26 y/o
For good luck!
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jemu się bardziej przypominał Truman Show za każdym razem, kiedy oglądał coś, co miało w sobie laugh track. To było trochę tak, jakby ktoś poza widokiem kamery, podnosił tabliczkę z napisem "laugh"a widownia bezmyślnie, bez cienia rozbawienia i emocji, jak maszyny, rechotała. Creepy.
Był pewny, że bycie galaretą na najebaniu, to był jakiś obronny odruch ciała, powstrzymujący bardziej dramatyczne obrażenia. Przetestowane, sprawdzone, mógł potwierdzić!
- Głupia, bo jakbyś umarła, to by mnie do pudła wsadzili.. Albo może bym dostał deal, żeby sprzedać dostawcę... - przez dostawcę miał na myśli dealera, bo jakby wzięła i umarła, to byłaby jego wina. Cokolwiek by się nie działo, to zawsze była jego wina. Gdyby umarła, bo napruła się za bardzo i złamała sobie kark? Totalnie przez zabawne środki, którymi się z nią szczodrze podzielił. - Czy ty sobie wyobrażasz mnie, w więzieniu? Mógłbym tego nie przeżyć. - pomijając, że lubił swoje komforty, ale z ładnym ryjem w więzieniu i generalną bezbronnością, to nie mogło być bezpieczne. Podniósł się do siadu, wypuszczając powietrze z płuc z cichym, niezadowolonym burknięciem. Ulica wydawała się wyjątkowo miękka, okay? Całkiem wygodna.
Roześmiał się szczerze, gdy chłopak za ladą nazwał ich gołąbeczkami, ale zamiast odpowiadać, podchodząc, rozłożył ramiona jak skrzydła i zaczął gruchać. To nie człowiek, to gołomp. Miał coś do udawania samolotów i ptaków, sam był jak taka duża papuga. Squawk. Zapach jedzenia skręcił mu żołądek. O panie jaki był głodny. Pomógł Kirze się zabrać z tym wszystkim, grzecznie za nią podążając, nawet nie pytając, gdzie go prowadzi. Kopnął oderwane kółko wózka, ot, żeby dołączyło do reszty metalu. Jakiś człowiek bez domu się ucieszy, tyle metalu do oddania za grosze.. Dobra, zrobiło mu się smutno nagle.
W dupie miał te happy meale, on chciał czisy i fryteczki. Parsknął po raz kolejny na jej reakcję, zmierzył spojrzeniem, gdy założyła koronę i nawet nie próbował powstrzymać rozbawienia.
- Wyglądasz jak debil. - skwitował przesuwając pudełko z drugim happy mealem w jej stronę, żeby sobie sama otworzyła, a on zanurkował w torbach, żeby wyciągnąć kilka cheesów. Jadł je po dwa na raz, zgniatając ze sobą i pakując sobie praktycznie całe go gęby z zadowolonym, może trochę za bardzo dwuznacznym, pomrukiem. - Bożejakietodobre. - wymamrotał z pełną gębą, sięgając po kolejne kilka burgerów. Zwierzę. Absolutne zwierzę.

kira finch
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastbound Brewing Co.”