ODPOWIEDZ
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Elliot Callahan był wytrwałym graczem.
Pomimo rozstania, pomimo tego, że Vera niejednokrotnie pokazała się już w towarzystwie Magnusa, ten wciąż nie odpuszczał. Właściwie zachowywał się tak, jakby dopiero teraz nabrał ochoty, by mimo wszystko spróbować ją odzyskać.
Nie istniała taka rzeczywistość, w której zdecydowałaby się kolejny raz popełnić ten sam błąd. Nie po wszystkim, co wydarzyło się między nimi, nie po tym, jak wiele razy udowodnił jej, że nie zasługiwał nawet na najmniejszą szansę. Elliot był największym skurwielem jakiego wydała matka natura, a lista powodów, dla których powinna trzymać się od niego z daleka, była zdecydowanie zbyt długa, by mogła o nich zapomnieć.
Tym bardziej że nagle jej uwaga zaczęła niebezpiecznie często kierować się ku komuś zupełnie innemu. Wspólne wyjście na charytatywną galę miało być przecież niewinną częścią planu, kolejnym elementem rozgrywki, w której mieli odegrać swoje role wystarczająco przekonująco, by Elliot nie potrafił przejść obok nich obojętnie. Chodziło o obudzenie wściekłości, sprowokowanie do popełnienia błędu, zmuszenie go do publicznego szargania własnego dobrego imienia.
Były chwile kiedy kompletnie o nim nie myślała. Wtedy, gdy taniec przestawał być jedynie elementem przedstawienia, a dotyk dłoni Magnusa stawał się czymś, czego nie chciała przerywać. Kiedy łapała się na tym, że zamiast obserwować reakcje Callahana, skupiała się na mężczyźnie stojącym naprzeciwko niej. Na jego spojrzeniu, na tym jak nachylał się w jej kierunku, by powiedzieć coś, czego nie mogli usłyszeć pozostali goście, a odległość między jego ustami a jej uchem była tak niewielka, że niemal czuła ich muśnięcie. Była w stanie wmówić sobie, że byli tam dla s i e b i e.
Minęło kilka kolejnych dni, które wypełniała przede wszystkim praca. Elliot nie pozwalał o sobie zapomnieć, nieustannie przypominając jej, jak wiele może jej odebrać i jak bardzo potrafi skomplikować życie, jeśli tylko uzna, że tego właśnie w tej chwili chciał.
Ale to nie Callahan zajmował jej myśli najczęściej.
Znacznie bardziej natrętne okazywały się wspomnienia z gali. Wracała do nich w najmniej odpowiednich momentach, czasami zupełnie nieświadomie, by po chwili orientować się, że od kilku minut nie potrafiła skupić się na tym, co robiła. W końcu przestała udawać, że potrafi nad tym zapanować. Zanim zdążyła wybić sobie z głowy pomysł, który pojawił się zupełnie spontanicznie, była już w drodze do hotelu.
Mijając portiera, tego samego, który podczas jej ostatniej wizyty zasugerował, że była panią do towarzystwa, ograniczyła się do krótkiego uśmiechu. W windzie zajmowała myśli wszystkim, co tylko mogło odciągnąć ją od właściwego powodu tej wizyty. Przypominała sobie o pracy, o Elliocie, o sprawach, które wymagały jej uwagi. Kiedy jednak drzwi windy rozsunęły się na właściwym piętrze, wszystkie te myśli okazały się wyjątkowo niepomocne.
Idąc korytarzem, powtarzała sobie, że chodziło wyłącznie o sprawę Callahana. Chciała ustalić z Magnusem kilka szczegółów, poradzić się go i poznać jego zdanie - to w s z y s t k o. Absolutnie nie chodziło o nic więcej.
Wystarczyło jednak, że drzwi się otworzyły, a wszystkie argumenty, cała ta starannie ułożona w głowie lista powodów, dla których tutaj przyszła, przestały mieć znaczenie. Przez krótką chwilę po prostu na niego patrzyła, nie zdążyła nawet zastanowić się nad tym, co powinna powiedzieć, gdy nagle zrobiła krok na przód, wspięła się na palcach i pocałowała go.
Nie był to ostrożny, niepewny pocałunek, była w nim tęsknota za bliskością, ciekawość, której nie potrafiła ignorować i napięcie, które narastało w niej z każdym wspomnieniem tamtego wieczoru.
