25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Erika miała rację w kwestii związanej z przenośną konsolą zwaną switchem - Eric ogólnie długo dywagował nad zabraniem tejże konsoli i gdy był przekonany, że warto ją zostawić, to ostatecznie spakował ją do plecaka - pewnie ani razu jej (konsoli) nie odpali, bo nie będzie miał czasu, ALE zawsze będzie mógł pożyczyć ją chociażby podczas podróży. Posiadał na switcha między innymi takie gry jak Super Maro Bros, Star Wars i Pokemony. Ogólnie miał wrażenie, że switcha ostatni raz odpalił…jakoś w styczniu.
Słysząc o mcflurry, oczy mu się zaświeciły i koniec końców zajechali do mcdrive’a, gdzie Stones zamówił sobie ten lodowy deser o smaku pistacjowym, bo szczerze? To był jego ULUBIONY, odkąd spróbował go zaraz po premierze. Doskonale pamiętał znajomych, którzy tak się zachwycali nowym - wtedy - mcflurry i w sumie to przez nich postanowił spróbować, bo gdyby nie hype, to by odpuścił.Poczekał, aż każda z dziewczyn przedstawi swoje zamówienie, zapłacił - powiedział, że następnym razem one mu coś ogarną z maka lub innej fast foodowej knajpy. Albo po prostu kupią mu piwo - bo tym także nie pogardzi.
Żeby nie było, że Eric się wyłamał - bo gdzieżby śmiał?! - on także opowiedział kilka historii z czasów studiów m.in. o projekcie na zajęcia z programowania, który miał wyjść TAK SUPER, a ostatecznie wyszedł… mocno średni, zaspaniu na egzamin przez to, że wyłączył budzik i poszedł dalej spać oraz pranku jaki zrobił jednemu ziomkowi, polegającym na włączeniu na yt ekranu z niby aktualizacją systemu, zmianie języka na tajski, orientacji ekranu.

- Ciebie też miło poznać. - w końcu stwierdził z uśmiechem w kierunku Maddie, po tym, jak uścisnął jej dłoń i sam przedstawił siebie oraz Sher. Niby troszkę się pospieszył, gdy nazywał Maddie dziewczyną Alexa, ale na swoje usprawiedliwienie miał to, że nie uważał, by Hall zabrał ją, gdyby była WYŁĄCZNIE przyjaciółką. Tak samo przecież było w przypadku Stonesa - zabrał Sher, ponieważ od pewnego czasu ich etap relacji wskoczył o poziom wyżej.
Gdy przyjechała Duffy z Jasonem i Lilian, Eric pomachał w ich stronę, a słysząc o zimnym piciu, walnął się ręką w czoło i czym prędzej szybkim krokiem podążył do swojego samochodu (Hondy) aby wziąć dwie siatki z napojami i czteropakami. Wszystko zaniósł do kuchni, a piwka umieścił w lodówce, przy okazji wziął jeden czteropak, by gdy ponownie znalazł się obok ogniska, wręczyć puszkę Alexowi, Sher, Jasonowi (z którym w międzyczasie się przywitał) i Duffy.
- Sorry, że nie zimne, ale jakby co, to w lodówce coś tam się chłodzi. - powiedział zgodnie z prawdą, pozostawiając przyjaciółce decyzję, czy chce wypić to, co otrzymała, czy jednak wolała coś chłodniejszego - aczkolwiek jeżeli chodziło o drugą wersję, i tak należało poczekać, skoro dopiero co schował wszystko do lodówki. Sobie nie wziął, ponieważ planował brać łyka (albo nawet kilka łyków) od Sher.
- Nie tylko pierwsza klasa, ale nawet pierwsza klasa PREMIUM. - odparł z uśmiechem, wyciągając telefon i robiąc pamiątkowe zdjęcie dzieła stworzonego przez Alexa. A potem porobił też kilka fotek tak na pamiątkę - bo dokumentacja zdjęciowa to przecież ważna rzecz, szczególnie z wyjazdów/wypadów, a on specjalnie jeszcze robił przegląd plików, by mu zaraz nie wyskoczył komunikat o tym, aby zwolnił miejsce.
