-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na razie w gabinecie nie działo się nic zdrożnego, ale znając je dwie to mogło zmienić się w każdej chwili. Wyglądało jednak na to, że obie były skupione na sprawie zabójstw sprzed trzydziestu lat, a droczenie się w wykonaniu Zaylee było jedynie chwilowe.
- Niejednokrotnie miałyśmy już przyjemność współpracować, doktor Miller. Myślę, że jesteśmy w stanie dojść do porozumienia - przytaknęła, przystając w pewien sposób na prowadzoną przez koronerkę grę.
Starała się nie wydać z siebie żadnego dźwięku, ale wciągnęła głębiej powietrze, gdy tylko stopa Zaylee przesunęła się po jej udzie. Co ta kobieta potrafiła z nią robić? Zadziwiało ją jak wielki wpływ miała na nią koronerka.
Biorąc pod uwagę to jak wiele czasu minęło to nie było już nic przydatnego, co mogłyby wyciągnąć z ciał ofiar także z pewnością mogły pozostawić je w spokoju. Zamiast tego musiały się skupić na tym, co miały przed sobą.
- Jasne. Przekażę mu, żeby to zrobił - zgodziła się, bo przynajmniej mogła do czegoś wykorzystać swojego małego pomocnika.
Nie była zbytnio zadowolona z faktu, że narzeczona odsunęła się od niej, ale bez słowa pozwoliła jej na to, aby obeszła biurko i usiadła w fotelu naprzeciwko.
- Bernard nie żyje od dobrej dekady. Musiałabym dokładnie sprawdzić czy jest możliwa rozmowa z ludźmi pracującymi nad tą sprawą. Nawet jeśli jeszcze żyją to jednak są w dosyć... słusznym wieku. Niektórzy mogą nie być tak sprawni intelektualnie i nie pamiętać czegoś, co działo się tyle lat temu - odpowiedziała, spoglądając jeszcze na akta.
Nie sprawdziła jeszcze wszystkich. Nie miała pojęcia na ile ten przypadek zapadł im w pamięć. Niektórzy mogli nie pamiętać, co jedli rano na śniadanie, a co dopiero wydarzenia sprzed dekad.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obie doskonale wiedziały jak grać w tę grę. Zaylee widziała, jak narzeczona reaguje na jej dotyk i właśnie dlatego zabrała nogę i ulokowała się w fotelu. Tak było bezpieczniej. Współpraca zawsze szła im doskonale, ale obie zdawały sobie sprawę z tego, jak to się skończy. A potem, zanim zdążyłby się obejrzeć, do gabinetu wszedłby Max Novak. Albo sam zastępca komendanta. Albo inny Bobby Hackman, który tak bardzo lubił pojawiać się znienacka.
Mogła domyślić się, że inspektor Bernard od dłuższego czasu wąchał kwiatki od spodu. Pewnie już w trakcie śledztwa miał sto lat i marskość wątroby.
— Tego nie wiesz — odparła, zakładając nogę na nogę. — Jedna moja ciotka jest po dziewięćdziesiątce i ma lepszą pamięć od niejednego nastolatka. Słabo u niej ze sprawnością fizyczną, ale umysł zupełnie nie naruszony przez czas — pewne było, że jeśli Evina nie zasięgnie informacji o tym, że ludzie wciągnięci w śledztwo dalej stąpają po ziemi, to nigdy nie dowie się o tym, czy cokolwiek pamiętają. Szansa była nikła, ale zawsze jakaś.
Według Miller, czegoś takiego nie można było po prostu zignorować i pominąć. Oczywiście to było tylko sugestie, nie miała zamiaru ingerować w tę archiwalną sprawę. Mogła na prośbę narzeczonej sprawdzić dokumentację z sekcji zwłok, ale nic poza tym. Zresztą sama była ciekawa, kto przeprowadzał wtedy autopsję. Może był jakiś profesor z artykułów naukowych, w których się zaczytywała? Albo jego słowa były przytaczane na jakiejś konferencji? Chociaż znając życie, to na pewno jakiś konował, który spartaczył robotę.
