Odpalam filmik, który pracownica kaplicy wysłała mi na maila za dziesięć dolarów. Za kolejne dziesięć wysłała też Madoxowi, tylko nie wiem czy on miał takie zapędy, żeby potem każdemu to pokazywać. Mnie już bardziej bawi niż złości ta sytuacja, więc ostatnio pochwaliłem się nawet pani z warzywniaka na dole. Z początku była trochę zniesmaczona bo jak to tak chłop ze chłopem, ale potem sama doszła do wniosku, że miłość to miłość, a my przecież zawsze byliśmy dla niej mili i uśmiechnięci. Nie było więc żadnych sensownych powodów by nie życzyć nam szczęścia na nowej drodze życia. Oglądamy to video, ja już chyba po raz setny, ale wciąż bawi tak samo. Pierwsze co rzuca się w oczy to nasz nadzwyczajny stan - wystarczy krótkie spojrzenie by zauważyć, że jesteśmy porobieni jak sto pięćdziesiąt. Ten rozbiegany wzrok, włosy klejące się do czoła, rozchwiany krok, niemniej nie my pierwsi i nie ostatni -
Myślisz, że wasza rodzinka zaakceptowałaby nasz związek? - śmieję się, bo wyobraziłem sobie sytuację, o której teoretyzuje -
Zapytaj o to samo Madoxa, to będziesz sobie musiała szukać nowej kanapy - kiwam głową, ciekawe, że mnie każdy pytał o to kto kogo zapinał, ile razy i jak było, ale żeby o to samo zagadać Madoxa to już nie było chętnych. Prawda zaś była taka, że nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane. Chyba. Chyba wszyscy woleli tak myśleć. Potem wywracam oczami i kręcę głową, niby to się krzywiąc, ale gdzieś na ustach błąka mi się uśmiech, bo nie sposób się nie roześmiać mając w głowie tamtą historię -
Nie odpowiem na żadne z tych pytań bez mojego adwokata - unoszę obie dłonie w geście poddania, ale pochylam się lekko w kierunku Gabi -
Guru pobłogosławił nasz związek, łącząc nas razem na poziomie karmicznym - czyli przez kolejne sto wcieleń będziemy trafiać na siebie gdzieś w innym świecie. Może powinniśmy wziąć też rozwód astralny? Tylko takich uprawnień chyba jeszcze nie miałem -
Mój mąż chyba nadal o tym nie wie - zamyślam się na moment. Chociaż nie jestem taki pewien, być może wysprzęgliłem mu się o naszym związku jak już nie wiedziałem gdzie się podziać żeby dowiedzieć się czegokolwiek po jej zniknięciu. Nie do końca to pamiętam -
No ale wszystko przynajmniej zostało w rodzinie - wzruszam ramionami, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie -
Podwójne - chociaż akurat Madox to już chyba się pozbył części po kreseczce, mnie się nie chciało z tym latać, ogarnę od razu jak nam będą klepać rozwód. Poza tym moja niezawodna asystentka zdążyła mi już zamówić nowy napis na drzwi do biura -
Za bardzo mnie rozprasza - rzucam, zwlekając się z krzesła. Ona wbija pierwsza ja za nią i rozglądam się po pokoju, trochę niepewnie, jakbym się bał, że Madox zaraz wyskoczy z szafy i nam wpierdoli za naruszanie jego prywatności. Ale Gaba to od razu przechodzi do penetrowania szafek, więc staję za nią i zaglądam do wnętrza -
No a co ci się w nich nie podoba? Ta jest całkiem fajna, pasowałaby ci - wyjmuję taką najbardziej przypałową, w świnie ze skrzydłami, w okularach o różnych kształtach na ich różowych ryjkach. Wyciągam ją z szafy i zaraz w kierunku Gabi -
Musisz przymierzyć - kiwam głową. W moich przecież też czasem chodziła jak zostawała na noc, chociaż może to faktycznie nie był do końca jej styl. Odrzucam koszulę na łóżko i otwieram jakąś górną szafkę, a tam... Coś na mnie wypada ciężkiego i w ostatniej chwili się uchylam. Może Noriega pułapki pozakładał na takich jak my. Odwracam się żeby zobaczyć co to było, ale tylko mi miga, wtaczając się pod łóżko -
A to co, kurwa? - marszczę brwi, po czym rzucam się na podłogę żeby zajrzeć pod mebel, a tam syf jak ja pierdole -
No kurwa nie - i o ile z ogromnym trudem powstrzymałem się żeby jednak nie zmywać naczyń, tak teraz jakoś tak machinalnie sięgam ręką po zwinięty kłąb szmat przeróżnych. Zaciskam palce na materiale i się prostuję, żeby go strzepnąć, a potem złożyć, ale jak tylko próbuje to zrobić i strzepuję to nagle z tych szmat wystrzeliwuje w powietrze w opór dolarów, cały pierdolony deszcz pieniędzy wypełnia madoxową sypialnie. Ja stoję jak wryty, bo spodziewałem się tabunów kurzu, może jakiś zaginionych śmieci, albo sterty mniej lub bardziej istotnych papierów, ale na pewno nie hajsu. Kto normalny trzyma swój majątek schowany pod łóżkiem? -
O kurwa
Gabriela R. Blais