka, które uderzyło go w głowę. Podrapał się po karku i… - Umm… No dobra? - zgodził się bez dłuższego namysłu.

W sumie co miał do stracenia? Lubił przygody, a dziewczyna deklarowała, że miała dla niego darmowy bilet. Trochę kulturalnego obcowania z fauną jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Chyba. W ślad za nieznajomą uniósł kubek do ust i ostrożnie pociągnął łyk gorącego napoju. Uuuu, kapuczina z… likierem? Yuuum. - Uuu, z prądem. Dobre - pokiwał głową z uznaniem, podnosząc kubek na chwilę do góry. Ta kapuczina smakowała jak wcześniejsze Merry Christmas. Chwilę później w drugiej dłoni Alberta wylądował skrawek papieru; faktycznie, wręczyła mu oficjalny, darmowy bilet wstępu do oceanarium. Żadnego numeru do agencji towarzyskiej, żadnej ulotki 0-700… Zwykłe rybki.

Przeniósł rozbawione spojrzenie na twarz blondynki i uśmiechnął się do niej lekko. - Ktoś cię wystawił… yyy… nieznajoma? - zapytał, chowając bilet do kieszeni. No i pięknie. Raz kozie śmierć. Skoro rozdawali darmową kawę z alkoholem i bilet na oglądanie rybek w gratisie, to Ace szedł w to jak w dym, nie? Lubił darmowe prezenty. Przy okazji dał kroka do przodu, bo jedna z trzech parek przed nimi akurat weszła do środka.

witaaaj, nieznajoma
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya z pewnością nie należała do gangu n a g a n i a c z y, ale do gangu słodziaków wybitnie zawiedzionych i wyposzczonych po Blackoucie dziewcząt... już jak najbardziej. Bynajmniej nie chodziło o seks, a jedynie o skromną rozrywkę w postaci krótkiej pogawędki w oceanarium. Właśnie tego brakowało jej najbardziej; towarzystwa kogoś, kto nie pławił się w blasku fleszy i przy kim nie musiała ukrywać ich znajomości.

Pieprzony Lucien Spencer; pomyślała mimowolnie.

Nieznajomy, którego Zoya wybrała zupełnie przypadkowo, wyglądał zwyczajnie i, co najważniejsze, równie niegroźnie. Brakowało jeszcze tylko tego, aby przypadkiem pochwyciła za nadgarstek jakiegoś bandytę.
Kiedy przesunęli się w kolejce trochę do przodu, usłyszała zgodę i natychmiast odetchnęła z ulgą. Potem po kolejnych kilku krokach dotarło do niej, jak lekkomyślnie postąpiła. Z drugiej strony wiedziała, że nie zamierzała się wycofywać, więc po prostu dalej brnęła w to wszystko. W końcu ta lukrowana kapuczina zdążyła ich do siebie zbliżyć, a przynajmniej tak sobie uparcie wmawiała, licząc, że uda jej się usidlić nieznajomego na co najmniej godzinę.
— Taka jedna typiara z poprzedniej pracy — wyjaśniła pobieżnie. — Na pewno nie znasz — dodała i nonszalancko wzruszyła ramionami, jakby rzeczywiście znali się już od pięciu miesięcy, a nie zaledwie pięciu minut.
Ale... tak dla pewności Zoya jeszcze raz ujęła mężczyznę za nadgarstek, po czym upiła łyk napoju. Przy kasie pokazała swój bilet, a następnie ponaglającym skinieniem dała towarzyszowi do zrozumienia, że powinien zrobić to samo. Niespełna trzydzieści sekund później pociągnęła go w stronę wejścia, a stamtąd w głąb korytarza, gdzie przechadzali się już inni goście. Dopiero wtedy zdecydowała się uwolnić jego nadgarstek i ponownie sięgnąć ustami po swoją drogocenną kawę.
— Mam jeszcze wódkę, jakbyś chciał jakiś after — zaproponowała. Jednocześnie otworzyła torbę i zaprezentowała swój alkoholowy asortyment. — Jestem Zoya — dodała, zamykając już bagaż i wyciągając ku mężczyźnie dłoń. W końcu zdecydowała się zawrzeć z nim znajomość jak normalny człowiek.
Zoya miała wyjątkowe szczęście, że trafiła na równie spontanicznego towarzysza, który bez zbędnych pytań dał się porwać z ulicy. Wizyta w oceanarium może i nie należała do najbardziej spektakularnych rozrywek, a leniwie snujące się w wodzie rybki momentami usypiały ją do tego stopnia, że nie potrafiła powstrzzymać ziewnięcia, jednak nieprzerwanie szła dalej. Nieśpiesznie wiec wędrowali wzdłuż słabo oświetlonych korytarzy, których przeszklone ściany stanowiły elementy zbiorników.
— Czym się zajmujesz? — zapytała ciekawa, po czym rzeczywiście zdecydowała się sięnąć po wódeczkę, która najwyraźniej tego afterka miała nie doczekać. Odkręciła butelkę i ukradkiem rozlała jej zawartość po równo do dwóch już pustych kubeczków po ich kawie. — Ja na przykład jestem bezrobotna — przyznała całkiem szczerze.

Bezrobotna, bezdomna; whatever.

albert thallman
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ripley's Aquarium of Canada”