34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niektórzy zapominali, że Quidditch to przede wszystkim gra drużynowa. Tak działo się w drużynie Gryfifindoru. Nic dziwnego, że w tym roku zajęli ostatnie miejsce w sezonie, skoro wszyscy (no może poza Richiem Hardickiem, bo ten jednak umiał podawać kafla, inaczej nie znalazłby się reprezentacji szkoły) grali ze sobą i dla siebie, licząc aż ich żałosny szukający złapie znicza. Pomijając już fakt, że prawie nigdy mu się to nie udawało. A jak już raz sprzyjało mu szczęście, to i tak przegrali z kretesem. Ravelnclaw skończył na trzecim miejscu, ale zawsze to podium. Poza tym do Ślizgonów zabrakło im jedynie dwudziestu punktów.
Była gotowa wrócić do treningu, ale z racji, że znajdowała się w pobliżu, chcąc nie chcąc usłyszała rozmowę o samotnym widzu. Jej wzrok automatycznie powędrował w tamtym kierunku. Czy tego Higginsa to już całkowicie popierdoliło? Trzeba być naprawdę skończonym kretynem, żeby z własnej, nieprzymuszonej woli siedzieć na trybunach w taką podłą pogodę.
Stan Still podleciał bliżej Zaylee, również spoglądając na Higginsa, który właśnie dyskutował z trenerką, której samopiszące pióro rozpisywało w jej kajeciku taktyki i schematy na zbliżający się turniej. W pewnym momencie pani Ester skinęła głową na składzik, a Ślizgon natychmiast podreptał we wskazanym przez nią kierunku.
Co się właściwie dzieje? — Stan zerknął z ukosa na Miller.
Nie mam pojęcia — wzruszyła ramionami. — Ale wydaje mi się, że Swanson próbuje skołować nam rywala dla Buttsa — Zaylee aż wywróciła oczami. Serio? Jakby to w jakikolwiek sposób miało zmotywować Seymoura do czegokolwiek.
Poderwała miotłę, a Grom wystrzelił w kierunku barierki, przy której Ślizgona czekała aż Higgins do nich dołączy.
Wciskasz nam swojego chłoptasia na boisko? — zapytała, uśmiechając się pod nosem. — Wiesz, że nie mam obowiązku osłaniać go od tłuczków? Nie jest w drużynie — zauważyła, zresztą słusznie. Prefekt ze Slytherinu nie był ani w reprezentacji, ani nawet nie występował w barwach swojego domu, więc Miller nie miała zasranego obowiązku pilnować, żeby nie oberwał w łeb. — Wlatuje tu na własną odpowiedzialność — dodała i spojrzała w dół. Chłopak właśnie narzucił szatę na plecy i teraz nieporadnie próbował wspiąć się w powietrze. — Albo i nie — skwitowała krótko. Próbowała zrozumieć, co on właściwie teraz wyprawiał, ale to wiele wyjaśniało, dlaczego nie zasilił szeregów w drużynie Domu Węża, skoro nawet nie potrafił dosiąść miotły. — Och, wow — wyrwało jej się w zdumieniu. — Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Mam nadzieję, że różdżką włada nieco lepiej — posłała Swanson spojrzenie przepełnione rozbawieniem.
Usłyszała świst z tyłu głowy. Automatycznie wyciągnęła rękę za plecy, na oślep odbijając tłuczek, który wydał z siebie złowieszczy dźwięk, zawirował w powietrzu i odbił w przeciwną stronę. Na pozycji pałkarza liczyła się nie tylko siła i kondycja, ale również dobry słuch. Poza tym trzeba być uważnym i mieć oczy dookoła głowy. To ogromna odpowiedzialność dopilnować, żeby żadnemu zawodnikowi z drużyny nie stała się krzywda. Higginsem jednak nie musiała się przejmować. Nie był w drużynie, więc nie był jej problem.
Trzeba było iść z nim do tego składziku — skomentowała jeszcze, nawiązując do żartu Kapitana Dupy. Nie mogła się powstrzymać od złośliwości, kiedy widziała nieudolnie szybującego Ślizgona. Nawet Butts szybciej złapałby znicza. I to na pieszo.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W teorii Quidditch mógł być sportem jednego gracza, ale jedynie w przypadku złapania znicza. Najkrótszy udokumentowany mecz trwał tylko siedem sekund. Istniała bowiem szansa na to, że szukający zakończy rozgrywkę zanim którakolwiek z drużyn zdobędzie wystarczającą ilość goli do tego, aby miały one jakiekolwiek znaczenie. Wciąż jednak z założenia był to sport drużynowy i tak powinien być przez samych graczy postrzegany.
