Brakowało kilku lat, aby rzeczywiście różnice między nimi a nowym, młodym pokoleniem stały się znaczące. Już teraz Camellia czuła się stara, co będzie za kilka lat, kiedy przestanie ogarniać nowopowstałe słowa lub kiedy nowinki elektroniczne staną się zbytnio skomplikowane.
— Bardzo prawdopodobne. Ale mała informacja nadal jest dobrą informacją — stwierdziła, bo nawet jeśli pani Walker puści minimalnie parę z ust, to będą w stanie połączyć jakieś fakty ze sobą. Obecnie nie mieli nic, jednak Stones za swój honor wzięła, aby jej mama wszystko jej wyćwierkała. Zawsze istniała opcja przekupienia rodzicielki prezentem bez okazji, choć podejrzliwa bestia mogłaby wyczuć ewentualny podstęp w sprawie.
— Ah, on. Nigdy zbytnio nie lubiłam przerabiać jego utworów. Może to ma ze sobą połączenie — rzuciła, przypominając sobie zmorę swojej edukacji, czyli kanadyjską poezję. Przyjeżdżając tu jako dziesięciolatka, Camellia wyjątkowo nie lubiła chodzić na angielski. Wcześniej chodziła dla grupy dla obcokrajowców, jednak umiała angielski na tyle płynnie, że nie mogła tkwić tam na zawsze. Musiała dalej się rozwijać w tym zakresie i dobrze pamięta, że pierwszą lekturą, jaką przyszło jej przerabiać na zajęciach, był właśnie wspomniany Cohen. Nawet jeśli utworów nie miał złych, tak niestety napatoczył się na pierwszy ogień, gwarantując dziewczynie niezbyt miłe wspomnienia.
— Z jednej strony, nie nam to oceniać. W końcu są dorosłe. — Z jednej strony nie mieli co pilnować swoich rodziców, a z drugiej, przy okazji jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia, zawsze byłyby wyrzuty sumienia, że można było być o krok szybszym i coś odwlec albo przewidzieć. Nawet jeśli powstrzymanie matek przed mocniejszymi używkami byłoby praktycznie że niemożliwe, to Cama i tak wzięłaby to do siebie, mając wyrzuty sumienia.
— Trzeba podsunąć im ten pomysł na emeryturze — zasugerowała, bo teraz wiedziała, że byłyby wymówki; w końcu praca nie poczeka, a po niej były zarobione. W tym wieku, Camellia już nie wnikała, jak spędzają popołudnia, choć zawsze zastanawiała się, co robią i czym są takie zapracowane.
— Tak, pójdziemy — odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie. Chciała iść z nim na sanki, ulepić bałwana i zrobić aniołka na śniegu. Chciała natrzeć go śniegiem albo wrzucić w jakąś zaspę. Tęskniła za ich wspólnym spędzaniem czasu, bez zależności, jaka była to pora roku, choć podczas zimy zawsze potrafili znaleźć sobie milion zadań, przy tym bawiąc się jak dzieci.
Miał to być niepozorny pocałunek pod jemiołą, a zdarzenia przybrały nieoczekiwany obrót spraw. Czy było jej z tym źle? Pod żadnym pozorem, choć obawiała się, że zemdlała z wrażenia na widok śniegu i zaraz się obudzi, jednocześnie dowiadując się, że to wszystko było dziwnym wyobrażeniem, mało znaczącym snem, który nijak odzwierciedlał się w rzeczywistości. Przyciągnęła go do siebie bliżej, zaciskając palce na jego koszulce, chcąc zatrzymać tę chwilę na dłużej, żeby od niej nie uciekł, nagle uważając ją za wariatkę, bo przecież byli
przyjaciółmi — ale przyjaciele nie reagowali w ten sposób na siebie. Do żadnego kumpla nie żywiła takich emocji, żaden nie przyspieszał bicia jej serca i nie dawał takiej potrzeby bycia blisko. Tylko czy to wszystko nie działo się zbyt szybko? Przez chwilę nie myślała o tym, oddając pocałunki, samej pragnąc dostawać jeszcze więcej, a krótkie przeniesienie ich na szyję sprawiło, że odchyliła automatycznie głowę, dając mu ku temu ciche przyzwolenie. Nie oponowała ku ręce, która wślizgnęła się pod jej bluzkę, nie narzekała na nic. Wplątała palce w jego włosy i stanęła bardziej na palcach, pogłębiając pocałunek i po chwili nieznacznie się odsunęła — nadal mając jego usta na wyciągnięcie swoich i dalej mając lekko przymknięte oczy, jakby obawiała się, że otworzenie ich skutkuje natychmiastowym przełączeniem sceny.
— Nie chciałabym, żebyś o tym zapomniał — wyszeptała, czując potrzebę, aby to doprecyzować; bo bała się, że później lub na drugi dzień, będą zachowywać się, jakby nic się nie stało. Jednak miała już dość ignorowania własnych uczuć.
— Jeśli masz mi dać kosza to zrób to teraz i nie dawaj mi nadziei — dodała po chwili, otwierając niepewnie oczy i spoglądając w jego ciemne tęczówki. Czy to impuls, czy rzeczywiste uczucia? Camellia musiała wiedzieć, bo jeśli nadal byli
przyjaciółmi... będzie potrzebowała kilku dni na przepracowanie tematu i jednocześnie sposobów na skuteczne unikanie.
Connor Walker