ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Brakuje mi tej roboty. — Leah westchnęła ciężko, opierając się bokiem o mebel podłogowy, znajdujący się najbliżej bloku kasowego. Przesunęła stęsknionym spojrzeniem po wszystkich ubraniach, które czekały na swoją drugą szansę. Praca tutaj nie była spełnieniem jej marzeń ani czymś, co chciałaby robić tak na dłuższą metę, ale dobrze wspominała wszystkie, spędzone tu godziny. Podobała jej się idea lumpeksów i sama, po zapanowaniu nad swoim zakupoholizmem, odnajdywała tu całkiem dobre i nowiutkie perełki. Poza tym to właśnie tutaj poznała Coven, której przez bite tygodnie opowiadała o swoich niecnych planach, zgaszenia wszystkich firm i korporacji, które wykorzystują ludzi, materiały, źródła i nadwyrężały dobro natury. Pembroke zawsze miała kompleks bohaterki, z czym nie potrafiła walczyć za grosz. Dlatego też przestała to robić i po prostu każdą swoją myśl wprowadzała w życie, nawet jeśli okazywało się to nieco ryzykowne, jak na przykład sabotowanie firmy z ubraniami, w której aktualnie miała swój studencki staż. — Pij tą kawę. Kiedy oni naprawią tę klimę? Pizga jak jasna cholera — mruknęła, zerkając na swoją koleżankę i wskazując na kubek, który jej przyniosła w ramach przyjacielskiej troski.

Jak znowu zaczęły się studia, Leah miała problem z organizacją swojego wolnego czasu. Wielokrotnie chciała napisać do Bremers, czy nie chciałaby gdzieś razem wyskoczyć, ale naprawdę nie miała kiedy. Jeśli nie siedziała na uczelni, to pracowała jako ta pieprzona asystentka Calluma. Kara boska, za co ona w ogóle się wzięła? Szału dostawała, ilekroć napotykała jego wzrok i wiecznie niezadowoloną minę. Gdyby nie fakt, że była tak blisko najważniejszej osoby w firmie, rzuciłaby to w cholerę całe wieki temu. To nie było warte jej nerwów i zdrowia.
— Tak czy inaczej, dobrałam się do jego szuflady. Mam nawet zdjęcia paru faktur, ale nie ma w nich nic ciekawego, więc muszę bardziej pogrzebać, ale jak on zaszywa się w tym biurze to koniec — mruknęła, streszczając jej pierwsze dni w nowej robocie. Oczywiście, że dokładnie jej o wszystkim opowiedziała. Jakby miała to wszystko zatrzymać dla siebie, to już dawno trafiłaby do wariatkowa. — Ach, nie mogę się doczekać aż ich zamkną. Przysięgam. Za te masowe zwolnienia, cięcia kosztów i brak ekologii... — cmoknęła z dezaprobatą. — Nawet to ich bogactwo nie uratuje tej rodziny — rzuciła, stukając palcami o blat. Nie potrafiła dokładnie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo nienawidziła kasy i wpływowych ludzi; to było coś, co napływało do niej przez lata, sprawiając, że stała się człowiekiem, który chciał stanąć w obronie pokrzywdzonych.

