25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Późna pora nieco ograniczała możliwości. Sporo pizzerii w Toronto nie przyjmowało już zamówień na wynos, więc Kira od razu zaznaczyła, jaką pizzę chętnie pochłonie, jeśli nie będzie tej ze szparagami. Nie miała zamiaru wymyślać, choć gdyby była wystarczająco zdesperowana i spragniona ulubionych dodatków, wsiadłaby w swoje Ferarri i pojechała po wspomnianą pizzę nawet na koniec Kanady. Ale nie mogła tak po prostu stąd wyjść, miała robotę do zrobienia.
Podejrzewam, że od każdego — powiedziała i nawet podniosła się z krzesła, żeby przelecieć wzrokiem po pozostałych stanowiska. Wzięła też pod uwagę, że ktoś mógł akurat stać przy drukarce za ścianą albo wyjść do kuchni. — Dzisiaj jest nas zmianie koło dwudziestu osób, więc pewnie coś koło tego? — skoro miała zgadywać, to strzeliła. Nie mogła się za bardzo pomylić, wszyscy harowali od rana, niektórzy jedli ostatni posiłek w porze lunchu, więc trzeba było założyć, że języki uciekały im do dupy.
Posłała Whitmore rozbawione spojrzenie i obróciła się na krześle, kiedy ta od razu zaczęła stawać w obronie szefostwa. Oczywiście, że nikt nie chciał ich tutaj wykończyć. W teorii. W praktyce bywało różnie, w zależności od natłoku obowiązków. Na przykład dzisiaj, kiedy tak właściwie nikt nie musiał tutaj koczować, bo to nie była wina zwykłych, szarych pracowników, że jakiś haker ominął zabezpieczenia redakcji. A jednak byli tutaj i zapierdalali jak małe mróweczki. To świadczyło o tym, że ludzie nie mieli przełożonych w poważaniu i byli oddanymi pracownikami Toronto Sun. Niewłaściwym traktowaniem nie zdołaliby zatrzymać przy sobie ludzi.
Daj spokój, niczego takiego nie sugeruję — sprostowała Finch, tak na wszelki wypadek, żeby menadżerka projektu wiedziała, że to były tylko durne, niewinne żarty. — Bardzo ładnie o nas dbacie. Owocowe wtorki, grupowe ubezpieczenie, a dla chętnych pakiety sportowe i na wydarzenia kulturowe. Czego chcieć więcej? — zapytała, jednak szybko zdała sobie sprawę, jak to mogło zabrzmieć. Dokładnie tak, jakby Kira ironizowała. — Nie no, mówię serio. Nie pracowałabym tutaj, gdyby tylko zauważyła, że coś jest nie tak — co jak co, ale Kira szanowała swój cenny czas, spokój i zdrowie psychiczne. Toronto Sun może było największą redakcją w mieście, ale nie jedyną, z łatwością znalazłby etat gdzie indziej. — Już nie chwal się tak tą kartą, lepiej zamów coś, co umili nam czas. Na przykład konsolę z kilkoma padami. I co z tym stołem do bilardu? — przypomniała Daisy ich pogawędkę w kuchni, kiedy ta pytała, czego brakowało i co przydałoby się, żeby zwiększyć efektywność.
Odwróciła się do komputera i w tym samym czasie na ekranie pojawiła się lista aktualizacji systemu. Finch przycisnęła sobie palce do skroni, wymieniając w myślach marki sportowych samochodów. Rzadko wybuchała szałem, chociaż czasami się zdarzało, jednak w obecnej sytuacji tylko spokój mógł ją uratować.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę, że dużo wypowiedzi padających z ust Kiry Finch miało w sobie nutkę sarkazmu. Z tego co Daisy zauważyła, pracownica działu motoryzacyjnego często nie mówiła na poważnie, kiedy wypowiadała się na jakiś temat, a jednak kiedy tak zaczęła wymieniać te wszystkie benefity, Whitmore miała wrażenie, że jednak znajdowało się tam co nieco złośliwości. Nic nie mogła na to poradzić. Może to był ten moment, kiedy granica pomiędzy górą a dołem nieco za bardzo się zatarła?
Nie była pewna, co powinna na to odpowiedzieć. Z jednej strony chciała się zaśmiać, z drugiej jednak czuła, że nie mogła pozwolić sobie na tak wielkie kolesiostwo względem Finch, bo przecież nie znalała jej dobrze. Wciąż nie miała pewności, czy rzeczy, które jej mówiła, zaraz nie docierały również do uszu jej koleżanek i kolegów z działu? Mało to tu rozchodziło się plotek i niedopowiedzeń? Myślałby człowiek, że skoro pracował wśród dziennikarzy, to informacje, jakie rozpowiadali były wyłącznie rzetelne i sprawdzone, a w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie.
