ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dobrze, czyli nie muszę się martwić, że wkrótce dostanę zaproszenie na ślub bo jakaś laska z Tobą wpadła. Cieszę się, że chociaż tutaj się pilnujesz. — stwierdził. Naprawdę nie chciał, żeby Ambrose przypadkiem wpakował się w jakieś bagno bo jakaś panna powie mu, że jest ojcem jej dziecka. A bo to rzadko słyszało się, że laska wpadła z jakimś ogrodnikiem i żeby nie było skandalu wrobiła w dziecko jakiegoś bogacza, żeby utrzymać odpowiedni poziom życia? Dlatego unikał takiego towarzystwa i miał nadzieję, że Rose nie będzie tacy jak oni w przyszłości, więc pewnie dlatego zabierał go na takie różne mało luksusowe wycieczki, żeby trochę odpoczął i został normalny.
— Może wracając do domu kupimy Ci okulary? Wzrok Ci się pogorszył. — rzucił, śmiejąc się. Ach te ich docinki. I tak każdy z nich wiedział, że wyglądają idealnie, więc się na siebie nie obrażali.
Najchętniej opowiadałby o tym zwycięstwie cały wyjazd, ale po co psuć im resztę wolnego czasu? Niby lubił irytować Rose, ale jakoś tym razem postanowił mu odpuścić.
— Teraz już się o tym nie przekonamy. Ale wygrałem uczciwie. — odparł, wzruszając ramionami. Nie da sobie wmówić, że oszukiwał albo jego zwycięstwo nie było fair. Po prostu przyjaciel miał pecha, że jego majtki zaczepiły się o pręt o którym oboje nie wiedzieli. — To Ci się śni w nocy? Że dobieram Ci się do majtek? — zaśmiał się, klepiąc go lekko w tyłek.
— No to byłoby dość nieprzyjemne. — rzucił, płynąc za Ambrose w stronę brzegu. Czyli koniec pływania na dzisiaj.
Wyszedł na brzeg i sięgnął po ręcznik, który wcześniej powiesił na balustradzie i wytarł nim mokre włosy.
— Zgłodniałem. Wolisz rozpalić grilla czy zająć się przygotowywaniem jedzenia? Nie będziesz cały wyjazd leżał na dupie. Przyłóż się do czegoś. — mruknął, kierując się w stronę domku. Zanim wszedł przetarł się jeszcze raz ręcznikiem i zniknął w łazience, żeby przebrać się w suchą bieliznę i luźne spodenki. Kiedy wyszedł skierował się do kuchni, żeby poczekać aż Rose doprowadzi się do porządku i będą mogli zająć się jedzeniem.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-To nic złego przytyć. Wiadomo, zacząłeś zadawać się z kimś, kto ma aspiracje na cukiernika. Nic dziwnego, że idzie ci w boczki - rzucił, nie przejmując się docinkami przyjaciela. To Rose musiał mieć w całej wymianie zdań ostatnie słowo. Jego dusza zwycięzcy nie brała pod uwagę porażki nawet podczas normalnej, kumpelskiej konwersacji. Spaczenie, które ogarnęło jego umysł przez własną rodzinę objawiało się nawet w tak prozaicznych rzeczach, jak słowna sprzeczka z przyjacielem. Nie potrafił przegrywać i prawdę powiedziawszy nawet nie chciał się tego uczyć, ponieważ w jego świecie tylko osoby na podium miały jakieś znaczenie.
-Uczciwie w twoim świecie. W tym rzeczywistym z uczciwością nie miało to niczego wspólnego. Ale ciesz się, Robertson, bo więcej okazji mieć nie będziesz - odparował, przeczesując dłonią włosy. Jak on nie lubił, kiedy były mokre. Musiał je teraz odpowiednio wysuszyć, by mieć pewność, że nie będą mu się kręciły w ten pochrzaniony sposób. Niby nikt nie mógł ich tutaj zobaczyć i Ambrose nie powinien się przejmować, ale chciał wyglądać perfekcyjnie sam dla siebie. Reprezentował zbyt wiele, by ot tak zniszczyć to dlatego, że postanowił odpuścić w dopracowaniu swojej osoby. - Nie schlebiaj sobie. Nie pojawiasz się w moich snach, więc sorry kochasiu, ale nie masz u mnie szans - rzucił, klepiąc go po ramieniu, jakby chciał mu dodać otuchy po złamanym sercu. Well, w razie konieczności, gdyby faktycznie taka sytuacja miała miejsce, przynajmniej będzie miał jakąś wprawę.