coven
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

020.
Obrazek
Kiedy pracowała z Leahą, dzień nie dłużył się niemiłosiernie i zawsze było do kogo otworzyć gębę. Poza tym Pembroke miała tę cudowną zaletę, że nie traktowała Coven jak potencjalnej złodziejki, która tylko czeka na odpowiedni moment, żeby wynieść pół sklepu pod kurtką. A pani Wilson? Cóż, właścicielka lumpeksu najwyraźniej wciąż nie potrafiła zapomnieć o kilku drobnych nieporozumieniach z przeszłości. Pracowała tutaj już piąty rok, a kobieta dalej zerkała na nią podejrzliwie, jakby Bremers miała zaraz wynieść przymierzalnię razem z wieszakami. No dobrze, raz czy dwa faktycznie zdarzyło jej się nie zapłacić za odłożony z dostawy towar, ale tylko dlatego, że kompletnie o tym zapomniała! To przecież mogło przydarzyć się każdemu. Miała mnóstwo rzeczy na głowie, a do tego pamięć do spraw naprawdę istotnych, takich jak horoskopy i promocje. Nie można było oczekiwać, że będzie pamiętać o absolutnie wszystkim. A jeszcze wcześniej po prostu nie wiedziała, że musi za to zapłacić. Była przekonana, że to trochę działa na zasadzie pracy w piekarni, kiedy pracownicy mogą wziąć sobie do domu resztkę pieczywa, które się nie sprzedało. Gdyby pani Wilson od razu powiedziała, jak to wygląda, nie doszłoby do takiego okropnego nieporozumienia!
— To czemu z niej zrezygnowałaś? — zapytała, upijając łyk kawy bez laktozy. To naprawdę kochane, że Leah w końcu znalazła czas, żeby ją odwiedzić! — Naprawią jak naprawią. Tak powiedziała pani Wilson, więc nie zapowiada się, żeby zrobili to szybko. Weź sobie jakąś kurtkę — ruchem ręki wskazała na wieszaki pełne płaszczy i innych kożuchów.
Jakoś nie przypuszczała, że ktoś może mieć ambitniejsze plany i nie wiąże całej swojej przyszłości z pracą w second handzie. Coven kompletnie nie rozumiała, dlaczego! Przecież to nie wymagało większego myślenia, a pani Wilson nie płaciła aż tak źle. Pembroke najwyraźniej mierzyła znacznie wyżej. Dokładnie tam, gdzie wzrok Bremers nawet nie sięgał.
Patrzyła na koleżankę, słuchając tego, co miała do powiedzenia o swoim przełożonym. Niewiele z tego rozumiała, ale starała się zaangażować w rozmowę.
— Poczekaj, ale co właściwie znalazłaś w tej szufladzie? — ściągnęła brwi, zerkając na nią znad swojego kubka. — Jakie oni robią przekręty? Co było na tych fakturach? Naprawdę myślisz, że ktoś uwierzy tobie, a nie tym wielkim szychom? — zasypała L. gradem pytań, ale Bremers zawsze miała ich mnóstwo. Zwłaszcza kiedy czegoś nie rozumiała (czyli prawie zawsze), a próbowała zrozumieć (czasami nawet jej się to udawało, ale potrzebowała na to trochę czasu!), żeby wiedzieć, o co dokładnie chodzi. Nikt przecież nie powiedział, że Cov była szczególnie bystra, okej? Sama doskonale zdawała sobie sprawę ze swoich braków. Najważniejsza była samoświadomość! Miała za to dużo innych atutów. Na przykład zajebisty tyłek. To powinno wystarczyć. No dobrze, miała też kilka innych zalet. Poczucie humoru, chociaż zwykle trudno było stwierdzić, czy ludzie śmiali się razem z nią, czy raczej z niej. Poza tym znała się na modzie, miała świetne wyczucie stylu i potrafiła wróżyć z kart. To już całkiem sporo plusów!

Leah Pembroke
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah zaczęła pracę w tym sklepie, kiedy stwierdziła, że nienawidzi swojej rodziny i że od tej pory, chce żyć na własną rękę. Były to jej pierwsze podrygi samodzielności i brutalnej dorosłości, ale nie radziła sobie najgorzej. Podejrzewała, że to dzięki Coven zupełnie nie zwariowała i nigdy jej za to w sumie nie podziękowała. Ba, Bremers pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy, jak swoim charakterem, licznymi pogawędkami i wspólnym użeraniem się z klientami, podnosiła ją niemal każdego dnia na duchu. Generalnie we dwie były zabójczym duetem, ale najważniejsze było to, że robiły jakiś tam utarg, racja? A gdy nie było ludzi, Leah kręciła się w tych wszystkich szmatach, próbując zrobić z tego stylizację, która podbije świat mody (a na tym się akurat średnio znała). Tak czy inaczej, brakowało jej tego, serio. Ta praca była zabawna, czasem denerwująca, ale na dłuższą metę taka... nieszkodliwa. Jej staż był jednym wielkim przeciwieństwem pracy w lumpeksie i co gorsza, w jakimś dużym stopniu, pogarszało jej to zdrowie. To psychiczne w szczególności.

