Odsunęła wzrok, wpatrując się w jakiś wybiórczy punkt. Znowu zrobiła coś nie tak. Znowu zareagował, jakby go atakowała… jakby nie próbowała po prostu szczerze rzucić mu komplementu i dać do zrozumienia, że ma talent. Wiedziała, że to jej nie pomaga. To, że czasami nie myśli, tylko mówi wszystko, co ślina na język przyniesie. A teraz próbowała odgrywać nie wiadomo jaką artystkę, kiedy to on na swojej sztuce zarabiał, a ona… serwowała zboczeńców za barem.
- Zagalopowałam się. Masz rację. - rzuciła cicho, wpatrując się w swoje buty.
- Przepraszam.- I zamilkła. Przez następne kilka minut nie komentowała już nic. Na dobrą sprawę… dotarła do niej ta jej hipokryzja i zrobiło jej się wstyd.
Zobaczysz tu nierówności, bla bla bla… Na chuj ci to było, kretynko? Po co? Koleś tatuuje ludzi za kasę, a ty skończyłaś uczelnię z długami i nawet nie robisz nic w tym kierunku, a teraz jeszcze wciskasz mu „sztuczki”, których widocznie wcale nie potrzebuje! Wbiła paznokcie w środek dłoni, chcąc się ukarać za własny charakter, który wpakowywał ją w same tarapaty. Bo im dłużej o tym myślała, tym bardziej rozumiała jego reakcję. To on był tu artystą. A ona była tylko dziewuchą, która rysuje… w wolnym czasie. Zerknęła na niego z ukosa. Na te wytatuowane dłonie. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Pasują do ciebie. - rzuciła, bez dłuższego zastanowienia, jak zawsze. Pierwsza myśl była zazwyczaj tą prawdziwą. Czasami, przy ludziach ze szkoły albo przy rodzinie, filtrowała się tak mocno, że sama siebie nie poznawała. Jakby była marionetką w cudzym przedstawieniu, a nie sobą. Dlatego właśnie chciała pokazać się Ianowi od tej strony - tej, która mówi to, co myśli… nawet jeśli kończy się to kłótniami i nieporozumieniami. Wolała to, niż uśmiechać się do kogoś przez wymalowaną maskę.
Spojrzała na niego i przyłożyła sobie dłoń do piersi.
- Będę pamiętała, słowo harcerza! - rzuciła, śmiejąc się pod nosem.
- Nigdy nie byłam… ale ciii. Daję ci moje słowo. - Uśmiechnęła się beztrosko i przesunęła się bliżej. Na tyle blisko, że kompletnie zignorowała ich przestrzeń osobistą. Uśmiechnęła się jak Cheshire kot i powoli, sylaba po sylabie, zaczęła mówić,
- KRA… - uniosła prawą rękę.
- SY… - złączyła kciuk ze wskazującym palcem, przysuwając je do jego skroni, jakby ubrała sobie punkt odniesienia.
- VA! - pstryknęła go lekko w bok głowy.
- Wiem, że jestem. Żadna nowość. - zaśmiała się i odsunęła od niego krok, dając mu w końcu miejsce, żeby mógł przejść. Opierała się o fotel, podekscytowana przebiciem ucha. Nie mogła się doczekać, aż zrobi coś nowego… dla siebie. Brakowało jej w życiu takiej spontaniczności, nawet jeśli to była na dobrą sprawę drobnostka. Ian był przecież odzwierciedleniem człowieka, który jest besties z maszynką do tatuażu i igłą, a ona? Pusta niczym płótno. Płótno, które aż krzyczało, żeby w końcu je czymś pokryć… tylko że ona się bała. Miała dziwne poczucie, że komuś to, co ze sobą zrobi, się nie spodoba. Że odbije się to na niej w przyszłości. Tylko czy da się żyć w takich przekonaniach i dalej nazywać to życiem? Przy nim miała wrażenie, że smakuje czegoś nowego - czegoś, co od lat było niedostępne. Jakby patrzyła na to przez witrynę sklepu, do którego nawet nie mogła wejść, bo wszystko było 'za drogie'.
Nachyliła się nad kolczykiem, z którym wrócił, a szeroki, perlisty uśmiech rozlał się po jej twarzy.
- Aww! Tiń! - pół-krzyknęła podekscytowana. Wsuwając dłonie pod brodę, złączyła opuszki palców w taką małą „łódeczkę” i uśmiechnęła się jeszcze mocniej, mrużąc oczy.
- Spokojnie, Tiń. Mi się przyda w życiu trochę cienia, żebym się ochłodziła… a tobie przyda się trochę słońca, żeby cię ogrzać. Chętnie się podzielę. - Uśmiechnęła się czule, wpatrując się w jego twarz. Wyglądał przeuroczo, kiedy próbował udawać, że to, co mówi, nie ma żadnej wagi. A jej serce… cóż. Roztopiło się od razu - od takiego komplementu rzuconego naturalnie, bez namysłu. Tylko ona nie zamierzała mu tego pokazać.
- Może następnym razem zrobię helix… teraz trochę się cykam. - parsknęła śmiechem i usiadła wygodnie, dokładnie tak, jak jej kazał. Nastawiała się na ból, ale zrobił to tak szybko, że prawie nic nie poczuła. Poza tym, że chwilę później… miała już coś w uchu. Przyjęła lusterko i obejrzała się, łapiąc w nim to małe słoneczko.
- Jejku… wygląda idealnie! - uśmiechnęła się szeroko. I zanim zdążyła pomyśleć, rzuciła się na niego, przytulając go mocno.
- Dzięki, Tiń! Jest mega! - Puściła go, uradowana wróciła na miejsce i ustawiła się jak wcześniej… tylko tym razem tak, żeby mógł przebić drugie ucho.
- Dawaj. Jestem dzisiaj szalona. - zaśmiała się, zgarniając opadające kosmyki włosów za ucho.
- Uwielbiasz tę kolaborację, nie udawaj.- Wyprostowała się dumnie.
- A kiedyś namówię cię na matching tattoo. Tak dla… zapieczętowania jej.- Zerknęła na niego spod rzęs i parsknęła do siebie,
- tylko dasz mi go sobie zrobić.
tiń