- Ej jakbyście potrzebowali jakiejś pomocy z tym gościem, to mogę zagadać z Pilar, to już pewnie da się podciągnąć pod jakiś paragraf, a lepiej żeby koleś poszedł siedzieć, niż wymierzać sprawiedliwość na własną rękę - chociaż Madox do tej pory żałował, że on nie wymierzył, nie zabił Daltona, tylko pozwolił na to, żeby go złapali, a przy okazji jeszcze prawie to przypłacił życiem. Ale to już chyba Ericowi opowiadał.
- Zawsze najgorsi są byli, bo sobie za dużo wyobrażają - chociaż Dalton chyba nie był jakimś eksem Pilar, ale na pewno za dużo sobie wyobrażał. Pojebany.
Ten stalker Sher też musiał taki być, może nawet Madox by się temu bliżej przyjrzał, skoro już sama zainteresowana też do niego pisała, ale on miał tyle rzeczy na głowie, że kiedy szedł rano do klubu, to nie wiedział, w co ma ręce włożyć. Zresztą on miał pamięć złotej rybki, wiecznie o czymś zapominał.
Parsknął śmiechem, na kolejne słowa Erica, ale słusznie, że nie chciał Pilar nazywać słodką przy niej. To nawet Madox się bał, a miał na nią swoje różne sposoby.
- Właściwie to było tak, że ona mnie odrzuciła, potem ja ją, a potem ja znowu spróbowałem, bo my to oboje jesteśmy bardzo uparci - pokiwał głową na potwierdzenie swoich słów - pewnie za sto lat, bo to Pilar ma wybrać datę, ale tak... Kiedyś będę miał - uśmiechnął się do Erica, nieświadomy jeszcze niczego.
Śmieszne to było, bo Madox lecąc do Meksyku z Pilar mówił jej przecież, że on się już nie ożeni, a potem się oświadczył, w tym Meksyku, a teraz...
No szybko to się też wszystko u nich potoczyło, chociaż z drugiej strony ile oni wspólnie przeszli, dużo.
Teraz też w międzyczasie się zdążyli z Ericiem trochę ponapierdalać i pogadać. O kobietach.
Madox znowu się uśmiechnął i skinął głowę.
- No, ja też lubię spontan, ale Pilar też, tylko ona ma taki łeb, stary... Ona zawsze ma plan B, C i D pewnie, a ja to idę na żywioł i jak się coś wypierdala, to łatam w trakcie - bo taki był Madox. On się nie zastanawiał, nie planował, tylko zakładał najlepsze scenariusze, a jak nie szło po jego myśli to... improwizował, tego nauczyła go szkoła aktorska - myślę, że Sher i Pilar by się polubiły - stwierdził Noriega. A potem już proponował im podwójną randkę, co też mogło być ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza, że... oni z Pilar naprawdę rzadko chodzili na randki. Wiecznie gdzieś gnali, robili sto rzeczy na raz. Mogłaby to być miła odmiana.
- Spoko, tylko musisz dać nam znać wcześniej... Bo nam wiecznie coś wypada, taka robota wiesz, ja klub, a Pilar w policji, ciągle coś - ale jak ich uprzedzą odpowiednio wcześniej, to sobie zarezerwują taki wieczór, gdzie będą mogli trochę poudawać normalnych ludzi, zaprosić gości. No ciekawe doświadczenie. Po następnych słowa Erica, to Madox już zrzucił rękawice i wyrwał się do piąteczki, bo on też ostatnio prawie spalił kuchnię, bo zostawił garnek na gazie i poszedł oglądać mecz - gotowanie ssie, ale jakbym umiał takie kolumbijskie dania - aż mu w brzuchu zaburczało, jak tylko o tym pomyślał. O kolumbijskim żarciu.
Zaraz jeszcze pogadali o tym sekstelefonie, a Madox oczywiście nie wyjaśnił, że on nie pogadał o tym ze Stewart, tylko od razu poleciał zbić Galena Wyatta, jak jakiś psychol, ale no jednak to był Wyatt, który już jakiś czas sobie grabił. Należało mu się.
Jeszcze trochę potrenowali, pewnie dyskutując na inne ciekawe, chłopskie tematy, a potem już się rozchodzili, a Madox przypomniał jeszcze Ericowi o tej podwójnej randce, żeby dał im znać wcześniej i już się żegnał, bo przecież miał pewnie sto innych rzeczy na głowie.
Dużo tego ostatnio było.
Chyba potrzebował wakacji. Może jakiegoś egzotycznego wypadu. Do Rio na przykład.