Zwerbowanie Kyle'a do gry mogło być zarówno dobrym jak i tragicznym pomysłem. Swanson wychodziła z założenia, że nie było sensu w tym, aby tak bezczynnie siedział na trybunach, gdy mógł się do czegoś przydać. Przynajmniej może dzięki niemu Seymour poczuje potrzebę poruszania się w powietrzu, bo czasami za bardzo się opierdalał.
- To obierz go za cel, a niech Nancy go broni - oświadczyła krótko, gdy tylko Miller podleciała do niej i oświadczyła twardo, że nie zamierza w żaden sposób chronić prefekta Ślizgonów przed nadlatującymi tłuczkami. - Wam też może się przydać odrobina rywalizacji.
Nie dbała o to jak to rozwiążą, ale wolałaby aby Higgins nie został pozostawiony samemu sobie na pastwę latających żelaznych kul. Może nie był faktycznie wymarzonym zawodnikiem, ale na pewno im się jeszcze do czegoś przyda na boisku. Z takiego założenia wychodziła Evina.
- Musi wyczuć miotłę. Sama pewnie miałabym problem na twoim rzęchu - odpowiedziała z pewną złośliwością, bo skoro Zaylee nie miała problemów z wyśmiewaniem prefekta to ścigająca nie zamierzała jej szczędzić jadowitych słów.
A to Ślizgonów oskarżano o nadmierną złośliwość. Jak widać przynajmniej niektórzy Krukoni im w tym nie ustępowali. Cholerni wychowankowie Ravenclaw myśleli, że zawsze wiedzieli lepiej i mieli się za lepszych od reszty. Może nie wszyscy, bo niektórzy nie wyściubiali nosów z książek na tyle, aby mieć czas na snucie przemyśleń odnośnie szkolnego życia, ale część z nich była naprawdę przemądrzała.
Warunki nie były najlepsze. Wiatr oraz deszcz wzmagały się powoli z każdą mijającą chwilą, a w oddali dało się usłyszeć odgłos grzmotów. Zdecydowanie amatorzy nie preferowali gry w taką pogodę, ale ślizgoński prefekt jak widać był zdeterminowany i z każdą chwilą czuł się nieco pewniej na miotle. Zapewne przypominał sobie wszystkie lekcje, których mu w przeszłości udzieliła Evina.
- Pierdol się, Miller - prychnęła w jej kierunku po czym skierowała się do reszty ścigających.
Naprawdę nie cierpiała tego, że jej życie osobiste zdawało się tak stanowić obiekt zainteresowania wielu uczniów Hogwartu, a że Swanson niekoniecznie miała samych wielbicieli w murach zamku to wystarczająco często musiała słuchać komentarzy na temat dawania dupy prefektowi oraz wielu nieprzyjemnych plotek. Starała się na nie nie zwracać uwagi, ale mimo wszystko wzbudzały one jej irytację w zbyt dużym natłoku.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie potrzebowała zdrowej rywalizacji z drugą pałkarką, tej i tak będzie miała wystarczająco dużo w jutrzejszym meczu, kiedy będzie musiała ochraniać nie tylko zawodników ze swojej drużyny, ale też eliminować tych z przeciwnej. Poza tym nie zamierzała słuchać Eviny Swanson. Rządziła się, jakby była kapitanem, którym przecież nie była.
Na jej uszczypliwości, Zaylee wzruszyła jedynie ramionami. Każdy wiedział, że Ślizgoni to pizdy. Dlatego nikt nie traktował ich poważnie. Nie interesowało ją również prywatne życie ścigającej, po prostu nie chciała, żeby jej chłoptaś przeszkadzał w treningu, a jak na razie to nie było z niego żadnego pożytku, bo prefekt z ledwością utrzymywał się na miotle. Powinien zająć się wróżbiarstwem, czy w czym tam był dobry. I niby jego obecność sprawiła, że Butts w końcu zaczął latać za zniczem, ale co z tego, skoro Higgins nie mógł go dogonić? Jakby tego było mało, rozjuszony tłuczek uwziął się na niego i cały czas siedział mu na ogonie miotły, co zaczynało działać na nerwy nawet samej Nancy Huggenkiss, która chyba miała serdecznie dosyć ratowania mu tyłka.