Przewróciła oczami na komentarz, żeby już tak nie chwaliła się tą kartą i odwróciła na krześle, żeby sięgnąć po komórkę i wybrać numer pizzeri.
Zróbcie dzisiaj wszystkie artykuły, żeby jutro na stronę wszystko wyszło planowo bez zarzutów — mruknęła, na ostatnie słowa podnosząc spojrzenie na szare oczy Finch. — A może faktycznie dostaniecie — puściła w jej kierunku oczko, po czym przepisała numer i wstała od biurka. Nie chciała przeszkadzać nikomu w pracy przy składaniu zamówienia. I jak się zaraz okazało prawidłowo — bo telefon odebrał starszy facet, który ewidentnie miał problem ze słuchem, więc finalnie Whitmore musiała bezczelnie wydzierać się do słuchawki i cztery razy powtarzać jedno zamówienie. Na koniec rozmowy sama nie była pewna, czy wszystko się zgadzało. Pewnie okaże się dopiero, kiedy wszystko przywiozą.
Przeszła wzdłuż pomieszczenia, po drodze zahaczając jeszcze o gabinet głównego redaktora działu, dopytując się, jak mogła pomóc i przejmując od niego temat godzin publikacji poszczególnych artykułów. Obiecała, że ogarnie, trzy razy powtórzyła, że to naprawdę nic takiego i wróciła do biurka, tuż obok tego, przy którym Kira Finch pracowała na pełnych obrotach. Odpaliła komputer, by wyjustować teksty, które skończyła.
Wow, zrobiłaś aż dwa jak mnie nie było? — otworzyła szerzej oczy, spoglądając na nią zaskoczona. — To ja tak długo zamawiałam jedzenie, czy ty tak szybko piszesz? — uśmiechnęła się przelotnie i pokręciła głową. Nie miała pojęcia, jak długo jej nie było, ale musiała przyznać, że po raz kolejny Kira jej zaimponowała. Dlatego żeby długo nie pozostawać bierna, przysunęła się do biurka i zabrała za przygotowywanie jej tekstów do wydania.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zdawała sobie sprawy, że jej słowa mogły zostać odebrane inaczej, niż zamierzała. W jej własnym odczuciu mówiła po prostu tak, miała w zwyczaju, kiedy temat dotyczył pracy i wszystkich tych firmowych udogodnień, które w praktyce bywały bardziej hasłem reklamowym niż realną wartością. Lubiła żartować, czasem nawet wtedy, gdy inni woleli powagę, ale nigdy nie robiła tego po to, żeby kogoś wyśmiać czy wbić szpilę. Gdy wymieniała kolejne benefity, widziała w tym raczej ironię wobec systemu niż wobec Daisy czy samego Toronto Sun. W końcu sama też była częścią tego środowiska, znała jego kulisy i wiedziała, jak wiele rzeczy bywało przesadzonych albo przedstawianych w bardziej atrakcyjnym świetle. Nie przyszło jej do głowy, że Whitmore mogłaby odebrać to jako przytyk czy próbę podkreślenia różnic między nimi.
Dlatego Daisy przewróciła oczami, Finch poczuła lekkie ukłucie konsternacji. Zastanowiła się przez moment, czy jej ton nie zabrzmiał zbyt pewnie albo czy nie przesadziła z entuzjazmem. Nie miała jednak w zwyczaju analizować każdej wypowiedzi w nieskończoność, bo w jej świecie szczerość była prostsza niż domysły.
Puszczenie oczka rozwiało jednak wszystkie wątpliwości. To było kolejne potwierdzenie, że menadżerka projektu nie miała aż takiego kija w dupie, ale było też jednoznaczne z tym, że Finch musiała ważyć słowa. Mogły być znajomymi z pracy, ale nie były koleżankami.
Tak jest — zasalutowała, skupiając się na kolejnym artykule. Wcale nie zależało jej na tych wszystkich udogodnieniach i raczej patrzyła na to przez pryzmat współpracowników, którzy niewątpliwie czasami potrzebowali rozrywki. Ona zresztą też, ale to nie było aż tak istotne.