— Zamierzasz skontaktować się z gościem, którego podejrzewano o morderstwo? Może po latach powie więcej. I może nagle przypomni sobie o jakimś istotnym szczególe związanym z tamtymi dziewczynami — Zaylee słyszała jedynie z opowieści od starszych kolegów, jak wyglądały wtedy przesłuchania. Na pewno znalazł się ktoś taki, co milczał w obawie, że jeśli powie zbyt wiele, wszystko zostanie źle odebrane i z premedytacją obrócone przeciwko niemu. Ale może wspomniany chłopaczek z imprezy wiedział, z kim zdawały się denatki i kto mógł chcieć ich śmierci.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na razie wszystko było we względnym porządku. Przez chwilę pogrywały ze sobą, ale wszystko zeszło na dalszy plan w momencie, gdy obie zdecydowały się na to, aby pochylić się bardziej nad sprawą, którą badała obecnie Swanson. Choć wcale nie prosiła o pomoc to koronerka wydawała się być tym wszystkim wystarczająco zainteresowana, aby dopytywać.
- Prawda. Nie wiem, ale lepiej zakładać, że raczej niewiele to da i potem mieć przyjemną niespodziankę, gdy się okaże inaczej niż obiecywać sobie nie wiadomo co i rozczarować się rezultatem - odpowiedziała, przyglądając się temu jak narzeczona rozsiada się wygodniej w fotelu.
To było dla niej o wiele lepsze podejście. Rzecz jasna nie zamierzała sobie odpuścić Przez skrupulatność sprawdzała każdy najmniejszy trop, aby zyskać pewność, że na pewno prowadzi on donikąd. W końcu niejednokrotnie można było się zdziwić w jej fachu tym jak niektóre wydarzenia mogły się potoczyć.
- Wpierw chcę się dokładnie zapoznać z całą dokumentacją i zgromadzonymi materiałami. Dopiero potem zdecyduję kogo właściwie bym chciała niepokoić oraz w jakiej kolejności - odparła na sugestię Zaylee.
Ci wszyscy ludzie mieli w końcu własne życie. Ruszyli z nim jakoś do przodu i nie chciała im zakłócać spokoju jeśli nie byłoby to potrzebne. Zresztą musiałaby też się odpowiednio przygotować do takich rozmów, aby nie marnować ani swojego ani cudzego czasu.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miała ochotę pierdolnąć tą sprawą w kąt i zaciągnąć narzeczoną tam, gdzie mogłyby być same. Na przykład w prosektorium. Hackman wykorzystywał zaległy urlop, a Pattersona dopadła grypa. Na dole na pewno nikt by im nie przeszkadzał i...
Głos Eviny wyrwał ją z zamysłu. A tak, morderstwo sprzed trzydziestu lat. Teraz to było priorytetem, powinna się skupić. Potrząsnęła lekko głową, chcąc wybić sobie z głowy wszystko, co niegrzeczne i cmoknęła.
— Nikt nie każe ci niczego zakładać — powiedziała, bo przecież Swanson powinna wszystko z siebie zdjąć, a nie jeszcze zakładać. To znaczy, źle. Wróć. Znów myśli wybiegły na niewłaściwy tor. — Wystarczy to sprawdzić — zasugerowała z lekkim wzruszeniem ramion. Nikt nie mówił tutaj, żeby nastawiać się na cokolwiek i liczyć na cud. Jeśli ludzie, którzy pochylali się nad śledztwem nie żyją albo żyją, ale niewiele pamiętają, to trudno. — I tak zrobisz, jak zechcesz — dodała po chwili, chociaż wiedziała, że narzeczona nie zamierzała odpuścić. Zbyt dobrze ją znała. I właściwie chyba do tej pory nie miała do czynienia z nikim bardziej zdeterminowanym.
Właściwie nie zdziwiłoby ją, gdyby Evina rozwiązała zagadkę tajemniczej śmierci dwóch studentek. I to jeszcze taką sprzed trzech dekad. I w zasadzie nie miałaby nic przeciwko, żeby więcej czasu poświęciła takim sprawom. Na pewno byłaby o nią spokojniejsza.
