36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było coś naprawdę ujmującego w tym jak bardzo poważnie mężczyzna podchodził do zadanego przez nią pytania. Chociaż z drugiej strony równie dobrze w tym momencie mógł również walczyć ze swoimi jelitami, które jeszcze nie poddały się działaniom stoperanu.
- Zasadne, gdyż...? - zapytała, lekko zaintrygowana tą kwestią. - Czyżbyś obawiał się takiego scenariusza z jakiegoś powodu? Podpadłeś komuś?
Nie miała tak naprawdę pojęcia z kim miała do czynienia. Może nazwisko Stiflera mówiłoby jej cokolwiek, gdyby tylko interesowała się boksem, ale Ophelia należała do tych kobiet, które raczej niewiele miały wspólnego ze sportem. Zwłaszcza, gdy chodziło o sztuki walki. Może i kiedyś odbyła jakiś kurs samoobrony ze względu na pracę w klubie, ale poza tym raczej większych punktów wspólnych z posobnymi rzeczami nie miała.
Ruszyła w kierunku kasy, bo w końcu musiała nadejść pora na to, aby zapłacić za te niezwykle osobliwe zakupy. Najważniejsze dla niej było to, aby zachowywać się z godnością i nie dopuścić do tego, aby czuła się oceniana ze względu na to jak się w tej chwili prezentowała i fakt, że znajdowała się we wciąż na wpół mokrej koszulce, która pachniała kiszonymi ogórkami.
Przywitała się uprzejmie z niezwykle atrakcyjną kasjerką, która na pewno siedząc na kasie w takim markecie widziała już naprawdę wiele. Z pewnością trafiali się dużo bardziej... ekstrawaganccy klienci niż ich dwójka.
- A za co miałbyś ulżyć sumieniu? - zapytała wprost, wyciągając już odpowiednio wysoki banknot z portfela, aby zapłacić za swoje ogórki. - Jeśli chcesz mi coś postawić to mogę się zgodzić na drinka... albo na obiad.
Może i była to dosyć śmiała propozycja, ale nie chodziło wcale o naciągnięcie go na pieniądze. W końcu jakby nie patrzeć pobyt w klubie czy restauracji był dużo kosztowniejszy niż dwa czy trzy worki ogórków kiszonych. Ot była to zwyczajna propozycja tego, aby jednak nie zakończyć tej znajomości od razu po wyjściu ze sklepu.

Karrion Stifler
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
40 y/o
Indulge in local cuisine
191 cm
Właściciel klubu i trener boksu Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
Nic tak nie rozwiązuje problemu jak prawy na wątrobę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiSierra/Leone
typ narracjiDemokracja bezpośrednia
czas narracjiWłaściwy
postać
autor

Karrion uniósł lekko brew, kiedy dopytała o zasadność pytania. Przez chwilę wyglądał, jakby naprawdę musiał to sobie jeszcze raz poukładać w głowie.
- Z doświadczenia - odparł spokojnie. - Zawsze wolę zakładać najgorszy scenariusz. Wtedy człowiek albo się przygotuje… albo miło zaskoczy - skinął głową w stronę ogórków. - Na przykład odkryje, że ktoś jednak nie planuje mieszać ogórków kiszonych z mlekiem - powiedział z wyraźną ulgą w głosie.
Gdy jednak zapytała o jego sumienie, Karrion zerknął na nią, potem na siebie, a na końcu na szerokość podobnej alejki do tej, w której się spotkali.
- Cóż… - rozłożył ręce. - Jestem duży, a gdy człowiek zajmuje pół alejki, to rośnie szansa, że ktoś w niego wpadnie - spojrzał na ogórki, które trzymała w rękach. - Gdybym był trochę mniejszy, byłyby większe szanse na oszczędzenie poprzednich paczek - rzucił z rozbawieniem, bo chciał jedynie zażartować, nie traktując swojej winy szczególnie poważnie.
Kiedy Ophelia wspomniała o drinku albo obiedzie, coś wyraźnie zmieniło się w jego spojrzeniu. Na moment pojawił się tam błysk zainteresowania.
- W takim razie… niech będzie obiad - kącik jego ust uniósł się lekko. - A jak dobrze pójdzie, to może też i drink - poruszył wymownie brwią, wpadając nawet na pomysł, gdzie mógłby zabrać blondynkę. Nie rozwinął jednak tematu, bo kasjerka skończyła skanować zakupy, więc Karrion zapłacił gotówką za swoją część i od razu spakował je do kieszeni.
Gdy odbierał paragon, rzucił kasjerce trochę głupi uśmiech, który miał w sobie też nieco zawstydzenia. Skinieniem głowy podziękował za usługę i bez słowa wyszedł ze sklepu wspólnie z Attwood, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Mężczyzna zatrzymał się na moment przy wejściu, wyciągnął telefon z kieszeni i podał go Ophelii.
- Wpisz swój numer - rzucił i gdy kobieta to zrobiła, od razu wykonał do niej krótkie połączenie, by i ona mogła sobie zapisać jego.
Schował telefon z powrotem do kieszeni i spojrzał na Ophelię, uśmiechając się przy tym lekko.
- Muszę przyznać, że to chyba najdziwniejszy początek znajomości w moim życiu - odezwał się po chwili z nutką rozbawienia w głosie. - Ale ostatecznie cieszę się, że wpadłaś akurat w mnie z tymi ogórkami - powiedział spokojnie, jednak dało się dosłyszeć w tym nutkę flirciarskiego tonu.
Karrion wsunął ręce do kieszeni kurtki i cofnął się o krok.
- W takim razie... do zobaczenia - odwrócił się i ruszył w swoją stronę chodnikiem. Tym razem krokiem już znacznie spokojniejszym niż jeszcze kilkanaście minut wcześniej. Tabletki najwyraźniej zaczynały działać, a ból brzucha powoli ustępował.
I choć dzień zaczął się dla Karriona od zdradzieckiego kebaba i widma katastrofy jelitowej, to wyglądało na to, że ostatecznie nie skończy się aż tak źle. Zawsze mógł przecież być Żymianinem.

Ophelia Attwood

koniec (chyba, że chcesz coś dodać, to śmiało)
Ash Ketchup z Alabamy
Nie lubię niekonsekwencji
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Sweet Potato”