Kątem oka zarejestrowała, jak Daisy znów odchodzi do biurka, żeby złożyć zamówienie. Jej głos niósł się z korytarza, więc chyba to faktycznie lepiej, że jednak zdecydowała się wyjść z open sapce'u. Z kolei Kira nawet nie zorientowała się, kiedy zdążyła napisać dwa kolejne artykuły i zacząć trzeci. Sfokusowała się na zdaniu, wcale nie przez wizję przekupstwa w postaci stołu do bilardu czy innych takich. Taki miała tryb pracy, gdy trzeba było działać pod presją czasu. O ile aktualizacje współpracowały.
To i to — odparła, kiedy Whitmore zajęła miejsce przy stanowisku. — Wspominałam już, że chciałabym mieć to jak najszybciej z głowy, prawda? — zerknęła na nią przez ramię. — Słuchaj, jeśli chodzi o wcześniej... Mam nadzieję, że nie wzięłaś na poważnie moich słów? No wiesz, z tymi benefitami. Nie mówiłam serio. To znaczy, mówiłam, ale bardziej w znaczeniu, że wszystko jest cacy. Naprawdę — sięgnęła po swój kubek już z zimną kawą i upiła kilka łyków. — Jeśli masz jakieś inne zadania, to spokojnie możesz mnie porzucić. Poradzę sobie — zapewniła, bo Daisy nie tylko jej oferowała swoją pomoc, a Finch nie była aż tak potrzebująca. Właściwie Hunter, który pisał trzy stanowiska przed nimi, ciągle klął i ewidentnie miał jakieś problemy z tekstami.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała jej tego za złe. Whitmore miała dystans do siebie i firmy w której pracowała, a jednak stanowisko, jakie reprezentowała, nie raz trzymało ją w pewnych kwestiach. Nawet jeśli bardzo chciała podłapać żarty Finch, zawtórować jej i dodać kilka rzeczy od siebie, zadawała sobie sprawę, że nie powinna. Już bez tego miała wystarczająco zgrzytów na poziomie ona — właściciel redakcji, czyli jej teść. Hank często wyciągał prywatę nad sprawy gazety, często karając ją za to, że chociażby pokłóciła się z jego synem, czy nie chciała jeszcze rodzić mu dzieci. Dużo tego było i naprawdę nie potrzebowała dokładać do tego jeszcze plotek, że wysoko postawiona managerka projektu nie szanuje własnej firmy.
No coś ty, wszystko jest git — machnęła ręką, posyłając jej ciepły uśmiech. Nie chciała, żeby Kira odebrała źle jej reakcje ani żeby przed czymkolwiek się hamowała, bo prawda była taka, że to właśnie przy Finch, Daisy czuła się dziwnie… swobodnie. Lubiła ich rozmowy, lubiła szczerość, jaką ociekała blondynka i to, że przez większość czasu nie miała żadnych filtrów. Była inna niż ludzie, którymi Whitmore otaczała się na co dzień i było to wyjątkowo orzeźwiające. — Ty możesz mówić, co chcesz. Mnie trzyma stanowisko — zaśmiała się, ponownie tego wieczoru puszczając do niej oczko. Chciała to wyjaśnić, żeby miały jasność, że nie było w powietrzu żadnego niedopowiedzenia, a tym bardziej żalu za jakiekolwiek wypowiedziane słowa. Szczególnie te szczere.
Właściwie to dostałam robotę — wskazała głową na szklane pomieszczenie, w którym siedział redaktor działu motoryzacyjnego. — Muszę rozplanować godziny publikacji artykułów na stronie, bo oczywiście bazę danych również wywaliło razem z atakiem — oznajmiła, robiąc wielkie oczy, po czym odwróciła się do komputera, którego tego wieczoru nie raz już używała. Odpaliła sobie odpowiednie tabelki i po prostu zabrała się do roboty. Artykułów było dużo i praktycznie wszystkie musiały koniecznie rano, najpóźniej po południu ujrzeć światło dzienne. Pech chciał, że od jutra zaczynało się wiele eventów motoryzacyjnych, więc nie można było zwlekać z publikacjami, by być piersi, których ludzie będą czytać. W końcu nie byli jedyną gazetą z działem motoryzacyjnym w Kanadzie.