Tam samo, jak niespodziewanie się zbliżyła, tak samo się odsunęła. - Boże, przepraszam - przesunęła opuszkami palców po wargach, wciąż stojąc w drzwiach. - Nie po to przyszłam.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To całe przedstawienie, które rozegrali dla Elliota było o wiele przyjemniejsze niż mógł na początku sądzić. Nigdy nie uważał się za szczególnie małostkowego człowieka, zawsze był ponad to. Mścił się. Często. To prawda. Jednak robił to bardziej z potrzeby niż z chęci. Nigdy nie mógł sobie pozwolić na to by wyglądać słabo w swoim świecie. To by go zabiło. Była znacząca różnica pomiędzy zemstą, a byciem małostkowym. Magnus chyba był już po prostu tak znudzony swoją emeryturą, że rzeczywiście trochę się zestarzał. Ucieranie nosa bogatemu dupkowi, który myślał, że bogactwo daje mu jakąkolwiek władze. Człowiek, który nie miał pojęcia o tym z jak niebezpiecznym mężczyzną próbował pogrywać. Nie wiedział nic o prawdziwych niebezpieczeństwach, które kryje ten świat. Które kryje jego najbliższe otoczenie.
Magnus był zaskoczony tym jak często wracało to do niego w następnych dniach. Zarówno samo ucieranie nosa swojemu, powiedźmy, że rywalowi, jak i bliskość jego, niedługo, już byłej żony. Ponieważ to też było tą przyjemną częścią tamtego wieczoru. Co również go dziwiło. Od dłuższego już czasu nie był specjalnie zainteresowany kobietami. Przynajmniej nie w ten sposób. W jego życiu nie było miejsca na nikogo innego. Próbował już dwa razy i każdy z nich skończył się dość nieprzyjemnie dla niego, więc dlaczego miałby się w to wpakować jeszcze raz? Tym bardziej, że nie potrzebował komplikacji związanych z umawianiem się z mężatką. Nawet jeśli nie uważał by jej mąż był dla niego szczególnym zagrożeniem.
Więc zrzucał te myśli na dalszy plan. Zajmował się tym, po co naprawdę tutaj przyjechał. Przynajmniej próbował. Przecież ta cała zabawa miała być właśnie tym. Jedynie zabawą w wolnym czasie, którego nie powinien mieć za dużo. Dlatego zdziwił się kiedy dano mu znać z recepcji, że będzie mieć gościa. Nauczyli się już by zawsze dawać mu znać. Nie pamiętał żeby kogokolwiek zapraszał. Nie, był pewien, że nikogo nie zapraszał. Starał się być przygotowany na wszystko. Broń była w szafce przy wejściu, lecz jeszcze po nią nie sięgał. Wyjrzał jedynie przez wizjer i jakie było jego zdziwienie, kiedy zobaczył tam niezapowiedzianą Verę. Otworzył jej drzwi z tym nieco zaczepnym uśmiechem, który zdołała już trochę poznać.
Jeszcze bardziej zbiła go z tropu gdy zrobiła ten krok do przodu. Nie był jeszcze tak stary i zardzewiały by nie móc uniknąć tego pocałunku. Pozwolił na to. Przymknął oczy, odwzajemnił jej pocałunek bez zawahania. Wcałował się w jej usta kładąc dłoń u dołu jej pleców przysuwając ją na chwilę nieco bliżej. Nie protestował jednak kiedy się odsunęła. Otworzył oczy, spojrzał w jej i szukał. Szukał tego dlaczego to zrobiła, co chodziło jej po głowie. Czego tak właściwie od niego chciała. Wzbudziła jego ciekawość, było to widać w jego spojrzeniu.
- Nie masz za co przepraszać. - uśmiechnął się do niej oblizując usta smakując nadal jej szminkę - Wejdziesz i powiesz mi po co w takim razie przyszłaś? - zrobił krok na bok by zrobić jej miejsce do przejścia lecz na tyle by nadal musiała być blisko.
