-
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Piękny rzut, pani doktor - odpowiedział spokojnie, uśmiechając się kącikiem ust. Zaraz jednak postanowił zagrać nieczysto, tylko pytanie, czy bardziej zależało mu na odebraniu jej piłki, czy na zmniejszeniu dystansu?
- Czerwona kartka? - zapytał, a jego uśmiech się znacząco poszerzył, gdy miał przyklejoną wyrywającą się Abby do torsu. Nawet nie wyprowadzał jej z błędu, bo przekaz z czerwoną kartką był klarowny. - No nie wiem, czy to się kwalifikuje pod czerwoną kartkę… Moim zdaniem było czysto - dodał zaraz, w międzyczasie zbierając piłkę z dłoni blondynki. Zaczął kozłować obok siebie, bardzo szybko odnajdując jej orzechowe oczy, gdy tylko zdążyła się obrócić. Uniósł brew w reakcji na pytanie, bo już całkiem o tym zapomniał.
- Zamierzałem, ale wtedy sobie przypomniałem, że ty jeszcze nie odpowiedziałaś na moje - wzruszył ramionami. Oczywiście chodziło mu o buziaka. - To jak będzie? - przekrzywił lekko głowę, bo jeśli myślała, że udało jej się go rozkojarzyć, to tylko na chwilę. Teraz już nie da się tak łatwo omamić i nie odda piłki po zastosowaniu takiej nieczystej zagrywki, co zaraz przecież udowodnił. Może nawet zbyt dobrze, bo aż zniechęcił Wallace do dalszych prób.
Wysłuchał jej propozycję i powiózł wzrokiem na połowę boiska.
- W porządku. Tylko teraz nie wiem, czy tak chujowo rzucasz, czy tak bardzo boisz się pytań, że każesz mi rzucać z połowy boiska - zaśmiał się, przenosząc spojrzenie znowu na blondynkę. - A kara? Jaka będzie kara? - postanowił dopytać. Bo jak miała być jakaś fajna, to on wcale nie będzie odpowiadał na te pytania.
Wziął piłkę i powędrował do punktu, z którego miał rzucać. Popatrzył a kosz, a potem zerknął na Abby. No, nieźle to sobie wymyśliła.
- Ale jeśli się okaże, że jesteś jakimś strzelcem wyborowym, to przenosisz się na rzuty za trzy, żeby ci nie było za łatwo - zaznaczył żartobliwie i przymierzył się do rzutu. Ugiął nogi, wycelował i w końcu rzucił. Piłka trafiła w tablicę obok kosza i spadła na ziemię, nawet nie dotykając obręczy.
- Ja pierdolę - mruknął pod nosem, bo właśnie sobie uświadomił, że to wcale nie będzie takie easy peasy. Westchnął ciężko i znowu spojrzał na Abby. - No dobra, to dawaj to pytanie. Jestem gotowy - wykonał dłońmi zachęcający gest, prawie jakby zapraszał ją do bitki.
Abby Wallace
-
life is brutal
and full of zasadzkas
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wallace może i nie było zawodowym graczem, czy prawdziwym koszykarzem jak Joel, ale podstawowe zasady znała i była bardziej niż pewna, że łapanie swojego przeciwnika za brzuch i okręcanie go wokół własnej osi, tylko po to, żeby zabrać piłkę, podchodziło pod wykroczenie. Zaśmiała się jednak głośno, kiedy Delaney zaczął się wszystkiego wypierać i nawet posłała mu spojrzenie pełne niedowierzania, gdy już postawił ją na siebie i uciekł z piłką.
— Swoimi kolegami też tak miotasz? — spytała bezczelnie, zaglądając w jego ciemne oczy, podczas gdy brwi blondynki uniosły się ku górze. — Czy jednak takie zachowania zostawiasz tyko dla dziewczyn, które tu zapraszasz? — znowu go zaczepiła. Miała pełną świadomość, że mogła być pierwszą, którą spotkał ten wielki zaszczyt trenowania z kimś takim jak on, ale w tym samym czasie zdawała sobie doskonałą sprawę z uroków Joela i tego jak intensywnie potrafił flirtować.
Jedno było jednak pewne: w grze jeden na jeden nie miała szans. Skoro chcieli faktycznie stoczyć w miarę równą bitwę, on musiał rzucać z połowy boiska, a ona najlepiej spod samej planszy. Trochę się zaskoczyła, kiedy z taką łatwością przesunął się na odpowiednią linię bez większych dyskusji. Zaraz jednak przypomniał jej o zakładzie za wygrany mecz.
— Aż tak ci zależy na tym całusie? — przyjrzała mu się, zarzucając ręce na biodra. — Nie wolałabyś… no nie wiem, sam sobie na niego zapracować? — Joel miał swoje uroki, których świadomość z pewnością musiał mieć, dlatego Wallace do końca nie rozumiała, czemu ktoś taki jak on aż tak musiał się o to dopraszać? W końcu prawda jest taka, że gdyby tylko chciał i jeszcze trochę się postarał, może nawet Wallace sama wyszłaby z inicjatywą? Było przecież między nimi przyciąganie. Śmiała nawet twierdzić, że było ono niepodważalne, biorąc pod uwagę wydłużone spojrzenia i przypadkowy dotyk, którego ciągle szukali.
Zaśmiała się na pytanie o kare i przewróciła oczami.
— Kara jest taka, że nie będziesz mógł zadać swojego pytania — proste? Proste. Trafiasz, to możesz pytać i druga osoba musi odpowiedzieć, nie trafiasz dostajesz figę z makiem. — Rzucaj, Delaney — ponagliła go. W końcu ile można było gadać? Najwyższy czas przejść do rzeczy i rozpocząć prawdziwą rywalizację, skoro
— Prawie! Widzisz? Czyli jednak się da — zaśmiała się głośno. — Kiedyś ci się uda - puściła do niego oczko, a potem pobiegła pod kosz, żeby zebrać piłkę. Przekozłowała ją sobie na linie rzutów wolnych i ustawiła się odpowiednio. Dawno nie rzucała, ale podobno takich rzeczy się nie zapominało? Miała nadzieje, dlatego zaraz puściła piłkę w powietrze, zaginając odpowiednio nadgarstek i wybijając się lekko w powietrze. I faktycznie: trafiła! (Jednak kostki nie zawsze były złe)
— Ha! — odwróciła się o g r o m n i e dumna, spoglądając na niego triumfalnie. — Widziałeś to? — podbiega bliżej i kilkakrotnie podskoczyła przy nim, a potem jeszcze dookoła niego. Jedni zwaliliby by to na ekscytacje, Abby nazywała to wyrzutem endorfin. — Dobra… niech pomyśle — zastanowiła się nad swoim pytaniem. — Normalnie kazałabym ci po prostu odpowiedzieć na pytanie o pozycję… — spojrzała na jego twarz, przysuwając się nieco bliżej. — Ale ewidentnie się wstydzisz, więc… niech będzie najszczęśliwszy moment w twoim życiu — rzuciła swoim pytaniem i spojrzała na niego wyczekująco. Nawet nie przejęła się piłką, która poturlała się gdzieś pod ścianę.
Joel Delaney