- A przestań, nie masz za co przepraszać. - machął ręką, bo tego typu niespodzianki zdaniem Erica na luzie mogły mieć miejsce. Poza tym uważał, że ten wypad był bardzo dobrym momentem na zapoznanie z ekipą.
- O, to faktycznie fajnie, że się udało. Jak się witaliśmy, nie widziałem niczego niepokojącego, więc na razie chyba jest git. - dodał od siebie, rozumiejąc obawy Alexa - bo bądź co bądź, sam miał nadzieję, że Sher złapie dobry kontakt z ekipą i będzie czuła się przy nich swobodnie. Jeśli komuś na drugiej osobie zależy, naturalnym jest, że chce, aby została dobrze przyjęta przez ludzi, którzy są dla niego ważni. Eric zerknął przelotnie na Sher, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Skinął głową, potwierdzając, iż bagaże Alexa (i Madds) znajdowały się w bagażniku, który otworzył pilotem - dobrze, że stał w jego zasięgu (znaczy, i tak musiał zrobić kilka kroków, by kluczyk odnalazł autko) i wykonał to, za co odpowiadał wciśnięty przycisk.
- Popilnujemy i dzięki Alex, wy też do siebie pasujecie. - zdążył jeszcze rzucić, zanim Hall poszedł po swoje rzeczy. Objął Sher w pasie i cmoknął ją w czoło.
- Ale żeśmy misję dostali. - rzucił żartobliwie, choć zaraz poszedł po leżące obok drewienka, by je dorzucić, a potem znów stanął obok Sher.
Zdawało mu się, że słyszy coś o komarach, ale nic nie odpowiedział, bo nie usłyszał, o co dokładnie chodziło - ale swoją drogą NIE wziął nic, bo… zapomniał. Jakby miało się okazać, że nikt nie wziął, to zostawała wycieczka do sklepu.
Nagle dostrzegł Alexa z okna i do jego uszu dotarło kolejne polecenie.
- EJ ALE MY Z JASONEM MAMY SWOJE KIJKI! A PICIE JUŻ DOSTAŁA! - odkrzyknął, nie mogąc się powstrzymać, by tego nie palnąć, lecz zaraz potem zaslutował i poszedł w kierunku lasu, aby poszukać badyli, nadających się do tego, aby nabić na nie kiełbaski i chlebki - oczywiście wyciągnął rękę w kierunku Sher, by w razie co poszła z nim, ale decyzję pozostawił jej samej, tj. mogła albo iść z nim i Jasonem, albo zostać i pilnować ognia.
- Obyśmy się nie zgubili, bo będzie słabo. A tak w ogóle, jak żyjesz? - spytał nagle Eric Jasona, chcąc upewnić się, że u przyjaciela wszystko w porządku. Ostatnio nie mieli zbyt wielu okazji do spokojnej rozmowy, a krótkie wymiany wiadomości nigdy nie mówiły całej prawdy o tym, co działo się u drugiej osoby. Po chwili jego uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego.
- Patrz! To wygląda jak nora. Ciekawe, czy jakiś zwierz tu sobie pomieszkuje. - rzucił, wskazując niewielki otwór w ziemi przy kępie trawy. Odruchowo zrobił kilka kroków w jego stronę i przyjrzał się znalezisku z zaciekawieniem. Nie był specjalistą od leśnych stworzeń, ale wyglądało na to, że faktycznie mogło należeć do jakiegoś mieszkańca okolicy.
Nie było łatwo, ale koniec końców połamali kilka gałęzi - trzeba było je wykorzystać, bo na ziemi leżały głównie suche, cienkie patyki.
Po powrocie, Eric poszedł do pokoju, ponieważ w plecaku miał scyzoryk, który planował wykorzystać do ostrzenia kijków, a Jasonowi zgarnął nóż z kuchni. Chyba, że sam to będzie robił to nóż i tak na pewno się do czegoś przyda, więc po prostu sobie leżał gdzieś obok kiełbasek.
