Czuła się, jakby właśnie była na jakimś sparingu. Słownym. Przedrzeźniali się, droczyli, flirtowali? Nie była pewna, co to dokładnie było, ale jedno wiedziała na sto procent... była gotowa wygrać.
- O nieee… jesteś zaaazdrosnyyyy? - zgięła palec wskazujący, przysunęła go pod oko i zaczęła nim ocierać skórę, jakby imitowała spadającą łezkę. Vita zdawała sobie sprawę, ilu jest spierdolin życiowych. Ilu ludzi napadłoby ją dla szybkiego fixa, dla paru dolców, dla czegokolwiek. Sama mieszkała w dzielnicy, gdzie widziało się różne rzeczy i różnych ludzi. Wiedziała, że nie jest bezpiecznie. Więc co ona właściwie wyprawiała? Z obcym facetem, za barem, w nocy, na zimnie… i jeszcze próbowała mu udowodnić, że to ona tutaj rządzi.
Stanęła przed nim dumnie, wypięła pierś, badając jego reakcję… i kompletnie nie spodziewała się, że on na nią napnie. I to z taką siłą, że automatycznie cofnęła się o kilka kroków… siłą rzeczy. Poczuła dziwne ściśnięcie w brzuchu, jakby coś w niej nagle zaciągnęło hamulec ręczny. Czyżby jej przekomarzanie miało za chwilę okazać się jej kompletnym unicestwieniem? Delikatnie się skuliła, jakby chciała ugiąć kolana i zjechać po ścianie, kiedy oparł dłonie po obu stronach jej głowy, zamykając ją w tej przestrzeni.
Spokojnie. Oddychaj. Próbowała wziąć głębokie oddechy. To musiały być żarty. Wmawiała sobie. I wtedy się zdezorientowała, bo chwilę później… przedstawił się.
- Oh… - wydobyła z siebie ledwo.
- Okej. - Dorzuciła to już ciszej, próbując się wyprostować i uspokoić, dosłownie jakby samo to okej miało przywrócić jej kontrolę nad sytuacją.
Widzisz, Vita? Czego się bałaś? Już teraz będzie wszystkooo… normalnieeee? - Zmarszczyła brwi, przyglądając się temu, co on właściwie zaczął robić.
O co do cholery mu chodzi z tą kasą? Nie musiała czekać długo. Dosłownie wtargnął w jej przestrzeń osobistą jeszcze bardziej niż chwilę wcześniej... Uchyliła usta w szoku, czując jego dłonie, które dynamicznie rozsunęły jej płaszcz, a chwilę później… o zgrozo…
- Co… ty… - tylko tyle zdążyła z siebie wyrzucić, bo dokładnie w tym samym momencie poczuła zimny wiatr wdzierający się przez dekolt do środka sukienki… i zwinięte pięćdziesiąt dolarów, idealnie leżące między materiałem jej stanika a nagą skórą. 50 dolców? Za dwa piwa, z czego jedno było
on the house? Przecież sprzedawali piwo po siedem. To… to było zdecydowanie za dużo. Zrobiło jej się głupio. Twarz jej zapłonęła i sama nie wiedziała, czy to od czystego zdziwienia, złości, czy z tego powodu, że poczuła się jak idiotka… bo w pewnym sensie przed chwilą wyżydzała od niego pieniądze. Tylko że Ian działał szybciej. Jakby coś w nim przeskoczyło, jakby włączył mu się jakiś tryb, który nie zna hamulców.
Za dużo się działo naraz. Nie potrafiła… nie wiedziała, jak zareagować na wszystko, co robił. Bo przecież chciała go zbesztać za to, jak jawnie pozwolił sobie jej dotknąć - tak, jakby to było normalne, tak, jakby miał do tego prawo, ale jednocześnie była kurewsko zdziwiona. I w dodatku… jeszcze bardziej roztrzęsiona, niż chciałaby przyznać. Dopiero wtedy zauważyła telefon, który wcisnął jej w dłoń. Nawet nie wiedziała kiedy. Spojrzała na ekran. Potem na niego. Dalej nie umiała ubrać tych emocji w słowa - wiedziała tylko jedno -
pokaże mu tę Tomie. Jeszcze będzie żałował. Spuściła wzrok na telefon, otworzyła kontakty i prychnęła pod nosem, słuchając jego słów.
- Lokalny ćpun, eh? - mruknęła. Wiedziała, że nic dobrego z tej relacji nie będzie. Wiedziała. A jednak… coś niewyjaśnialnego ciągnęło ją do niego, jakby ktoś wziął ją za włosy i pociągnął w stronę ognia, a ona zamiast walczyć, przeciwstawiać się… szła tak.. wiedząc, że zaraz się poparzy.
Wpisała swój numer. Podpisała się,
Tomie - my sweet demise. - Jeszcze wplotła się w jego wyszukiwarkę, żeby znaleźć sobie idealne zdjęcie tej postaci, wysłała do siebie emotkę, żeby potem łatwo zapisać numer po zmianie, ustawiła ikonę kontaktu… i dopiero wtedy uśmiechnęła się szeroko. Wsadziła mu telefon w dłoń dumnie.
- Dobra, Ian. - Spojrzała mu prosto w oczy, przysunęła się jeszcze trochę bliżej, stanęła na palcach, żeby zrównać się z jego twarzą. Przesunęła dłońmi wzdłuż jego szyi… po skórze, po szaliku, po wszystkim, co było między nimi… a potem wplotła palce w jego włosy i delikatnie je zacisnęła, uchylając usta. Patrzyła w jego szmaragdowe tęczówki dłuższą chwilę, a potem jej wzrok spadł na jego usta.
- Bardzo… - wyszeptała.
- Ale to bardzo… - Przysunęła swoje usta bliżej jego, zatrzymując się dosłownie na moment. Na takiej odległości, że wystarczyłby centymetr - jeden cholerny centymetr - i zderzyliby się ustami.
- …nie podoba mi się, jak się ze mną bawisz. - Pstryknęła go palcami w nos. Odwróciła się i prawie podbiegła do drzwi. Złapała za klamkę, ale jeszcze się obejrzała, posyłając mu szeroki, niewinny uśmiech.
- Nie wiem, czy będę mogła jeszcze pogadać na zmianie, a wiesz… muszę też poświęcić uwagę innym klientom! - uniosła rękę w górę, by mu pomachać.
- Miło było cię poznać, Ian. - I zniknęła za drzwiami. Kilka chwil później była już w pokoiku socjalnym, zrzuciła z siebie płaszcz i szalik, wróciła za bar i spędziła resztę wieczoru obsługując przeróżnych klientów.
Nie byłaby w stanie powiedzieć, czy Ian wrócił dokończyć piwo, czy gdzieś się ulotnił - drag show zaczął się dosłownie chwilę po tym, jak wróciła z fajki, i zrobiło się takie piekło, że ledwo pamiętała jak ma na imię. Po powrocie do domu przywitała Milo. Usiadła, wyciągnęła napiwki ze stanika - miała ich sporo, ale tylko jedną pięćdziesiątkę. Od księcia ciemności. Od osoby, od której powinna trzymać się z daleka. Chwyciła telefon i zrobiła oczywiście kolejną najrozsądniejszą rzecz tego wieczoru.
Napisała do niego smsa.
Ian