-
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Chociaż… trochę nie myślała o konsekwencjach, gdy zapraszała go na noworoczną imprezę w kancelarii. Bo pamiętała ich ostatnią wspólną służbową imprezę, gdy spędzili w swoim towarzystwie znacznie więcej czasu niż powinni i niż wypadało. Pamiętała złość Percy’ego, gdy w końcu wybuchł a tamten wieczór wszedł na tapet.
- Oczywiście, że zaproszenie… – zaproszeni byli wszyscy pracownicy Philips&Gardner, ale nie każdego informowała o tym osobiście. Ba… z żadnym z nich na ten temat nie rozmawiała. Prawdopodobnie nawet jej mąż nieszczególnie był tym zainteresowany, a sam wieczór traktował jako jeden z wielu i jako pewnik… znowu będzie miał okazję brylować w towarzystwie z żoną u boku. Chyba.
- Też bym nie była… spotykać się po godzinach pracy z tymi wszystkimi ludźmi z biura? Z ludźmi, których się nawet nie lubi? Nawet ja jak pomyślę o tych kilku godzinach słuchania żartów Atkinsa to zaczynam wątpić. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo cóż… sama podchodziła do tego trochę inaczej, ale zdawała sobie sprawę, że te wszystkie służbowe imprezy networkingowe musiały być cholernie męczące – Mimo wszystko bardzo miło byłoby cię tam spotkać. Poza tym dobrze tańczysz… chętnie to jeszcze powtórzę. – nawet narażając się na kolejną awanturę. Naprawdę nie rozumiała dlaczego to robiła – Możesz to dodać to tej listy swoich zalet. – dodała pół żartem, pół serio i uśmiechnęła się do niego ładnie znad szklanki z alkoholem, którego upiła niewielki łyk.
Harold Carnegie
-
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Domyślał się jednak, że ona mogła podchodzić do tego inaczej. Nie bez powodu pozwoliła, aby Percival wcisnął jej na palec obrączkę, a to musiało oznaczać, że miała w sobie przynajmniej minimum romantycznej duszy. Prawdopodobnie więc postrzegała te sprawy inaczej, jednak Harold nie był osobą, która mogłaby ją o to wypytywać. Nie chciał zresztą, ponieważ wypytywanie o ich małżeństwo wydawało się przekroczeniem pewnych granic.
Tak samo nie uważał jednak o tym, że ze sobą przebywali.
Uniósł jedną brew ku górze, uważnie przysłuchując się jej słowom. Nie lubił firmowych imprez, choć zwykle pokazywał się na nich, ponieważ tak w y p a d a ł o. W ten sposób mógł podtrzymać relacje z klientami i zadbać o to, aby pragnęli do niego wracać, a przecież na tym naprawdę mu zależało. Nie znaczy to jednak, że bywał na nich od początku do końca. Zaglądał tam na tyle, na ile było to konieczne, a później w odpowiednim momencie wybywał. Do tej pory nie miał powodów, by robić pod tym względem jakiś wyjątek.
— Pomyśl sobie, że dla ciebie jest to t y l k o tych kilka godzin na imprezie — zażartował, wyginając kąciki ust w zaczepnym uśmiechu. Omiótł jej sylwetkę spojrzeniem, a później pociągnął kolejny łyk alkoholu z własnej szklaneczki. — Możemy dobić targu — zasugerował i nieznacznie wzruszył ramieniem. Skoro chciała, aby pojawił się na imprezie, zamierzał to zrobić i bez jakiegokolwiek zobowiązania z jej strony, jednak mimo to nie był w stanie odpuścić sobie takiej okazji ku temu, aby ugrać coś dla siebie.
Poruszył zaczepnie brwiami jeszcze na krótko przed tym, jak zdecydował się ponownie podjąć temat. — Skoro aż tak bardzo mam się poświęcić po to, żebyś mogła znowu ze mną zatańczyć, musisz mi obiecać, że po tym dasz mi się zabrać do innego miejsca. Takiego, w którym rzeczywiście da się potańczyć — zasugerował, a jego usta wykrzywiły się w jeszcze wyraźniejszym grymasie.
Ostatecznie przecież chciał dać jej tylko to, czego sama od niego oczekiwała.