Miller nie zamierzała się w to wpierdalać. Kręciła się blisko obręczy Case'a i odganiała tłuczki od ścigających. Właśnie zmieniała rękę, bo po wielogodzinnym treningu pałka zaczynała ciążyć jej w dłoni, kiedy dostrzegła, jak Kyle Higgins przekręca się na miotle i zwisa z niej do góry nogami. Still i Hardick zarechotali głośno, a ich śmiech rozniósł się po boisku, przedzierając przez strumienie deszczu.
Ej, Swanson, może powinnaś dać mu jakieś korki z latania? — ślizgoński obrońca, który niby kumplował się z Kylem, także zaniósł się śmiechem. Węże to jednak były skurwiałe fałyszwce.
Albo najlepiej niech każe mu wracać na trybuny, bo zaraz sam zrobi sobie krzywdę — wtrąciła Zaylee, odgarniając z czoła mokre kosmyki włosów. W jej głosie już nawet nie było zgryźliwości, ale to, co wyprawiał Higgins wyglądało niebezpiecznie. Gość obchodził się z miotłą, jakby siedział na niej pierwszy raz w życiu. Naprawdę niewiele trzeba, żeby doprowadził do tragedii.
Z pomocą przyszedł mu sam Kapitan Dupa, który pomógł mu usadowić się na kiju i nawet poklepał go pokrzepiająco po plecach.
Są inne sposoby na to, żeby zerwać z facetem — Stan pokręcił głową z udawanym niedowierzaniem, zataczając kółko wokół bramek. — Nie musisz go od razu zabijać — zwrócił się do Eviny, kiedy znów znalazł się obok dwójki ścigających.
Po takim czymś sama bym z nią zerwała — stwierdziła Miller, z impetem posyłając tłuczek daleko przed siebie.
Arresto Momentum! — piłka zastygła w bezruchu, a pani Easter, poderwała się na miotle wraz ze skrzynką, gdzie przechowywano tłuczki. Trzeba było zapiąć je skórzanymi pasami, na które rzucono zaklęcie wzmacniające. — Na dzisiaj chyba wystarczy — oznajmiła, podlatując do bliżej do uczniów zgormadzonych w powietrznym kręgu. — Jutro czeka nas trudny mecz. Wyśpij się i... — urwała, odnajdując wzrokiem chwiejącego się na miotle Kyle'a. — Panie Higgins, proszę wziąć kilka dodatkowych lekcji, na pewno panu nie zaszkodzą — popatrzyła na niego z politowaniem, a w tym samym momencie Zaylee posłał Evinie rozbawione spojrzenie. — Pomóżcie mi schować piłki. I och, Butts, na wszystkie eliksiry Skarpa Szaleńców, złap w końcu tego cholernego znicza!

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wnikała w układy między pałkarkami. Miały po prostu zadbać o to, aby być w odpowiedniej formie oraz przepracować wszelkie potrzebne manewry przed meczem, który miał mieć miejsce kolejnego dnia. Najważniejsze było jedynie to, że mieli jeszcze nieco czasu na to, aby przećwiczyć swoje ruchy na miotłach.
Swanson nie zamierzała z nikim dyskutować. Chciała po prostu zająć się przerzucaniem kafla z innymi ścigającymi i skupić się na strzelaniu kolejnych goli, których Justin nie mógł w żaden sposób obronić. Nie przejmowała się szczególnie tragicznym losem swojego chłopaka oraz tym jak wielkie było zagrożenie z jakim się zmagał. W końcu skoro przyszedł już na ich trening to niech na coś się przyda.
Uczyła go w końcu latać na miotłach. Wiedziała, że było go stać na tyle, aby radzić sobie przyzwoicie. Chociaż na razie nie bardzo się to pokazywało. Trema? Albo złe warunki? Nie była w stanie tego określić, ale czasami zdawało się, że Higgins naprawdę zaczyna sobie radzić tylko po to, aby zaraz coś spieprzyć.
Starała się nie zwracać uwagi na komentarze współgraczy, bo gdyby tylko zaczęła się nimi przejmować to najpewniej przyłożyłaby Case'owi kaflem w twarz zamiast celować w pętle. Oczywiście Miller musiała być tą, która mu przytaknęła. Jakby nie mogła zajmować się tłuczkami, bo jeszcze chwila, a któryś skasowałby Hardicka, ale ten szczęśliwie zrobił unik na czas.
