24 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
student | kuchcik w Archeo
Awatar użytkownika
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znalezienie się poza barem, obiecujące rychłe znalezienie się w czterech ścianach sam na sam, dało radę ponownie go rozluźnić. Znał doskonale osobę, w którą Bowie zmieniał się po alkoholu, i w chwilach takich jak ta wolał trzymać go w zasięgu wzroku i na odległość ramienia, bo gdy do zestawu dołączały negatywne emocje sytuacja mogła uciec spod kontroli. Zwłaszcza, że pierwszy raz od kiedy pamiętał jego relacja z Jayem sypnęła się do tego stopnia, by nie zeszli się z powrotem w ciągu następnej doby, a zakończenie brzmiało na tyle definitywnie. I w tym wypadku za nic nie zamierzał puszczać go luzem by dobrał się do jakiejś spotkanej przypadkiem dziewczyny, zarówno by ochronić go przed potencjalnym moralniakiem, jeśli był do niego w ogóle zdolny, oraz by nie zostać samemu przy barze zastanawiając się nad następnym drinkiem czy był chujowym kumplem, dając mu robić co chce. Opcja zabrania go do domu wydawała się najbezpieczniejsza, też dla jego własnego spokoju ducha, bo zostawiony sam na sam z myślami i zbyt dużą ilością alkoholu mógł przypadkiem wyjąć telefon i kilkoma nieprzemyślanymi wiadomościami zniszczyć inną istotną relację, tym razem własną.
Odebrał od niego buteleczkę z alkoholem, wypuszczając rozbawione prychnięcie śmiechem, po czym uniósł ją w małym toaście i także wyzerował zawartość. Brwi zmarszczyły mu się od gryzącego alkoholu przepływającego przez gardło, wbrew pozorom wcale nie zahartowane przez wcześniej wlane w siebie szoty. Nie pamiętał już nawet ile ich było i w tym momencie wieczora już nie miał zamiaru zaczynać liczyć.
- A ty wiesz, że nie lubię papierosów - przypomniał mu, odwracając nieznacznie głowę od zaoferowanej fajki. W kieszeni kurtki miał kilka skrętów i ten ziołowy był jednym typem dymu, który akceptował w swoim ciele. Tytoń nigdy nie przypadł mu do gustu i wolał się w to nie pakować, skoro udało mu się uniknąć wpakowania w uzależnienie już w liceum jak większość jego znajomych. - I w tym barku masz tequilę? - upewnił się, jako że owszem, faktycznie wiedział o jego porządnie zaopatrzonej półeczce na alkohol, jednak prawdę powiedziawszy zdążył zapomnieć i wrócić do myślenia o jego mieszkaniu jak o najnormalniejszej klitce, jaką zwykle wynajmowały osoby w ich wieku. Chociaż minęły lata i w międzyczasie zdążył nawet pomieszkiwać na jego kanapie, przykładał do jego warunków życiowych tak małą wagę, że regularnie wylatywało mu z głowy, że w porównaniu do Dylana kąpał się w luksusach. Bynajmniej nie zarobił sobie dzięki temu specjalnego traktowania.
Podniósł rękę do jego boku by przytrzymać go w pasie, przewracając oczami zarówno na pytanie, jak i na fakt, że ten pakował mu się całym ciałem w przestrzeń osobistą. Naprawdę niewiele było trzeba by ten praktycznie na niego właził, musiał zapamiętać na przyszłość. Zanim zdążył odpowiedzieć, drgnął nieznacznie na kontakt zębów ze swoją skórą.
- Nie w taksówce i nie zamierzam tego faktu zmieniać, więc trzymaj usta przy sobie, hmm? - mruknął, wolną dłonią łapiąc jego szczękę i spoglądając mu w prosto w twarz w oczekiwaniu na potwierdzenie. Doskonale wiedział, że wpakowywał się coraz głębiej w sytuację, którą będzie musiał odkręcić, ale wolał by był to problem do rozwiązania już na miejscu. Wyjął mu spomiędzy warg papierosa, którego rzucił na ziemię i zgasił butem, po czym przesunął rękę na jego plecy i poprowadził go w stronę czekającego przy krawężniku samochodu. Nawet uprzejmie otworzył mu drzwi przed przejściem na drugą stronę, po czym przywitał się w z kierowcą i zapiął pas, od razu ruchem ręki nakazując Bowiemu zrobić to samo.

Bowie Vance
ODPOWIEDZ

Wróć do „SPIN”