Scott przez kilka sekund stał zupełnie nieruchomo, patrząc na ciało baronowej von Duperstein leżące na parkiecie. Jeszcze przed chwilą trzymał ją za rękę, próbując nie połamać jej bioder podczas tańca, a teraz staruszka leżała z dwoma nożami wbitymi w plecy. Do tego wszystkiego Jeff właśnie urządzał pokaz spontanicznego wymiaru sprawiedliwości, wskazując palcem dokładnie na niego.
Letexier powoli pokiwał przecząco głową.
- Nie, nie, nie. Ja tu jestem z Wydziału Specjalnego - oznajmił z absolutnym spokojem, jakby właśnie wyciągał legitymację, a nie próbował ratować się przed linczem.
- Szkolił mnie Frank Drebin. Nic na mnie nie macie - rozejrzał się po tłumie.
- Poza tym, gdybym ją zabił, to po pierwsze nie robiłbym tego na oczach stu osób, a po drugie nie robiłbym tego w trakcie tak dobrego kawałka.
Scott zignorował jednak całe zamieszanie i od razu zaczął analizować otoczenie. Jego wzrok zatrzymał się na czarnoskórym mężczyźnie, który stał niedaleko nich i nadal trzymał nóż. Letexier zmrużył oczy. Facet spokojnie kroił nim kurczaka.
- Ty - mężczyzna spojrzał na niego z pełną niewinnością.
Scott wskazał na nóż.
- Odłóż to - tamten posłusznie odłożył nóż. Letexier przeniósł wzrok dalej. Jakieś dwadzieścia metrów od nich stał drugi murzyn. Teoretycznie, fizycznie nie miałby najmniejszych szans, żeby wbić baronowej dwa noże w plecy, a następnie w tak krótkim czasie znaleźć się po drugiej stronie sali. Scott zastanowił się nad tym przez może pół sekundy.
- Wspólnik - kiedy William spojrzał na niego powtórzył.
- Wspólnik - Letexier wskazał obu mężczyzn palcem.
- Jeden zabija, drugi kołuje transport rowerowy. Klasyczna robota zespołowa. Aresztuję obu - zrobił krok do przodu, ale wtedy zza jego pleców odezwał się stanowczy kobiecy głos należący do Nikity. Scott zatrzymał się, odwrócił głowę i zmrużył oczy. Przyjrzał się kobiecie jeszcze raz. I nagle wszystko stało się jasne. Letexier znał ją. Po prostu wcześniej jej nie poznał. Zmieniła fryzurę, miała okulary na nosie i najwyraźniej uznała, że to wystarczy, żeby przejść kompletną transformację niczym Clark Kent. Udało jej się to.
Scott podszedł do agentki 0700.
- Nikita Prysznicova - powiedział, wyciągając rękę.
- Pseudonim: Kabina - agentka spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem. Scott uścisnął jej dłoń.
- Zawsze podziwiałem twojego ojca - krótka pauza.
- Wynalazł kabiny prysznicowe - jeszcze krótsza pauza.
- Kabina Prysznicova - he he.
Scott pokiwał głową z satysfakcją, a gdy Nikita zdała sobie sprawę, z kim ma do czynienia, od razu dała na wstrzymanie. Nie czekając na reakcję, wicekomendant natychmiast odwrócił się do reszty.
- Dobra. Wszyscy zamknąć mordy. Teraz ja prowadzę śledztwo - podszedł do ciała i przykucnął obok baronowej.
- Podejrzani... - jego wzrok powędrował na karlicę. Scott zmierzył ją od góry do dołu.
- Wykluczona - kobieta zrobiła oburzoną minę.
- Dlaczego?! - warknęła.
- Nie dosięgnęłabyś jej garbu - przyznał, spoglądając na garb, w który wbity był jeden nóż.
Karlica otworzyła usta, ale Scott już przeniósł wzrok na Williama i Madoxa. Przez chwilę patrzył na nich bez słowa.
- Oni też odpadają - rzucił.
- Już i tak los was skrzywdził, więc nie dopierdalalibyście sobie bardziej - przytaknął sam sobie, po czym odwrócił się. Kilka metrów dalej stała jakaś latino girl. Letexier zerknął na nią i momentalnie zauważył podobieństwo do Pilar. Dziewczyna akurat na niego patrzyła. Scott puścił jej oczko.
- Niezła pierdziawa - mruknął pod nosem, a potem wrócił do sprawy.
Przeszedł kilka kroków w jedną stronę. Zatrzymał się, odwrócił. Przeszedł kilka kroków w drugą. Znowu się zatrzymał. Zmarszczył brwi. Tłum obserwował go w absolutnej ciszy. Wicekomendant wyglądał jak detektyw rozwiązujący aferę chatboxową z Karrionem w roli głównej. W końcu stanął na środku sali.
- Mamy tutaj ofiarę, w tle konflikt o majątek oraz koincydencję związaną z bardzo podejrzanymi powiązaniami finansowymi lobby żydowskiego - spojrzał znacząco na obu czarnoskórych mężczyzn.
- Wszystko zaczyna się układać - już miał wskazać ich jako głównych podejrzanych, kiedy Nikita nagle ruszyła w stronę Madoxa.
- Ty - agentka złapała go za ubranie i zaczęła przeszukiwać kieszenie. Po chwili wyciągnęła z nich małe opakowanie. Spojrzała na nie, a następnie zamarła. Letexier w tym czasie też zdołał dostrzec, co takiego Nikita tam znalazla.
- Arbuzowy kondom - rzuciła głośno i wyraźnie, by wszyscy słyszeli. W sali zapadła kompletna cisza. Scott natomiast spojrzał na Noriegę.
- Interesujące... - Nikita zmrużyła oczy.
- To ulubione prezerwatywy baronowej. Co masz z nią wspólnego? - Scott nie interweniował. Zamiast tego patrzył, będąc gotowym zawinąć już Madoxa, bo przecież nie raz nie dwa chciał to zrobić. A teraz miał ku temu dobry powód: przemycanie kondomów na zamknięte imprezy. Znajdzie na to paragraf. A w baronową to tam wyjebane.
Madox A. Noriega William N. Patel