- Sam przyszedł to niech chociaż spróbuje być przydatny... - stwierdziła, gdy tylko krukoński ścigający zwrócił jej uwagę na to, że podobno posłała Kyle'a na śmierć a nie na zwyczajny trening. - Całe szczęście nie jesteś moją dziewczyną, Miller. Skup się na tłuczkach, bo przed chwilą prawie skasowało nam Hardicka.
Miała już po raz kolejny zażądać kolejnej próby manewrów z pozostałymi ścigającymi, gdy wtem usłyszała jak trenerka rzuca zaklęcie na jeden z tłuczków, aby zatrzymać go w miejscu. Najwyraźniej stwierdziła, że dosyć tego dobrego i powinni zabrać się z powrotem do zamku. Jakby nie patrzeć spędzili kilka dobrych godzin na miotłach, a potrzebowali też odrobiny odpoczynku, aby wszystkich sił nie spożytkować na grę między sobą.
Swanson siedziała z niezadowoleniem na miotle. Nie była zachwycona przebiegiem treningu. Poczuła też nagłą irytację w momencie, gdy tylko spojrzała na szukającego, który najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, gdzie mogła podziewać się ta cholerna piłka.
- Pomogę tej niemocie - rzuciła krótko i nie oglądając się na innych puściła się pędem przez boisko, wypatrując w coraz silniejszych strugach deszczu złotego błysku znicza.
Może i na co dzień operowała kaflem, ale z pewnością nie miałaby trudności z wypatrzeniem i złapaniem tego małego drania, gdyby tylko się wysiliła. Co prawda to właśnie w roli ścigającego czuła się najpewniej, ale w razie potrzeby mogłaby wskoczyć na dowolną pozycję.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywróciła ostentacyjnie oczami. Och, gdyby Swanson rzeczywiście przejmowała się losem Richiego Hardicka, to Zaylee jeszcze mogłaby mieć jakieś wyrzuty sumienia, że ścigający prawie dostał tłuczkiem w potylicę. Ale prawda była taka, że miała w chuju Kutasińskiego i to, czy ten wyląduje w Skrzydle Szpitalnym. Co najwyżej straciłby przytomność i ocknął po tygodniu. Na jego miejsce również znalazłoby się kilku lepszych ścigających. Chyba wybór zawodników do szkolnej reprezentacji odbywał się przy pomocy loterii, a trenerka była kompletnie ślepa. Z całym szacunkiem do pani Ester, ale powołując kadrę dała totalnej dupy. Pytanie tylko brzmiało — komu?
Już się tak nie wkurwiaj, Swanson — powiedziała z chytrym uśmieszkiem. — Nie słyszałaś, że złość piękności szkodzi? Szkoda byłoby takiej ładnej buzi — po tych słowach Miller zanurkowała w dół, wyhamowując tuż przed ziemią. Nie miała zamiaru patrzeć, jak Butts usiłuje dorwać skrzydlatą piłeczkę, a Evina postanowiła się nad nim zlitować. To bardzo szlachetne z jej strony, doprawdy niezmiernie dobroduszne. I takie niepodobne do Ślizgonów.
Zeskoczyła z miotły, a potem przerzuciła Groma przez ramię. Woda zebrana na murawie chlupała pod butami. Ruszyła za Nancy do do szatni dla dziewcząt, kiedy chłopcy pomagali trenerce schować resztę piłek.
W środku Miller ściągnęła gogle i przeczesując palcami wilgotne włosy. Opadła ciężko na ławkę, zrzucając z siebie przemoczoną szatę. Ściągnęła rękawiczki i spojrzała odciski na dłoniach. Piekły jak cholera. Chyba będzie musiała uśmiechnąć się do pani Drinkwater po esencję z dyptamu.
To na razie, Zaylee — rzuciła wesoło Huggenkiss, która najwyraźniej stwierdziła, że nawet się nie przebiera. — Widzimy się na porannym rozruchu! — dodała, zabierając z ławki swoje rzeczy.
Jasne, na razie — odparła i machnęła do niej ręką. Oprócz tego, że Nancy łatwo dość łatwo się rozpraszała, o czym świadczyło jej wcześniejsze zachowanie, kiedy dawała się zagadywać Seymourowi, była naprawdę w porządku. Zresztą Krukoni zawsze żyli z Puchonami w pewnej symbiozie. I przede wszystkim nie wchodzili sobie w drogę.