Także usiadł sobie na wolnym krześle ze scyzorykiem w jednej, a kijkiem w drugiej ręce i zabrał się do pracy. Powolnymi, pewnymi ruchami przejeżdżał ostrzem po końcówce badyla od dołu do góry, raz za razem ścinając cienkie wiórki drewna. Po kilku chwilach kij stopniowo nabierał kształtu porządnego szpikulca.
- Piwo się chłodzi. - odpowiedział Gabie, nie odrywając wzroku od swojego dzieła.Na pytanie o pianki zawahał się jednak na moment i przerwał struganie, jakby próbował sobie przypomnieć, gdzie ostatnio je widział.
- Powinny być w kuchni razem z żelkami. - odparł w końcu, po czym wrócił do pracy. Gdy uznał, że kijek jest już gotowy, odłożył go obok i wziął się za kolejny i kolejny, i kolejny, a kiedy już wszystkie miały ostre końcówki, wstał z miejsca by wziąć dwie kiełbaski (jedną planował zagrzać dla Sher) i chlebek, a następnie stanął obok ogniska.
- To kto chce, niech bierze kijek w dłoń i grzeje, co tam chce. - rzucił do ekipy, dając zielone światło na sięganie po produkty, nadające się do grzania nad (lub w) ogień.
- Wziąłem Ci jedną. - powiedział do Sher, ale oczywiście jeśli ona sama chciała, to też miała prawo, by sobie podgrzać, a on po prostu najwyżej zje dwie. Żaden problem.

Shereen Winfield
Erika Lindberg
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już wcześniej Eric zapowiedział jej, że będzie zabierał ze sobą switcha, co okazało się być niezwykle dobrym posunięciem, bo przynajmniej dzięki temu Shereen mogla sobie pograć w Pokemony i Mario, gdy jej się nudziło w czasie drogi. Dlatego też to Lindberg siedziała obok kierowcy, aby go jakoś zabawiać rozmową, obowiązkowym karaoke lub podawaniem precelków, które kupiła w jakimś sklepie, aby wyposażyć się na tę niezapomnianą podróż.
Nie ominęła ich rzecz jasna wizyta w Maku, a skoro już tam byli to jednak warto było z tego skorzystać. Chociażby zamawiając burgera z Crispy Chickenem, bo uwielbiała chrupiącego kurczaka.

Informacja, że Hall przeżył jakoś swoją trasę nie brzmiała szczególnie optymistycznie, ale mogła się domyślić, że przede wszystkim dojechali w jednym kawałku, a damskie towarzystwo nie doprowadziło go do wjechania na kolizję czołową z ciężarówką.
- To najważniejsze - skwitowała, klepiąc go jeszcze po ramieniu nim przeszła do dziewcząt.

Nie dbała kompletnie o to, że została nieco przemoczona przez Gabrielę. W końcu to była jedynie woda, która wyschnie raz dwa. Z trudem też ugryzła się w język, aby nie rzucić do koleżanki tekstem o tym, że jest przez nią mokra, ale tak dwuznaczne żarty opowiadane przy ledwie poznanej dziewczynie mogłyby nie zostać tak dobrze odebrane.
- Było całkiem dobrze Drogi puste, spokój. Sher się trochę nudziło, ale zajęliśmy ją konsolą do gier jakby była dzieciakiem - rzuciła lekko żartobliwie, bo naprawdę to wyglądało trochę jakby byli rodzicami wymyślającymi dla dziecka zajęcie na podróż i to najmniejszą linią oporu.
Wkrótce też byli całkowicie w komplecie, bo dojechały ostatnie sztuki wraz z przybyciem Duffy, której całe szczęście Eric zdążył już wcisnąć picie w jej dłoń i nie musieli się przejmować tym, że dziewczyna umrze z pragnienia. Wyglądało na to, że powoli zaczynało się rozwiązywać coraz więcej różnych kwestii... Chociaż pojawiła się jedna wyjątkowo ważna kwestia: czy ktoś w ogóle pomyślał o komarach i o tym, że trzeba się będzie przed nimi zabezpieczyć?
