25 y/o
LOT NA 240 METRÓW
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Don't sleep

Zmrużyła niebezpiecznie oczy, sprzedając mu kuksańca w bok z łokcia. Lisica wcale nie była taka łatwa do ugłaskania, zwłaszcza kiedy groził jej mierzwieniem włosów na głowie. Chociaż szybko uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Ze wszystkich chłopaków na kuli ziemskiej on mógł to zrobić. Uwielbiała wpatrywać się w niego z charakterystycznym błyskiem w oku i szerokim uśmiechem. Sprawiał, że jej serce zaczynało bić coraz szybciej.
Uważaj, bo gryzę, a nie połykam w całości — parsknęła, kręcąc głową. Totalnie rozbrajał ją. Wystarczyło jedno krótkie słowo, jedno uniesienie ciut wyżej kącika ust, a ona przepadała dla niego. Nawet nie zastanawiała się, kiedy go całowała. Naprawdę był niemożliwy. Ten krótki pocałunek sprawiał, że chciała poznać go jeszcze bardziej. Zarówno błazna, jak i prawdziwego Dallasa ukrytego wśród żartów, tego wrażliwego. Chciał pomagać innym, edukować ludzi w sprawie zwierząt. To spotkanie udowodniło jej tylko, że mogła w niego inwestować uczucia. Pragnęła, żeby mógł przy niej być, trzymać ją mocno za rękę i prowadzić przez życie. Może jej myśli nie wędrowały do wielkiego ślubu, ale powędrowały do kilku randek do przodu. Tak później ta heroiczna walka z szopem też miała swój urok. Była spanikowana, uratowała go, ale całkiem szczerze podziwiała go za jakikolwiek brak krzyków.
Na pewno? Nie musisz zgrywać twardziela — dopytała, marszcząc delikatnie swoje brwi. Zmierzyła go wzrokiem i chwyciła za to ramię, by dociskać jeszcze mocniej. Nigdy nie chciała zostać lekarzem, leczenie ludzi było dla niej utrapieniem, ale... takiego przystojnego pacjenta naprawdę mogłaby mieć i zajmować się nim całymi dniami.
Naprawdę jesteś niemożliwy — parsknęła pod nosem, kiedy tak uroczo skomentował rodzinkę małych szopków. Faktycznie mama-szop nie musiała się o niego martwić, bo ciągnęła go już w stronę taksówki. Szybko wsiadła, zapięła pasy.
Niech pan już zamknie ryja! Człowiek krwawi! — warknęła na beznadziejnego taksówkarza, a sama zaraz chwyciła za przedramię, dodając tam kolejne chusteczki. Uniosła wzrok na jego twarz, czując oblewający ją rumieniec — Nie umrzesz, ale nie możesz zasnąć — powiedziała cichym głosem, uderzając go delikatnie dłonią w twarz — nie śpij, Dallas — mruknęła, chwytając go za niezranioną dłoń i splatając ich dłonie razem. Nerwowo tuptała nogą, kiedy jechali, a wystrzeliła, gdy się zatrzymali. Szybko wyszła z auta, a potem podała mu własną dłoń.
Chodź, idziemy — znów splotła ich dłonie razem. Jeśli nie będą kiedyś razem, to znienawidzi szopy — dzień dobry, mojego chłopaka ugryzł szop — stwierdziła, nie zastanawiając się nad własnymi słowami. Liczyła, że cierpiący Dallas nie zwróci na jej słowa uwagi — potrzebuje szycia i zastrzyku w dupę na wściekliznę — powiedziała bez żadnego zastanowienia, a pielęgniarka jedynie krótko otworzyła usta i zaczęła wypytywać Jensena o najpotrzebniejsze dane. Później pokazała mu łóżku, na którym miał czekać na lekarza. Erza cały czas mocno trzymała go za niezranioną dłoń. Jej szopi bohater.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”