— W takim razie zapoznawaj się z dokumentacją — Zaylee podniosła się się z fotela i niby od niechcenia rozpięła swoją marynarkę i dwa guziki swojej seledynowej koszuli. — A ja wracam do siebie i w wolnej chwili zerknę w protokoły z sekcji. No chyba, że idziesz ze mną? — podniosła na nią wzrok, ale zamiast podejść bliżej, odwróciła się w kierunku drzwi. — Moja propozycja ma termin ważności, Swanson — rzuciła przez ramię, lustrując ją wzrokiem od góry do dołu. Mogły rozejść się każda w swoją stronę albo miło spędzić czas, sensownie spożytkowując przerwę na lunch.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przerwa nie brzmiałaby tak źle. Evina miała w tym momencie dosyć wszystkiego. Czuła się przytłoczona, zmęczona i wyczerpana nadmiarem interakcji międzyludzkich. Przez ostatnie tygodnie miała kontakt głównie z Miller. Można było dorzucić do tego jeszcze kilka osób, ale przebywając w domu to właśnie z koronerką spędzała największą ilość czasu wolnego. Niemniej dalej nie zagłębiła się w tę sprawę na tyle na ile by chciała, a niezwykle mocno stęskniła się za pracą i czymś, co mogłoby jakoś stymulować jej mózg.
- Sprawdzę to, ale w swoim czasie. Nie lubię zostawiać jakichś niesprawdzonych opcji - przypomniała jej, bo prawda była taka, że musiała wszystko uważnie przemyśleć i sprawdzić, co tylko mogła.
Wszystko w swoim czasie... Musiała zorganizować sobie jakoś myśli i opracować plan działania, pewne podejście, którym chciała się kierować w tej sprawie. Przez moment milczała, przyglądając się temu jak kusząco wyglądała Zaylee, gdy tylko wstała od biurka i postanowiła odpiąć te kilka guzików przy koszuli. Podobne ubrania wyglądały na niej fenomenalnie, ale potrafiły być prawdziwym utrapieniem, gdy ktoś chciał się ich prędko pozbyć.
W normalnych okolicznościach już pewnie byłaby w połowie drogi do prosektorium. Seks brzmiał niezwykle zachęcająco i mógł zapewnić jej spuszczenie ciśnienia, które drzemało w niej od początku tego dnia, ale gdy tylko pomyślała o tym, że musiałaby się ruszyć z gabinetu i przepchnąć przez korytarze wypełnione współpracownikami to zrobiło jej się niedobrze.
- Nie mam teraz ochoty - odparła, co było niezwykle rzadkim przypadkiem.
W większości wypadków nawet jeśli początkowo nie była w nastroju to Miller potrafiła ją w niego szybko wprawić. Wystarczyło odpowiednie spojrzenie, zmysłowy dotyk oraz parę prostych słów, aby nagle rozpalić zarówno ciało jak i zmysły. Teraz jednak... czuła się zbyt zmęczona i zdenerwowana. Poza tym może za bardzo brakowało jej pracy.
- Prześledzę jeszcze te akta. Nieco mi zostało... Daj znać jak przejrzysz ten raport z sekcji - dopowiedziała jeszcze, rozsiadając się wygodniej w fotelu i przygotowując się psychicznie na to, że musi jeszcze przebrnąć przez masę materiałów z przesłuchań świadków.
Nie miała pojęcia ile jej to zajmie. Nie wiedziała też nawet kiedy stwierdzi, że warto byłoby zrobić sobie jakąś przerwę i skupić się na czymś innym. Jak chociażby stojąca na jej biurku herbata.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wyprostowała się powoli i uniosła o odrobinę wyżej. Na jej twarz powróciła obojętna, pozbawiona emocji mina.
— W porządku — rzuciła krótko, co było odpowiedzią na wszystko, co powiedziała Swanson. I jednocześnie niemym będziesz coś chciała. Zwróciła na chwilę do biurka, żeby zabrać swoją kawę, po czym wycofała się, salutując narzeczonej na pożegnanie i opuściła jej gabinet.
Kiedy wróciła do prosektorium, wykonała jeszcze jedną sekcję, na której bardzo zależało jednemu śledczemu. Były to zwłoki siedemnastolatka z wielonarządowymi obrażeniami. O ile Miller nie znosiła topielców ze względu trudne do zebrania ślady, to autopsje dzieciaków mocno ją frustrowały. Zwłaszcza teraz, kiedy sama miała wkrótce zostać matką. I chociaż chłopak, który wylądował na jej stole był już młodym mężczyzną, to w jego rysach twarzy wciąż dało się dostrzec dziecko.