Nie ukrywał tego jak jego tęczówki nieco pociemniały gdy na nią patrzył. Czy nieco zgęstniałej atmosfery. Tej seksualnej energii między nimi. Może nie rozpamiętywał w tym momencie tego, co zrobiła pozwalając im przejść nad tym do porządku dziennego, ale nie zamierzał udawać, że to się nie wydarzyło. Pytanie tylko czy rzeczywiście zdecyduje się wejść do środka po tym, co zrobiła? Zaskoczyła go. Zdecydowanie. to nie dzieje się zbyt często. Zwłaszcza pozytywnie. Złapała go akurat w momencie, gdy nie musiał już wyglądać szczególnie elegancko więc miał na sobie nadal garniturowe spodnie, lecz koszula miała już kilka pierwszych guzików rozpiętych. Mankiety miał podwinięte nieco poniżej łokci.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez ułamek sekundy naprawdę miała ochotę zapomnieć o wszystkim, co jeszcze chwilę wcześniej układała sobie w głowie. Pocałunek okazał się jednak znacznie łatwiejszy niż późniejsze zebranie myśli, szczególnie, że Magnus nie tylko go odwzajemnił, ale też wcale nie wyglądał na kogoś, kto zamierzał udawać, że nic się między nimi nie wydarzyło.
Czuła jego spojrzenie na sobie. C z u ł a.
Było w nim coś, co skutecznie utrudniało jej przypomnienie sobie, po co właściwie stała pod jego drzwiami.
Nie przyjechała tutaj jednak po to, by rzucać się mu w ramiona. A przynajmniej nie taki był pierwotny plan. Chciała porozmawiać, ustalić, co powinni zrobić dalej i czy w ogóle mieli jeszcze nad czym pracować. Callahan zamiast wycofać się z sytuacji, zdawał się wejść w nią idealnie. Zachowywał się niemal tak, jakby wspólne pojawienie się Very i Magnusa było dla niego zaproszeniem do gry, na które tylko czekał. Nie wyglądał na człowieka, który poczuł się zagrożony, a wręcz przeciwnie - sprawiał wrażenie, jakby cała ta sytuacja wyjątkowo mu odpowiadała, a nie o to chodziło. Była przekonana, chyba dość naiwnie, że osiągną odwrotny skutek.
Zignorowała zaciekawione spojrzenie Grimstada, choć było to niesamowicie trudne i omijając go, weszła do środka, zatrzymując się w bezpiecznej odległości. Tej, która niczego nie sugerowała i pozwalała jej przynajmniej spróbować zebrać myśli. Przez chwilę zerknęła jeszcze w stronę okien, bo widok z jego apartamentu chyba nigdy nie miał jej się znudzić. - Chciałam cię zapytać, co robimy dalej - odezwała się, wreszcie odzyskując rezon. - Mam wrażenie, że Elliot zupełnie inaczej zrozumiał to, co wydarzyło się na gali. Uznał, że zaprosiłeś go do rywalizacji - trudno było jej zrozumieć, skąd w jej jeszcze mężu, brało się tyle pewności siebie. Nie miał przecież o co walczyć; cokolwiek by zrobił, n i g d y nie spojrzałaby na niego ponownie.
- W ciągu ostatniego tygodnia dostałam chyba z tuzin wiadomości. Najpierw próbował być miły, później przypominał mi, jak wiele nas łączy, a na końcu zaczął sugerować, że popełniam ogromny błąd - skrzywiła się na samo wspomnienie. - W końcu go zablokowałam - westchnęła na wspomnienie, bo nie miała zamiaru poświęcać mu więcej uwagi, niż było to konieczne, ale Callahan skutecznie jej to utrudniał.
- Miałam nadzieję, że trochę go sprowokujemy, może zacznie działać mniej ostrożnie, ale on chyba uznał, że naprawdę ma z tobą o co walczyć - nie zamierzała pozwolić, by Elliot ponownie dyktował warunki, niezależnie od tego, jak bardzo był przekonany o własnej przewadze. Chciała wiedzieć, czy Magnus miał pomysł na kolejny ruch, czy może powinni na chwilę się wycofać i pozwolić tamtemu uwierzyć, że osiągnął to, czego chciał. Sama nie była pewna, która opcja przyniosłaby lepszy efekt.
Ruszyła dalej w głąb salonu, mimowolnie uśmiechając się pod nosem, kiedy zauważyła, że spojrzenie Magnusa wciąż za nią podąża. Sięgając po pustą szklankę stojącą na stoliku, uniosła ją lekko w jego kierunku. - W moim domu gościom proponuje się coś do picia - rzuciła niewinnie, jakby nie przyszła tutaj bez zapowiedzi.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pewnie powinien był być nieco bardziej poruszony tym, że właśnie całował się z żonatą kobietą. Może zrobiłoby to na nim większe wrażenie gdyby jej mąż rzeczywiście był dla niego jakimś rywalem. Kimś, do kogo miał chociaż trochę szacunku. Elliot był po prostu jakimś przypadkowym biznesmenem, który znalazł się na jego radarze przede wszystkim dlatego, że to właśnie Vera postanowiła go tam postawić. Na co dzień nie zaprzątałby jego myśli nawet przez sekundę. To pewnie też sprawiło, że Callahan starał się mu tak często w jakiś sposób dogryźć. Magnus po prostu go ignorował. Traktował jak natarczywą muchę, którą po jakimś czasie nie chce się nawet specjalnie odganiać. Teraz bawili się w tę grę tylko dlatego, że u boku jego żony ta wydawała się po prostu dobrym zabiciem czasu. Bardzo dobrym.