Kira… — odezwała się po chwili, marszcząc brwi i przysuwając głowę jeszcze bliżej monitora. — Pomożesz mi z jedną rzeczą? — machnęła ręką i odsunęła się nieznacznie, robiąc jej miejsce, żeby mogła nachylić się nad monitorem. — Te artykuły o tutaj o Rajd Dakarze i regulacjach technicznych w związku z wyścigami… — mówiła spokojnie, wskazując jej palcem odpowiednie pozycje, chociaż musiała przyznać, że jej uwadze wcale nie uszły intensywne lecz wciąż przyjemne dla zmysłów perfumy, które poczuła, gdy tylko Finch się nad nią nachyliła. — Które jest ważniejsze? Bo nie wiem, jak je ustawić… — odwróciła się, by spojrzeć na jej twarz, chociaż kiedy przekręcała głowę, nie spodziewała się, że dziennikarka znajduje się aż tak blisko.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
25 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła zapominać, z kim miała do czynienia. Tak, jak Daisy nie mogła zapominać o tym, jaką pełniła rolę w redakcji. Każda z nich miała tutaj inne funkcje i hierarchia powinna zostać zachowana. Kira nie chciała, żeby koledzy szeptali za jej plecami i rozsiewali plotki, że miała w pracy chody, a to przecież nijak miało się do prawdy. Właściwie ledwo znały się z Whitmore, ale wiadomo, ludzie lubili gadać. Miała tylko nadzieję, że nikt nie posądzi ją o romans, bo wtedy zrobiłoby się niezręcznie. Finch nigdy nie kryła się ze swoją orientacją, ale nie w głowie jej jakieś romanse w firmie. Tym bardziej że Daisy nie dość, że była hetero, to w dodatku miała męża!
Nie mogę mówić tego, co chcę — natychmiast zakwestionowała jej słowa. — Jesteś menadżerką projektu, a ja maluczkim pracownikiem. Musisz nauczyć się zwracać mi uwagę, kiedy zaczynam się zapędzać. Obiecuję, że nie będę się obrażać — mrugnęła porozumiewawczo, dając do zrozumienia, że wcale nie należała do ludzi, którzy strzelają focha o byle co. A już na pewno nie na szefostwo, z którym nie ma sensu się sprzeczać, bo przecież przełożeni zawsze mieli rację. Kira mogłaby zacząć wypruwać sobie żyły, a i tak nic by nie wskórała.
Słysząc o kolejnym zadaniu, które ktoś powierzył Whitmore, cmoknęła pod nosem i pokiwał
W takim razie polecam wziąć się do roboty — rzuciła, ale nie złośliwie, a dlatego, że gonił je czas. — Będzie przy tym trochę dłubania — dodała, bo najtrudniej było dograć wszystko tak, żeby nic się ze sobą nie nachodziło. Ale później to już z górki!
Odpłynęła w artykuły, póki jej mózg potrafił jeszcze sklejać sensowne zdania. Zostało jej naprawdę niewiele, właściwie była już na finiszu, kiedy usłyszała głos Daisy. Zapisała dokument i zerknęła przez ramię, a potem podniosła się z fotela i pochyliła się nad nią, zapierając ręką o biurko.
Hm? — spojrzała na monitor, żeby mieć lepszą orientację w sytuacji. — Ach, najpierw będzie ten regulacjach technicznych — odruchowo sięgnęła do myszki, na której spoczywała dłoń Whitmore i przesunęła kursor wyżej. — Później ten o samym rajdzie. A na końcu jeszcze to podsumowanie — znów poruszyła myszką. A właściwie ręką Daisy. A potem kobieta na nią spojrzała, a ich oczy spotykały się w zadziwiająco bliskiej odległości. Kira złapała się na tym, że wciągnęła powietrze zbyt głośno, niż początkowo zamierzała. — Wszystko jasne? — upewniła się, ale zanim menadżerka zdołała odpowiedzieć, ktoś zabębnił w szklane drzwi.
Ej, pizza przyjechała! — zawołał nienaturalnie wysoki chłopak, którego imienia Finch nigdy nie mogła zapamiętać. — Ktoś musi uregulować płatność!
Kira odchrząknęła i odepchnęła się od biurka.
To twoje zadanie — przypomniała, czekając aż Daisy odejdzie od swojego stanowiska, po czym ruszyła za nią na korytarz, żeby pomóc jej ułożyć kartony z pizzą na stole w kuchni. Oczywiście ludzie natychmiast zlecieli się jak sępy, więc Finch stanęła nieco z boku, żeby poczekać aż wszyscy rozejdą się w swoją stronę. — Była ze szparagami? — dopytała, kiedy były już same, a na stoliku zostało już tylko kilka kartonów. Najwyraźniej jeszcze nie wszyscy usłyszeli, że pora na żarcie.