W międzyczasie Max Novak dostarczył do prosektorium skany dokumentacji. Zaylee przyjrzała mu się spod gogli. Miał jasne, lśniące włosy i szeroki uśmiech, świadczący o radości, że mógł pomagać detektyw Swanson. Podziękowała mu skinieniem głowy i bez słowa oddelegowała tam, skąd przyszedł.
Oprócz akt sprawy wśród dokumentów znajdowały się również szczegółowe protokoły z autopsji. Dotyczyły dwóch studentek zarządzania z Uniwersytetu w Toronto. Obie młode kobiety zostały znalezione w mieszkaniu przy Bryn Road w trzypiętrowym budynku stojącym naprzeciwko Północnego Parku. Z raportów wynikało, że do zbrodni użyto noża kuchennego pochodzącego z wyposażenia ich własnej kuchni. Ostrze o długości około dwudziestu centymetrów, przeznaczone do krojenia mięsa i warzyw. Sekcje zwłok wykazały liczne rany kłute i cięte. U pierwszej z kobiet — Sophie Romano — dominowały głębokie rany w obrębie klatki piersiowej i górnej części brzucha. Charakter obrażeń wskazywał na zadawanie ciosów z dużą siłą, pod kątem z góry na dół, co mogło sugerować przewagę fizyczną sprawcy lub fakt, że ofiara znajdowała się w pozycji leżącej bądź klęczącej. Na przedramionach i dłoniach stwierdzono rany obronne w postaci podłużnych nacięcia oraz przecięcia skóry świadczące o próbach osłaniania się przed atakiem.
Druga studentka — Rachel Levy — miała mniej obrażeń, ale były one równie śmiertelne. Ciosy skoncentrowane były w okolicy szyi i nad obojczykiem. Jeden z nich przeciął tętnicę, a to doprowadziło do gwałtownej utraty krwi. Na jej ciele również widoczne były ślady szarpaniny, a wśród nich drobne otarcia naskórka, zasinienia na ramionach oraz ślady ucisku na nadgarstkach, co sugerowało, że ktoś próbował ją przytrzymać.
W obu przypadkach lekarz sądowy podkreślał brak obrażeń wskazujących na użycie innego narzędzia. Wszystkie rany miały jednolitą charakterystykę ostrza z gładką krawędzią, a to potwierdzało, że użyto jednego, tego samego noża.
Czas zgonu oszacowano na późne godziny wieczorne. W dokumentach kilkakrotnie powracało sformułowanie atak gwałtowny, dynamiczny, o wysokiej intensywności, więc sprawca musiał działać pod wpływem silnych emocji i raczej nie była to zaplanowana, metodyczna egzekucja.
Coś się jednak nie zgadzało. W rubrykach nie określono godziny, a jednak po wpisie doktora Karima Haddada, wynikało, że różnica między dwoma zgonami to nawet dwie godziny. Jedna z nich zginęła znacznie później, a to mogło oznaczać, że druga żyła, kiedy sprawca był już w mieszkaniu. Albo wrócił na miejsce zbrodni.
Zaylee sięgnęła po telefon i wystukała do Eviny wiadomość, że sprawdziła dokumenty i jeśli ma czas, to może wpaść do prosektorium, bo ona była jeszcze w trakcie sekcji i na razie nie mogła się stąd ruszyć. A jeśli nie, to niech zawróci to Novaka i to jemu przekaże notkę, którą spisała na podstawie protokołów.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Domyślała się, że odmowa ugodziła w ego Miller, ale na tym etapie nie przejmowała się tym. Równie dobrze to właśnie koronerka będzie jeszcze coś chciała. Miały jednak potem dla siebie aż nadto czasu.
Skinęła jej na pożegnanie i zakopała się ponownie w papierach. Jej poczucie czasu zniknęło niemal całkowicie choć odmierzane było przez lecącą w tle playlistę klasycznych metalowych oraz rockowych bandów. Jakoś w połowie A Toute Le Monde Megadeth do jej gabinetu zapukał Novak, aby poprosić o dalsze instrukcje. Poleciła mu zatem, aby zajął się sporządzeniem kopii raportu koronera dla doktor Miller i zaniósł go jej niezwłocznie na co umięśniony blondyn wesoło przytaknął. Naprawdę bywał przydatny chociaż wolałaby, aby nie miała wokół siebie takiego przybocznego, który należy zarządzać.