Tym wspólnym mianownikiem, który czynił to wszystko nieco bardziej interesującym była właśnie Vera. Kobieta, która pomimo jego doświadczenia, nadal potrafiła go zaskoczyć. Wtedy na tym balu. Dzisiaj tym jak nieoczekiwanie pojawiła się u jego drzwi po prostu go całując. Tak, była znakomitym rozproszeniem od tego, po co właściwie tutaj przyjechał. Ostatnio powiedział już sobie, że przestanie się rozpraszać. Weźmie się w końcu za to nieco poważniej. Tymczasem właśnie śledził jej sylwetkę wzrokiem zamykając za nią drzwi. To jak poruszała biodrami. Gracja, z którą pokonywała kolejne kroki. Była interesująca.
- To po prostu kwestia jego ego. - wrócił wzrokiem do jej tęczówek raz jeszcze przesuwając nim po jej sylwetce - Chociaż jest w wielkim błędzie jeśli myśli, że rzeczywiście mógłby być moim rywalem. - powiedział z tą chłodną pewnością siebie, którą zdołała już nieco poznać.
Na wiadomość o tym, że zaczął do niej wypisywać i próbować naprawić ich małżeństwo nawet się lekko uśmiechnął. Może nie do końca z takim planem wychodzili na tamtą galę, lecz w tym przypadku każda reakcja była tą pożądaną.
- Myślę, że to wyszło nawet lepiej niż myśleliśmy. Chciałaś żeby dostał białej gorączki. Zamiast tego zapragnął Cię odzyskać. Kiedy go uświadomimy, że to się nie stanie, zaboli go to podwójnie. Teraz myśli, że naprawdę ma szansę. Nadzieja. To boli najbardziej. - na jego ustach malował się niebezpieczny i może nawet nieco sadystyczny uśmiech.
Normalnie nie zwracałby na takie rzeczy uwagi, lecz jeśli chodziło o zemstę... Wiedział, co zrobić żeby zabolało. Do tego Vera po prostu wybudzała w nim pewne małostkowe emocje, o których zdążył już dawno zapomnieć. Cóż, wybudzała więcej różnych emocji, które od jakiegoś czasu były już dla niego obce.
- Bo ma o co walczyć. - powiedział całkowicie poważnie patrząc w jej tęczówki i dając jasno do zrozumienia, że był to komplement w jej stronę. - Nie to, żeby mógł wygrać tę walkę, ale niech próbuje. - uśmiechnął się z pewną satysfakcją.
Obserwował jak od niego odchodzi. Jak dobrze wyglądała w dzisiejszej kreacji. Wzrok zawiesił na chwilę na jej pośladkach. Nawet specjalnie się z tym nie krył gdy znów odwróciła się w jego stronę. Spojrzał na jej twarz podchodząc bliżej. Nie zatrzymał się w bezpiecznej odległości. Nic bardziej mylnego. Właściwie w ogóle się nie zatrzymał dopóki ich ciała się nie spotkały. Bez pytania nachylił się by ją pocałować. Nie robił tego grzecznie ani nieśmiało. Pocałował ją tak jakby należała do niego. Posesywnie. Pogłębiając pocałunek kiedy jego dłoń znów spoczęła u dołu jej pleców przyciskając ją do niego. W między czasie jego dłoń przesunęła się od jej łokcia, przez przedramię by w końcu po prostu wyciągnąć pustą szklankę z jej dłoni. Tu też zakończył ten pocałunek zaczepnie przygryzając jej dolną wargę i patrząc jej w oczy z nieskrywanym pragnieniem.
Jednak zamiast tego po prostu się uśmiechnął i podszedł do barku jakby nic się nie stało. Rozlał drogiego single malt do kryształowych szklanek. Wrócił do niej z bardzo subtelnym uśmiechem czającym się w kącikach jego ust.