Ktoś musiał zdecydowanie popilnować ogniska, kiedy tak się robiło i przygotować już odpowiednie produkty spożywcze, które miały trafić nad płomienie, aby zostać upieczonymi. Lindberg postanowiła, że będzie tą, która zadba o ich jedzonko i o to, aby faktycznie ogień nie zaczął się rozprzestrzeniać nie tam, gdzie trzeba skoro Alex zadbał o rozpalenie tak ogromnego ognicha.

Shereen Winfield
Eric Stones
Alexander Hall
Gabriela R. Blais
Maddie Lennox
Duffy Summers
Jason Choi
Erza B. Fernandes
Lilian Davenport
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Czyli wychodziło jednak na to, że te komary ich zeżrą. No, przynajmniej będą mieć ładne epitafia na swoich nagrobkach. Już się nie mógł doczekać.
- Wiesz, że wbrew pozorom wcale niewiele się u mnie ostatnio działo? Tylko jedna szalona sąsiadka, ale nawet z nią sprawa sie jakoś rozwiązała. A i musiałem Gabs ostatnio ratować, ale to też ciekawsza historia, taka do opowiedzenia na spokojnie - odpowiedział jeszcze na szybko Ericowi. Czyli nic się nie działo ale jednak trochę się działo. Klasyka. - Uważaj na tę dziurę. Na pewno nie pchaj tam żadnych kijków - wyszczerzył się nieco głupio. Tak, mentalności pięciolatka nie szło się nigdy całkowicie wyzbyć.
Ooo, on już by pokazał Gabs jak się robi porządną Miss Mokrego Podkoszulka. Zanim jednak mógł nawet o tym pomyśleć, dostał dosłownym zimnym prysznicem na twarz. Nieco zaskoczony, potrzebował sekundy by pojąć co się właściwie stało. Woda serio nie należała do najcieplejszych, dobrze jednak że ogółem pogoda była ciepła. Jakaś zemsta na pewno się za to należała, nie było opcji, aby przepuścił to płazem. Ale nie teraz. Wrzucenie jej do jeziora było jakąś opcją, ale co to by była za zemsta, biorąc pod uwagę, że i tak Gaba była już mokra? Nie, będzie musiał się popisać czymś innym. A wyglądało na to, że będzie miał trochę okazji, skoro mieli mieszkać przez czas wyjazdu razem.
- Zero finezji, Blais! Zero out of ten, koszmarna technika. Definitywnie będzie ci potrzebna lekcja jak to się robi - zaśmiał się, potrząsając głową, aby strząsnąć nadmiar wody z włosów. - Nawet małżeństwo w separacji czasem do siebie wraca - wzruszył ramionami. Czyli mieli ustalone. Zajebiście.
W międzyczasie od strony domku dobiegło polecenie Alexa, ale jak się okazało, Eric wszystkim się już zajął. Prawdziwy handyman, nie ma co. Jason zapisał sobie w pamięci, żeby później Stonesowi podziękować, tymczasem ruszył w ślady Gaby, uznając, że jednak dobrze by było przebrać się w coś suchego. Może i ubranie wyschłoby na nim dość szybko, ale chyba też wolał zmienić ciuchy na coś wygodniejszego. No i uszczelnić swoją jedyną zbroję przed komarami.
Bez większego trudu złapał zarówno swoje bagaże jak i Gabrieli. Miał nadzieję, że został jeszcze jakiś fajny pokój, pozwolił dziewczynie wybrać, mając nadzieję, że trafi na najlepszy z pozostałych.
- Powinnaś mi się dać przenieść przez próg, wiesz o tym? - zażartował, kiedy już dotarł do lokum, które mieli wspólnie zajmować. Wyglądało bardzo spoko. Choi rzucił swoje torby przy jednym z łóżek, wynalazł jakieś suche, wygodne ubranie i zrzucił z siebie to mokre. Zaraz potem dołączył do ludzi przy ognisku, po drodze zahaczając o kuchnię i także zgarniając sobie jedno piwo. Nawet jeśli nie było jeszcze zimne, jakoś da radę.