Gdy do szatni weszła Swanson, Miller spojrzała na nią tylko przelotnie. Była zajęta zmienianiem ubrań na suche, żeby wdawać się w jakiekolwiek dyskusje. Zresztą, o czym miałaby z nią gadać? O tym, czy jej chłopak nie połamał sobie nóg, czy o złapanym przed momentem zniczu? Musiała go złapać, inaczej nie byłoby jej tutaj. To było tak oczywiste jak to, że Buttsowi się nie udało. Gdyby nie Evina, pewnie latałby po boisku do bladego świtu. Jeśli podczas jutrzejszego meczu z Durmstrang zdoła go wyśledzić i schwytać, to będzie najprawdziwsze miraculum magicum. Nawet jak na standardy czarodziejów.
Sięgnęła po swoją różdżkę i wykonała miękki ruch nadgarstkiem.
Sicco — mruknęła, a zaklęcie wyciągnęło wodę z rozłożonych na ławce ubrań. Sama woda owinęła się wokół różdżki w taki sposób, że Zaylee mogła odlać ją do zawieszonego na ścianie zlewu.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i nie przejmowała się losem Richiego Hardicka, ale w tym momencie zależało jej po prostu na tym, aby Zaylee w końcu się od niej odwaliła. Nie zamierzała się tłumaczyć ze swojej decyzji ani słuchać komentarzy na temat tego jak beznadziejny wydawał się być Higgins. Nie był demonem prędkości, nie poruszał się najlepiej na miotle, ale nawet w jego nieudolnych manewrach było widać, że się stara w przeciwieństwie do innych.
Nie zdążyła nawet nic odwarkąć w kierunku Miller, bo ta zdążyła czmychnąć na inną stronę boiska. Zresztą i tak chciała się dołączyć do pościgu za zniczem.
Raz jeszcze zacisnęła dłonie na trzonku i przylgnęła do niego tułowiem, starając się przybrać jak najbardziej aerodynamiczną postawę. Deszcz nieprzyjemnie bił w twarz, a przy osiąganych przez miotłę prędkościach każde pojedyncze uderzenie kropli kuło niczym tysiące igieł.
Butts widząc to jak ścigająca włączyła się do jego zadania nagle zdawał się ożyć. Przez jakiś czas nawet przepychali się między sobą, walcząc o prowadzenie oraz zdobycie złotego znicza.
Co chwila wpadali na siebie, starając się zepchnąć to drugie z kursu, a w pewnym momencie Seymour próbował ją rzucić na ścianę pobliskiej trybuny, gdy tylko przelatywali blisko niej. Całe szczęście Evina zdążyła obniżyć tor lotu, naciskając na rączkę Nimbusa z całej siły i umknęła przed atakiem szukającego.
W końcu jednak dorwała znicz. Musiała się przy tym jednak wychylić niebezpiecznie z miotły i mało brakowało, a by z niej spadła. Zamiast tego wykręciła jednak spiralę ze względu na nierówne rozłożenie ciężaru na Nimbusie. W końcu jednak dotarła do trenerki i wręczyła jej ostatnią z piłek.
Deszcz lał już niemiłosiernie w momencie, gdy dotarła nareszcie do szatni. Po drodze minęła jeszcze Nancy Hugenkiss, która wracała powoli w kierunku zamku, a po przekroczeniu progu przekonała się, że Zaylee była jedyną osobą, która pozostała w pomieszczeniu.
Starała się nawet nie patrzeć zbytnio w jej stronę. Po prostu w ciszy podeszła do ławki po przeciwległej stronie szatni i oparła Nimbusa o ścianę. Dopiero wtedy mogła się zabrać za ściąganie ochraniaczy oraz wierzchniej części stroju do Quidditcha.
W teorii szaty miały chronić zawodników przed deszczem i może faktycznie tak było, ale do czasu. Później tak czy siak woda wlewała się gdzieś za kołnierz i przesiąkała ubrania. Swanson czuła, że była całkowicie przemoczona łącznie z bielizną, która też wchłonęła część wody.