Poza zapisanymi tonami dokumentów operowała także nagraniami z przesłuchań świadków, które słuchała co najmniej dwa razy dłużej niż powinna przez to, że co jakiś czas cofała zapisy, aby przesłuchać konkretne fragmenty i po kilka razy, aby wyłapać odpowiedni ton głosu lub zapamiętać konkretne zwroty, których używał świadek. Niektóre z nich nie mogły być przypadkowe i nawet niezamierzenie mogły ukryć w sobie jakąś nikłą informację.
Nie od razu zauważyła przyjście wiadomości. Z początku nawet planowała ją zignorować, ale potem przy okazji otrzymania innego powiadomienia zauważyła, że na ekranie widnieje imię Zaylee. Dlatego też wystukała szybką odpowiedź, w której przekazała, że niedługo się zjawi po czym skupiła się na dokończeniu przeglądu dokumentacji i zgarnąwszy część swoich niezwykle chaotycznych oraz pospiesznie nabazgranych notatek, wyszła z gabinetu.
Naciągnęła na głowę kaptur szarej bluzy po czym ruszyła w dół korytarza. Czuła się jak złodziej, robiąc uniki przed znajomymi twarzami, które mogłyby niepotrzebnie ją zatrzymywać i dopytywać o to jak zdrowie czy też wyrażać swoje zainteresowanie tym jak czuła się po tej całej sprawie z Anthonym Blythe'em. Wszystko było tylko wodą napełniającą młyn plotek i niie miało nic wspólnego z troską.
W końcu jednak udało jej się dotrzeć do podziemi, gdzie znajdowało się prosektorium. W tej części komendy kręciło się zdecydowanie dużo mniej ludzi. Mogła zatem odetchnąć i udać się do pomieszczenia, w którym oczekiwała jej Miller. Nie starała się nawet pukać. Po prostu weszła i spojrzała na postać narzeczonej nim oparła się nonszalancko o jedną z szafek stojących pod ścianą.
- Chciałaś mnie zobaczyć - oświadczyła krótko, wchodząc w profesjonalny moduł. - Co wyśledziłaś?
Od razu przechodziła do konkretów. Nie lubiły marnować czasu na skakanie wokół tematu. O wiele lepiej było mieć już wszystko za sobą i skupić się na tym, co było naprawdę istotne.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kończyła właśnie zszywać denata szwem ciągłym podskórnym. Specjalnie wybrała cienką, wchłanialną nić, chociaż wiedziała przecież, że temu chłopakowi już wszystko jedno. Ale jego siedemnastoletnie życie, które zakończył jako ofiara przemocy domowej, to był wiek, który nie pozwalał jej pracować byle jak. Ramiona miał drobne, jeszcze nie do końca dorosłe, a skóra reagowała na każdy ruch. Tam, gdzie tkanka nie była równa musiała przejść na szew pojedynczy węzełkowy. Skoro nikt nie potrafił go ochronić, ona przynajmniej nie zamierzała go oszpecić.
Gdy obcięła ostatnią nitkę, na moment zatrzymała dłoń nad stołem, jakby chciała sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu. Dopiero wtedy odłożyła narzędzia na metalową tackę i ściągnęła gogle. Odwróciła się tyłem do Swanson i sięgnęła po notatki z autopsji sprzed trzech dekad.
