Próbował o tym nie myśleć, ale im bardziej się starał tym bardziej gesty Wallace, go z tego wybijały. Przykładowo teraz, kiedy od tak pozbyła się dzielącego dystansu i wbiła się między niego, a mapę znów lądując w jego ramionac. A on miał teraz ochotę zacisnąć ręce wokół jej talii, ułożyć głowę na jej ramieniu i zostawiać ciepłe oddechy na jej szyi, pod pretekstem studiowania tej mapy. I nagle niewiele myśląc robił to, tak po prostu jakby to był kolejny zwykły przyjazny gest podczas rozpracowywania planu wycieczki.
Strumyk.
Na chwile ich rozdzielił, gdy podejść do niego musieli. Tylko przez chwilę on wcale nie myślał o wodzie, przez którą miał ich przeprawić. Nie po tym jak Abby z premedytacją zwinęła mapę w rulon i wcisnęła ją sobie w dekolt. Jego mózg chyba chciał teraz wywiesić białą flagę i machać nią radośnie gdy z trudem przełknął ślinę. Bezpieczne miejsce, jasne. Uśmiechnął się zawadiacko, a wzrok podążył za mapą. Zazdrościł tej starej papierowej kartce, choć nie powinien. — Zawsze — odparł pewny siebie, stając tyłem do niej trochę się pochylając, by łatwiej jej było wpakować się na jego plecy. — Tylko ostrzegam, że nie przyjmuję reklamacji. Archibald Express nie posiada poduszek powietrznych i ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków — był raczkującym przewoźnikiem, stawiał pierwsze kroki w tym biznesie. Najpierw trzeba było wyłapać klientów, potem myśleć o większych udogodnieniach, bo wszystko w tym świecie kosztuje. Zerknął jeszcze na nią przez ramię, gdy tak odliczała w głos.
Zimno?
G o r ą c o.
Jasne, woda do najprzyjemniejszych nie należała, a;e ciepło jej ciała przylegającego do pleców, ten cholernie gorący oddech jaki otulał jego szyję, to wszystko sprawiało, że krew w jego żyłach przepływała szybciej.
— Trzymaj się mocno, dno jest jakieś takie… — zaczął stawiając kroki powoli, dłonie zaciskając ja jej udach i było całkiem dobrze, gdyby nie fakt, że ona nagle puściła jego szyję, a on akurat wtedy nadepnęła na obślizgły kamień. — …śliiiiiiskie! — Kostka uciekła w bok, a on próbując utrzymać jednocześnie i równowagę i Abby, przegrał nierówną walkę z grawitacją. Wyglądał jak pijana czapla próbująca tańczyć balet, a potem już było tylko głośne CHLUP i obydwoje wylądowali w wodzie.
Ja pierdole przywołało go do rzeczywistości. Podparł się na rękach i potrząsnął głową jak zmokły pies. Tym razem ani ona nie wylądowała na nim, ani on na niej. Siedzieli w tym bagnisku jak dwa nieszczęścia, więc przyklęknął przed Abby ignorując fakt, że wode ma dosłownie wszędzie i nagle spojrzał w jej przemoczony do reszty dekolt, z którego smętnie wystawał rtozmokły, papierowy rulon. Nie wytrzymał. Wybuchnął śmiechem przecierając dłonią swoją mokrą twarz, by później ze szczerym uśmiechem odgarnąć mokre włosy z jej twarzy, a potem, bezczelnie sięgnąć do jej dekoltu po rozmoczoną mapę skarbu. — Żeby nie zmokła — przypomniał jej słowa nie mogąc się powstrzymać. — Plus jest taki, że mój tyłek dzisiaj nie ucierpiał, a twój? — zapytał wstając na nogi i podając jej dłoń, by też mogła wydostać się z tego bagniska. — Żyjesz, czy teraz ja powinienem cię jakoś ojojać? —