Chłopak nie patrzył na płeć brzydką w taki sposób. Ba, nijak nie wyobrażał sobie, że miałby się macać z jakimś facetem. Przecież to niemal tak, jakby człowiek macał samego siebie, biorąc pod uwagę, że niemal każdy facet posiadał to samo, w większym bądź mniejszym rozmiarze.
-Już samo to, że tutaj jestem, jest czymś. Jestem ozdobą, one nie pracują. Mówiłem ci, żebyśmy kogoś zatrudnili. Nie będę niczego rozpalał, a przygotowanie jedzenia może się źle skończyć dla twojego żołądka. Naprawdę chcesz ryzykować, że utkniesz na kiblu na kolejnych kilka dni? - przewrócił oczami. Czy Hunter naprawdę myślał, że Sinclair się weźmie do czegoś podobnego? Nie miał w tym wprawy, zresztą stronił od pracy, której nie lubił. Jedyna, od której był uzależniony, miała związek z modą.
Szybko się ogarnął, wchodząc do kuchni, która daleka była od jego prawdziwego królestwa. Miał wrażenie, że zaczynał tu spędzać zdecydowanie za dużo czasu.
-To jak, co dobrego nam zrobisz, misiaczku? - zainteresował się.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywrócił oczami na słowa Ambrose. On i boczki. Hudson podrzucał mu mnóstwo babeczek i różnych wypieków do spróbowania, ale nie jadł aż tyle, żeby zaraz miał przytyć, więc nie zamierzał się przejmować. Poza tym siłownię odwiedzał przynajmniej dwa razy w tygodniu, więc nie martwił się o swój wygląd.
— W takim razie nie mogę się doczekać następnego razu, żeby znowu Cię pokonać. — zaśmiał się, szturchając go ramieniem. Niech nie myśli, że dostanie taryfę ulgową. Rose nie przepadał za sportem, więc jeśli kiedyś przyjdzie im się ścigać do jakiegoś miejsca nie miał z nim szans. W większości z powodu kondycji, którą Hunter zbudował na siłowni, a której tak przyjaciel unikał żeby za bardzo się nie spocić — A kto się pojawia? Przystojniak mieszkający w twoim domu? — zachichotał, zerkając na przyjaciela. Kto się czubi, ten się lubi. Tak podobno to działa, a przyjaciel strasznie nie lubi się ze swoim nowym służącym, który pewnie nie był wcale taki zły. Po prostu Sinclair był złośliwym karłem i trudno się z nim dogadać.
— Umarłbyś z głodu gdyby nie służba i jedzenie w restauracjach. Serio. Wywiozę Cię kiedyś na bezludną wyspę i zobaczymy jak sobie poradzisz beze mnie. — powiedział, wzdychając. Rose naprawdę nie nadawał się do życia samemu. Przecież nie można mieć zawsze kogoś w pobliżu, kto zrobi coś za niego. Bogacze zawsze rozpieszczali swoje dzieci, które w przyszłości nie były nauczone dorosłego życia i w większości przypadków polegały na kimś. Przecież przyjaciel nawet nie umie po sobie posprzątać.
Nie podobało mu się to, ale ostatecznie zabrał się do roboty. Zaczął przygotowywać mięso i warzywa, które mogli przygotować na grillu. W międzyczasie sięgnął po butelkę piwa, którą powoli popijał.
— Na razie szykuję. Umyjesz warzywa na sałatkę? Czy to też zbyt wiele dla Ciebie, księciuniu? — rzucił, pokazując mu język i dalej krojąc mięso, które odkładał na bok. Szkoda, że nikt w tym czasie nie zajmował się grillem i zajmie im to więcej czasu niż by chciał.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ambrose już nie wiedział, czy momentami ma się śmiać, czy jednak ubolewać nad kolejnymi komentarzami przyjaciela. No bo spójrzcie na niego - nie dość, że nie chciał odpuścić, to jeszcze insynuował jakieś niestworzone rzeczy, które nie miały mieć miejsca w życiu Sinclaire'a. W takich momentach żałował, że obok nie było Valentina - to on zawsze zdobywał negatywną uwagę kogokolwiek z otoczenia, stając się idealnym obiektem, w który można było godzić kolejnymi komentarzami.
