-
'Couse we're all just kids
Who grew up way too fast
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odebrał od niego buteleczkę z alkoholem, wypuszczając rozbawione prychnięcie śmiechem, po czym uniósł ją w małym toaście i także wyzerował zawartość. Brwi zmarszczyły mu się od gryzącego alkoholu przepływającego przez gardło, wbrew pozorom wcale nie zahartowane przez wcześniej wlane w siebie szoty. Nie pamiętał już nawet ile ich było i w tym momencie wieczora już nie miał zamiaru zaczynać liczyć.
- A ty wiesz, że nie lubię papierosów - przypomniał mu, odwracając nieznacznie głowę od zaoferowanej fajki. W kieszeni kurtki miał kilka skrętów i ten ziołowy był jednym typem dymu, który akceptował w swoim ciele. Tytoń nigdy nie przypadł mu do gustu i wolał się w to nie pakować, skoro udało mu się uniknąć wpakowania w uzależnienie już w liceum jak większość jego znajomych. - I w tym barku masz tequilę? - upewnił się, jako że owszem, faktycznie wiedział o jego porządnie zaopatrzonej półeczce na alkohol, jednak prawdę powiedziawszy zdążył zapomnieć i wrócić do myślenia o jego mieszkaniu jak o najnormalniejszej klitce, jaką zwykle wynajmowały osoby w ich wieku. Chociaż minęły lata i w międzyczasie zdążył nawet pomieszkiwać na jego kanapie, przykładał do jego warunków życiowych tak małą wagę, że regularnie wylatywało mu z głowy, że w porównaniu do Dylana kąpał się w luksusach. Bynajmniej nie zarobił sobie dzięki temu specjalnego traktowania.
Podniósł rękę do jego boku by przytrzymać go w pasie, przewracając oczami zarówno na pytanie, jak i na fakt, że ten pakował mu się całym ciałem w przestrzeń osobistą. Naprawdę niewiele było trzeba by ten praktycznie na niego właził, musiał zapamiętać na przyszłość. Zanim zdążył odpowiedzieć, drgnął nieznacznie na kontakt zębów ze swoją skórą.
- Nie w taksówce i nie zamierzam tego faktu zmieniać, więc trzymaj usta przy sobie, hmm? - mruknął, wolną dłonią łapiąc jego szczękę i spoglądając mu w prosto w twarz w oczekiwaniu na potwierdzenie. Doskonale wiedział, że wpakowywał się coraz głębiej w sytuację, którą będzie musiał odkręcić, ale wolał by był to problem do rozwiązania już na miejscu. Wyjął mu spomiędzy warg papierosa, którego rzucił na ziemię i zgasił butem, po czym przesunął rękę na jego plecy i poprowadził go w stronę czekającego przy krawężniku samochodu. Nawet uprzejmie otworzył mu drzwi przed przejściem na drugą stronę, po czym przywitał się w z kierowcą i zapiął pas, od razu ruchem ręki nakazując Bowiemu zrobić to samo.
Bowie Vance