-
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Tłum zafalował robiąc przejście dla tej małej osóbki. Jej włosy zafalowały intensywnie, kiedy zatrzymała się w pół kroku, widząc mini dioramę matczynej miłości, pełnej złości na głupotę syna, ale miłości.
- Dzięki Panie... - wyszeptała z głębokim westchnieniem, czując ukłucie serca.
Gardło ścisnęło się jej jeszcze bardziej, kiedy usłyszała słowa Marii, wymuszając jedną łezkę, którą szybko ukryła ocierając z twarzy. Specjalnie nie zbliżała się dając im czas na to, by byli tylko ze sobą, ale przez jej ciało już zaczęła przelewać się ulga. Napięcie schodziło, przypominając o tym, że kolana ma tak miękkie, że ledwo stoi. Na szczęście nie odmówiły jej posłuszeństwa, aż do momentu, w którym podbiegła do niej Maria.
Erin pokręciła szybko głową, jakby chciała powiedzieć, że za nic nie trzeba przepraszać. Uśmiechnęła się ciepło, nie mogąc wkleić swojego słowa w to, co mówiła Maria. Dlatego ściskała tylko jej dłonie w pożyczonych rękawiczkach.
- Ty zrobiłabyś dla mnie to samo... Właściwie, to zrobiłaś. - odpowiedziała i raz jeszcze mocniej ścisnęła jej dłonie. - Cieszę się, że mogłam...
Zawahała się na chwilę, nad czymś intensywnie myśląc. Jej oczy spłynęły na splecione dłonie, a potem wróciły do twarzy rozmówczyni. Przygryzła wewnętrzną stronę dolnej wargi.
- Amm... Właściwie jest coś. - zaczęła niepewnie, nie bardzo wiedząc, jak ubrać to w słowa.
No dalej Mała, najwyżej powie nie.
- Dopiero co przeniosłam się do Toronto... - to gwałtownie zmieniła ton: - Ale nie czuj się do niczego zobligowana!
Uch, jaki mętlik!
- Jak to wszystko opadnie... Może mogłybyśmy pójść kiedyś na kawę? - zapytała, po czym sama sprzedała sobie mentalnego facepalma: - A tak przy okazji... Jestem Erin.
Maria A. Perez
-
Le gusta que la miren cuando ella baila sola.
Le gusta más la casa que no pasen las horas.
Le gusta Barcelona.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słysząc głos dziewczyny, która najwyraźniej chciała jej coś zaproponować, Maria zamrugała kilkakrotnie przez chwilę patrząc na nią wyraźnie zaskoczona. Ta młoda dziewczyna, która przed chwilą nawoływała z nią syna, teraz stała przed nią, nieśmiało prosząc o kawę. To zaproszenie było niczym nagły powrót do rzeczywistości, po tym całym dramacie, ogniu, poczuciu winy, ta zwyczajna propozycja wspólnej kawy wydawała się… miłym i bezpiecznym gestem. — Erin — powtórzyła cicho przytakując. — Jestem Maria — odpowiedziała czując, jak na sercu robi się jej cieplej. Słysząc jak wspomina, że w Toronto jest dosyć krótko, mimowolnie zobaczyła w niej cząstkę siebie. Dobrze pamięta ten czas, kiedy się tutaj przeniosła pełna nadziei na coś niesamowitego… i owszem, przeżyła wiele niesamowitych chwil, ale nie było łatwo. Poczuła wręcz instynkt, by pomóc jej odnaleźć się w tym mieście. Nie mogła nie przystać na propozycję wspólnego zacieśnienia więzi, dlatego zaśmiała się słysząc zmieszanie w głosie dziewczyny i szybko pokręciła głową.
— Żadna kawa, moja droga! — zaczęła, ale z takim entuzjazmem, że Erin nie mogła spodziewać się odmowy, z resztą szybko dodała — Wpadniesz do mnie na kolację. Zrobię empanadas i arroz con pollo. Sprawię, że na chwilę zapomnisz o tej zimowej aurze — pamiętała jak jej najbardziej brakowało słońca, letnich wieczorów, otulającego ciepła. Często też nadrabiała to posiłkami, które dobrze znała ze swoich rodzinnych stron.
— Masz przy sobie telefon? Podyktuję ci swój numer i się odezwiesz do mnie — w jej głosie można było wyczuć troskę, szczególnie gdy już podyktowała jej swój numer i spojrzała na niej z czułym uśmiechem. — A teraz uciekaj już, wystarczająco przez nas zmarzłaś… I dziękuję raz jeszcze, Erin. Za wszystko.
Erin St. Clair
-
„Zgubiłam równowagę na scenie — i nagle wszystko zaczęło mieć sens.”
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion/jegotyp narracji3 osobaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Ale jej ramiona zaraz opadły z cichym westchnieniem, uwięzionym w zawoju z ciepłego materiału. Spojrzenie zmieniło się we wdzięczne i uśmiechnięte, ale trzeba było chwili walki z szalikiem, żeby i usta Erin pokazały uśmiech.
- Poważnie? - zapytała, tak na wszelki wypadek. - Dziękuję!
Odpowiedziała na chwilę koncentrując całą uwagę na przeszukiwaniu swojej wielkiej torebki, w poszukiwaniu telefonu. W końcu udało jej się go zlokalizować i wstukała podyktowany numer po to, żeby zaraz puścić wiadomość do Marii.
- To może ja upiekę jakieś ciasto! - zaproponowała.
Josh jej nie uwierzy, jak mu powie, co się tutaj wydarzyło i że chyba znalazła przyjaciółkę. Spojrzała jeszcze z rozczuleniem i ulgą na Xaviera, który chyba sam nie bardzo wiedział co się teraz dzieje. Sięgnęła po dłoń Marii i ścisnęła ją lekko, w odpowiedzi na jej podziękowania. Odpowiedziała równie czułym uśmiechem. Po czym potarła swoje ramiona udając, że rzeczywiście zmarzła.
- Do zobaczenia!
Odchodząc spojrzała na zegarek na nadgarstku, orientując się, że spóźniła się na swoją wizytę u ginekologa. Z resztą chyba pożar sam z siebie by ją odwołał? A może nie... To chyba była jakaś znajoma Josha.
Mam przekichane... Znowu będę musiała go przepraszać w łóżku. Zachichotała pod nosem i ruszyła w kierunku parkingu, na wszelki wypadek wybierając numer do przychodni, żeby przełożyć wizytę, ale jak się spodziewała, w szpitalu musiał panować dalej chaos.
(zt.)
Maria A. Perez