Sama również sięgnęła po różdżkę, aby prostym zaklęciem osuszyć swój strój do treningów. Tylko, że w przeciwieństwie do Zaylee postanowiła zrobić to w sposób niewerbalny, a jej magia przybrała nieco bardziej nieokrzesany charakter. Nie skupiła się na zachowaniu kształtu wody, a jedynie na wyciągnięciu jej z materiału przez co ta uderzyła niemal od razu gwałtowną falą w ścianę, na której znajdowała się umywalka. Nawet w tym geście dało się wyczuć wyjątkowe zdenerwowanie Ślizgonki.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podskoczyła, gdy fala z impetem chlupnęła o kamienną ścianę. Kilka zimnych kropel spadło jej na koszulę, przez co Zaylee fuknęła pod nosem i posłała Swanson spojrzenie, od którego aż iskrzyło w powietrzu. Trudno było tego nie zauważyć, że Ślizgonka była wściekła. Autentycznie, paskudnie rozjuszona. Najwyraźniej trening nie poszedł po jej myśli, ale to wciąż nie był powód, żeby wyładowywać frustrację na wszystkim i wszystkich dookoła. Jeśli coś jej nie pasowało, mogła przecież wyżyć się na swoim chłopaku albo łyknąć Eliksir Uspokajający. Miller, kiedy kipiała ze złości, wybierała inne metody. Owszem, zdarzało się rzucanie Reducto czy Expulso, ale prawdziwą ulgę przynosiła jej gra w szachy. Obserwowanie, jak figury rozbijają się wzajemnie, dawało zaskakujące ukojenie. I co z tego, że przy wkurzonej Zaylee drzwi same trzaskały.
Złapała za szkolną szatę i narzuciła ją sobie na ramiona, prostując się z wyraźną ostentacją.
Co cię ugryzło? — rzuciła w końcu, mierząc Ślizgonkę chłodnym spojrzeniem. — Ten trening może nie był zbyt udany, ale to nie powód, żeby tak się pieklić — dopiero gdy słowa już padły, zorientowała się, że jej ton zabrzmiał bardziej wyniośle, niż zamierzała. Poprawiła szatę, czując, jak materiał przylepia się do mokrej koszuli.
Miller potrafiła postawić się w jej sytuacji Swanson, bo zwykle reagowała podobnie, kiedy coś nie szło po jej myśli. Wtedy była o krok od eksplozji, gotowa rzucić klątwą w pierwszą rzecz, która znajdzie się w zasięgu wzroku. Porażki traktowała jak osobistą zniewagę, a najmniejsze potknięcie potrafiło rozpalić w niej gniew szybciej niż Incendio. I choć rozumiała tę frustrację, to nie zamierzała być jej workiem treningowym. W końcu każdy miewał gorsze dni, ale nie każdy pozwalał, żeby złość rozlewała się na innych niczym czarna magia.
Świece przy ścianach zadrżały, a jedna z nich zgasła z cichym syknięciem. Krukonka odnotowała to kątem oka.
Na jutrzejszym meczu wszyscy będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony — oznajmiła na pokrzepienie, ale zabrakło jej prawdziwego przekonania. Była to raczej formułka powtarzana z obowiązku niż wiara w realny sukces. Chcieć a móc to przecież zasadnicza różnica. A nie było sensu się się czarować — skład reprezentacji Hogwartu nie należał do najsilniejszych.
Ich szukający… No cóż. Butts, choć nosił barwy Slytherinu, bystrością i sprytem dorównywał raczej własnej miotle niż przeciwnikom na boisku. Trudno było liczyć, że to właśnie on pierwszy dopadnie znicza. Jeśli mieli w ogóle myśleć o zwycięstwie, ciężar meczu spadnie na barki ścigających, którzy będą musieli nadrabiać gole za każdym razem, gdy przeciwnicy przejmą inicjatywę.
Miller planowała więc w pierwszej kolejności wyeliminować szukającego z Durmstrangu, zanim ten zdąży rozkręcić się na dobre. Problem polegał na tym, że najpierw będzie zmuszona przebrnąć przez prawdziwą rzeźnię w powietrzu, jaką był bój z pałkarzami Durmstrangu. A ci słynęli z naprawdę brutalnej gry. Uderzali bez wahania, celując nie tylko w tłuczki, ale i w kości. To na pewno nie będzie czysta gra. Prędzej pokaz siły, w którym przetrwa tylko ten, kto zdoła utrzymać się na miotle.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie planowała się wyżywać w żaden sposób na obecnej w pomieszczeniu Zaylee. Planowała po prostu ignorować obecność Krukonki tak długo jak była w stanie. W końcu poza kilkoma złośliwostkami, które pałkarka rzuciła w jej kierunku to nie miała większych powodów do tego, aby się na nią złościć. Faktycznie na treningu dawała z siebie wszystko, a nawet więcej niż powinna, bo przez pewien czas nadrabiała także za Nancy, która zdecydowanie zbyt dużo czasu poświęcała nikomu innemu niż cholernemu Seymourowi Buttsowi. Miller, Still i Case byli jedynymi graczami poza Swanson, którzy brali to spotkanie poważnie.