- Wiesz którą ze swoich działalności ceni najbardziej? - zaoferował jej szklankę jakby nic się między nimi nie stało - Zaatakujemy na dwóch frontach. Ja jego biznes, a my... jego ego. Co powiesz na jakiś wyjazd? - uniósł pytająco brew będąc przy tym nieco enigmatycznym.

vera callahan
36 y/o
For good luck!
168 cm
pediatra mount sinai hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez krótką chwilę po prostu patrzyła na Magnusa, próbując zadecydować, czy w ogóle powinna skomentować to, co właśnie się wydarzyło, czy może lepiej pozwolić mu udawać, że był to zupełnie naturalny przerywnik w ich rozmowie.
Grimstad miał w sobie tę i r y t u j ą c ą umiejętność przechodzenia od rzeczy, które potrafiły wytrącić ją z równowagi, do zupełnie zwyczajnych gestów, jak gdyby nie miały ze sobą nic wspólnego. Najpierw odpowiedział na jej pocałunek bez najmniejszego zawahania, później sam powtórzył jej gest, jakby sprawdzał, czy pozwoli przejąć mu kontrolę, którą uwielbiał mieć, a zaraz stał przy barku napełniając szklankę alkoholem, którego ona prawdopodobnie nawet nie wypije. Prośba którą skierowała do niego była tylko zaczepką, niczym więcej.
Vera nie była jednak kobietą, która potrzebowała szczegółowych wyjaśnień, żeby zrozumieć, co właśnie zaszło. Czuła na sobie jego spojrzenie, będące niemalże lustrzanym odbiciem jej własnego. Skupienie się na rozmowie - na tym, co było i s t o t n e, przychodziło jej teraz z niesamowitym trudem, ale starała się traktować je jak priorytet.
Odebrała od niego szklankę, zatrzymując na moment palce na chłodnym szkle i dopiero potem przeniosła wzrok na mężczyznę, a kącik jej ust uniósł się w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. - Zaczynam podejrzewać, że masz dość osobliwy sposób prowadzenia rozmów biznesowych - upiła niewielki łyk, nie przestając go obserwować.
Nie zamierzała udawać, że pocałunek nie zrobił na niej wrażenia.
Z r o b i ł.
Właśnie to było w tym wszystkim najbardziej kłopotliwe. Jeszcze chwilę temu potrafiła bez większego wysiłku oddzielać to, co robili na potrzeby wspólnego planu, od tego, co działo się między nimi poza nim. Teraz ta granica zaczynała się niebezpiecznie zacierać, a ona była coraz bardziej pewna, że żadne z nich nie zamierzało na powrót jej odnaleźć. Może oboje całkiem dobrze odnajdywali się w tej niejednoznaczności. - Wyjazd? - powtórzyła, unosząc lekko brew. - Chcesz wyjechać gdzieś ze mną - jej uśmiech był już wyraźniejszy. - W jaki sposób Eliot się o tym dowie? - zadarła pytająco brew ku górze, bo oczywiście, że się dowie; wystarczy, że Vera wrzuci na instagram kilka zdjęć.
Propozycja nie brzmiała źle, wręcz przeciwnie - perspektywa spędzenia z nim czasu poza znajomym otoczeniem miała w sobie c o ś kuszącego, choć nie zamierzała dawać mu tej satysfakcji zbyt łatwo. Była ciekawa, co właściwie chodziło mu po głowie - czy rzeczywiście wymyślił kolejny sposób na doprowadzenie Callahana do frustracji, czy może po prostu uznał, że wspólna zemsta jest znacznie przyjemniejsza, kiedy można wyszarpnąć z niej dodatkowe korzyści.
- Zanim się zgodzę, chciałabym wiedzieć, co dokładnie masz na myśli - odstawiła szklankę na stolik i powoli, robiąc dwa albo trzy kroki, weszła w jego przestrzeń osobistą. Stała na tyle blisko, że mogła wyczuć jego oddech na sobie, ale wciąż go nie dotykała. - Mam się spodziewać, że będziemy udawać zakochaną parę w jakimś luksusowym kurorcie? Czy to będzie biwak pod gołym niebem? - zafiksowała się na tym do tego stopnia, że zignorowała wszystkie jego inne słowa i każde zadane pytanie.
Przyglądała mu się z zainteresowaniem, nie próbując ukryć, że jego propozycja, cokolwiek będą robić i dokądkolwiek wyjadą, była dla niej zbyt atrakcyjna.

Magnus Grimstad
diosmio
nuda i przesadna życioza
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”