-Trochę dziwnie byłoby śnić o sobie, a jedynym przystojniakiem w moim domu jestem ja sam - stwierdził, wzruszając ramionami. Jeśli zdaniem Huntera oferma, która zamieszkała pod tym samym dachem co projektant, tylko dlatego, że jego matka została gosposią jego rodziny, była przystojna, to powinien się zastanowić, czy faktycznie nadal należy ciągnąć znajomość z kimś takim. Rose, którego stosunek do Valentina był jasny i niezmienny, w życiu nie pomyślałby, że ta pozbawiona ambicji i planów na przyszłość istota mogłaby się komuś podobać.
-Cóż, proszę bardzo, możesz próbować, ale mnie szybko znajdą, a tobie nie wróżę po tym świetlanej przyszłości - powiedział pewnie. Miał na tyle kasy, że ciężko byłoby go uprowadzić, a tym bardziej wywieźć na bezludną wyspę. Bo co, Hunter postanowiłby przemycić go w jakiejś beczce, kontenerze, czy może statkiem podwodnym? Brzmiało jak pomysł na ciekawą randkę, a nie na spełnienie gróźb.
Obserwował przyjaciela, oparty o blat. Raz po raz wtrącał jakieś uwagi, by ten nie zapomniał przypadkiem, że jest wiele rzeczy, których projektant nie lubił, a które nie powinny znaleźć się w potrawie. Jak chociażby oregano. Albo majeranek. Były śmierdzące i już samo to odstraszało.
Westchnął, kiedy został poproszony o pomoc. Bardziej nadawał się do szycia i posługiwania igłą, niż do krojenia warzyw czy przygotowywania bardziej skomplikowanych półproduktów.
-Zrobię to dla ciebie, więc możesz czuć się wyróżniony - mruknął, zabierając się za wykonanie prośby. Poleceniem tego nie nazwał, bo jeśli ktoś miał je wydawać, to właśnie on.
Ostatecznie koniec końców udało im się jedzenie przygotować i teraz nie pozostało nic innego, jak zabrać się za jego spożywanie.
-Ej, przecież mamy alkohol, co nie? Co to za kameralna impreza bez procentów? - zerknął na niego znad talerza. Była to jasna sugestia, że Hunter powinien ogarnąć im coś mocniejszego, niż tylko piwo lub herbata, którą Sinclair zrobił. To jedno wychodziło mu bezbłędnie i nawet czajnika nie wysadził w powietrze. -Tylko nam nie żałuj. Sam powiedziałeś, że jesteśmy tu sami, więc możemy się zeszmacić. Przynajmniej zapomnę o wszystkich robalach - skrzywił się na samo wspomnienie.

Hunter Robertson
26 y/o
Welkom in Canada
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No skoro tak twierdzisz. Pewnie i tak coś ukrywasz. — zaśmiał się. Lubił drażnić Ambrose, który zaraz wkurwiał się na wszelkie teksty o homoseksualnych relacjach. Nie podejrzewał kumpla o takie zapędy, ale nie zdziwiłoby go to. Nie odkrywa się tego przecież od razu. Potrzebne są bodźce, których ten najwidoczniej nie miał w swoim życiu, ale nie powinien być taki pewien swojej orientacji bo ostatecznie wszystko się może zmienić, a póki co uparcie się oszukuje.
— No przyznaj się, że się boisz, a nie tłumaczysz się czymś takim. Myślisz, że moja matka by mnie nie szukała po całym świecie gdybym zaginął razem z Tobą? Ale ja przynajmniej załatwiłbym nam jedzenie, a ty co? Obraz byś namalował? — mruknął złośliwie, chociaż dało się usłyszeć w jego głosie, że tylko żartował. Z nim czasem tak trzeba było postępować, bo jeszcze zrobi się z niego nadęty bufon i nie będzie się nadawał do zabrania go do ludzi.
Wywracał jedynie oczami na uwagi przyjaciela. Gdyby nie był dla niego miły pewnie nawet nie brałby jego sugestii pod uwagę.