- Powiedzenie, że był niezbyt udany to niedopowiedzenie - stwierdziła, zmieniając szybko obuwie i skarpetki na te z zestawu mundurkowego.
Może i to nie był odpowiedni powód, ale ostatnio nazbierało jej się zdecydowanie zbyt dużo stresu, aby nie przejmować się całym tym cholerstwem. Mecz mieli już jutro. Durmstrang był potężnym oponentem, który słynął z umiejętności miotlarskich swoich uczniów oraz ostrej i brutalnej gry, której będą musieli się oprzeć. Tylko, że nikt nie zdawał się przykładać odpowiednio do tego by przygotować się na to spotkanie.
- Sama w to nie wierzysz. Jak mają się pokazać z jak najlepszej strony skoro nie zadbali odpowiednio o swoją formę? - odparła i wciągnąwszy na siebie spodnie, odwróciła się, aby spojrzeć na pałkarkę.
Przez jakiś czas jedynie przypatrywała jej się w migotliwym blasku świec oświetlających wnętrze szatni. Czuła pewne, narastające napięcie, którego źródła nie była pewna. Możliwe, że były to nerwy związane z tym, że z każdym wypowiadanym słowem skupiała się coraz bardziej na nadciągającej porażce.
Nie było szans na to, żeby Butts złapał szybko znicz. Musieli zatem zdominować sytuację na polu i zatroszczyć się o to, aby szukający Durmstrangu pierwszy nie dopadł piłki i nie zakończył meczu przed uzyskaniem satysfakcjonującej przewagi w golach. Musieli mieć szesnaście trafień w pętle więcej. To było wykonalne, ale jedynie przy długiej grze i wyjątkowym spięciu w polu, a czuła, że Hardick mógł szybko ulec wypadkowi, co zostawiało jedynie ją i Stilla, troszczących się o uzyskanie punktów...
To było zbyt wiele nawet jak na jej barki. Może z innym składem, może przeciw innej szkole lub w innym terminie, ale nie jutro i przy obecnym stanie drużyny...

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wkurwienie Swanson było jak najbardziej uzasadnione. Trening był po prostu słaby. W dodatku Zaylee cały czas miała wrażenie, że mieli wystarczająco dużo czasu, żeby móc się zgrać, co w teorii powinno być proste, skoro drużyna składała się z samych najlepszych zawodników wszystkich domów Hogwartu. Jak widać, nic bardziej mylnego.
W odpowiedzi westchnęła ciężko, nie mając pojęcia, w jaki sposób uargumentować brak formy niektórych zawodników. Prawda był taka, że z siedmiu zawodników, jedynie czwórka pokazała swoje prawdziwe możliwości. Piątka, jeśli wliczając w to Nancy, która przecież potrafiła grać i była solidnym fundamentem drużyny Puchonów, którzy w tym roku zdobyli puchar. A jednak nie dało się nie zauważyć, że cały czas coś ją rozpraszało. A raczej ktoś i był nie kto inny, jak sam Seymour Butts.
Rób swoje — powiedziała, posyłając Ślizgonce lekki, ale nie wymuszony uśmiech. — A ja postaram się wyeliminować ścigających Durmstrangu i blokować ich pałkarzy. To może się udać — dodała już pewniej. Musiał być jakiś sposób, aby móc powstrzymać zawodników z instytutu w Europie Północnej.
Niestety, z racji tego, że była to szkoła wyłącznie dla mężczyzn, ich drużyna składała się z samych rosłych, potężnie zbudowanych facetów, co zdecydowanie nie ułatwiało zadania. Każdy z nich wyglądał, jakby mógł powalić przeciwnika samym wzorkiem. Ale siła to nie wszystko. Choć byli potężni, brakowało im zwinności i finezji, a to była luka, którą Miller zamierzała bezlitośnie wykorzystać.
