-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale nic nie powiedział, tylko macha ręką.
A już później to wszyscy machają, bo leci koks doprawiony kwasem. I najpierw jest cicho... Taka cisza przed burzą.
A później się zaczyna odpierdalać. I tylko ta biedna Laura za barem, stoi, wyciera szklanki szykując się do zmiany i patrzy na nich z politowaniem, to na Madoxa, który siada na końcu baru i się zwija w jakiś kłębek i udaje, że go tutaj nie ma. To na Williama, który drze się, że ma mokro i kręci na krześle jak jakiś pojebany. To na Jerry'ego, który po kolei łapie wszystkie szklanki i je pije na hejnał.
To będzie ciężka zmiana...
Madox w końcu znowu ląduje koło Williama i go pyta jak wygląda, a ten mu mówi, że niedobrze. To się Noriega trochę przeraził, bo co jeśli mu tak zostanie? A on przecież na co dzień to jest taki piękny. Szuka po kieszeniach jakiegoś lusterka, ale nic nie znalazł, tylko telefon, to się zaraz w nim przegląda, ale gówno widzi. Bo tak naprawdę to zrobił dwa zdjęcia Williama i jeszcze Jerry'ego, jak się rzuca na parkiet, jak jakieś zwierzę. Aż mu ten telefon wpadł za ladę i pozbierała go Laura.
- Maaadooooxxx twóóóójj tee... - odzywa się, ale Madox jej już wcale nie słucha, bo ona gada jakoś tak wolno, a on jest taki zajebiście szybki od tego koksu, zrywa się ze stołka i już z chłopakami lecą na parkiet.
A tam to dopiero jest faza, światła wirują, a muzyka latynoska łaskocze po skórze.
A przynajmniej Madox ma takie odczucia, bo zaraz zaczyna sobie tam skakać do rytmu i jest całkiem fajnie.
Jerry też się fajnie bawi, bo kręci się dookoła i śpiewa po hiszpańsku, ale tak kaleczy słowa, że Noriega to go wcale nie może słuchać i już miał go kopnąć za to w dupę, ale wtedy wydziera się Patel, żeby na niego patrzyli.
A oni się patrzą jak zahipnotyzowani, jak on się kreci na tej rurze. Jerry grzebie po kieszeniach i zaraz rzuca jakieś dolary i papiery w Williama. No to Madox przecież nie mógł być gorszy, grzebie po kieszeniach, ale znalazł tylko paczkę papierosów, to cisnął nią w Williama. A wtedy Jerry rzuca się na te papierosy dziko, i coś krzyczy, że mu się tak chce palić, że zaraz go pojebie.
A w tym samym czasie Willy jak nie jebnął na plecy, aż huknęło i ten też krzyczy, że ma wstrząs mózgu.
Madox to przez chwilę myślał, że go naprawdę pojebie zaraz.
Jerry jednak pakuje sobie do ust trzy fajki na raz, a potem staje nad Williamem i zaczyna się śmiać, obaj się śmieją.
Noriega też się w końcu śmieje, a zaraz oni z Williamem zbierają te wymemłane przez Jerry'ego fajki z podłogi i sobie je pakują do ust. Każdy teraz ma po jednej, chociaż Jerry chyba ma dwie, ale on tak skacze jak pojebany, że Madox w ogóle nie może się dopatrzeć.
Podchodzi do nich jakaś tancerka, która teraz dopiero przyszła na zmianę.
- Wszystko dobrze? - pyta pochylając się w ich kierunku, a Madox chwyta Jerry'ego za ramię i odchyla się do tyłu.
- Wypierdalaj z klubu! - krzyczy, a dziewczyna patrzy się na niego jak na pojeba i coś tam jeszcze mówi. Ale on jej wcale nie słucha, macha łapami jakby odganiał jakieś niewidzialne nietoperze, bo może tak było?
- Na górę chłopaki, dawajcie na górę - a później to już obaj z Jerry'm ciągną Williama za fraki do góry, stawiają go na nogi i łapią pod boczki. Tylko Madox się jeszcze zatrzymuje po drodze na górę i się na nich patrzy.
- A co chcecie, to powiem Laurze, żeby nam przyniosła, bo ja chcę... - zamyślił się na moment, bo nie chciał już dokładać alkoholu, bo wtedy to by go chyba zmiotło z planszy - lemoniadę - wypalił nagle, na pewno Laura mu zaraz zrobi lemoniadę... -Kakao! - dowalił Jerry, a Madox robi takie wielkie oczy, bo też zajebiście. Laura im zrobi lemoniadę i kakao, a dla Williama co?
William N. Patel