ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
190 cm
łyżwiarz figurowy, wieczny uciekinier
Awatar użytkownika
I hear the raven crow
see her shadow go
like a wave, it covers me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

000
God help me: I have no one to guide me and it’s dark again.
Przytłaczający zapach słodyczy rozchodził się po całym mieszkaniu, znajdującym się nad rodzinnym sklepikiem. Sprawcą tego zdarzenia była oczywiście pani Al Khansa, która całe swe nieszczęście skrywała za rzuceniem się w wir prac domowych. W porównaniu do syna jej u c i e c z k a od emocji zdawała się pozostawać w granicach zdrowego rozsądku, nie narażając przy tym nikogo na wszelakie nieszczęścia. Nadir zaś przepędzony po raz kolejny z lodowej tafli, gdy nadwyrężał swe mięśnie i ze szpitalnych korytarzy, po których snuł się jak duch, najwyraźniej wielce niepokojąc przy tym personel medyczny... po prostu siedział na kanapie prawie to bez ruchu; siedział i w duchu modlił się żarliwie o własny koniec, by własną duszę w egoistycznym odruchu przehandlować u Anubisa za tą należącą do babci.
I nie miał komu powiedzieć o tych myślach wkradających się do jego umysłu niczym nieproszeni goście... ...nie miał n i k o g o. Być może matczyny instynkt wyczuł sięgające ku niemu szpony własnego nieszczęścia, gdyż narzuciła mu do wykonania szalenie ważną w jej odczuciu misję. Wszak sam Amin niedługo miał stać się mężem dla pewnej uroczej panny; ta informacja rozchodziła się po Nadirze echem, kiedy półprzytomnie zmierzał pod odkopany z pamięci adres. Podobny stan utrzymywał się dalej przy wybijaniu melodii zwiastującej nadejście gościa dłonią o powierzchnię wejściowych drzwi. Wraz z ich otwarciem, nie zdołał powstrzymać się od cichego westchnięcia uciekającego spomiędzy delikatnie rozchylonych warg.
- Przynoszę podarki na osłodę dalszej drogi... - Odezwał się na powitanie dość zachrypniętym głosem, kiedy w końcu udało się mu wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk. Unosząc pakunek elegancko przyozdobiony przez mamę, nie potrafił w pierwszych chwilach zdobyć się na nic innego niżeli gotową formułkę. Odkaszlnął cicho, by pozbyć się tego chropowatego płaszczyka okrywającego szczelnie wypowiadane przez niego słowa. Czyż nie powinien zacząć od czegoś zupełnie innego? Pokajać się za swój niewątpliwy duży wkład w rozluźnienie dawnej relacji lub zapytać ciepło o samopoczucie pani Al-Maliki cioci. - Słyszałem, że się żenisz... moje gratulacje, Amin.
Dlaczego,
dlaczego, dlaczego...
dlaczego, Aminie?
Pytanie kotłowało się między chaotycznymi myślami Egipcjanina, mierzącego niepewnym spojrzeniem drugiego mężczyznę. Och. Nie wiedział przecież, czy po miesiącach - a może i latach - zatartej dawnej więzi nieubłaganie przemijającym czasem był nadal mile widziany u progu jego domu. Nadir pragnął, aby kąciki ust drgnęły mu w choćby bladym uśmiechu, lecz szyję ściskała mu przerażająca wizja; czyżby nawet on poległ w boju o własną miłość? Ten sam, którego szukał błądzącym spojrzeniem w meczecie, by przetrwać piątkowe modlitwy. Ten sam, któremu m i a ł o się udać to, o czym sam Nadir tylko skrycie przez nastoletnie lata tylko marzył.


Amin Al-Maliki
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
-
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”