Uśmiech, który pojawił się na jej ustach był cichy i niemal pobłażliwy. Wiedziała, że mówił prawdę tylko w połowie. A mimo to jego obietnica przyniosła jej coś w rodzaju ulgi. Może była to tylko iluzja. Może próbowała sama siebie przekonać, że ten jeden gest, że przyjazd tutaj, zszycie tej rany, siedzenie z nim w ciszy jego mieszkania w środku nocy - w jakiś sposób naprawiał błąd, który popełniła wcześniej - ten jeden moment, kiedy nie uwierzyła mu i wybrała kogoś innego. Wiedziała jednak, że tak to nie działało. Sumienie nie było czymś, co dawało się uciszyć jednym dobrym uczynkiem. I wiedziała, że jeszcze długo będzie wracać myślami do tego wieczoru.
Potem wszystko zaczęło się zmieniać. Nie gwałtownie, nie w sposób, który można było jednoznacznie wskazać palcem. Raczej tak, jakby powietrze między nimi stopniowo gęstniało. Jego słowa, jego głos, sposób w jaki patrzył na nią z tej odległości, która przestała być bezpieczna - wszystko to sprawiało, że coś w jej wnętrzu zaczynało drżeć w sposób, którego nie kontrolowała. Słuchała go uważnie, ale jednocześnie czuła, jak każde kolejne zdanie odsłania coś więcej niż tylko myśl wypowiedzianą na głos.
Kiedy powiedział, że jest
dobrą osobą, jej usta wygięły się w krótki, nieco smutny uśmiech.
- Masz rację - odpowiedziała cicho, a w jej głosie zabrzmiała nuta czegoś trudnego do jednoznacznego nazwania.
- Jestem dobrą osobą - na moment odwróciła wzrok, jakby potrzebowała sekundy, żeby poukładać w głowie to, co naprawdę chciała powiedzieć.
- I miałbyś cholernie dużo szczęścia, gdybyś pozwolił mi być tą dobrą osobą dla ciebie - nie było w tym wyrzutu; to coś pomiędzy żartem a gorzką świadomością tego, jak bardzo skomplikowali wszystko, co znajdowało się między nimi. Bo przecież oboje widzieli, jak daleko zabrnęli tego wieczoru. I że to nie był pierwszy raz, kiedy znaleźli się w miejscu, z którego powinni się wycofać.
Przymknęła oczy na moment, kiedy jego palce musnęły jej policzek. Dotyk był delikatny, niemal ostrożny, jakby obawiał się, że wystarczy jeden ruch, by wszystko między nimi się rozsypało. A jednak właśnie ten gest sprawił, że coś w niej drgnęło
głębiej niż wcześniej. Uczucie, które przez długi czas pozostawało gdzieś uśpione, teraz obudziło się nagle z intensywnością, która niemal ją zaskoczyła. Być może czuła coś takiego p i e r w s z y raz w życiu.
- Dlaczego zawsze podejmujesz decyzje za mnie? - zapytała w końcu cicho, otwierając oczy. Jej spojrzenie było spokojne, ale w jego głębi czaiło się coś bardziej kruchego.
- Dlaczego jesteś tak przekonany, że nie byłabym w stanie tego unieść? - pokręciła lekko głową, jakby ta logika wciąż była dla niej niezrozumiała.
- Naprawdę wierzysz, że mógłbyś zrobić coś, co całkowicie zmieniłoby moje spojrzenie na ciebie? - nie rozumiała tego. Nie rozumiała, dlaczego
tak bardzo starał się chronić ją przed czymś, czego ona nawet się nie bała.
Gdy jego dłoń przesunęła się wzdłuż jej twarzy, a palce zatrzymały się przy jej uchu, odgarniając kosmyk włosów, zrobiła coś zupełnie instynktownego. Unosząc jego rękę delikatnie, odwróciła ją lekko w swoją stronę i zanim zdążyła się nad tym zastanowić - jej usta musnęły wewnętrzną stronę jego nadgarstka. Ten jeden, czuły punkt, gdzie skóra była cieńsza, a puls wyczuwalny tuż pod powierzchnią.
Wypuściła powietrze powoli, ciężko, jakby w tym geście zawierało się coś więcej niż tylko impuls chwili. Coś pomiędzy pragnieniem a rozczarowaniem.
Dopiero wtedy odsunęła się odrobinę. Nie gwałtownie, nie zrywając całkowicie kontaktu. Tylko na tyle, by przerwać ten moment zanim stanie się czymś, czego nie będą mogli już cofnąć.
Przez chwilę patrzyła na niego w ciszy, jakby walczyła sama ze sobą o to, czy powinna wypowiedzieć następne słowa. Wiedziała, że to pytanie może zmienić wszystko, że może przesadzić.
- Chodzi o Sophie? - zapytała w końcu cicho. Samo wypowiedzenie tego imienia kosztowało ją więcej, niż chciała pokazać. Przez chwilę naprawdę nie była pewna czy nie posunęła się za daleko. Czy nie zobaczy w jego oczach tego chłodu, który oznaczał, że postawiła stopę w miejscu, do którego nie powinna wchodzić.
- Czy to przez nią nie pozwalasz sobie… pozwolić komuś być dla ciebie kimś więcej? - jej głos był spokojny, ale napięcie w nim było wyczuwalne, bo to pytanie dręczyło ją od dawna. Wiedziała, że jeśli odpowiedzią była właśnie ona - jeśli to Sophie była tym murem stojącym między nimi, wtedy nie miała ż a d n y c h szans.
I choć ta myśl bolała bardziej niż chciała przyznać, była też jedną z tych rzeczy, które potrafiła zrozumieć.
Rhys Madden