— Obie sekcje prowadził niejaki doktor Karim Haddad. Nigdy o nim nie słyszałam, więc chyba nie miał na swoim koncie zbyt wielu osiągnięć i nie był zbyt znany w kręgu lekarzy medycyny sądowej — zaczęła, podchodząc bliżej Eviny. — Z jego zapisków wynika, że obie kobiety zginęły późnym wieczorem, ale nie podał nawet przybliżonej godziny, więc z protokołów wynika, że zostały zamordowane równocześnie. Ale to nieprawda. Sophie Romano, zginęła jako pierwsza. Rachel Levy została zamordowana zamordowana dwie godzin później. Haddad niby zaznaczył w protokole, że ciało Levy było cieplejsze od ciała Romano. U Romano nastąpiła już sztywność ciała, co zwykle występuje właśnie po dwóch godzinach od zgonu. Za to Levy zauważalne było silniejsze krwawienie zewnętrzne i wewnętrzne — Miller wręczyła jej swoje notatki, na których podkreśliła różnice. — Nie wiem, czy zaniedbanie, czy może coś mu umknęło, ale wydaje mi się to dosyć istotne, bo morderca musiał znajdować się w ich mieszkaniu jeszcze przez co najmniej dwie godziny. Może zamordował Sophie i czekał na Rachel — właściwie nie miała pojęcia, czy studentki wróciły do mieszkania w tym samym momencie i czy wcześniej przebywały razem. Równie dobrze Rachel mogła odkryć ciało swojej koleżanki w momencie, kiedy sprawca był jeszcze w mieszkaniu. Może to właśnie druga studentka była głównym celem mordercy, a ta pierwsza po prostu się napatoczyła, więc postanowił musiał zabić również ją?
— To tyle. Reszta wygląda sensownie, chociaż facet bazgrał jak kura pazurem — mruknęła Miller, zachodząc w głowę, jak można mieć aż tak paskudne pismo. Ale co się dziwić, była perfekcjonistką i dla niej zawsze wszystko musiało wyglądać idealnie. Sama zawsze szczegółowo i czytelnie wypełniała wszelkie raporty i protokoły, dlatego jak ktoś robił to niedokładnie, dostawała wewnętrznych spazmów.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- W takim razie słucham... - powiedziała spokojnie, ale nie pospieszała jej.
Wiedziała jak działały na nią sesje dzieci i nastolatków. Z jednej strony Miller zawsze powtarzała jej o tym jak to śmierć może dorwać każdego na dowolnym etapie życia w ten czy inny sposób, ale jednak patrzenie na zwłoki kogoś kto nie zdołał jeszcze choćby trochę zasmakować życia powodowało jakieś poczucie niesprawiedliwości oraz poczucie, że to nie było w porządku. Ktoś taki nie powinien umierać, bo miał przed sobą jeszcze całe życie. Nie trzeba było dodawać, że Zaylee zawsze miała dosyć bujną wyobraźnię i potem potrafiła zobaczyć to jak podobny los spotyka Sama. Dlatego właśnie była tak nadopiekuńcza i drżała za każdym razem, gdy tylko chłopiec miał coś zrobić. Nie można było jej się jednak dziwić skoro sekcjonowała już zwłoki z najróżniejszych wypadków czy nieszczęśliwych wydarzeń.
Czekała cierpliwie na jej słowa. Obserwowała przy tym uważnie każdy jej ruch. Wiedziała jak dokładna i schludna była MIller, gdy przychodziło do zakładania szwów. W końcu sama również je kiedyś nosiła i musiała przyznać, że były one bardzo delikatne: w sensie, który oznaczał, że nie rzucały się nadto w oczy o ile było to możliwe oraz nie pozostawiały po sobie zbytnio śladów po zdjęciu. Była świadoma tego z jakim szacunkiem traktowała każde ciało i jak wiele wkładała w to, aby prezentowało się godnie po śmierci.
Musiała minąć chwila nim w końcu usłyszała rozbudowaną wypowiedź koronerki na temat tego, co udało jej się uzyskać z przestudiowanych zapisków niejakiego Haddada. Nie sugerowała się szczególnie tym, że narzeczona nie znała jego nazwiska. Niemożliwością było, aby znała każdego możliwego lekarza sądowego. Może nigdy nie natrafiła na jego prace naukowe albo nie zapadły jej szczególnie w pamięć przy ogromie innych publikacji, w których zaczytywała się Zaylee. Możliwości było wiele. Choć po tym, co usłyszała trzeba było rozważyć właśnie to, że doktor Haddad nie należał do tych szczególnie dobrych.
- Muszę o to spytać: czy znając dokładną godzinę dokonania oględzin przez koronera byłabyś w stanie określić mniej więcej konkretny czas zgonu czy poskąpił istotnych szczegółów? - spytała, przyglądając się uważnie narzeczonej.