Daisy Whitmore
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
31 y/o
WYJŚCIE Z PROGU
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
o jak miło miło miło
się zrobiło biło biło
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zamiaru zwracać jej uwagi.
Po pierwsze, nie czuła takiej potrzeby. A po drugie nie uważała, że było o co. Na dobrą sprawę, nie było absolutnie nic, co powiedziała Kira, co byłoby na tyle poważne, aby karcić ją za wypowiedziane słowa. Przecież to nie tak, że nagle zwyzywała cały zarząd. Finch może i była bezpośrednia i szczera, jednak przy tym wyjątkowo dobrze wychowana. Jej maniery były nienaganne. Była kobietą z klasą i to w bardzo dobrym tego słowa znaczeniu. Dlatego też Daisy po prostu skinęła głową na jej uwagę i pozostawiła to bez komentarza. Zabrała się za robotę, szło jej dobrze, do momentu, w którym znowu nie musiała prosić się o uwagę blondynki.
Z jednej strony było jej g ł u p i o, że ciągle odciągała ją od kompa, kiedy tak naprawdę Whimore pojawiła się tutaj, żeby pomagać, a nie przeszkadzać. z drugiej jednak chodziło przecież o artykuły Finch, więc mogła jej pomóc, prawda?
I pomogła, bo już po chwili nachylała się nad Daisy, instruując, który post powinien iść w pierwszej kolejności na stronę. Słuchała jej uważnie, podążając wzrokiem za kursorem, jednak głowa poświęciła kilka chwil na fakt, iż dłoń Finch znalazła się na tej Whitmore. Niby nic takiego — zwykły, przypadkowy wręcz dotyk, a jednak ciepło jej skóry sprawiło, że nie potrafiła przejść obok tego obojetnie, nie zadedykować temu kilku uderzeń serca.
Wszystko jasne — powtórzyła zaraz po niej, kiwając głową energicznie, do momentu, w którym ich spojrzenia się nie spotkały. Szare oczy Kiry podświetlone przez jasno ustawiony ekran monitora wydawały się jeszcze bardziej pozbawione jakiegokolwiek koloru niż wcześniej. Było to na swój sposób… fascynujące. Ciekawe. Nawet przez myśl przeszło jej, by wypowiedzieć tą uwagę na głos, ale wtedy ktoś krzyknął, że przyjechała pizza i Daisy nagle zerwała się z krzesła.
Wspaniale. Umieram z głodu — oznajmiła, odchrząkając delikatnie, przy okazji poprawiając materiał marynarki, który lekko zdążył się pogiąć. — Już idę!!! — krzyknęła w stronę Huntera, który domagał się kogoś, kto zapłaci za rachunek. Zgarnęła z biurka torebkę i jednym, zwinnym ruchem przewiesiła ją sobie przez ramię, przyśpieszonym krokiem kierując sie w stronę wyjścia. Zapłaciła za pizze i wraz z Kirą przejęła pudełka. Trochę ich było, z dobre dwadzieścia, ale co najważniejsze — wszystkie ciepłe. Gorące nawet.
Ustawiły kilka na blacie w kuchni, większość otwierając od razu, żeby ludzie mieli lepszy dostęp. Dwa z nich jednak odstawiła na bok. Przygotowała talerze dla ludzi i nawet wygrzebała z półki dodatkową rolkę ręcznika papierowego. Nagle kuchnia zapełniła się pracownikami. Każdy przepychał się i krzyczał, jaki to smak zamawiał, które były vege i wszystko, co tylko mogło się dziać przy głodnych ludziach i pizzy na stole. Złapała spojrzenie Finch, kiedy spytała o pizze ze szparagami i sięgnęła po pudełka, które odłożyła.
Tu mam — poklepała wieczko. W środku znajdowała się jedna z parmezanem i kiełbasą oraz… ze szparagami, którą wymyśliłą sobie Finch. Co prawda Daisy włożyła trochę starań, żeby ją zamówic dla Kiry, ale to szczegół. — Strasznie tu dużo ludzi… — stwierdziła, widząc, że nawet nie było dla nich miejsca, żeby usiąść. — Może zjemy gdzieś indziej? — zaproponowała. Mogły przecież iść do którejkolwiek z sal konferencyjnych albo nawet od chill roomu i wywalić się tam na pufach, chociaż na czas konsumpcji.

kira finch
kasik
generowanie postów z ej aj
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Sun”