- Bardzo ładne kijki, Eric. Chociaż nie umywają się do naszych - zażartował jeszcze, nawiązując do jego wcześniejszych słów i dosiadając się do towarzystwa. - No to skoro już prawie wszyscy się tu zebrali, proponuję jakiś toast, co wy na to? Za udany wyjazd za miasto z najlepszą ekipą ever? - uniósł swoją puszkę z piwem. Był naprawdę podekscytowany tym wyjazdem. Czekało go tutaj wiele pierwszych razów - pierwsze takie prawdziwe ognisko z pieczeniem kiełbas i pianek, pierwsze spacery po szlakach, oby tylko nie pierwsze pogryzienie przez jakieś dzikie zwierzę.

Gabriela R. Blais Alexander Hall Eric Stones Duffy Summers Lilian Davenport Erika Lindberg Shereen Winfield Maddie Lennox
23 y/o
Mark your calendar for Canada Day
167 cm
barmanka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Cieszyła się, że tutaj była, serio! Chociaż Ci ludzie dookoła jej nie znali byli naprawdę mili i traktowali ją jakby od dawna była częścią grupy. I musiała przyznać, że to uczucie było...fajne? Tak, to chyba odpowiednie słowo. I kurde, to towarzystwo zdecydowanie mocno różniło się od tego, w którym zazwyczaj Mads się obracała. Między tymi ludźmi tutaj była jakaś więź, którą każdy ślepy by zauważył, czuli się w swoim towarzystwie bardzo komfortowo i nawet jeśli między nimi padały jakieś zaczepne słowa były to tylko żarty i każdy z nich zdawał sobie z tego sprawę. Czuła się bardzo komfortowo chociaż w dalszym ciągu była odrobinę zagubiona co starała się bardzo mocno ukryć. Nie przywykła, nie widziała nigdy, że ludzie mogą być przyjaciółmi bez wbijania sobie szpil i udowadniania kto z nich jest lepszy. Tutaj liczyły się prawdziwe relacje, a nie te udawane jak w przypadku przyjaciół Mads. W jej towarzystwie liczył się tylko status, drogi alkohol, najlepsze kluby i używki, które miały zapewnić dobrą zabawę. Przyjechali tutaj niespełna kilka godzin temu, a blondynka czuła się zdecydowanie lepiej w towarzystwie obcych dla niej ludzi niż wśród swoich. I te myśli właśnie ją przerażały.
Stała w czyimś towarzystwie, prowadziła miłe rozmowy, ale swoim spojrzeniem uciekała do postaci Alexa, na którego patrzyła teraz inaczej. Na ustach Lennox błąkał się szczery i wesoły uśmiech, wiedziała, że ciemnowłosy wśród przyjaciół zachowuje się inaczej, ale nie wiedziała, że aż tak. Był uśmiechnięty, beztroski i taki jakiś wolny. Boże... I ta nowa wersja jego też ją nieźle kręciła. Zachowywał się trochę jak [d]daddy[/i] całego wyjazdu i nie omieszkała parsknąć pod nosem do swoich własnych myśli.
- Przynajmniej to dziecko nie wymaga co pięciominutowego postoju na siku czy coś takiego. - odpowiedziała na słowa Eriki i zachichotała cicho. Pewna nie była czy tak serio wyglądają podróże z dzieckiem bo swojego nie miała, ale tak zakładała, przynajmniej tak to wszystko wygląda w tych wszystkich filmach.
W stroju motocyklowym robiło jej się coraz bardziej gorąco, nie była tak szalona jak Gabs (kłamstwo, była i nawet mogłaby się rozebrać razem z nią, ale bielizna, którą miała na sobie nie pozwalała na pokazanie jej innym. Nie wstydziła się bo Mads mało co się wstydzi, ale obawiała się, że Alex rzuci się na nią zanim dolecą do ich sypialni, haha) całe szczęście Hall był szybszy, zgarnął z bagażnika ich wspólną walizkę i pociągnął Mads za sobą.