Była wystarczająco dobrą lotniczką, by wprowadzać przeciwników w błąd, mylić ich ruchy i wyciągać z formacji, zmuszając do popełniania błędów. Do tego dochodziła jej bystra głowa — wiedziała, że jeszcze tej nocy może opracować sposób, by przekuć ich przewagę fizyczną w słabość. Wystarczyło tylko odpowiednio to rozegrać. A może by tak…
Chcesz wrócić do zamku i obgadać taktykę? — zaproponowała, spoglądając na Evinę, jednocześnie przerzucając brązową, skórzaną torbę przez ramię. — Wiem, że pani Ester już coś dla nas przygotowała, ale nie musimy się tego kurczowo trzymać. Zresztą pierwsze minuty meczu i tak wszystko zweryfikują — dodała z lekkim wzruszeniem ramion. Losowe wypadki, stres, presja trybun czy zwykłe potknięcia potrafiły zniweczyć nawet najlepszy plan, a Miller doskonale zdawała sobie z tego sprawę. — I tak wiem, że nie zmrużysz oka — dorzuciła ciszej. Choć latanie w deszczu było wyczerpujące, myśl o jutrzejszym meczu nie pozwoliłaby Ślizgonce zasnąć. Zbyt wiele od tego zależało. I nie tylko Evinie zależało na wygranej popołudniowego spotkania.
Zaylee czuła podobnie, a napięcie, które usiadło pod skórą, nie pozwalało do końca odetchnąć. A jednak była zdeterminowana, żeby wyprowadzić przeciwników na manowce. Improwizacja mogła okazać się ich największym atutem. Podobno co dwie głowy, to nie jedna.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sytuacja drażniła ją o tyle, że podobno mieli w swojej drużynie jedynie wybrańców: tych najlepszych, którzy przedstawiali największe szanse na pokonanie oponentów w bardziej prestiżowym turnieju niż szkolne rozgrywki, a mimo tego wielu z nich nie potrafiło potraktować tego wszystkiego poważnie. Miała wrażenie, że nie mieli w sobie wystarczających ambicji i że o wiele więcej się przykładali do zwyczajnych meczy w obrębie samego Hogwartu.
- Pierwsze trzeba byłoby ściągnąć szukającego chociaż zapewne będą go najbardziej chronić... Ze ścigającymi powinniśmy dać sobie radę, ale jeśli złapią znicza zbyt szybko to choćbyśmy się zesrali to nie uda nam się nic zdziałać - stwierdziła spokojnie, starając się sobie przypomnieć jak dokładnie się prezentował styl gry Durmstrangu.
Wiedziała, że na pewno powinna nastawiać się na to, że sytuacja w polu będzie intensywna. Na pewno nie obędzie się bez fauli lub ich prób i wcale nie chodziło o tak niewinne zagrania jak trał, ale o brutalne przepychanki, a może też Transylwankę, która wcale nie kończyła się cofnięciem ręki na czas.
Tłuczki nie były ich jedynym problemem. Byli to też ścigający, którzy zrobiliby wszystko, aby tylko przejąć kafla i uniemożliwić drużynie Hogwartu zdobycie punktów. Musiała jedynie ufać w to, że Miller i Hugenkiss faktycznie dołożą wszelkich starań, aby nic w nich nie trafiło... W innych przypadkach będzie musiała polegać na własnym refleksie.
Przez moment zastanawiała się czy na pewno dobrze usłyszała, że Zaylee zaprasza ją do tego, aby wspólnie uzgodniły jakąś taktykę. Wpatrywała się w nią uważnie, zapinając skostniałymi palcami guziki koszuli mundurka.
- Jasne, czemu nie... Musimy mieć jakiś plan awaryjny i spróbować dostosować się do sytuacji - odpowiedziała w końcu i skończywszy zapinać koszulę narzuciła jeszcze na szyję poluzowany krawat w barwach Slytherinu. - Obstawiam, że nam nieco zejdzie. Masz jakąś miejscówkę, gdzie nie przeszkadzaliby nam prefekci po nastaniu ciszy nocnej?
Normalnie pewnie mogłyby się zaszyć w jakimś cichym kącie biblioteki, aby porozmawiać o taktyce i być może sięgnąć po jakieś pomoce naukowe, które pomogłyby im lepiej obmyślić strategię. Tylko, że już i tak zasiedzieli się na boisku. Było dosyć późno i wielce prawdopodobne, że jeśli za bardzo zatracą się w swoich rozmowach to szybko padną ofiarą woźnego lub prefektów poszukujących maruderów kręcących się po zamku, gdy powinni już przesiadywać w swoich dormitoriach.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”