Pembroke słuchała Coven, jednocześnie wybierając sobie płaszcz, który narzuciła na swoje ramiona. Był od niej jakieś cztery razy większy, ale miał ją ogrzać, a nie dobrze wyglądać. — Bo chciałabym robić coś innego. Jeździć po świecie. Rozmawiać głośno o problemach, na które nikt nie zwraca uwagi lub które zamiata się pod dywan — wyjaśniła. — Chciałabym przyczynić się do jakichś istotnych zmian — stwierdziła twardo. Nie wiedziała, czy jej się to uda, ale od czegoś trzeba zacząć. — Jezu, czy ta kobieta przestanie być kiedyś takim skąpcem? — mlasnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem. — No właśnie nic ciekawego, Coven. W tym problem — westchnęła, gdy przypomniała sobie o grzebaniu w rzeczach swojego przełożonego. — Wydaje mi się, że w tym biurze nie znajdę niczego przydatnego. Powinnam mierzyć trochę wyżej, a to już będzie trudniejsze — powiedziała, stukając palcami o blat. Leah czasem zapominała, że to prawdziwe życie, a nie film akcji. I nie była tajną agentką. Mogłaby łatwo wpaść, jakby popełniła jakikolwiek, nawet najmniejszy błąd.
— Pracuję nad tym wszystkim, ale generalnie właściciel marki trochę chujowo traktuje swoich pracowników — powiedziała cicho. — Jego syn... Wydaje się inteligentniejszy, ale nie wiem na ile można mu ufać — westchnęła. Nadal próbowała wyczuć, jakim człowiekiem tak naprawdę jest Callum. — Ty... Postaw mi tarota albo coś w tym stylu — rzuciła, jakby wpadła na genialny pomysł. Może w ten sposób sprawdzi, czy los nad nią czuwa!

coven
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najbardziej lubiła w tej pracy to, że nie była zbyt wymagająca. Coven nie potrzebowała wysokich kwalifikacji, żeby obsługiwać klientów i doradzać im, czy płaszcz w kolorze wściekłej limonki pasuje do kraciastej chusty. Odpowiedź była prosta - absolutnie nie pasował. Czy ci ludzie widzieli się w lustrze? Jakie to szczęście, że mogli zaczerpnąć opinii kogoś takiego, jak Bremers! Dzięki temu unikali publicznego upokorzenia. Poza tym dla pani Wilson, do której należał lumpeks, najważniejsza była sumienność i obsługa pracy fiskalnej. Ani z jednym, ani z drugim Cov nie miała za bardzo po drodze, ale bardzo się starała. To znaczy, po prostu się starała. Robiła, co mogła, okej? Czasami miała problemem z podliczeniem zysków i nie raz sklep wychodził na minusie, a pani Willson piekliła się niemiłosiernie. O tyle dobrze, że jej szybko przechodziło.
— Nie wiedziałam, że jesteś taka ambitna — odparła, przyglądając się krytycznym wzrokiem płaszczowi, który zarzuciła sobie na ramiona. Nie był to jej kolor, ale przecież nie wyjdzie w tym na miasto. — Niejeden już próbował zmienić świat i co? I nic — wzruszyła lekko ramionami. Leaha najwyraźniej mierzyła wysoko. W przeciwieństwie do Bremers, której wystarczało to, co miała. Ale kto wie, może Pembroke dokona kiedyś fantastycznych rzeczy?
Westchnęła ciężko pod nosem. Czy pani Wilson przestanie być kiedyś skąpa? Umówmy się - prędzej krowy zaczną latać, niż kiedykolwiek to nastąpi. Trzeba było porzucić te złudne nadzieje i przestać się przejmować chujową wypłatą. Najważniejsze, że starczało na życie. Byle jakie, ale starczało!
— No widzisz? Tutaj nie miałabyś takich problemów — machnęła ręką, dopijając swoją kawę. — Twoim jedynym problemem byłaby zepsuta klimatyzacja. Nie boisz się, że przyłapią cię... — urwała i rozejrzała dookoła w obawie, że któraś z klientek może je podsłuchać. — No wiesz, na węszeniu? — dokończyła konspiracyjnym tonem. Z tego, co mówiła Leah, w firmie, w której pracowała działy się jakieś paskudztwa. Coven totalnie się w tym nie orientowała, ale sama nie chciałaby być traktowana niewłaściwie. Pani Wilson to przy wspomnianym właścicielu marki mały pikuś!
Na wzmiankę o tarocie od razu się ożywiła. Dopiła pospiesznie swoją kawę i odłożyła ją na ladę, a potem przyklasnęła z podekscytowaniem w dłonie.
— W końcu gadasz z sensem! — pochwaliła dziewczynę i od razu sięgnęła do swojej torebki, w której trzymała talię kart. Wyciągnęła ją i przetasowała dokładnie. — Co chcesz wiedzieć? Musisz zadać mi jakieś konkretne pytania — wyjaśniła zasady. Miała tylko nadzieję, że Pembroke nie zacznie wypytywać o to, jak upierdolić syna właściciela albo co zrobić, żeby podkopać firmę, w której przyszło jej pracować. Na to karty nie miały żadnej słusznej rady, a samo wróżenie nie opierało się na złych intencjach. Dlatego jeśli Leah chciała poznać swoją przyszłość, musiała najpierw zmienić swoje nastawienie.

Leah Pembroke
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Public Butter Vintage”