Wierzyła w umiejętności narzeczonej, ale przy wyjątkowo spieprzonej sprawie i niezwykle małej ilości danych nawet ona nie dałaby rady wyciągnąć z tego czegoś więcej. Czas zgonu był kluczowy. To dzięki niemu można było typować oraz wykluczać poszczególnych podejrzanych. Późne godziny wieczorne mogły oznaczać właściwie wszystko i utrudniała weryfikację alibi. Szkoda tylko, że po tak długim czasie nikt nie poda jej z dokładnością, co robił tego dnia, ale przynajmniej wykorzysta to do zagłębienia się we wcześniej zarejestrowane zeznania, aby ocenić czy któryś z nich miał sposobność zabicia dwóch studentek.
- Mógł. Albo Rachel przez dwie godziny obserwowała jak sprawca gwałci i morduje jej koleżankę ze świadomością, że ona będzie następna - zapytała na głos, spoglądając na narzeczoną, bo być może była w stanie odpowiedzieć jej na to pytanie.
Przytaknęła jej na pozyskane informacje. Wszystko brzmiało jak najbardziej sensownie, co mogła potwierdzić. Musiała przyznać, że przynajmniej dzięki temu zyskała nieco lepszy wgląd w to jak prezentowała się sprawa, której nie dało się rozwiązać przed trzydziestoma laty.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— A znamy dokładną godzinę oględzin? — spytała, przysiadając na metalowym stołku. Spojrzała na narzeczoną, próbując odczytać wyraz twarzy, który mógłby jej coś podpowiedzieć. — Bo nigdzie nie zauważyłam wzmianki, o której koroner zjawił się na miejscu i rozpoczął działania. Jest wzmianka o przybyciu techników, ale nic o tym, o której dokładnie znalazł się tam Haddad. Biorą pod uwagę porę roku i że późną wiosną godziny wieczorne zwykle oznaczają czas między dwudziestą a północą, mogę więc jedynie przypuszczać, że chodziło o mniej więcej taki przedział czasowy — wskazane przez nią godziny były godzinami, gdy robi się już ciemno, a większość ludzi kończy codzienne zajęcia i szykuje się do snu. Nadal jest to jeszcze wieczór, nie noc.
To był jeden z tych szczegółów, które w rękach bardziej profesjonalnego koronera mogłyby nadać oględzinom sensowny, choć wciąż przybliżony, przedział czasowy. Haddad najwyraźniej na takie drobiazgi nie zwracał uwagi. Po tylu latach te luki nie były łatwe do uzupełnienia.
Skrzywiła się ostentacyjnie, wyobrażając sobie, jak Rachel Levy została zmuszona do patrzenia, jak oprawca gwałci, a potem morduje jej koleżankę. Naprawdę wolała myśleć, że dziewczyna wróciła do domu w nieodpowiednim momencie, przez co również padła ofiarą zabójcy. Wiedziała jednak, że rzeczywistość nie jest taka kolorowa.
— Nie wiem, Evina — przycisnęła palce do nasady nosa i przymknęła na moment oczy. — Ale jeśli sumienność Bernarda była pokroju dokładności Haddada, to chyba wydaje mi się, że śledztwo było przeprowadzone na odpierdol. Nic dziwnego, że sprawca nigdy nie został schwytany. Jeśli był to ktoś z otoczenia ofiar, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że od trzydziestu lat bezkarnie stąpa po świecie i ma się świetnie — mruknęła z wyraźnym niezadowoleniem. Naprawdę wolałaby mieć dla niej więcej informacji. Takich, które jakkolwiek przybliżyłyby ją do rozwiązania archiwalnej sprawy. — Dlaczego w ogóle to rozgrzebujecie? — zapytała, odciągając dłoń od twarzy. — Pojawiły się jakieś nowe tropy? — uniosła brwi, bo zwykle takie śledztwa otwiera się na nowo nie dlatego, że od początku coś nie grało, co akurat w tym przypadku było oczywiste, ale dlatego, że po latach znalazł się świadek zdarzenia albo dowody. Czasami mogą naciskać na to rodziny ofiar, wnoszą wniosek o wznowienie postępowania lub prosząc o pomoc media.
Evina J. Swanson