- Boże, co tak agresywnie. - mruknęła rozbawiona kiedy ten chwycił ją za nadgarstek i pociągnął za sobą do pokoju. Kilka chwil i byli już sami, Mads uniosła lewą dłoń w górę i chwyciła za gumkę rozpuszczając swoje włosy, a następnie przeczesała je własnymi palcami. Odwróciła się przodem do Alexandra i spojrzała na jego klatę i zamek, który utknął gdzieś w połowie. Pokręciła z niedowierzaniem głową i zbliżyła się w jego stronę. Oparła dłonie na jego klatce piersiowej i spojrzała na jego twarz.
- Nie, jest naprawdę fajnie. Są mili, otwarci i kurde...naprawdę jesteście zgraną paczką przyjaciół. Taką rodem z tych seriali dla nastolatków. - na jej twarzy malował się delikatny uśmiech, a w oczach pojawiło się dziwnego rodzaju ciepło. Zagryzła delikatnie swoją dolną wargę, przez sekundę przemknęła jej przez głowę pewna myśl, ale zanim dokładnie się nad tym zastanowiła słowa wypadły z jej ust.
- Wspominałeś im coś o mnie? - przesunęła dłonie na jego klatce piersiowej i w swoje opuszki chwyciła zimny metal suwaka na jego kurtce. Odetchnęła cicho i zanim zaczęła się z nim siłować końcem języka oblizała dolną wargę.
- Eric nazwał mnie Twoją dziewczyną. - wyrzuciła z siebie niemalże z prędkością światła, w jej głosie dało się wyczuć jakieś napięcie. Nie rozmawiali o tym, nie poruszali tego tematu, aż nagle jego przyjaciel nazwał ją dziewczyną Alexa. Trochę się pogubiła, nie wiedziała co o tym myśleć dlatego nawet nie podniosła na niego swojego wzroku.
I kiedy chciała zacząć walkę z tym cholernym zamkiem Alex niczym dziecko z robakami w dupie ruszył w stronę okna, otworzył je i zaczął się wydzierać tak głośno, że Mads nie mogła zahamować cichego śmiechu. Chłopak był tak beztroski, głośny i widząc go takiego Lennox poczuła jak po jej sercu rozlewa się ciepło, to przyjemne i specyficzne.
- Zachowujesz się jak daddy tego wyjazdu, nie wiedziałam, że umiesz aż tak ogarniać. Jestem podekscytowana, że poznam Cię z trochę innej strony. - a takim sobie wyznaniem rzuciła kiedy w końcu znów stanał przed nią i nie wiercił.
Na jego kolejne słowa wywróciła tylko oczami rozbawiona i tak jak prosił zaczęła pomagać mu z tym zamkiem, trochę się musiała namęczyć, ale w końcu puścił, a ona uniosła swoje dłonie na jego klatkę i przesunęła je na ramiona tym samym sprawiając, że ubranie spadło.
- I chyba mnie to kręci, Daddy. - szepnęła i swoimi ustami musnęła jego, delikatnie i dość szybko. Odwróciła się na pięcie i zdecydowała się pozbyć własnego ubrania, bez pomocy Alexa bo była dużą dziewczynką i sobie radziła, tak.
Za chwilę była już w bieliźnie, z walizki, którą otworzyła wyciągnęła jakąś koszulkę na ramiączkach i czarne spodnie dresowe oraz trampki, to był plus takiego wyjazdu, same dresy, za duże bluzy (które oczywiście będzie kraść Alexowi) zero makijażu i całkowity luz. Czuła się...wolna.
- Dawaj, dawaj, nie będę tutaj stać cały dzień i czekać aż się ogarniesz. Głodna jestem. - poganiała go w momencie kiedy już sama się ogarnęła i usiadła na łóżku czekając aż jaśnie pan się ubierze.
Z otwartego wciąż okna dochodziły dźwięki rozmów, śmiechów, ogniska i jakiejś cicho lecącej muzyki. Powietrze pachniało drewnem, dymem i drzewami. I tak szczerze? To był przepis na najlepszy wyjazd.
Alexander Hall Gabriela R. Blais Shereen Winfield Jason Choi Eric Stones Erika Lindberg Duffy Summers Lilian Davenport
izzy
jak mi coś nie będzie pasować dam znać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”