— Och jak miło. — zachichotał, kręcąc głową. Rose na szczęście nie był aż taką ciamajdą, żeby zepsuć coś tak prostego, więc jak tylko skończył z mięsem zabrali się za przygotowywanie sałatki, tym samym kończąc przygotowywanie jedzenia. Potem spędzili trochę czasu przy grillu i mogli zajadać się całkiem dobrym jedzeniem. Nie było to mistrzostwo świata, ale przynajmniej napełnili puste żołądki.
— No przecież kupiliśmy. Coraz gorzej z Twoją pamięcią, co? — rzucił, wyciągając z lodówki butelkę whisky i nalał im całkiem sporo do szklanek. Jak mieli się zeszmacić to proszę bardzo. A że on już był po jednym piwie to pewnie prędzej odpadnie niż malarz.
— Tylko nie tańcz na stole, błagam Cię. Nie wiem czy chcę to wiedzieć. — zaśmiał się, rozwalając się na kanapie z drinkiem. Naczynia zostawił w zlewie, bo nie chciało mu się już nimi zajmować tego dnia.

Ambrose Sinclair
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Omal się nie zaśmiał na kolejne słowa przyjaciela. On i ukrywanie? No jasne, przecież każdy człowiek posiadał tajemnice, prawda? On też na swoje zasługiwał, chociaż z pewnością były innego rodzaju niż te, o które podejrzewał go Hunter.
-Tak, żonę i dwójkę dzieci. To jedyne, o czym mógłbyś nie wiedzieć. Nie zrobisz ze mnie geja, skarbie. Nie kręcą mnie penisy, więc insynuacje zostaw dla kogoś, kto będzie się mógł tobą zająć - powiedział, krzywiąc się przy tym lekko. Nie był homofobem, wielu jego znajomych kręciła ta sama płeć, a jemu nigdy nie było nic do tego. Nie zaglądał ludziom do łóżek i nie miał nic przeciwko, póki druga strona nie próbowała mu się dobrać do gaci. Rose wychowywany był w rodzinie dość konserwatywnej i od zawsze uczono go, że homoseksualizm nie był dobry. I chociaż nie osądzał, nie widział siebie w takiej roli. jakoś tak serio było dotykać u kogoś coś, co sam posiadał i czym bawił się od czasu do czasu.
-Ubrania się przydają. Nie na wiele by ci się jedzenie zdało, jakby ci dupsko zmarzło - odparował. Mógł tak cały dzień, a nie było mowy, by dał za wygraną. Potrafił być uparty, jak również potrafił bronić tego, co siedziało w jego głowie. Oczywiście był pewien, że bez problemu poradziłby sobie na takiej wyspie, nie mówiąc już o tym, że był bardziej przydatny, niż Hunter sądził.
-Ja pytam czy poza tym coś jest. Wiesz, ostatecznie nie jestem pewien, czy nasze zakupy wystarczą na dzisiejszą noc - wywrócił oczami. Może powinni pojechać raz jeszcze do sklepu, aby mieć pewność, że później nie będą narzekać na brak alkoholu? Nie to, by Sinclair miał jakąś mocną głowę, bo dość szybko się upijał, ale skoro przed nimi roztaczała się wizja upicia być może do nieprzytomności, potrzebował więcej, niż paru drinków.
-Co, obawiasz się, że mogłoby ci się za bardzo spodobać? - wyszczerzył się do niego, pociągając spory łyk ze szklanki. Mocne cholerstwo, ale miał swój honor i nijak nie przeszło mu przez myśl, by narzekać. Wypije wszystko, co dostanie od Robertsona, który mógłby zostać barmanem. Szybko upijałby ludzi, którzy kupowaliby jeszcze więcej. Niezły pomysł na biznes, trzeba będzie pomyśleć, jeśli w przyszłości coś pójdzie nie po myśli Ambrose.
Po jakimś czasie, który mierzony był w kolejnych szklankach, chłopak odczuł skutki nadmiaru alkoholu.
-Teraz to mi świat wiruje. Przyznaj się, że taki był twój plan. Upić i wykorzystać - zachichotał. Pod wpływem procentów zdawał się być zupełnie inną osobą.

Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”